„Rzeczpospolita”: Koreańskie czołgi K2 dostaną elementy zawieszenia z Wadowic. Co dokładnie będziecie dla nich produkować?

Marek Warzecha: Po naprawdę trudnej procedurze Hyundai Rotem zaakceptował nas w dwóch programach: MRO, czyli serwisu i napraw, oraz transferu technologii (ang. transfer of technology, ToT) – jako producenta elementów do K2PL. Zakwalifikowano nas we wszystkich podzespołach, które zaproponowaliśmy. Najważniejsze są zawieszenia hydropneumatyczne, ale dochodzi do tego hydraulika – łącznie to kilkanaście elementów, które będziemy serwisować, naprawiać, a w przypadku zawieszeń hydropneumatycznych także produkować. Obecnie prowadzimy negocjacje dotyczące warunków przyszłej umowy, których wynik przesądzi o ostatecznym zakresie współpracy.

Rozumiem, że chodzi o wersję PL. A czołgi K2GF, które już dotarły z Korei? One też trafią do was na serwis?

Według mojej wiedzy rozmowy między stroną koreańską a polską wciąż trwają i na obecny moment nic nie jest pewne, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Polska serwisowałaby te czołgi w Korei. To byłoby nielogiczne. Taki model w mojej opinii sparaliżowałby wojsko, a sam zakup straciłby sens.

Czołg K-2

Czołg K-2

Foto: PAP

W programie nie jesteście sami…

Poza nami jest jeszcze jedna firma prywatna, pozostałe to spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej, z BUMAR-Łabędy na czele. Hyundai Rotem konsekwentnie eksponuje też nasze logo w swoich materiałach i podczas wydarzeń branżowych. To dla nas duże osiągnięcie i wyróżnienie. Czołgów K2 będzie w Polsce co najmniej 360, z czego 64 szt. to wersja K2PL – 61 z nich ma powstać w BUMAR-Łabędy, a 3 w Korei. A łącznie mówi się nawet o tysiącu. Jeśli popatrzymy na okres życia tego sprzętu, przynajmniej w czasie pokoju, to przed nami około 30 lat pracy związanej z przeglądami, serwisowaniem i utrzymaniem jego zdolności operacyjnej.

Liczycie już zyski?

To perspektywiczny projekt, ale wymaga też nakładów, szczególnie od strony proceduralnej. Wymogi techniczne spełniamy. Właśnie zaczynamy wdrażać te procedury. Ze stroną koreańską rozmowy prowadzą głównie mój zastępca i dyrektor R&D. Szczegółów ujawnić nie mogę.

Prezes firmy PONAR Wadowice: Od Koreańczyków możemy się uczyć tego, jak mocno trzymają się razem

Zakładam, że program przewiduje transfer technologii. PONAR w ogóle jej potrzebuje?

Pokazaliśmy, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani, bo zawieszenia do innych pojazdów gąsienicowych robimy już sami. Warto odnotować, że mamy podpisany list intencyjny z MNC Solution, czyli z firmą, która dostarcza wysokospecjalistyczne elementy do Hyundai Rotem i do Hanwha Defense. Wszyscy wiedzą już, że w Europie potrzebny jest jak największy komponent europejski. Jeśli Hyundai Rotem lub Hanwha Defense zdecydują się budować fabryki w Europie, jesteśmy przygotowani, by dostarczać do nich komponenty produkowane w zakładach Grupy PONAR Wadowice.

Koreańczycy przystali na to bez oporu?

Negocjacje były bardzo trudne. Ostatecznie potencjalny model współpracy zakłada uruchomienie produkcji w Polsce. Dziś jesteśmy przyjaciółmi, wzajemnie się odwiedzamy i prowadzimy wspólne rozmowy z potencjalnymi klientami. To bardzo dobra firma, która ma trochę inne rozwiązania techniczne.

Czytaj więcej

Polska kupując broń nie może zapomnieć o swoim przemyśle

Skoro tak twardo negocjują, może jest się czego od nich uczyć?

Tak. Tego, jak mocno trzymają się razem. Chciałbym, żebyśmy się na nich wzorowali. Przyjeżdżają delegacje polityków, wojskowych, przedsiębiorców i – było to widać w negocjacjach – wszyscy na każdym etapie mają spójną wizję.

A u nas tak nie jest?

Mamy różnych zarządzających różnymi resortami – Ministerstwo Obrony Narodowej, Ministerstwo Aktywów Państwowych, Ministerstwo Rozwoju i Technologii i tak dalej. W Polsce niestety ciągle brakuje koordynacji między różnymi ośrodkami decyzyjnymi, chociaż w procesach, w których udział bierze PONAR, dostrzegam poprawę, bo krok po kroku dochodzimy do sensownych rozwiązań.

Dlaczego PONAR Wadowice wychodzi z cienia? Dwa powody

Przez lata PONAR był w zbrojeniówce niemal niewidoczny. Dlaczego właśnie teraz wychodzicie z cienia?

PONAR jest w sektorze obronnym od 2012 r. i przez kilkanaście lat unikaliśmy rozgłosu. Uważam, że to była słuszna decyzja. Dziś nie ukrywamy już tego, co robiliśmy przez ostatnie lata.

Co skłoniło was do tej zmiany?

Powody wyjścia z cienia są dwa. Pierwszy wiąże się z naszym największym konkurentem, do niedawna de facto monopolistą. To świetna firma, która ma jeden drobny problem: nie ma takich zdolności produkcyjnych, żeby dalej być monopolistą. Dlatego zaczęliśmy otwarcie mówić o tym, że mamy unikalne produkty i inżynierów na światowym poziomie i że od lat pracujemy dla niezwykle wymagających klientów cywilnych. Jesteśmy jednym z liderów w hydraulice siłowej o podwójnym przeznaczeniu (dual-use) w Europie.

A drugi powód?

Realnie zastanawiamy się nad różnymi opcjami strategicznymi, bo sytuacja jest dziś zupełnie inna. Przez lata moim zdaniem instytucje finansowe podchodziły z dużą rezerwą – eufemistycznie mówiąc – do ujawniania zaangażowania w sektor obronny. Jeśli kolor zielony, to tylko zielona transformacja, a nie wojskowa zieleń. Teraz obronność to ulubiony sektor.

Komfortowa sytuacja: to pieniądze przychodzą do was. Nie trzeba ich już szukać

Pierwszy raz w życiu jestem w takiej sytuacji, choć mówię to z pewną przesadą, bo o miejsce na rynku trzeba walczyć. Backlog zapewnia nam większość pracy przy obecnych mocach. Obsługuje nas zacne konsorcjum banków, a nie spotkałem się jeszcze dziś w Polsce z bankierem, który nie chciałby przynajmniej porozmawiać.

Dostawy do nowego sprzętu z Huty Stalowa Wola, za chwilę jego serwis, do tego K2. Wystarczy wam mocy produkcyjnych?

Pracy jest sporo, tym bardziej że PONAR planuje coraz więcej eksportować. Już w zeszłym roku eksport stanowił około 53 proc. naszej sprzedaży. Budujemy dwie hale: jedną, w Wadowicach, oddajemy do użytku jeszcze w październiku, drugą, na Śląsku, do końca pierwszego kwartału 2027 r. Jeszcze więcej wydajemy na maszyny. Mamy około 300 maszyn do precyzyjnej obróbki CNC od najlepszych firm na świecie i planujemy kupić kolejne kilkanaście dużych maszyn CNC. Ponadto intensywnie robotyzujemy zakład w Wadowicach, który już dziś jest jednym z najnowocześniejszych w Europie zakładów obróbki metali, a w tym się specjalizujemy.

To chyba nie tylko na potrzeby polskiego rynku?

Dlatego negocjujemy teraz duże kontrakty z dużymi podmiotami zagranicznymi. Takich firm jak nasza nie ma w Europie wiele.

Można zdradzić kierunek?

Nie bardzo.

PONAR Wadowice będzie zatrudniać, ale jest też w trakcie robotyzacji

Większe moce to także więcej ludzi. Skąd ich weźmiecie?

Zatrudnienie nie będzie rosło proporcjonalnie do mocy, tylko stosunkowo wolniej, bo jak wspomniałem, jesteśmy w trakcie robotyzacji i automatyzacji. Wcześniej, przy krótkich seriach, nie miało to dla nas sensu. Teraz mamy takie serie, że zrobotyzowany ciąg maszyn włączymy 1 stycznia, a wyłączymy 31 grudnia.

A inżynierowie?

Tu nie mamy problemu. Od lat mamy umowy z wieloma uczelniami technicznymi i najlepszym z naszej branży oferujemy pracę już w trakcie studiów. Często przechodzą na studia dualne: pracują u nas i jednocześnie uczą się. Od 2022 r. nasze Centrum Badawczo-Rozwojowe prowadzi przy wsparciu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego projekt doktoratów wdrożeniowych, w którym uczestniczy aż siedmiu inżynierów PONAR. To pokazuje jakość. Wracają też do nas ci, którzy chcieli spróbować sił gdzie indziej. Praca jest ciekawa, coraz lepiej płacimy i wyraźnie widać możliwości szybkiego rozwoju – to podoba się również naszemu zespołowi.

Gorzej chyba z ludźmi do pracy na hali?

Demografia w Polsce jest, jaka jest, a szkolnictwo zawodowe zniknęło. Szkolimy więc na operatorów obrabiarek – także kobiety, współpracujemy ze szkołami średnimi, a nawet podstawowymi. W pobliskiej Kleczy Dolnej powstaje też niesamowite, moim zdaniem, przedsięwzięcie: edukacyjny Campus Bemke dla dzieci i młodzieży. To pomysł Tomasza Domogały, który przekonał do niego wielu lokalnych przedsiębiorców.

Armatohaubica Bogdana. Ile w niej będzie Polski, ile Ukrainy?

Kiedy pierwszy raz napisałem o Bogdanie, którą chce produkować w Polsce PONAR tekst cieszył się dużą popularnością. Czytelników temat ewidentnie wciągnął. A wojsko? Też zainteresowało się tym projektem?

Temat jest w grze. Nie ma polskiej kołowej armatohaubicy i, realnie, nigdy jej nie było, trzeba to powiedzieć wyraźnie.

Rozumiem, że teraz będzie. Armatohaubica polsko-ukraińska. Ile w niej będzie Polski, a ile Ukrainy?

Wszystkiego w Polsce nie zrobimy. PONAR nie specjalizuje się w produkcji luf, a nasz ukraiński partner, KZVV, jest dziś jednym z wiodących producentów armatohaubic i luf. Robi je nie tylko do swoich armatohaubic, lecz także dla renomowanych klientów spoza Ukrainy. Tempo mają niesamowite: potrafią wyprodukować 40 armatohaubic miesięcznie.

Czytaj więcej

Ukraina chce kupić działa samobieżne w standardzie NATO

To chyba więcej niż całe NATO.

W skali miesiąca tak. Z Ukrainy przyjadą na pewno lufy i różne elementy opancerzone. Podwozie będzie takie, jakie będzie dostępne, i to jest przewaga tej konstrukcji. Bogdanę budowano na Tatrze, teraz na MAN-ie, bo rząd niemiecki sfinansował 200 sztuk. Pierwszym kontrahentem, do którego zwróciliśmy się oficjalnie, jest Jelcz z PGZ. We wrześniu zawarliśmy list intencyjny z PGZ i Jelczem między innymi w tej sprawie.

A co, jeśli Jelcz nie będzie w stanie dostarczyć podwozi w potrzebnym czasie?

Jesteśmy elastyczni: jeśli nie Jelcz, to Tatra, MAN, może Scania. Całą hydraulikę, a jest jej bardzo dużo i są to elementy kluczowe, zrobi PONAR. W systemie kierowania ogniem, tam, gdzie się da, prowadzimy rozmowy o współpracy z Grupą WB. Spolonizujemy to maksymalnie, a integratorem będzie spółka joint venture PK MIL. Zakładamy, że w 2028 r. będziemy produkować po 100 sztuk rocznie i eksportować. 16 września otrzymaliśmy od MSWiA koncesję na obrót. Przygotowujemy wniosek jeszcze o koncesję na produkcję.

Armatohaubic na rynku nie brakuje. Czym Bogdana miałaby przekonać kupujących?

Po pierwsze, to najbardziej sprawdzona w boju armatohaubica. Po drugie, najprostsza w obsłudze, a to dziś kluczowe. Na Ukrainie (to skrajny przypadek) powołany żołnierz po kilku tygodniach jest na froncie i musi umieć ją obsłużyć. I wreszcie, co niemniej ważne, jest wyraźnie tańsza od konkurencyjnych haubic.

Wróćmy do konkretów. W którym miejscu jest dziś projekt?

Jesteśmy w dobrym momencie, bo 16 września otrzymaliśmy pierwszą z dwóch potrzebnych koncesji. Był to długi proces.

Dlaczego to tak długo trwało?

Teoria jedno, praktyka drugie. Na przykład MSWiA wymagało od nas dokumentów z Ukrainy opatrzonych apostille, mimo że Polska i Ukraina mają umowę międzynarodową przewidującą wzajemne uznawanie dokumentów urzędowych bez legalizacji. Wydawałoby się, że w czasie wojny wszystkie drzwi powinny być otwarte.

Przerażające.

Owszem, ale to nie jest kwestia złej woli poszczególnych ludzi, bo wszyscy są do projektu bardzo dobrze nastawieni. To problem systemowy: brakuje wspólnego działania między resortami.

Kiedy polską Bogdanę będzie można zobaczyć na własne oczy?

To zależy od tego, kiedy dostaniemy drugą kluczową koncesję – na produkcję. Mam nadzieję, że jeszcze przed kolejnym MSPO podpiszemy pierwsze umowy z klientami.

Czytaj więcej

To już pewne. Centrum serwisowe rakiet Patriot powstanie w Polsce. MON potwierdza

Na Bogdanie się skończy?

Nie. Kolejne pomysły mają wykorzystać nasze kompetencje tam, gdzie jest dużo hydrauliki siłowej. Interesują nas platformy lądowe, gąsienicowe i takie, w których jest mnóstwo hydrauliki, jak armatohaubica. Możliwe, że w przyszłości pokażemy kolejny projekt, ale teraz nie mogę jeszcze powiedzieć o nim więcej.

Będą to przedsięwzięcia samodzielne czy, jak przy Bogdanie, w kooperacji?

Chcemy wykorzystać to, co potrafimy i w ten sposób napędzać własną produkcję, ale też wykorzystać potencjał kooperacji do przyspieszenia procesów i lepszej odpowiedzi na rynkowe potrzeby. Prowadzimy rozmowy i będziemy informować o kolejnych krokach.

Czym chcecie wygrać z wielkimi koncernami?

Chcemy robić to, co jest potrzebne teraz. Te rozwiązania będą miały zastosowanie dual-use, także w sektorze cywilnym, przy zachowaniu najwyższych standardów jakościowych. Pewnie w tym samym czasie albo później któraś korporacja zrobi coś podobnego. To może nas radykalnie przeskalować.