Kadłub o długości ok. 205 metrów powstaje w należącej do państwowego koncernu China State Shipbuilding Corporation (CSSC) stoczni Hudong-Czunghua na szanghajskiej wyspie Czangsing. Jednostkę ujawnił 13 września japoński analityk wywiadu z otwartych źródeł (OSINT), publikujący pod pseudonimem KAROTASU.
Dwa dni później H.I. Sutton, brytyjski analityk specjalizujący się w broni podwodnej, uznał w serwisie Naval News, poświęconym marynarkom wojennym, że zdecydowanie najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie przeznaczenia nowej jednostki to wyspecjalizowany okręt-matka dla podwodnych dronów. Pekin nie potwierdził przeznaczenia jednostki.
Dok bez dna i hangar na cztery drony. Jak działa chiński okręt-matka dla dronów
Wymiarami jednostka zbliża się do chińskiego okrętu desantowego-doku typu 071 (osiem takich jednostek jest już w służbie) i z zewnątrz bardzo go przypomina. Zasadnicza różnica kryje się na rufie. Tutaj, w przeciwieństwie do tej na okrętach desantowych, rufowa komora o wymiarach ok. 55 na 13 m nie ma dna. Mieści się w niej za to kołyska, którą dwanaście pionowych podnośników opuszcza pod kadłub. Według analityków dron wpływa na nią pod wodą, a kolumny (podnośniki) wynoszą go na pokład. Przed dokiem, patrząc od strony dziobu jednostki, znajduje się zamknięty, kilkupoziomowy hangar o długości ok. 95 m. Sutton szacuje, że zmieszczą się w nim cztery największe chińskie drony podwodne albo odpowiednio większa liczba mniejszych.
Czytaj więcej
Batalia o dominację na morzach wkroczyła w autonomiczną fazę. Chiny testują właśnie roje dronów AI u wybrzeży prowincji Guangdong, a Amerykanie na...
Budowa okrętu-matki dla dużych dronów podwodnych ma zdaniem ekspertów niezaprzeczalne zalety. Wielkie drony podwodne chińskiej marynarki stacjonowały dotychczas w dokach pływających na Hajnanie. To jednak rozwiązanie mało praktyczne. Doki pozwalają co prawda ukryć pojazd przed satelitami i zwodować go z dala od innych jednostek, jednak ich możliwości są ograniczone.
Dotychczas wykorzystywane doki mieściły jednego drona. Poza tym wykorzystywanie doków pływających jako miejsc stacjonowania dronów uniemożliwiłoby ich wykorzystanie do innych zadań, w tym m.in. w procesie budowy nowych jednostek. Budowa wyspecjalizowanych okrętów-matek usuwa obydwa te ograniczenia. Dodatkowo umożliwia przesunięcie punktu wodowania drona daleko poza zasięg dostępny dla „zwykłych” doków pływających. A to znacząco zwiększa zasięg działania samych dronów.
Jednostka taka ma także inne zalety. Suchy hangar poprawia warunki przechowywania i serwisowania dronów, a dok rufowy wodowanie i podejmowanie dronów. Sutton opisuje więc jednostkę jako ruchomy tender, czyli okręt-bazę, który dowozi bezzałogowce w rejon działań, obsługuje je i przygotowuje do kolejnego zadania.
Co charakteryzuje okręt-matkę budowany w Kantonie?
Na tym jednak doniesienia dotyczące chińskich postępów w tym zakresie wcale się nie skończyły. Alex Luck, analityk serwisu Naval News, opisał 18 października nagrania z chińskiej platformy społecznościowej Weibo, na których holowniki prowadzą po Rzece Perłowej w kantońskiej dzielnicy Panjü nieznany okręt pomocniczy. Jednostka ma ok. 150 m długości, sześć pionowych masztów po bokach na rufie zamiast dwunastu i dwa kominy obok siebie, co zdaniem analityka sugeruje napęd spalinowy.
Rusztowania na pokładzie i brak radarów oraz anten łączności świadczą o tym, że prace wyposażeniowe dopiero trwają. Autentyczności nagrań nie potwierdzono, choć narzędzia do wykrywania obrazów generowanych przez sztuczną inteligencję sugerują, że nagrania są prawdziwe.
Czytaj więcej
Amerykanie dokonali serii ataków na cele w Iranie. Do uderzeń użyto nie tylko tradycyjnego lotnictwa, okrętów oraz dronów powietrznych, ale również...
Naval News wskazało jako budowniczego okrętu powiązaną z Huangpu Wenczung stocznię COMEC (dawniej Guangzhou Shipyard International, GSI) na wyspie Lungsüe. Stocznia ta budowała już dla chińskiej marynarki m.in. jednostki wsparcia okrętów podwodnych. Na tę samą stocznię, należącą do koncernu CSSC, wskazuje także amerykański serwis The War Zone, który powołuje się na zdjęcie satelitarne z 2 października. Na zdjęciu widać kadłub w zadaszonym doku budowlanym. Okręt z Kantonu jest podobny do szanghajskiego: ma podwyższoną nadbudówkę dziobową i rufową furtę prowadzącą do hangaru. Luck przypuszcza, że maszty podnoszą kołyskę dla innej klasy dronów niż ta, z myślą o której powstaje jednostka z Szanghaju.
Drugi kadłub powinien zmienić ocenę całego programu. Jeden okręt mógł być prototypem, ale dwa kadłuby o różnej wielkości to już zaczątek floty, w której każda jednostka ma za zadanie obsługę innego typu autonomicznych pojazdów podwodnych. Mariusz Dasiewicz z Portalu Stoczniowego również uważa, że chińska marynarka może rozwijać więcej niż jedno rozwiązanie dla dużych dronów podwodnych.
Chiny mogą wykorzystać drony o rozmiarach okrętów podwodnych w wojnie o Tajwan
Okręty-matki powstają z myślą o bezzałogowcach, które od kilku lat widać na zdjęciach satelitarnych z Hajnanu. Dwa sfotografowane drony podwodne z bazy w Sanji mierzą według Naval News ok. 35 i 45 m i najpewniej stanowią konkurencyjne prototypy. Sutton zaproponował dla nich nazwę XXLUUV, czyli ekstra-ekstra-duży bezzałogowy pojazd podwodny, o klasę większy od zachodnich XLUUV. Dla porównania użytkowane jeszcze nie tak dawno przez Polskę załogowe okręty podwodne typu Kobben (wariant typu 207) miały nieco ponad 47 m długości. Chińskie drony są także niemal dwa razy większe niż autonomiczne jednostki amerykańskie.
Czytaj więcej
Do bazy lotniczej Taitung na wschodzie Tajwanu trafiły dwa pierwsze myśliwce nowej generacji F-16V - informują media z Tajwanu.
Pekin tradycyjnie nie ujawnił przeznaczenia tych konstrukcji ani ich napędu, danych o autonomii czy uzbrojeniu, pozostawiając zachodnim analitykom szerokie pole do domysłów. Zespół Daniela Shatsa z amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) ocenia we wrześniowym raporcie, że drony mogą samodzielnie pokonać do 7 400 km. W razie konfliktu o Tajwan Chiny mogłyby je wodować z okrętów-matek w celu prowadzenia rozpoznania podwodnego, stawiania min i ataków na jednostki przeciwnika.
Im większy pojazd, tym bardziej upodabnia się do małego okrętu podwodnego i tym bardziej potrzebuje złożonego napędu, niezawodnej nawigacji i sprawnej obsługi. Najtrudniejszym problemem pozostaje łączność. Bezzałogowiec w głębinie nie utrzyma stałego, szerokopasmowego kontaktu z operatorem tak jak dron latający. Można zatem założyć, że chińskie XXLUUV będą wykonywać wcześniej zaprogramowane zadania i co jakiś czas przekazywać dane. Tym samym do w pełni autonomicznych pojazdów bojowych jest im jeszcze daleko.
Słabe strony ma też sam okręt-matka. To duża jednostka nawodna, którą łatwo wykryją satelity, samoloty patrolowe i rozpoznanie elektroniczne. Bez odpowiedniej osłony okręty takie mogą stanowić stosunkowo łatwy cel dla rakiet przeciwokrętowych. Szczególnie w czasach, gdy w tej kategorii uzbrojenia coraz bardziej upowszechnia się broń hipersoniczna, przed którą jednostki pomocnicze (a taką jest okręt-matka dla dronów) nie są obecnie w stanie skutecznie się bronić.
Atutem nowych okrętów jest przesunięcie punktu startu misji. Tym samym jego wysłanie na sporne wody lub w oddalony rejon działania, szybko ujawni przeciwnikowi, gdzie mniej więcej mogą działać chińskie bezzałogowce.
Amerykanie wodują swoje duże drony podwodne wprost z nabrzeża
Najbliższym amerykańskim odpowiednikiem dużych chińskich dronów podwodnych jest dziś Orka XLUUV koncernów Boeing i Huntington Ingalls. Z modułem zadaniowym mierzy ok. 26 m. Ma napęd spalinowo-elektryczny, który zmusza ją do okresowego wynurzania się w celu ładowania akumulatorów. Dron jest za duży, by mógł go przewozić okręt podwodny, a amerykańska marynarka wojenna nie ma jednostki nawodnej do jego obsługi, dlatego woduje go wprost z nabrzeża.
Takie rozwiązanie jest prostsze niż wybrane przez Chiny, ale wiąże użycie drona z portem i tym samym ogranicza zasięg jego użycia. Nie ma się też co oszukiwać, że w konflikcie na zachodnim Pacyfiku taki port stałby się nieruchomym i łatwym do obserwacji i zniszczenia celem, choć jednak łatwiejszym do obrony, z uwagi na możliwość użycia lądowych systemów obrony powietrznej, niż chińskie okręty zdane na obronę własną i ewentualnie towarzyszących im jednostek eskorty.
Program Orki opóźnił się o lata, a jego koszt wzrósł według Biura Odpowiedzialności Rządu (GAO) z 379 do 621 mln dol. W maju marynarka wojenna uznała fazę eksperymentalną za zakończoną. Pozwala to na złożenie zamówień na seryjne jednostki, których zgodnie z planami miano by zamówić do 2031 r. 16 sztuk.
Polska powinna poszukać dronów do wsparcia własnych Orek
Oba mocarstwa rozwiązują ten sam problem w odwrotnej kolejności. Waszyngton dopracowuje najpierw pojazd i jego autonomię, godząc się na zależność od portów. Pekin buduje logistykę, zanim publicznie przyzna, do czego służą mu wielkie drony. Nie wiadomo, czy chiński system rufowy sprawdzi się na wzburzonym morzu ani czy XXLUUV osiągną dojrzałość konstrukcyjną Orki. Budowa dwóch okrętów wyłącznie dla bezzałogowców pokazuje jednak, że Chiny przygotowują je do służby daleko od własnych wybrzeży.
Polskie okręty A26
Polska ma własną Orkę, choć pod tą nazwą kryje się program załogowych okrętów podwodnych. W czerwcu Agencja Uzbrojenia podpisała z Saabem kontrakt na trzy okręty A26. Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiadał, że jednostki będą mogły wodować roje dronów sterowanych z pokładu i wspierać w ten sposób ochronę infrastruktury na Bałtyku. Ta metoda pozwala jednak na stosowanie stosunkowo niewielkich dronów. Polska musi się tymczasem zastanowić nad pozyskaniem dronów o wiele większych, takich, które mogłyby uzupełniać zdolności okrętów podwodnych w podobny sposób, jak lojalni skrzydłowi uzupełniają zdolności samolotów bojowych. W tym kontekście chiński przykład dobrze ilustruje, gdzie leży w takim przypadku prawdziwa trudność. Same drony podwodne da się kupić lub zbudować, ale o ich przydatności decyduje stworzone dla nich zaplecze.