Blisko 44 mld euro to kwota, którą możemy pożyczyć w ramach unijnego instrumentu SAFE. Rządzący przedstawiają to jako swój sukces, opozycja wytyka szereg problemów. Instrument systematycznie krytykuje były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Polityk, który jeszcze w zeszłym roku prosił o większy pośpiech w sprawie SAFE, dziś twierdzi, że to duży błąd.
Na początku czerwca Mariusz Błaszczak spytany na antenie Polskiego Radia o SAFE, stwierdził, że Wojsko Polskie potrzebuje amerykańskiego sprzętu. Zdaniem posła PiS udowodnił on swoją wartość wielokrotnie, ostatnio w Wenezueli oraz Iranie. Zdaniem polityka, Europa dziś nie produkuje F-35, więc nie ma możliwości zakupienia go na Starym Kontynencie, a takie zamówienia promowane są w ramach SAFE.
Czytaj więcej
Przed zbliżającym się szczytem NATO w Ankarze, raczej nikt już się nie oszukuje – wszyscy członkowie Sojuszu zrozumieli, że Amerykanie zmniejszają...
Samoloty F-35 są dziś elementem sieciocentrycznego systemu, do którego pasować ma inny, pozyskany za rządów Mariusza Błaszczaka amerykański sprzęt – czołgi Abrams czy systemy obrony przeciwlotniczej Patriot. Na pytanie, dlaczego nie możemy kupować zarówno w USA, jak i Europie, były minister obrony narodowej stwierdził, że amerykańska alternatywa jest po prostu lepsza.
Kluczowa ma być kompatybilność, której sprzęt produkowany w Europie rzekomo nie gwarantuje. Mariusz Błaszczak podkreślił także, że problemem jest sposób kupowania sprzętu. Zdaniem polityka, dzisiaj dopasowujemy zakupy do kredytu, a powinno być na odwrót. Najpierw wojsko powinno wskazać kierunki rozwoju, a następnie armia dokonać konkretnych zakupów i zabezpieczyć finansowanie.
Zakupy w ramach SAFE: Borsuki, Kleszcze, Baobaby i Kraby
W ramach instrumentu SAFE zakupić mamy sprzęt za kwotę ponad 180 mld zł. Ponad 120 mld zł przypadnie na samodzielne zakupy, a pozostała kwota zostanie do dyspozycji w ramach umów podpisywanych w porozumieniu z innymi państwami. Listę krajowych zakupów poznaliśmy w maju, można więc na jej bazie przeanalizować, na ile słuszne są argumenty byłego ministra obrony narodowej.
Łączna kwota zakontraktowanych umów wyniosła ok. 124 mld zł, z czego blisko 23 mld zł to aneksy. Mówiąc najprościej, ok. 100 mld zł wydamy na nowe zakupy, a ponad 20 mld zł na finansowanie już podpisanych umów. Czy to źle? Z jednej strony politycy opozycji uważają, że nie jest to dobra wiadomość, ponieważ oznacza to mniej nowych zakupów.
Czytaj więcej
W ramach unijnego instrumentu SAFE Polska zamierza pozyskać razem z Hiszpanami samoloty transportowe Airbus A400M Atlas. Tymczasem we Francji rozpo...
Z drugiej strony, budżet nie jest z gumy, a zwolnione w ten sposób środki można przeznaczyć na dowolny cel. Jeśli zatem rządzący nie zdecydują się na redukcję całego budżetu (a chwilowo nic na to nie wskazuje), to samo aneksowanie nie powinno mieć żadnego negatywnego wpływu na wielkość zamówień.
Sama idea jest zresztą niegłupia. Umowy w ramach SAFE musiały zostać podpisane do końca maja 2026 r. Do największych wad zaliczamy krótki okres realizacji oraz negocjacji.
Nadmierny pośpiech w tych sprawach nie jest wskazany, więc przerzucenie tych środków na umowy, które już dopracowano, wydaje się słusznym założeniem. Mamy przy tym także pewność, że zakupy te nie są wynikiem dostosowania planów armii do kredytu, ponieważ mówimy o umowach, które wynegocjowano wcześniej.
O jakich zakupach mówimy? Aneksy dotyczą cystern dla wojskowej logistyki, karabinków MSBS GROT, satelitów, wozów towarzyszących dla armatohaubic K9, pojazdów minowania narzutowego Baobab-K oraz kołowych transporterów opancerzonych (KTO) Rosomak z polską wieżą ZSSW-30. Umowy te nie były krytykowane przez opozycję i wpisują się w plany rozwoju Sił Zbrojnych RP.
Niepotrzebne zakupy czy brakujące elementy układanki?
Kontrowersji trudno doszukiwać się również w przypadku nowych zakupów. Te podzielić możemy na kilka kategorii. Część z nich należy określić mianem „uzupełniających”. Są to kontrakty, które musiały się pojawić się prędzej czy później z powodu podjętych już decyzji. Jeżeli kupujemy wyrzutnie rakiet, to musimy posiadać także wozy amunicyjne, które dostarczą im amunicję. Jeżeli tworzymy nowe bataliony zmotoryzowane i kupujemy dla nich KTO, to logiczną konsekwencją jest potrzeba zakupienia nowych Wozów Ewakuacji Medycznej (WEM).
Wśród umów „dopełniających” możemy wymienić zakupy wozów towarzyszących do dywizjonów wyrzutni rakiet HOMAR-K, armatohaubic samobieżnych (AHS) K9, systemów obrony przeciwlotniczej Wisła i Narew, moździerzy samobieżnych Rak, Wozów Ewakuacji Medycznej (WEM) oraz Wozów Dowodzenia (WD). Nie można podważać sensu tych umów, ponieważ już zakupiliśmy (i wdrożyliśmy) „inne części układanki”.
Mamy także zakupy w kategorii „amunicja”. Tutaj nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że Polska potrzebuje zapasów min czy amunicji kal. 155 mm. Nabycie tego wyposażenia także wpisuje się w realizowaną od lat strategię (budowa licznej i nowoczesnej artylerii oraz program Tarcza Wschód). Kupujemy produkowane w Polsce rozwiązania, które zapewniają pełną kompatybilność (np. z armatohaubicami K9 oraz Krab).
Czytaj więcej
W sprawie programu SAFE toczy się spór równie głośny, co nieprawdziwy - pisze Witold M. Orłowki, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, wykładowc...
Trzecią kategorią są zakupy, które zapowiadano już od wielu lat. Sztandarowym przykładem może być 146 Bojowych Wozów Piechoty (BWP) Borsuk. Podpisana za czasów ministra Błaszczaka umowa ramowa mówiła o potrzebie zakupu aż 1400 sztuk. Dotychczas zakupiono zaledwie 111. Podobnie wygląda sytuacja dla Lekkich Opancerzonych Transporterów Rozpoznawczych kr. Kleszcz. Ponad 2 lata temu podpisana została umowa ramowa na 286 egzemplarzy, spośród których zamówiono zaledwie 28.
Innym oczywistym zakupem są hełmy HBT-02 (ponad 300 tys.) oraz kamizelki kuloodporne KKZ-01/K4 (blisko 70 tys.). W tym przypadku zakupy te miały zostać początkowo dokonane już w zeszłym roku. Sprzęt opracowała polska spółka Maskpol w ramach Projektu Tytan. Ich zakup komunikowano wielokrotnie, a testy przeprowadzono w latach 2023-2024.
Na liście znajdziemy dwa okręty hydrograficzne kr. Hydrograf. Także ta umowa była planowana od wielu lat, a zastąpienie jednostek z lat 80. XX wieku zostało kilkukrotnie zakomunikowane przez przedstawicieli Wojska Polskiego. Mamy także umowy na bezzałogowce – amunicję krążącą Warmate oraz drony rozpoznawcze FlyEye. Oba typy uzbrojenia już służą w Wojsku Polskim, ich pozyskanie wpisuje się w siedem priorytetów przedstawionych przez Sztab Generalny Wojska Polskiego (priorytet szósty – dronizacja i robotyzacja). Dodatkowo dostawy FlyEye realizowane są w oparciu o umowę ramową z 2023 r.
Miecz i tarcza, czyli Gladius i SAN
Wśród zakupów znalazły się także dwie inne ciekawe pozycje. Pierwsza umowa dotyczy pozyskania 18 baterii systemu przeciwlotniczego SAN. Trudno mówić o zaskoczeniu, ponieważ umowę podpisano już w styczniu, a w kuluarach mówiono o niej już znacznie wcześniej. To zakup, który jest odpowiedzią na incydenty związane z rosyjskimi bezzałogowcami w naszej przestrzeni powietrznej w 2025 r.
Brak odpowiednich zakupów wytykał (słusznie) w tamtym czasie nie kto inny jak Mariusz Błaszczak. Choć sama konfiguracja baterii SAN jest dziś tematem dyskusji, to faktem jest, że zakup takiego sprzętu jest koniecznością i wynika wprost z jasno komunikowanych potrzeb Sił Zbrojnych RP. Obrona antydronowa jest brakującym ogniwem w ramach budowanej obrony przeciwlotniczej opartej na systemach Pilica, Narew oraz Wisła.
Co ważne, Polska należy do pierwszych krajów NATO, które zamierzają systemowo rozwiązać problem dronów. Problem z ochroną baz mają nawet Amerykanie (co udowodnił konflikt z Iranem), więc trudno w tym przypadku mówić o pozyskiwaniu sprawdzonych rozwiązań z USA.
Warto także zatrzymać się przy kontrakcie na 12 Bateryjnych modułów bezzałogowych systemów poszukiwawczo-uderzeniowych Gladius. Pierwsze cztery baterie zamówiono w 2022 r. W tym samym roku Wojsko Polskie zleciło także opracowanie w latach 2022-2026 Gladiusa 2.
W ramach SAFE armia zamówiła baterie, które uzbrojone będą zarówno w starsze, dobrze znane już w wojsku drony uderzeniowe Gladius 1, ale także nowe, opracowane w ostatnich latach Gladius 2. Na razie nie wiemy o nich zbyt wiele. Dron ma być wyposażony w silnik odrzutowy, razić cele oddalone o ponad 100 km, a także cechować się obniżoną wykrywalnością.
Biorąc pod uwagę, że armia cztery lata wcześniej zleciła opracowanie tych dronów, można spokojnie założyć, że także w tym przypadku był to planowany od dawna zakup, a nie nagła potrzeba wynikająca z politycznego nacisku.
Europejskie latające tankowce i śmigłowce czy konkurencja z USA?
Pozostaje także kwestia wspólnych zakupów. W tym przypadku nie mamy jeszcze jednej listy tego, co zostanie zamówione. Oficjalnie poinformowano o planach dotyczących kilku typów sprzętu wojskowego. Mowa o polskiej broni osobistej (karabinki GROT i karabiny wyborowe) oraz Przeciwlotniczych Zestawach Piorun. Rozwiązania te są rozwijane w kraju od lat i to brak kolejnych zakupów byłby poważnym błędem.
W planach są dwa typy sprzętu, który pozyskamy z innych państw, a produkują go także w USA. Chodzi o latające tankowce oraz śmigłowce szkolno-bojowe. W obu przypadkach Polska nie ma zdolności, aby samodzielnie wyprodukować ten typ wyposażenia.
W przypadku latających tankowców w grze jest oczywiście Airbus A330MRTT, który zakupić mamy wspólnie z Hiszpanią. Jego konkurentem zza oceanu jest z kolei produkowany od dekady Boeing KC-46 Pegasus. Amerykańska konstrukcja mierzy się jednak z tak dużymi problemami technicznymi, że nawet amerykańskie siły powietrzne (USAF) wstrzymały kolejne zakupy do czasu ich rozwiązania.
Jeśli zaś chodzi o śmigłowce szkolno-bojowe, to Polska zakupi zapewne jeden z dwóch typów – Airbus H145M lub Leonardo AW109. Tutaj sprawa wydaje się jeszcze prostsza, bo sami Amerykanie kupili swoje śmigłowce szkolne w Europie. Tamtejszy potentat śmigłowcowy Bell przegrał z rywalami ze Starego Kontynentu – koncernami Leonardo oraz Airbus. Amerykańscy piloci szkolą się na śmigłowcach AW119 (jednosilnikowa wersja Leonardo AW109), MH-139A Grey Wolf (Leonardo AW139) oraz UH-72A/B Lakota (wersja śmigłowca Airbus H145).
Omawiane uwagi Mariusza Błaszczaka wydają się zatem pozbawione merytorycznych podstaw. Polska nie kupuje bowiem sprzętu, który powinniśmy pozyskać w USA (co można uważać w przypadku samolotów F-35 czy systemu obrony przeciwlotniczej Patriot). Pozyskiwany jest sprzęt, którego obiektywnie potrzebuje Wojsko Polskie. Bardzo często mówimy o wyposażeniu, którego zakup jest konsekwencją umów podpisanych właśnie przez byłego ministra obrony narodowej.