Media Recovery, katowicka firma działająca od 20 lat głównie dla wymiaru sprawiedliwości, policji i służb, w ramach europejskiego programu SAFE dostarczy Wojsku Polskiemu mobilne laboratoria cyberbezpieczeństwa. To samochody dostawcze wyposażone w sprzęt i oprogramowanie umożliwiające monitorowanie, wykrywanie i reagowanie na cyberincydenty bezpośrednio w terenie, bez konieczności odsyłania danych do stacjonarnego centrum.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Polska kupuje kolejne pociski do Patriotów. Nie wiadomo, czy dostaniemy je na czas

Sam kontrakt jest objęty tajemnicą. Małycha uważa to za uzasadnione, bo, jak mówi, informacje o sposobie obrony kraju powinny być chronione. Wiadomo jednak, że dla 90-osobowej firmy z obrotem na poziomie 120–130 mln zł rocznie to skok do innej ligi: zamówienie kilkukrotnie większe niż największe, jakie dotąd realizowała. Sam Małycha zarzeka się, że stresu z tego powodu nie czuje. Jak twierdzi startował do przetargu z pełną świadomością skali zadania.

Dlaczego mobilne, a nie stacjonarne? Stacjonarne centra (SOC, CSIRT) widzą, że coś się dzieje, ale nie mogą zareagować fizycznie na miejscu. W warunkach konfliktu czy ćwiczeń wojskowych liczy się szybkość oceny: czy to awaria, atak, czy element wojny hybrydowej. Działania wojska zależą od ciągłości telekomunikacji, dostaw energii i logistyki. Małycha porównuje to do pracy reportera: można komentować zdarzenia ze studia, ale dziennikarz na miejscu rozumie kontekst i reaguje szybciej.

Czytaj więcej

„Powinniśmy kupować więcej z USA”. Mariusz Błaszczak krytykuje SAFE

Wektory ataków na infrastrukturę rządową i komercyjną są, według Małychy, podobne. Różni je motywacja związana z rozwiązywaniem problemu: firma chce jak najszybciej odszyfrować dane i wraca do działania (czasem negocjując z grupami przestępczymi), instytucje rządowe stawiają raczej na backupy i odporność systemu na utratę danych. Już w 2008 r. jak wspomina, oficer Europolu mówił mu, że dochody z cyberprzestępczości na wschód od Polski przekroczyły wpływy z handlu ludźmi i narkotykami razem wzięte.

Dla Media Recovery kontrakt z MON-em to coś więcej niż zlecenie. To szansa na zrozumienie standardów NATO i wejście na rynki zagraniczne. Firma współpracuje już z partnerami w Holandii, Danii i Szwecji, licząc, że kolejne środki z programów unijnych będą wymagały wspólnych, międzynarodowych dostaw. Małycha nie kryje też otwartości na rozwój przez partnerstwa czy nawet przejęcie przez większego, zagranicznego gracza – jego zdaniem to naturalna droga dla firmy działającej na rynku, na którym „nie powstaje co roku nowa policja”.

Czytaj więcej

Finlandia otwiera się na nuklearne procedury NATO. Zniesiono zakaz broni jądrowej

Pytany o najpoważniejsze cyberzagrożenie, Małycha wskazuje równolegle na atak na infrastrukturę krytyczną i zakłócanie sygnału GPS (problem dobrze znany z wojny w Ukrainie i z zakłóceń nad Bałtykiem w okolicach Kaliningradu). Ale dodaje istotne zastrzeżenie: prawdziwa wojna hybrydowa to nie pojedyncze uderzenie, a cała kombinacja działań, w tym zalewanie policji i wymiaru sprawiedliwości tysiącami fałszywych zgłoszeń generowanych przez AI, które odciągają uwagę służb od prawdziwych celów.

Na pytanie o szyfrowanie kwantowe odpowiada bez ogródek: firma się tym nie zajmuje, R&D koncentruje się na AI. Co do namierzania atakujących, przyznaje, że nie jest to łatwe i nie zawsze się udaje, choć amatorzy korzystający z modelu „ransomware jako usługa” popełniają więcej błędów niż dobrze zorganizowane grupy powiązane ze służbami specjalnymi, których namierzenie bywa pracą na lata.