To na razie jedynie wizja jednego z wiodących koncernów stoczniowych świata. Nie ma jeszcze ani gotowego projektu, ani nawet zlecenia przygotowania takiego projektu. Tym bardziej zamówienia na budowę nowej jednostki. A jednak przedstawiona przez Naval Group koncepcja wielkiego niszczyciela, a faktycznie krążownika rakietowo–dronowego oznaczonego jako SCX-26, zasługuje na poświęcenie jej sporej uwagi. Dlaczego? Jest ku temu kilka ważnych powodów. Jednym z nich, choć nie najważniejszym, jest to, że to jednostka, która mogłaby w przyszłości zasilić jedną z najważniejszych flot NATO, francuską Marine Nationale, która już wcześniej zdecydowała się m.in. na budowę nowego, dużego lotniskowca atomowego PANG (ma nosić nazwę „France Libre”), następcy „Charles’a de Gaulle’a”. W pomyśle najważniejszy zresztą jest nie sam okręt, ale stojąca za nim idea zupełnie nowego sposobu myślenia o flocie przyszłości.
Czym jest SCX-26? Koncepcja okrętu przyszłości od Naval Group
Naval Group, który pokazał koncepcję SCX-26 na tegorocznych targach Euronaval, wcale nie ukrywa, że okręt w obecnej postaci nie jest przeznaczony do budowy. Jak zastrzega Aymeric de Torcy z francuskiego koncernu, ma on służyć raczej jako laboratorium. To miejsce, w którym sprawdza się, jak połączyć ze sobą różne technologie i jakie potrzeby operacyjne pojawią się przed flotą w latach 40. obecnego stulecia. Nie jest to jednak wyłącznie efektowna wizualizacja przygotowana na potrzeby targów. Według „Mer et Marine” koncepcja przeszła już etap studiów, obejmujących m.in. badania modelu kadłuba w specjalnym basenie.
Czytaj więcej
Po raz pierwszy od pięciu lat, jak informuje brytyjski „The Times”, jednocześnie na morzu znajdują się trzy z czterech brytyjskich okrętów atomowyc...
Francuzi próbują w ten sposób odpowiedzieć jednocześnie na kilka wyzwań, z którymi mierzą się dziś praktycznie wszystkie liczące się marynarki wojenne świata. Chodzi o ataki saturacyjne, gwałtowny rozwój systemów bezzałogowych, rosnące zagrożenie ze strony pocisków balistycznych i konieczność coraz szybszego przetwarzania ogromnych ilości danych. Odpowiedzią ma być okręt duży, wielozadaniowy i, co chyba najważniejsze, z dużym zapasem miejsca na wyposażenie, którego jeszcze nikt nie produkuje. W podobny sposób, choć już jako program rządowy, a nie studium przemysłu, powstała koncepcja amerykańskich pancerników XXI wieku (tzw. typ Trump). W ich przypadku także większość planowanego wyposażenia istnieje jeszcze wyłącznie w fazie projektów.
Jak duży jest SCX-26? Wymiary, wyporność i napęd
Wymiary okrętu pokazują, że określenie „niszczyciel” jest tu dość umowne, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że również w innych flotach świata niszczyciele znacząco urosły w ostatniej dekadzie. SCX-26 ma mierzyć 170 m długości i 24 m szerokości, a jego wyporność pełna ma sięgać około 10 000 ton.
To wyporność zbliżona do najnowszych amerykańskich niszczycieli typu Arleigh Burke, choć francuski okręt byłby od nich dłuższy. Okręt miałby osiągać prędkość 30 węzłów, a jego zasięg wynosiłby do 8000 mil morskich. Napęd w układzie CODLAG łączyłby silniki elektryczne z zespołami dieslowskimi i turbiną gazową. Francuzi, w przeciwieństwie do Amerykanów, którzy dla pancerników typu Trump planują napęd oparty na reaktorach atomowych, konsekwentnie stawiają zatem na napęd konwencjonalny.
Ciekawie wygląda kwestia załogi. Podstawowa obsada okrętu to 150 marynarzy, ale projektanci przewidzieli dodatkowe 100 miejsc, przede wszystkim dla sztabu i operatorów bezzałogowców. Już to pokazuje, że SCX-26 nie ma być zwykłym okrętem bojowym. Według założeń ma to być centrum dowodzenia całym zespołem jednostek, zarówno załogowych, jak i autonomicznych, a zatem dronów.
Na pierwszy rzut oka wyróżniają go dwie nadbudówki, pomiędzy którymi znalazła się przestrzeń zaprojektowana pod zabudowę modułową. Mogłaby ona pomieścić kontenery zadaniowe, dodatkowe uzbrojenie albo drony, w tym bezzałogowce przeznaczone do przechwytywania innych dronów.
Czytaj więcej
Choć wielu obserwatorów od początku pełnoskalowego konfliktu w Ukrainie wieści koniec czołgów na polu walki, opiniami tymi raczej nie przejęli się...
Projektanci zadbali też o ograniczenie sygnatury radarowej okrętu obserwowanego z góry. To ukłon w stronę rosnących możliwości rozpoznania satelitarnego i zagrożenia ze strony pocisków nadlatujących z dużej wysokości. Oczywiście nie oznacza to, że okręt stałby się niewykrywalny. Chodzi raczej o to, by maksymalnie utrudnić przeciwnikowi jego wykrycie, identyfikację i skuteczne rażenie.
Najważniejsza jest jednak filozofia, która za tym stoi. SCX-26 nie ma być przez cały okres służby przywiązany do jednego zestawu urządzeń. Jego wyposażenie ma się zmieniać w zależności od zadania i w miarę pojawiania się kolejnych generacji nowych systemów. Tak przynajmniej wygląda to na papierze. Na ile ta elastyczność sprawdziłaby się w praktyce, pokazałyby dopiero koszty i tempo rzeczywistej rekonfiguracji wyposażenia.
Hangar dla dronów i druk 3D na pokładzie SCX-26
Prawdziwym sercem koncepcji jest to, co miałaby pomieścić rufa jednostki. Niemal jedną trzecią długości okrętu ma zajmować duża wewnętrzna przestrzeń zadaniowa, połączona windą z pokładem lotniczym. Tam miałyby stacjonować śmigłowce oraz przede wszystkim drony: powietrzne, nawodne i podwodne. W tym miejscu byłyby przechowywane, przygotowywane do misji i naprawiane. Ich zestaw można by zaś dobierać w zależności od potrzeb. Możliwe byłoby zatem używanie dronów do rozpoznania, walki elektronicznej, eskortowania innych jednostek czy zwalczania okrętów podwodnych.
Jeszcze ciekawszy jest pomysł wykorzystania na pokładzie druku 3D. Okręt w praktyce dysponowałby własną małą fabryką. Druk 3D miałby służyć nie tylko do napraw, ale również do produkcji wybranych bezzałogowców, na przykład amunicji krążącej. Nie należy tego jednak traktować dosłownie jako możliwości wytwarzania na pełnym morzu dowolnego drona. Nawet ograniczone zdolności produkcyjne mogłyby jednak zmniejszyć zależność od dostaw części i ułatwić uzupełnianie zapasu prostszych środków bojowych. O tym, jak samodzielny byłby taki okręt naprawdę, decydowałaby i tak dostępność materiałów, elektroniki oraz pozostałych podzespołów.
Po co to wszystko? Bezzałogowce mają przede wszystkim poszerzyć obszar, który „widzi” i kontroluje nie tylko „superniszczyciel”, ale także cały współdziałający z nim zespół. Dzięki temu niszczyciel korzystałby nie tylko z własnych radarów i sonarów, ale również z danych zbieranych przez wysunięte daleko od niego platformy. Cała idea polega na tym, by oddzielić miejsce wykrycia zagrożenia od miejsca, w którym zapada decyzja i z którego używa się uzbrojenia. Okręt pozostałby kluczowym węzłem sieci, ale już nie jej jedynym sensorem.
Czytaj więcej
Korea Północna poinformowała o udanym teście pocisku balistycznego, który ma zwiększyć skuteczność jej uzbrojenia. Wojsko Korei Południowej wykryło...
Uzbrojenie SCX-26: 96 komór wyrzutni, laser i działo elektromagnetyczne
Nie oznacza to jednak, że SCX-26 to pływający transportowiec dronów z symbolicznym uzbrojeniem do samoobrony. Wręcz przeciwnie. Projekt przewiduje 12 ośmiokomorowych modułów wyrzutni pionowego startu Sylver, czyli w sumie 96 komór. Osiem modułów znalazłoby się na dziobie, a cztery w pobliżu pokładu lotniczego. Można by w nich umieszczać zarówno pociski przeciwlotnicze, takie jak Aster 30, jak i manewrujące, takie jak MdCN. Poszczególne komory wypełniano by oczywiście wybranymi pociskami w zależności od potrzeb.
Do tego dochodzi cały arsenał uzbrojenia o mniejszym zasięgu i, przede wszystkim, uzbrojenia nowej generacji. Składałyby się na niego: działo elektromagnetyczne, laser o mocy 100 kW, armata kalibru 57 mm oraz dwa zestawy Rampart, pozwalające stosować różne efektory krótkiego zasięgu.
O obserwację otoczenia dbałyby m.in. radar UHF dalekiego zasięgu, radar wielofunkcyjny typu Sea Fire oraz sonary kadłubowy i holowany.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że zestawienie tych wszystkich systemów na jednej efektownej grafice, takiej jak zaprezentowana przez Naval Group, nie oznacza, że każdy z nich jest już na tyle dojrzały, by mogły wspólnie działać na jednym okręcie.
Czytaj więcej
Rosja zwiększa możliwości wojskowe i rozpoznawcze w rejonie Morza Bałtyckiego. W obwodzie królewieckim powstaje instalacja radarowa, która może wyk...
Okręt centrum dowodzenia. Główna zaleta i słabość SCX-26
Paradoksalnie najtrudniejszym elementem całej koncepcji może się okazać nie uzbrojenie, ale zarządzanie informacją. Naval Group zakłada szerokie wykorzystanie autonomii i sztucznej inteligencji, i trudno się temu dziwić. Gdyby każdemu bezzałogowcowi trzeba było przypisać osobnego operatora, ludzie na pokładzie szybko zostaliby przeciążeni albo załoga jednostki musiałaby znacząco urosnąć. A to w epoce, w której Europa zmaga się z problemami demograficznymi, byłoby rozwiązaniem zupełnie nieefektywnym. Algorytmy mają więc pomagać w analizie danych i koordynacji działań. Jednak odpowiedzialność za decyzje operacyjne nadal ma spoczywać w ludzkich rękach.
Pojawia się też pytanie zasadnicze: czy skupienie w jednym kadłubie potężnego uzbrojenia, warsztatów, operatorów dronów i sztabu nie uczyni z okrętu zbyt cennego celu? Takie pytanie musieli sobie zadać także projektanci, skoro duży nacisk położyli na przeżywalność jednostki i jej zdolność do prowadzenia działań nawet w sytuacji, gdy odniesie ona uszkodzenia. Projektanci odpowiadają na to zagrożenie m.in. rozdzieleniem i zdublowaniem kluczowych instalacji, a także wspomnianymi dwiema nadbudówkami, każdą z własnym mostkiem.
Nie rozwiązuje to jednak problemu łączności. Zespół musi zachować wartość bojową również wtedy, gdy przeciwnik skutecznie zakłóci wymianę danych. I to właśnie odporność sieci oraz samodzielność poszczególnych platform zadecydują o tym, czy powstanie sprawny zespół bojowy, czy jedynie zbiór urządzeń całkowicie zależnych od jednego centrum. O tym, jakie w tym obszarze przewidziano rozwiązania, wiemy niewiele. Nie ma w tym jednak nic dziwnego. Ten akurat obszar należy do najbardziej wrażliwych i firmy niechętnie dzielą się na jego temat bardziej szczegółowymi informacjami.
SCX-26 a pancerniki typu Trump i chińskie „wynalazki”
Francuska propozycja nie powstała w próżni. Bardzo blisko jej do amerykańskiej koncepcji Distributed Maritime Operations, czyli rozproszenia platform przy zachowaniu zdolności do wspólnego wykrywania i niszczenia celów. US Navy od lat rozwija współpracę okrętów załogowych z bezzałogowymi sensorami i nosicielami uzbrojenia. Przetestowała już m.in. odpalenie rakiety z modułowej wyrzutni zamontowanej na bezzałogowej jednostce „Ranger”. Amerykanie nie zakładają jednak skupienia tych wszystkich funkcji w jednym nowym niszczycielu–bazie, lecz stawiają na sieć różnych jednostek i ośrodków dowodzenia.
Z drugiej jednak strony, w amerykańskich planach są także duże jednostki–arsenały, czyli planowane pancerniki typu Trump, które miałyby pełnić bardzo podobną rolę, stanowiąc serce amerykańskich zespołów bojowych zamiast lub obok lotniskowców.
Różnica dotyczy więc raczej rozłożenia akcentów niż przeciwstawnych doktryn. SCX-26 również ma walczyć w sposób rozproszony, ale zarazem zapewniać takiemu zespołowi silne, mobilne zaplecze.
Zupełnie inną drogą idą Chińczycy. Ich „Sichuan” typu 076 to okręt desantowy o wyporności przekraczającej 40 000 ton, z pełnym pokładem lotniczym, katapultą elektromagnetyczną i urządzeniami do hamowania lądujących samolotów. Według chińskich mediów państwowych z 30 października 2026 r. z jego pokładu wykonano pierwszy start i lądowanie bezzałogowca rozpoznawczo–uderzeniowego GJ-21. Chińczycy, o czym nie tak dawno pisałem na łamach „Rzeczpospolitej”, budują też okręty–matki dla swoich dużych dronów podwodnych.
„Sichuan” rozwija przede wszystkim zdolności lotnicze okrętu desantowego. Bazy dla podwodnych dronów mają zaś pełnić rolę platform wydłużających ich zasięg. Natomiast Francuzi chcą z ciężkiego okrętu rakietowego uczynić zaplecze dla bezzałogowców działających w kilku środowiskach jednocześnie.
Czy SCX-26 wejdzie do służby we francuskiej marynarce?
Czy zatem wielkie francuskie niszczyciele dronowe kiedykolwiek wejdą do służby? W formie zaprezentowanej na Euronaval raczej nie. Nie oznacza to jednak, że SCX-26 to tylko efektowna zabawka na targi. Wiele rozwiązań przetestowanych w tym „laboratorium” może trafić na przyszłe okręty Marine Nationale, choćby wtedy, gdy Francja będzie musiała pomyśleć o następcach niszczycieli przeciwlotniczych typu Horizon. O ostatecznym kształcie zdecydują pieniądze, dojrzałość technologii i potrzeby samej floty.
Najważniejsze jest jednak coś innego. Zarówno francuska koncepcja, jak i amerykańskie eksperymenty oraz chińskie próby pokazują ten sam kierunek. Bezzałogowce przestają być jedynie dodatkiem do wyposażenia okrętu. Zaczynają decydować o jego architekturze, o organizacji dowodzenia i o samym sposobie prowadzenia walki na morzu. I właśnie dlatego SCX-26, choć dziś istnieje tylko jako wizja, zasługuje na tak dużą uwagę.