Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polegały kontrowersje wokół testowania starszej wersji systemu zamiast docelowej konstrukcji oferowanej do K2PL.
  • Jakie argumenty, poza samą celnością, przesądziły o wyborze norweskiego uzbrojenia dla nowych polskich czołgów.
  • Dlaczego zdolność do integracji z systemem ochrony aktywnej Trophy może być kluczowym czynnikiem w całym procesie.

Opisane przez portal WNP wyniki prób tarnowskiego modułu uzbrojenia są fatalne. Dotyczą jednak poprzednika konstrukcji, którą Zakłady Mechaniczne „Tarnów” proponowały do czołgu K2PL. Na tę różnicę powołują się internetowi komentatorzy, od kilku dni nieustannie krytykujący rząd i wojsko za dokonany wybór uzbrojenia dla nowych polskich czołgów.

O ile można się z nimi zgodzić, że w każdym przypadku, gdy polski przemysł potrafi wyprodukować uzbrojenie o odpowiednich parametrach, powinno mieć ono pierwszeństwo przed zakupami zagranicznymi, o tyle w tym konkretnym przypadku niekoniecznie mają rację. Przede wszystkim ujawnionych wyników prób lekceważyć nie należy. Przy okazji warto też zapytać o coś więcej niż celność jednego testowanego stanowiska strzeleckiego: o to, jak wojsko wybiera sprzęt, jak państwo rozwija krajowy przemysł oraz jak pogodzić gospodarczy patriotyzm z troską o bezpieczeństwo obsługujących sprzęt żołnierzy.

Czytaj więcej

Czy powstaną wielkie francuskie niszczyciele rakietowo-dronowe?

Fatalne wyniki testów polskiego uzbrojenia 

Z medialnych opisów testów wynika, że na dystansie 500 m zdalnie sterowany moduł uzbrojenia ZSMU A3B uzyskał 26,7 proc. trafień przy wymaganych ponad 90 proc., na 1000 m zaledwie 10 proc. przy wymaganych ponad 70 proc., a na 1500 m nie trafił ani razu przy wymaganych ponad 50 proc. Strzelano z postoju do nieruchomej tarczy o wymiarach 2,3 × 2,3 m, czyli mniej więcej wielkości sylwetki pojazdu. Takie wyniki przedstawił w WNP Rafał Lesiecki, powołując się na dokumenty wojskowe. Trudno się dziwić, że zrobiły one ponure wrażenie. Nie sposób bowiem uznać ich za drobne potknięcie.

Sprawa dotyczy wyboru zdalnie sterowanego modułu uzbrojenia dla czołgów K2PL. Decyzja już zapadła: Hyundai Rotem podpisał z Kongsbergiem kontrakt na dostawę modułów Protector RS4 oraz budowanych na tym samym podwoziu wozów zabezpieczenia technicznego i czołgów saperskich. Umowa jest warta około 700 mln koron norweskich, czyli blisko 280 mln zł, a dostawy mają ruszyć wiosną 2027 r. Według szacunków WNP chodzi o łącznie około 120 modułów.

Nic zatem dziwnego, że sprawa wywołała spore zainteresowanie i gorącą dyskusję, w której po raz kolejny rozgorzał spór o to, że mamy polskie uzbrojenie, a kupujemy takie samo lub bardzo podobne za granicą. Problem z takimi dyskusjami polega na tym, że często nie odróżniamy tego, co polski przemysł rzeczywiście ma do zaoferowania, od tego, co dopiero rozwija i zapowiada jako przyszłą zdolność.

Czytaj więcej

Polskiej armii brakuje pilotów. Wkrótce będziemy ich potrzebować 199

Po pierwsze, żołnierz ma prawo oczekiwać, iż broń zadziała bez względu na to, gdzie producent ma siedzibę. Wojsko ma też prawo oczekiwać uzbrojenia, które spełnia wymagania wynikające z zadań, do których jest przeznaczone. Po drugie, nie każda krytyka wyboru zagranicznego dostawcy jest gospodarczym patriotyzmem. Po trzecie zaś, opis jednej nieudanej próby nie świadczy w żadnym razie o tym, że polska zbrojeniówka nie potrafi zbudować skutecznego stanowiska strzeleckiego. Świadczy o tym, że przedstawiony do tej próby zestaw nie wykazał parametrów wymaganych dla K2PL.

To istotna różnica. Nie trzeba bowiem przekreślać dorobku Tarnowa, żeby uznać, że w tym konkretnym programie zamawiający miał powody, by wybrać inne rozwiązanie.

Testowano A3B. Do czołgu oferowano A3K

Wróćmy jednak do testu, krytyki i próby odpowiedzi na pytanie, czy stawiane zarzuty są słuszne. Podstawowe fakty są takie: 2 lutego 2026 r. na poligonie koło Nowej Dęby badano moduł A3B zamontowany na kołowym Waranie. Tymczasem do K2PL Tarnów miał proponować dopiero opracowywany model A3K. Faktycznie zbadano więc inny moduł na innym pojeździe. Ta rozbieżność nie jest bez znaczenia. I słusznie stanowi jedną z głównych osi zarzutów krytyków norweskiego zakupu. Trzeba jednak od razu zastrzec, że badanie starszego modułu zaproponował sam producent.

Na ten aspekt sprawy zwraca uwagę m.in. Krystian Pograniczny, publicysta piszący w serwisie X. Kwestionuje on sposób oceny tarnowskiej propozycji i pyta, dlaczego wynik starszej konstrukcji miał przesądzać o możliwościach nowej i o skreśleniu jej z listy zakupów.

Ta historia ma jednak drugą stronę. Według WNP jeszcze w listopadzie 2025 r. PGZ zapewniała, że Tarnów ma moduł A3K spełniający wszystkie wymagania specyfikacji przygotowanej na potrzeby tego programu. Na spotkaniu w grudniu 2025 r. przedstawiciele firmy mieli jednak przyznać, że A3K jeszcze nie istnieje i powstanie na bazie starszego modułu, czyli modelu A3B. To zatem Tarnów zaproponował wówczas sprawdzenie w testach modelu A3B.

Czytaj więcej

Czołgi K2 będą mieć polskie zawieszenie. Dzięki firmie z Wadowic

Z tej samej relacji wynika, że nowe rozwiązania miały stanowić 48 proc. podsystemów A3K. Ponad połowę miał więc odziedziczyć po wariancie A3B. Nie wiadomo jednak, które elementy planowano zmienić i czy były to akurat te, które wpłynęły na fatalne rezultaty testu. Sam udział wspólnych podsystemów nie pozwala tego rozstrzygnąć.

Trudno zatem twierdzić, że wojsko samo wybrało niewłaściwy wyrób i rozliczyło go z wymagań stawianych nowej konstrukcji. Z drugiej strony słaby wynik A3B nie przesądza o możliwościach przyszłego A3K. Daje natomiast zamawiającemu uzasadniony powód, by ostrożniej traktować obietnice szybkiego dopracowania nowego wariantu.

Nie od rzeczy będzie w tym miejscu przywołać Andrzeja Kińskiego, redaktora naczelnego miesięcznika „Wojsko i Technika”, który w rozmowie z WNP zwraca uwagę, że wymagania dla K2PL dotyczyły m.in. rozmiarów stanowiska, układu stabilizacji i kierunku podawania amunicji. W jego ocenie A3K jest więc de facto nową konstrukcją, choć w znacznym stopniu bazującą na seryjnym A3B. Jej opracowanie mogło wymagać kilkunastu miesięcy, podczas gdy Kongsberg miał już gotowy produkt.

Kiński podkreśla zarazem, że nie oznacza to, iż tarnowskie stanowiska są złe. Wersje A3 i A3B przeszły badania kwalifikacyjne na różnych typach pojazdów i są używane w Wojsku Polskim. Sam Tarnów poinformował WNP o zakontraktowaniu kilkuset modułów z tej rodziny i o dostarczeniu ponad stu egzemplarzy. To ważne zastrzeżenie: nieudany test według wymagań jednego programu nie jest dowodem, że cała rodzina uzbrojenia nie nadaje się do służby.

Daty, o których koniecznie trzeba pamiętać

Trzeba też uważnie przyjrzeć się datom. A3K pokazano we wrześniu 2026 r. na targach MSPO, na pojeździe Legwan. Przyznanie, że moduł jeszcze nie istnieje, padło w grudniu 2025 r. Testy odbyły się na początku lutego 2026 r., a więc krótko po grudniowym oświadczeniu i na kilka miesięcy przed MSPO. Należy jednak zastrzec, że również targowa prezentacja nie dowodzi jeszcze, iż A3K jest gotowy do produkcji i spełnia wszystkie wymagania dla K2PL.

Czytaj więcej

Polska staje się pancerną potęgą. Ale same czołgi to za mało

O podpisaniu umowy na zakup norweskich Protectorów RS4 Kongsberg poinformował 22 października 2026 r., czyli już po prezentacji polskiego systemu na MSPO. Zestawienie tych dat komplikuje jednak fakt, że wybór norweskiego rozwiązania wojsko miało rekomendować już jesienią 2025 r., jeszcze przed spotkaniem, na którym producent przyznał, że oferowanego A3K nie ma. Lutowe próby miały jedynie utwierdzić wojskowych w tej rekomendacji.

Według WNP Hyundai Rotem już jesienią 2025 r. ostrzegał przy tym, że przesunięcie wyboru dostawcy poza październik zagrozi harmonogramowi dostaw K2PL. To okoliczność istotna dla oceny całej sprawy. Zamawiający nie wybierał wyłącznie między dwoma modułami, lecz także między różnymi poziomami ryzyka dla programu.

Wynika z tego, że choć rekomendacja zapadła wcześniej, polski przemysł mimo to dostał możliwość wykazania przydatności swojej propozycji, tyle że zaproponowany przez niego do prób zestaw tej szansy nie wykorzystał. Nie rozstrzyga to jednak, czy czasu na przygotowanie docelowej konstrukcji było wystarczająco dużo i czy cały proces odpowiednio wcześnie zaplanowano.

Oczywiście pozostaje pytanie, czy cokolwiek by się zmieniło, gdyby przetestowano obiecywany przez przemysł wariant A3K, a ten pomyślnie przeszedłby badania. Odpowiedzi na to pytanie nie poznamy. Wiemy natomiast, że przedstawiony do lutowych prób A3B wymaganych parametrów nie spełnił.

W dostępnych publicznie materiałach nie znalazłem potwierdzenia, że A3K przeszedł badania wymagane dla K2PL. Sam producent w zakładce z ofertą na swojej stronie internetowej nadal prezentuje ZSMU A3 oraz A3B. Brak wersji K w katalogu nie rozstrzyga oczywiście o stanie prac. Nie pozwala jednak również uznać, że mamy już do czynienia z gotowym, przebadanym produktem, który można bez dodatkowego ryzyka wprowadzić do programu czołgowego.

Czytaj więcej

Boeing potroi produkcję „oczu” pocisków Patriot. Polska na to czeka

Niezależnie od tego należy mocno trzymać kciuki za postęp tych prac i uruchomienie produkcji A3K. Droga do wojska nie jest bowiem dla tego systemu formalnie zamknięta. Z opisu WNP wynika, że Agencja Uzbrojenia rekomenduje dalsze zakupy K2PL z RS4 do czasu, aż A3K zostanie dopracowany i pomyślnie przejdzie badania w Wojskowym Instytucie Technicznym Uzbrojenia.

Nie znaczy to jednak, że przyszłe zamówienie jest pewne. Kiński zwraca uwagę, że przy kolejnych seriach czołgów wojsko może uznać unifikację posiadanego uzbrojenia za ważniejszą od wprowadzenia krajowego odpowiednika. Dla Tarnowa oznacza to, że samo dopracowanie modułu może nie wystarczyć. Trzeba jeszcze przekonać zamawiającego, że korzyści z jego zakupu uzasadniają wprowadzenie kolejnego rozwiązania.

Wyłączona stabilizacja? Najpierw potrzebne dowody

Pograniczny, a w ślad za nim kilku innych internetowych komentatorów, pyta również o metodykę badania: długość serii, dobór platformy, kalibrację oraz o to, czy próby nie prowadzono przypadkiem z wyłączoną stabilizacją uzbrojenia. Na te pytania warto odpowiedzieć. Same w sobie nie dowodzą jednak, że badanie przeprowadzono niewłaściwie, a tym bardziej, że celowo ustawiono je przeciw producentowi.

W swoim wpisie autor formułuje podejrzenie warunkowo i nie przedstawia dowodu, który potwierdzałby wyłączenie stabilizacji. Tymczasem między stwierdzeniem „nie można wykluczyć” a „tak właśnie było” jest zasadnicza różnica.

Trzeba też pamiętać, że cytowane w mediach liczby dotyczą strzelania z postoju do nieruchomego celu. Bez protokołu próby nie da się ustalić, jakie były ustawienia stabilizacji ani jaki wpływ miały na wynik. Według relacji opartych na tekście WNP program próby obejmował też strzelania w ruchu, do celów ruchomych, w nocy i do drona. Pytanie o działanie stabilizacji należy zatem zadać w odniesieniu do całego badania, a nie tylko do jego najbardziej nagłośnionego fragmentu.

Pytanie o długość serii również jest zasadne. Bez znajomości liczby oddanych strzałów i sposobu obliczania średniej nie można rzetelnie ocenić podanych wyników. Nie daje to jednak podstaw do uznania, że opisane rezultaty były w rzeczywistości bliskie wymaganiom.

Czytaj więcej

FIDERA stawia na amunicję. Prywatna fabryka powstaje w Niewiadowie

Tych liczb nie podważa też pojawiająca się w internetowych komentarzach uwaga, że maksymalny rozrzut nie opisuje całej celności. WNP podał przecież odsetki trafień w tarczę wielkości pojazdu. Spór dotyczy więc przede wszystkim tego, jak często pociski w ogóle trafiały w cel.

Według WNP wojskowi zgłaszali ponadto zastrzeżenia do pracy kamery termowizyjnej, automatycznego śledzenia celu, stabilizacji i pomiarów odległości dalmierzem laserowym. Zastrzeżenia obejmowały więc cały system, który miał obserwować, mierzyć, obliczać poprawki i utrzymywać broń na celu. Sam strzelający karabin był tylko jego częścią. Dobrze byłoby przy tym ustalić, z jakiej broni i amunicji strzelano, by oddzielić ewentualne problemy karabinu od problemów samego modułu.

Problem w tym, że pełna dokumentacja próby nie jest publicznie dostępna, a medialne opisy nie zawierają wszystkich danych potrzebnych do niezależnej oceny technicznej. Próba szczegółowego wyjaśnienia przyczyn niepowodzenia bez dostępu do tych informacji pozostaje więc spekulacją.

Na tę samą granicę wiedzy zwraca uwagę Kiński. W rozmowie z WNP podkreśla, że nie znamy szczegółowych wymagań i metodyki prób, a także pyta, czy Tarnów miał wystarczająco dużo czasu na wykonanie pracy. To nie jest unieważnienie wyników badania, lecz przypomnienie, że do oceny odpowiedzialności za jego rezultat potrzeba czegoś więcej niż tylko danych o liczbie trafień.

Może zatem warto by było ujawnić tę część informacji, którą można upublicznić. Bez niej obie strony sporu będą jeszcze długo wybierać z dostępnych doniesień to, co pasuje do ich przekonań. Na tym zaś nie zyska ani przemysł, ani wojsko, ani opinia publiczna, która jako płatnik kupowanych dla armii systemów ma prawo wiedzieć, czy środki te wydawane są rozsądnie.

Wieżyczka z karabinem nie jest prostym dodatkiem

Zdalnie sterowany moduł uzbrojenia pozwala obsługiwać broń z wnętrza pojazdu, bez wychylania się operatora poza osłonę pancerza. Takie stanowiska oferują m.in. Tarnów, Kongsberg i Arex. To, że wszystkie te konstrukcje mają wspólną funkcję, nie oznacza jednak identycznych możliwości, a o porównywalności nie przesądza sam kaliber karabinu, który można na nich zamontować.

I tu prosty przykład, który nie powinien jednak służyć do wyciągania zbyt daleko idących wniosków. Ma pokazać różnice, które mogą być brane pod uwagę, a nie przesądzać o ostatecznej ocenie. Dobrze za to ilustruje, że przy wyborze sprzętu wojskowego liczy się coś więcej niż kraj pochodzenia, niezależnie od tego, jak wielkimi patriotami się czujemy.

Według kart katalogowych RS4 ma zakres kątów podniesienia broni od −20° do +60°, a A3B od −5° do +50°. Ta niewielka, zdawać by się mogło, różnica ma praktyczne znaczenie. W dużym uproszczeniu, dla broni umieszczonej około 3 m nad płaskim gruntem kąt −5° oznacza możliwość ostrzelania punktu na poziomie gruntu dopiero w odległości około 35 m od pojazdu (to, co jest bliżej, może czuć się bezpiecznie), a kąt −20° już w odległości około 8 m. To jedynie model geometryczny, bez uwzględnienia przeszkód wynikających z miejsca zabudowy modułu na pojeździe. I tak należy go traktować.

Mniejszy zakres opuszczania broni może być kłopotem przy celach znajdujących się blisko czołgu, w terenie zurbanizowanym albo na stoku poniżej pojazdu. Większy kąt podniesienia ułatwia z kolei kierowanie uzbrojenia ku wyższym piętrom budynków i celom powietrznym. Mamy tu konkretną cechę konstrukcji, którą należy uwzględnić jako jeden z elementów oceny.

Czytaj więcej

Tania broń przeciw dronom dla polskich F-16 i FA-50. Jest jednak problem

Nie wiemy jednak, jaki zakres kątów ma docelowy A3K. Według dokumentów opisanych przez WNP producent nie przedstawił tego wariantu do lutowych prób. Tarnów nie odniósł się szczegółowo do opisanych ustaleń, powołując się w odpowiedzi udzielonej redakcji na tajemnicę przedsiębiorstwa.

Trzeba zatem pamiętać, że porównujemy tu RS4 z A3B, a nie z A3K. Jeśli nowy wariant ma mieć inne parametry, producent powinien je ujawnić. Ostateczne sektory ostrzału i tak trzeba sprawdzić po zabudowie na konkretnym typie pojazdu.

Polski przemysł, któremu zawsze i niezmiennie będę kibicował, nie musi też być wiecznie reaktywny, oczekując, aż armia o coś go poprosi. Może sam opracować dobrą konstrukcję, którą zdolny będzie sprawnie produkować, i przekonywać wojsko oraz polityków, by zechcieli z niej skorzystać.

Taką szansę może mieć również tarnowski A3K. Warto rozważyć jego dostosowanie do czołgów K2GF oraz armatohaubic, które dziś nie są wyposażone w zdalnie sterowane moduły uzbrojenia. Takie wyposażenie powinny otrzymać przy pierwszej nadarzającej się okazji, oczywiście po sprawdzeniu możliwości integracji i spełnienia wymagań użytkownika.

Trophy, czyli dlaczego liczy się integracja

Według WNP oficerowie Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych (z Zarządu Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych Inspektoratu Wojsk Lądowych), rekomendując RS4, wskazywali przede wszystkim jego dojrzałość, doświadczenie Kongsberga w integracji z różnymi pojazdami, działające już wsparcie eksploatacyjne oraz współpracę z radarami systemu ochrony aktywnej Trophy. Agencja Uzbrojenia poparła tę rekomendację, uznając RS4 za rozwiązanie gotowe i sprawdzone. Ostatni z wymienionych argumentów wymaga szerszego wyjaśnienia, bo w przypadku K2PL ma szczególną wagę.

K2PL ma być pierwszym czołgiem Wojska Polskiego z aktywnym systemem ochrony typu hard-kill. Hyundai Rotem podpisał w 2025 r. z izraelskim Rafaelem porozumienie o integracji Trophy z K2, a podczas MSPO 2026 Rafael potwierdził, że system otrzymają pierwsze 64 czołgi K2PL.

Trophy wykrywa radarem nadlatujące pociski przeciwpancerne i zwalcza zagrożenia przeciwśrodkami odpalanymi z wyrzutni na wieży. Może też dostarczać informacje o kierunku i miejscu, z którego przeprowadzono atak. Wykorzystanie tych danych przez inne elementy wyposażenia czołgu jest jednym z powodów, dla których integracja ma znaczenie wykraczające poza samo rozmieszczenie urządzeń na pojeździe.

Zintegrowany moduł uzbrojenia może zostać skierowany w rejon wskazany przez inne sensory. Dowódca otrzymuje wtedy możliwość szybszego obejrzenia miejsca, z którego nastąpił atak, i podjęcia decyzji o odpowiedzi ogniowej.

Integracja obejmuje też sprawy mniej widoczne. Elementy Trophy, czyli anteny radarów i wyrzutnie przeciwśrodków, rozmieszczone są na wieży, a moduł uzbrojenia stoi na jej stropie. Obracające się stanowisko nie powinno zasłaniać radarom pola widzenia ani wchodzić w sektory działania przeciwśrodków. Trzeba również sprawdzić kompatybilność elektromagnetyczną, zasilanie oraz wymianę danych między urządzeniami. Każdy z tych elementów wymaga zaprojektowania i zbadania.

Kongsberg ma doświadczenie w dostarczaniu stanowisk dla czołgów Abrams, które armia amerykańska także wyposaża w Trophy. Karta katalogowa RS4 wymienia integrację z systemami ochrony aktywnej oraz dwukierunkowe naprowadzanie uzbrojenia i sensorów na wzajemne wskazania.

Czytaj więcej

Polska kupiła 146 nowych Borsuków. Łącznie zamówiono ich już 257

Dla Tarnowa oznaczałoby to dodatkowy zakres prac integracyjnych. Z dostępnych informacji nie wynika, by firma integrowała dotąd swoje moduły z Trophy. Wymagałoby to uzgodnienia interfejsów z Rafaelem i ścisłej współpracy z Hyundai Rotem, który odpowiada za całą platformę.

Zadanie jest wykonalne, wymaga jednak czasu, pieniędzy i badań, a ryzyko opóźnienia mogłoby przełożyć się na cały program K2PL. Dla zamawiającego to, obok celności, ważki argument, bo dotyczy tego, czy moduł zadziała jako część wyposażenia czołgu i czy będzie gotowy w wymaganym terminie.

Czy polska firma potrafiłaby taką integrację sprawnie i szybko przeprowadzić, nie przesądzam. Nie ma jednak podstaw, by uznać ją za zadanie już wykonane albo niewymagające dodatkowych prac i czasu.

Krajowy przemysł nie kończy się na Tarnowie

Najciekawszy wątek internetowych wpisów dotyczy dwóch pozostałych polskich firm, które miałyby być w stanie dostarczyć zdalnie sterowany moduł uzbrojenia dla K2PL w miejsce wybranego systemu Kongsberga: Areksu, należącego do Grupy WB, oraz Misty.

Lądowy ZMU-05 Areksu to poważny kandydat do takiego porównania. Producent przewiduje dla niego uzbrojenie 12,7 mm, montaż na pojazdach kołowych i gąsienicowych, niezależną stabilizację broni i głowicy optoelektronicznej oraz automatyczne śledzenie celu.

Według WNP oferta Areksu znalazła się na liście przedstawionej przez Hyundai Rotem w październiku 2025 r., ale z dokumentów opisanych przez redakcję nie wynika, co się z nią dalej stało. Zasadne pytanie brzmi więc: jak oceniono tę propozycję i dlaczego nie została wybrana? Nie znamy odpowiedzi, zatem nie należy z góry zakładać ani tego, że została niesłusznie odrzucona, ani tego, że nie nadawała się do K2PL.

Można natomiast zauważyć, że również w tym przypadku należałoby wykazać gotowość do integracji z Trophy i całą platformą. Samo posiadanie modułu w ofercie nie rozstrzyga jeszcze o spełnieniu wymagań programu.

Mista, spółka ze Stalowej Woli produkująca m.in. pojazdy opancerzone Oncilla, również oferuje zdalnie sterowane moduły z karabinami 12,7 mm. Nie wystarcza to jednak, by uznać ją za pominiętego dostawcę dla K2PL. Najpierw trzeba ustalić, czy istniała konkretna oferta, jaki był stan jej dojrzałości i czy spełniała wymagania zamawiającego.

Wojsko nie powinno kupować obietnic. Państwo musi dobrze planować

W całej tej sprawie warto zatem postawić dwa pytania. Pierwsze: czy zamawiający miał podstawy, by wybrać gotowe norweskie stanowisko zamiast rozwijanego uzbrojenia krajowego? Opisane przez WNP wyniki prób, stan prac nad A3K i argumenty dotyczące integracji z Trophy dają mocne podstawy, by odpowiedzieć twierdząco.

Czytaj więcej

Pierwsze Bobry już w polskiej armii. Wojsko Polskie żegna BRDM-y

Drugie: czy państwo odpowiednio wcześnie zorganizowało rozwój polskiej alternatywy? Tu odpowiedź jest znacznie mniej oczywista. Jak zauważa Kiński, nie wiemy nawet, czy Tarnów otrzymał wystarczająco dużo czasu na wykonanie zadania. Wyniki przeprowadzonego testu kwestii tej nie rozstrzygają. Nie wiemy też, kto i na jakim etapie odpowiadał za to, że do programu nie przedstawiono gotowego A3K.

To oczywiste, że wojsko nie powinno kupować obietnic zamiast sprawdzonego sprzętu. Państwo nie powinno jednak oczekiwać, że krajowy przemysł dostarczy gotową konstrukcję natychmiast po określeniu wymagań. W sprawie K2PL są mocne argumenty za wyborem RS4. Pozostaje pytanie, czy rozwój polskiej alternatywy był odpowiednio wcześnie zaplanowany oraz czy jasno określono, kto miał za to odpowiadać.