Trudno znaleźć osobę interesującą się wojną w Ukrainie, która nie słyszałaby opinii o końcu czołgów na współczesnym polu walki. Pod każdą informacją o nowych dostawach wozów do Polski czytamy, że to pieniądze wyrzucone w błoto, ponieważ wystarczy kilka tanich dronów, aby zniszczyć wart dziesiątki milionów złotych czołg. Dodajmy do tego wszechobecne bezzałogowce rozpoznawcze i drony, które mają czynić pole walki przezroczystym, a ofensywy niezwykle trudnymi do przeprowadzenia.

Nie jest to pierwszy przypadek w historii, gdy możliwość prowadzenia wojny manewrowej została ograniczona. Podobnie było podczas walk we Francji w trakcie I wojny światowej. Koniec konfliktu przyniósł jednak nowe taktyki oraz innowacje techniczne (właśnie czołgi), co zakończyło erę wojen pozycyjnych. Wszystko wskazuje na to, że w Ukrainie okres wojny okopowej i bezwzględnej dominacji bezzałogowców także dobiega końca. Komentarzami o bezsensowności posiadania czołgów nie przejmują się sami walczący. Ukraińcy z chęcią przyjmą nowe wozy, a Rosjanie robią wszystko, aby zwiększyć ich produkcję.

Rosjanom skończyły się rezerwy broni pancernej

Temat rosyjskich zapasów budzi dużo emocji. Podsumujmy więc to, co dziś wiemy. W lutym 2022 r. Rosjanie posiadać mieli ok. 13 tys. czołgów. Na tę liczbę składało się 3 tys. wozów w czynnej służbie oraz 10 tys. w rezerwie. Liczby wozów w rezerwie nie potwierdziły analizy oparte na zdjęciach satelitarnych. W 14 rosyjskich bazach doliczono się zaledwie ok. 7-7,5 tys. sztuk. Nie można wykluczyć, że było ich więcej, a część znajdowała się w garażach.

Rosjanie nie mieli jednak 10 tys. sprawnych czołgów, ponieważ wiek i stan tych zgromadzonych „pod chmurką” był bardzo różny. O ile flota aktywnych składała się w większości z nowoczesnych T-72B3M, T-80BWM i T-90M, o tyle w bazach dominowały starsze wersje. Szacuje się, że 5-6 tys. w ogóle nadawało się do remontu. Niektóre wymagały drobnych prac, zaś przywrócenie do służby innych wiązało się z kilkuset godzinami pracy. Po całkowitym wyczyszczeniu magazynów z dobrze zachowanych wozów, w bazach zostałoby 1-2 tys. sztuk – głównie pustych kadłubów.

Czytaj więcej

Ukraina znalazła tani sposób na drony odrzutowe. Karabin z „komputerowym okiem”

Większość z dostrzeżonych na zdjęciach satelitarnych wozów, to czołgi T-72 (najliczniejsze), T-80 oraz T-90. Ok. 3 tys. stanowiły starsze T-54/55/62/64. W latach 2022-2026 Rosjanie zabrali z baz magazynowych ok. 5 tys. wozów, czyli prawdopodobnie niemal wszystkie nadające się do remontu. Zostały głównie te najstarsze oraz w najgorszym stanie. Wyjątkiem są T-64, których jest ok. 400-500, ale ich Rosjanie nie biorą z powodu specyficznego silnika 5TDF, do którego nie mają odpowiedniego zaplecza serwisowo-remontowego.

Z pozostawionych T-72 oraz T-80 dominują czołgi w najstarszych wersjach (np. T-72A/Ural). Ich modernizacja do najnowszych standardów nie jest możliwa. Czy Rosjanom skończyły się już rezerwy? Z dużą dozą pewności można odpowiedzieć „tak”. W bazach został już niemal wyłącznie stary i nienadający się do remontu sprzęt.

Ile czołgów produkują dziś Rosjanie?

Jak dużo czołgów może dziś produkować rosyjski przemysł zbrojeniowy? Jeśli chodzi o najnowsze T-90M, to zdolności produkcyjne wynoszą obecnie ok. 250-300 sztuk rocznie. Według rosyjskich planów w najbliższych latach mają one wzrosnąć o kilkadziesiąt sztuk. Przed wojną powstawała setka wozów rocznie. Liczba ta przejściowo spadła na początku konfliktu z powodu sankcji, ale praca na trzy zmiany i lokalna produkcja komponentów pomogła zwiększyć liczbę wozów opuszczających zakłady Uralwagonzawod (jedynego rosyjskiego producenta czołgów). Warto w tym miejscu zaznaczyć, że nawet w przypadku T-90M część ma powstawać jako efekt modernizacji T-90A, a nie produkcji od zera.

Czytaj więcej

Samymi pieniędzmi wojny się nie wygrywa. Przykład Arabii Saudyjskiej

Remonty osiągnęły szczyt w latach 2023-2024. Rosjanie remontowali wtedy ok. 1,2-1,5 tys. czołgów rocznie. Z powodu braku nowych wozów oraz coraz gorszego stanu dostarczanych, liczba ta od tamtego czasu spada. Bazując na zdjęciach satelitarnych można przypuszczać, że w tym roku nastąpi lub już nastąpiło załamanie liczby remontowanych czołgów. Łączna liczba dostarczanych wozów (nowych i remontowanych) spadła z ok. 1,5 tys. rocznie w latach 2023-2024 do prawdopodobnie mniej niż 1 tys. w 2025 r. Choć brakuje danych, aby podać dokładniejsze szacunki, to panuje konsensus, że szczyt możliwości remontowych Rosjanie mają za sobą. W sumie w latach 2022-2026 powstanie lub wyremontowane zostanie ok. 5,5 tys. wozów. Od tej liczby odjąć należy wozy T-90A, które były w czynnej służbie i zostały zmodernizowane do standardu T-90M.

Jeśli zaś chodzi o rosyjskie straty, to według Ukraińców wyniosły one już ponad 12 tys. czołgów. Dane te są jednak mało wiarygodne (przeszacowane) i znacznie lepiej patrzeć na inne szacunki. Do 1 września 2026 r. według grupy Oryx straty (potwierdzone wizualnie) wyniosą 4441 sztuk. Do szacunków tych należy doliczyć ok. 20-30 proc. (maszyny, których nie sfotografowano, pozostawiono daleko za linią frontu z powodu awarii silnika etc.) oraz fakt, że rok jeszcze się nie skończył. Można szacować, że w latach 2022-2026 Rosjanie stracą łącznie ok. 6 tys. czołgów. Kreml pozbawił się więc całych rezerw i ma mniej wozów niż w lutym 2022 r.

Drony jak dżuma dla czołgów. Ale Rosjanie i Ukraińcy nauczyli się ją leczyć

Wysokie straty nie zniechęcają jednak Rosjan do rezygnacji z tego rodzaju broni. Remonty i produkcja są kontynuowane, a nawet podejmowane są prace mające na celu zwiększenie ich skali. Dlaczego Rosjanie to robią, skoro ciężkie wozy są dziś łatwym celem dla bezzałogowców? Gdybyśmy szukali medycznej analogii, można by nazwać dronozę dżumą XXI w. dla czołgów. Wszystko jednak wskazuje na to, że staje się ona chorobą, którą nie tylko leczymy coraz skuteczniej, ale wiemy także, jak uniknąć zakażenia. To mogłoby tłumaczyć, dlaczego zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy są ciągle zainteresowani czołgami we własnych armiach.

Czytaj więcej

Wojnę Rosji z Ukrainą mogą rozstrzygnąć sztuczna inteligencja, drony i roboty

Na początku konfliktu zbrojnego bezzałogowce były prawdziwą zmorą. Z czasem żołnierze nauczyli się z nimi walczyć. Pojawiły się strzelby, nowe systemy antydronowe, specjalne siatki, a zmianie uległa także taktyka i zastosowanie cięższych pojazdów. Dziś już nie zobaczymy, jak komunijny dron wrzuca granat przez otwarty właz. Wszystko wskazuje na to, że wyścig zbrojeń prędzej czy później doprowadzi do ograniczenia strat zadawanych przez drony. Przed wprowadzeniem odrzutowych dronów kamikadze dalekiego zasięgu (Gerań-5), Ukraińcy strącali ok. 90 proc. wysyłanych na ich miasta bezzałogowców. Obecnie wskaźnik ten spadł o kilkadziesiąt procent, ale historia uczy, że zapewne za kilka miesięcy i na te latające szybciej i wyżej bezzałogowce znajdzie się metoda. Tym właśnie jest wojna – wiecznym wyścigiem tarczy i miecza.

Coraz gorsza jest także skuteczność bezzałogowców pola walki. Przyznają to zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy. Kilka dni temu sławę zyskał rosyjski czołg, który miał dokonać rajdu na kilkanaście kilometrów w głąb pozycji wroga, a na końcu schować się w zaroślach. Choć ostatecznie okazało się, że przemieszczał się po terenie kontrolowanym przez Rosjan, to znacznie ciekawszy jest inny fakt. Przyjął on 40 uderzeń dronów i przetrwał. Dowódca ukraińskiego korpusu Azow, Denys Prokopenko stwierdził w jednym z ostatnich wywiadów, że ostatnio jego żołnierze musieli zużyć ponad 120 bezzałogowców do zniszczenia 2-3 rosyjskich czołgów. Drony nie są już tak groźną bronią jak w pierwszej fazie wojny.

Oczywiście można nadal argumentować, że 40 dronów kosztuje mniej niż czołg, ale analogicznie kilka magazynków amunicji kal. 5,56 mm kosztuje nieporównywalnie mniej od w pełni wyposażonego i wyszkolonego żołnierza, a mimo to karabinki nie sprawiły, że żołnierze stali się bezużyteczni. Tak samo pociski przeciwlotnicze nie uczyniły samolotów bezużytecznymi, a rakiety przeciwokrętowe nie zatrzymały rozwoju okrętów. Kluczowe jest nie tylko to, ile dronów musi trafić w czołg, ale czy mamy w ogóle możliwość ich użycia, a to staje się coraz mniej oczywiste.

Czołgi zostały dostosowane do realiów pola walki na Ukrainie

Rosjanie i Ukraińcy dostosowali się do nowych zagrożeń. Czołgi wyposażono w specjalne klatki, logistyka odbywa się w oparciu o korytarze osłaniane siatkami, ataki lądowe są przeprowadzane podczas złej pogody, a żołnierze otrzymali strzelby i systemy walki radioelektronicznej. Te ostatnie mają być bardzo skutecznym środkiem do kontrolowania sytuacji w powietrzu, co umożliwia przeprowadzenie skutecznych ataków.

Strategia manewrowa nie umarła, a namacalnym dowodem może być ostatnia operacja Vivaldi, zaplanowana na 2026 r. w północnej części obwodu donieckiego w Ukrainie. Co prawda w jej trakcie użyto nowej broni (np. zamienione na drony-kamikadze transportery BTR-60), ale kluczowe kwestie dotyczyły zgrywania różnych pododdziałów. Nie jest to zatem nic innego jak dobrze znane w NATO działania sił połączonych. Zainteresowani historią II wojny światowej pomyśleli zapewne z kolei o niemieckiej wojnie błyskawicznej.

Czytaj więcej

Putin powiększa armię. Ppłk Korowaj: Nie chodzi tylko o wojnę w Ukrainie

Przełomem mogą okazać się systemy aktywnej ochrony pojazdów. Nie jest to technologia nowa, ponieważ Izrael używa jej z powodzeniem od ponad dekady. Rafael, izraelski producent systemów Trophy chwali się, że rozwiązanie uratowało już setki, o ile nie tysiące żołnierzy. Najnowsze wersje mają być dostosowane do zwalczania bezzałogowców i trafią m.in. do polskich czołgów K2PL. System wykrywa zagrożenie przy pomocy własnych sensorów i wystrzeliwuje niewielki przeciwpocisk, który neutralizuje cel (np. pocisk przeciwpancerny lub drona).

Swoje systemy rozwijać mają także Ukraińcy i Rosjanie. Według Ołeksandra Syrskiego (do lipca 2026 r. głównodowodzącego Ukraińskich Sił Zbrojnych) ukraińskie systemy aktywnej ochrony pojazdów w czasie testów przechwyciły od 60 do 80 proc. dronów FPV. Trudno ocenić, ile w tych twierdzeniach propagandy, a na ile systemy te są już gotowe do użycia. Bardziej zaawansowane prace prowadzą Rosjanie. Posiadają już działający system Arena-M.

Denys Prokopenko twierdzi, że system ten dostają rosyjskie czołgi. Rosjanie na skutek pierwszych opinii z frontu mają rozważać trzykrotny wzrost liczby efektorów (z 12 do 36). Czołgi otrzymują też elektromagnetyczne trały przeciwminowe. Wojskowy ostrzega, że Kreml przygotowuje siły pancerne na jesienną fazę wojny, w której znów będą próbować przełamać ukraińskie pozycje.

Systemy aktywnej ochrony nie zmienią ukraińskiego pola walki z dnia na dzień. To drogi sprzęt i skalowanie produkcji może zająć lata. Nie ulega jednak wątpliwości, że wszechmocne drony nie są już dziś tak groźne, jak były kilka lat temu. Wiemy, jak się przed nimi bronić, a nowe rozwiązania mogą drastycznie zwiększyć przeżywalność czołgów. Wiele wskazuje na to, że wrócą one na pole walki. Choć jest z tym związane kilka wyzwań (np. kwestia logistyki), to pogłoski o śmierci ciężkich wozów okazały się przedwczesne. Jednocześnie bezzałogowce także nie znikną. One już zmieniły oblicze wojny. Przestaną jednak być zagrożeniem przed którym nie można się bronić, a staną się obok sił pancernych czy pocisków rakietowych kolejnym elementem wojennej układanki.