Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował 19 czerwca, że Polska pozyskała kilkaset pocisków PAC-2 GEM-T dla systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej Wisła (czyli amerykańskich wyrzutni Patriot). Zamówienie złożono za pośrednictwem Agencji Wsparcia i Zamówień NATO, a jego wartość to 988 mln dolarów (netto). Dostawy mają ruszyć w ciągu najbliższych miesięcy i potrwają do 2031 roku.
Agencja Wsparcia i Zamówień NATO (NSPA) to jeden z głównych organów logistyczno-zakupowych Sojuszu. Zajmuje się m.in. wspólnymi zamówieniami uzbrojenia dla państw członkowskich oraz koordynacją dostaw i magazynowania paliw dla wojsk na terenie całej Europy. Jej siedziba mieści się w Capellen w Luksemburgu, a oddziały i centra operacyjne są rozlokowane w kilku innych krajach europejskich. To właśnie za jej pośrednictwem, a nie bezpośrednio od producenta czy administracji USA, Polska zamawia pociski PAC-2 GEM-T.
To dobra wiadomość dla polskiej obrony powietrznej. Żeby jednak ocenić, na ile realnie zmienia ona sytuację, trzeba spojrzeć na nią w szerszym kontekście.
Czym są PAC-2 GEM-T i czym różnią się od PAC-3 MSE
Rodzina pocisków Patriot, w którą inwestuje Polska, składa się z dwóch zasadniczo różnych typów rakiet, które się wzajemnie uzupełniają. Pierwszy z nich, PAC-3 MSE (Missile Segment Enhancement), to nowocześniejsza i mniejsza rakieta typu hit-to-kill. Niszczy cel bezpośrednim uderzeniem kinetycznym. Sprawdza się przede wszystkim przy zwalczaniu pocisków balistycznych, takich jak rosyjskie Iskandery czy Oreszniki, na dystansie od 35 do 100 km.
System Patriot
Drugi typ, PAC-2 GEM-T (Guidance Enhanced Missile – Tactical), to starsza konstrukcja. Większa, cięższa i wolniejsza, wyposażona w głowicę odłamkowo-burzącą z zapalnikiem zbliżeniowym. Nie musi trafić bezpośrednio w cel, by go zniszczyć, wystarczy eksplozja w jego pobliżu, by chmura odłamków skutecznie zneutralizowała zagrożenie. Ten typ pocisku lepiej radzi sobie z celami aerodynamicznymi: samolotami, rakietami manewrującymi i taktycznymi pociskami balistycznymi krótkiego zasięgu, na dystansie sięgającym (według różnych źródeł) do 150-160 km.
Czytaj więcej
Po miesiącach milczenia, Departament Stanu USA dał zgodę na sprzedaż Ukrainie amunicji JDAM o zwiększonym zasięgu oraz powiązanego sprzętu. Łączna...
PAC-3 MSE jest więc narzędziem precyzyjnym, skoncentrowanym na pociskach balistycznych. PAC-2 GEM-T jest bardziej uniwersalny i skuteczny również przeciwko samolotom oraz rakietom manewrującym. Polska potrzebuje obu rodzajów pocisków, by mieć możliwość zwalczania pełnego spektrum zagrożeń.
W ramach pierwszej umowy, zawartej w 2018 roku, Polska zamówiła 208 pocisków PAC-3 MSE. W maju 2025 roku do Kongresu USA wpłynął wniosek o zgodę na sprzedaż Polsce 788 rakiet PAC-2 GEM-T, wartych maksymalnie 5,8 mld dolarów, w procedurze amerykańskiej sprzedaży zagranicznej (FMS). Samo złożenie takiego wniosku nie oznacza jednak automatycznie finalizacji zakupu w tej skali.
Ogłoszony właśnie kontrakt z NSPA, opiewający na 988 mln dolarów za „kilkaset” pocisków, to inna ścieżka zakupowa. Pozyskanie pocisków następuje tu za pośrednictwem natowskiej agencji zakupowej. Różnica w wartości każe zachować ostrożność: przy zbliżonej cenie jednostkowej rakiety 988 mln dolarów odpowiadałoby kilkukrotnie mniejszej liczbie sztuk niż wspomniane wyżej 788. Nie jest więc pewne, czy to prosta realizacja majowego wniosku do Kongresu, czy odrębne zamówienie. Być może chodzi o pierwszą transzę w ramach szerszego programu, którego ostateczny kształt nie został oficjalnie ujawniony.
W jakim miejscu jest dziś program Wisła, czyli ile mamy Patriotów
Docelowo Wojsko Polskie ma dysponować ośmioma bateriami Patriot, każda z ośmioma wyrzutniami M903. To łącznie 64 wyrzutnie dla których zamówiono około tysiąca pocisków. Pierwsze dwie baterie, dostarczone w ramach umowy z 2018 roku, trafiły do 3. Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej w Sochaczewie i w grudniu 2025 roku osiągnęły pełną gotowość operacyjną.
Kolejnych sześć baterii, zamówionych w 2024 roku w ramach drugiej fazy programu, ma trafić do Polski w latach 2027–2029 i zasilić dywizjony obrony powietrznej w Bytomiu, Gdyni oraz Skwierzynie. Łączny koszt obu kontraktów to 17,3 mld dolarów, czyli – według obecnego kursu – około 64,3 mld złotych.
Za te pieniądze Polska kupuje nie tylko wyrzutnie i pociski, ale cały system: radar LTAMDS, czyli aktywną antenę fazowaną zdolną wykrywać cele balistyczne na dystansie do 300 km w pełnym zakresie 360 stopni oraz system dowodzenia IBCS, który integruje dane z wielu czujników i pozwala bateriom Patriot współpracować z samolotami F-35 i innymi systemami NATO. IBCS używają dziś na świecie tylko trzy kraje: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Polska.
Część komponentów powstaje już na miejscu. Wyrzutnie M903 jako podwykonawca amerykańskiego Raytheona, produkuje Huta Stalowa Wola, wchodząca w skład konsorcjum PGZ-Wisła. Pełna integracja systemu wciąż jednak odbywa się w Stanach Zjednoczonych.
Skąd właściwie wezmą się pociski do Patriotów, które kupuje Polska
Otwarte pozostaje pytanie, gdzie rakiety kupowane przez Polskę zostaną wyprodukowane. PAC-2 GEM-T od dekad produkuje amerykański Raytheon (dziś część koncernu RTX). Jednak od stycznia 2024 roku NSPA, z którą Polska podpisała kontrakt, realizuje odrębną umowę ramową ze spółką COMLOG (joint venture Raytheona i niemieckiej MBDA Deutschland) na produkcję do tysiąca pocisków PAC-2 GEM-T w zakładzie w bawarskim Schrobenhausen. To pierwsza linia produkcyjna tego pocisku poza Stanami Zjednoczonymi. Do tego europejskiego programu dołączyły dotąd Niemcy, Holandia, Rumunia, Hiszpania i Szwecja. Polska w nim oficjalnie dotychczas nie uczestniczyła.
Czy najnowszy polski kontrakt oznacza dołączenie do tej europejskiej inicjatywy, czy zakup z amerykańskiej fabryki Raytheona, tego oficjalny komunikat MON i Agencji Uzbrojenia nie precyzuje. Linia w Schrobenhausen ma swoją kolejkę oczekujących: produkcja ma tam ruszyć dopiero pod koniec 2026 roku, a spora część mocy jest już zarezerwowana, m.in. na podstawie umowy na dostawy dla Ukrainy oraz zobowiązań wobec pięciu wymienionych wyżej państw NATO.
Zakup pocisków Patriot przez Polskę. Czy producenci zdążą z dostawami?
Obecnie globalna produkcja pocisków Patriot rocznie ledwie zbliża się do 700 sztuk. Mimo nacisków Białego Domu na przemysł, by ją przyspieszyć, producent od miesięcy nie nadąża za popytem, a kolejka chętnych robi się coraz dłuższa.
Wojna z Iranem, która Stany Zjednoczone i Izrael stoczyły na przełomie lutego i marca 2026 roku, gwałtownie zredukowała dostępne zapasy pocisków do Patriotów. Według szacunków agencji Bloomberg, broniące się przed irańskimi atakami odwetowymi bliskowschodnie państwa (m.in. ZEA i Arabia Saudyjska) zużyły w niespełna miesiąc blisko 2 400 z posiadanych 2 800 pocisków Patriot. W dużej mierze, jak zwracają uwagę eksperci, wykorzystały je do zwalczania dronów, czyli celów, do zwalczania których ten system nigdy nie był projektowany. Przy koszcie pojedynczej rakiety rzędu 4–7 mln dolarów to rozwiązanie ekonomicznie tak nieracjonalne, że – jak nieformalnie wytykali Amerykanom obecni wówczas na miejscu ukraińscy doradcy – przypomina strzelanie z armaty do wróbla.
Amerykanie planują teraz odbudować własne zapasy. W projekcie budżetu na rok fiskalny 2027 Pentagon wnioskuje o zakup aż 2 798 pocisków PAC-3 MSE za 12,2 mld dolarów. To niemal osiem razy więcej niż w budżecie na 2026 rok, w którym zaplanowano zakup 357 sztuk. Do tego zamówionych ma być 857 pocisków przechwytujących THAAD. Oficjalnym uzasadnieniem jest rosnące zagrożenie ze strony chińskich sił rakietowych, w tym systemów takich jak DF-21 i DF-26 oraz potrzeba wzmocnienia obrony regionu Indo-Pacyfiku.
Amerykański przemysł reaguje przede wszystkim na te potrzeby, m.in. trzykrotnie zwiększając produkcję głowic samonaprowadzających do PAC-3 MSE. Mimo to osiągnięcie poziomu produkcji 2 000 pocisków rocznie ma zająć jeszcze około dekady.
Ogłoszony właśnie kontrakt na zakup przez Polskę kilkuset pocisków PAC-2 GEM-T uzupełnia lukę amunicyjną w przypadku już działających baterii w Sochaczewie. Nie rozwiązuje jednak głównego problemu programu Wisła, którym nie jest brak determinacji polskiej strony, lecz globalna podaż. Stąd sensowne są kroki zmierzające do uruchomienia takiej produkcji bezpośrednio w Polsce.
Kluczowe pytanie, na które dziś nikt nie potrafi dać pewnej odpowiedzi, brzmi: czy kolejne dostawy pocisków rzeczywiście trafią do Polski w terminie, skoro sam Pentagon zamawia właśnie dla siebie tysiące rakiet, a globalne moce produkcyjne rosną wolniej, niż popyt generowany przez kolejne konflikty i napięcia geopolityczne. Sam harmonogram dostaw pocisków PAC-2 GEM-T – rozciągnięty aż do 2031 roku – sugeruje, że nawet już podpisane kontrakty realizowane są dziś w tempie wyznaczanym bardziej przez możliwości fabryk, niż przez potrzeby odbiorców.