12 Wojskowy Oddział Gospodarczy w Toruniu (WOG to jednostka logistyczna, która zaopatruje i obsługuje wojsko w swoim rejonie) opublikował ogłoszenie o zamówieniu na konserwację i naprawy przeciwlotniczych zestawów rakietowych Newa-SC. Szacunkowa wartość usług wynosi 89,69 mln zł bez VAT. Zamówienie podstawowe obejmuje lata 2026–2027, a prace w latach 2028–2030 armia zleci tylko wtedy, gdy sięgnie po prawo opcji.

Przyszły wykonawca zajmie się stacjami naprowadzania rakiet, wyrzutniami oraz sprzętem transportowo-załadowczym wraz z podzespołami. Ma usuwać usterki, z którymi nie radzą sobie same obsługi ani wojskowe służby remontowe, bo brakuje im specjalistycznego oprzyrządowania lub zaplecza. Firma będzie pracować zarówno w jednostkach użytkujących sprzęt, jak i we własnych zakładach. Do jej obowiązków należą też modyfikacje, zdalna pomoc techniczna i szkolenia. Zakres modyfikacji zamawiający ujawni dopiero firmom zakwalifikowanym do kolejnego etapu.

Czytaj więcej

Czy powstaną wielkie francuskie niszczyciele rakietowo-dronowe?

Toruński WOG skrócił terminy postępowania. W uzasadnieniu powołał się na pilną potrzebę utrzymania sprawności sprzętu oraz na to, że stacje radiolokacyjne pełnią całodobowe dyżury bojowe w narodowym i sojuszniczym systemie obrony powietrznej. Ten fragment uzasadnienia mówi o Newach najwięcej. Zestawy te nadal codziennie pilnują polskiego nieba.

Obecna umowa wygasa z końcem roku. W lutym 2024 r. ten sam WOG podpisał z Wojskowymi Zakładami Elektronicznymi (WZE) w Zielonce kontrakt za 42 mln zł na konserwację i naprawy New-SC w latach 2024–2026. Kwot nie da się wprost porównać, bo nowy szacunek obejmuje dłuższy okres i zawiera opcję. Żeby zrozumieć, dlaczego armia wciąż inwestuje w sprzęt z rodowodem sięgającym końca lat 60., trzeba cofnąć się o kilka dekad.

Newa-SC, czyli radziecki system z nową elektroniką

Newa-SC to polska modernizacja radzieckiego zestawu S-125M, w kodzie NATO oznaczanego jako SA-3 Goa. Pierwsze Newy weszły do służby w Wojsku Polskim w 1969 r. Od drugiej połowy lat 90. nad ich gruntowną przebudową pracowały WZE wspólnie z Wojskową Akademią Techniczną. Litery SC oznaczają „samobieżny” i „cyfrowy”. Konstruktorzy przenieśli czterobelkowe wyrzutnie na podwozia wycofanych czołgów T-55, a kolumnę antenową oraz kabinę dowodzenia i naprowadzania na czteroosiowe ciężarówki MAZ-543.

Czytaj więcej

Wojsko łata luki po instytucjach cywilnych. Były dowódca operacyjny: to wygodne narzędzie i bywa nadużywane

Analogową aparaturę zastąpiła elektronika cyfrowa i półprzewodnikowa. Zestaw zyskał też rejestratory cyfrowe i klimatyzację. Przy okazji liczba wyrzutni w baterii spadła z czterech do trzech, co daje w każdej baterii do 12 gotowych do odpalenia pocisków (3 × 4). Według WZE modyfikacje zwiększyły mobilność zestawu i ułatwiły jego serwis, pozwoliły zmniejszyć obsadę i dodały nowe tryby pracy, w tym strzelanie do celów wolno lecących.

Według producenta stosowane w zestawach rakiety 5W27U mają zasięg do 25 km i pułap do 18 km. Sam pocisk to dwustopniowa rakieta na paliwo stałe z 60-kilogramową głowicą odłamkowo-burzącą. Mimo modernizacji Newa-SC pozostała systemem jednokanałowym: może co prawda jednocześnie naprowadzać dwie rakiety, ale tylko na jeden cel. To chyba największy mankament poradzieckiego weterana.

Ile New zostało w Polsce po dostawach dla Ukrainy

Do standardu SC wojsko zmodernizowało 17 zestawów. Przed pełnoskalową rosyjską inwazją na Ukrainę tworzyły one sześć dywizjonów rakietowych obrony powietrznej i dysponowały 51 wyrzutniami. Każdy zestaw to bateria startowa (trzy wyrzutnie) i stacja naprowadzania rakiet, czyli kabina dowodzenia i naprowadzania, kolumna antenowa i kabina rozdzielcza. Od tamtej pory stan posiadania musiał się zmniejszyć, bo część zestawów trafiła do Ukrainy.

Pierwsze zdjęcie polskiej Newy w ukraińskiej służbie pojawiło się w sieci na początku grudnia 2022 r. Oficjalnie takie dostawy potwierdził jednak dopiero 6 lipca 2026 r. wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, który przedstawił odtajnioną listę donacji. Wśród sprzętu przekazanego w latach 2022–2023 wymienił wyrzutnie Newa S-125SC, a wśród pomocy od 2024 r. aparaturę, osprzęt i części zamienne do systemów Newa. Liczb nie podał.

Czytaj więcej

Polskiej armii brakuje pilotów. Wkrótce będziemy ich potrzebować 199

Ile zestawów zostało w kraju? Tego armia nie ujawnia. Drobną wskazówkę daje umowa, którą 27 lipca 3. Regionalna Baza Logistyczna w Krakowie zawarła z Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych. Za 2 mln zł instytut sprawdzi z powietrza sześć stacji naprowadzania rakiet. Taka procedura nazywana jest „oblotem”. Samolot udający cel przelatuje w pobliżu stacji niczym intruz, a obsługa kontroluje, czy radar prawidłowo wykrywa i śledzi cel oraz czy działają kanały naprowadzania rakiet. Oblot poprzedza strzelanie bojowe. Każdy zestaw to jedna bateria, a każda bateria ma jedną taką stację. Sześć stacji to tyle, ile wojsko chciało sprawdzić w tym roku, więc baterii może być więcej niż sześć. Ta liczba wyznacza tylko dolną granicę i nie mówi, ile jest ich rzeczywiście.

Polska Newa w Ukrainie i lekcja dla polskiej obrony powietrznej

Ukraińcy zrobili z darowanych New dobry użytek. W 2025 r. ukraińskie Dowództwo Powietrzne „Wschód” opublikowało zdjęcie pojazdu z oznaczeniami ponad 120 zestrzelonych celów. Militarnyj, ukraiński serwis specjalizujący się w tematyce wojskowej, podał, że polski zestaw pozwolił jednej obsłudze zniszczyć ponad 120 obiektów powietrznych. Dowództwo nie nazwało systemu, a stację naprowadzania Newy-SC rozpoznały na fotografii polskie media branżowe.

Samych oznaczeń na pojeździe nie należy traktować jako niezależnie zweryfikowanego bilansu zestrzeleń. Relacja ukraińskiej obsługi wskazuje jednak, że zmodernizowane Newy nadal znajdują zastosowanie w walce z dronami i pociskami manewrującymi. Nie czyni to z nich odpowiednika Patriotów, ale przemawia za ostrożnością w uznawaniu ich za sprzęt bezużyteczny i całkowicie przestarzały. Utrzymywanie ich w służbie nadal ma zatem sens. Nawet jeśli podyktowane jest tylko zbyt wolnymi dostawami nowego uzbrojenia.