Dywizjony, na wyposażenie których ma trafić SAN, są już w wojsku formowane i czekają na pierwsze dostawy sprzętu. Pierwsze dwa dywizjony miałyby go otrzymać do końca roku. Dwa kolejne – do połowy przyszłego. Taki przewidywany harmonogram dostaw zdradził w rozmowie z wydawaną przez MON (Wojskowy Instytut Wydawniczy) „Polską Zbrojną” pełniący od lipca 2026 funkcję Inspektora Wojsk Lądowych w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. Piotr Fajkowski.

Reklama
Reklama

Generał zastrzegł jednak, że to harmonogram prawdopodobny. Wszystko zależy bowiem od przemysłu.

Cztery pułki przeciwlotnicze mają być uzbrojone w zestawy SAN do końca roku

Jak wynika ze słów generała, dwie pierwsze dostawy pozwolą dozbroić cztery pułki przeciwlotnicze. Takie pułki ma każda z dywizji. Choć generał tego nie powiedział, to jest bardzo prawdopodobne, że pierwsze dwie baterie SAN trafią najpewniej do 16. i 18. Dywizji Zmechanizowanej, czyli odpowiednio 15. Gołdapskiego Pułku Przeciwlotniczego (Gołdap) oraz 18. Zamojskiego Pułku Przeciwlotniczego (Sitaniec k. Zamościa). Przy czym ten ostatni jest nadal jednostką znajdującą się w trakcie formowania, które rozpoczęło się w kwietniu 2021 roku od podstaw.

Nie jest natomiast pewne, do których pułków trafią kolejne dostawy w 2027 roku. Czy do pułków przeciwlotniczych na zachodzie kraju ze składu 11 Dywizji Kawalerii Pancernej (4. Zielonogórski Pułk Przeciwlotniczy) oraz 12 Dywizji Zmechanizowanej (8. Koszaliński Pułk Przeciwlotniczy), czy też do formowanych nowych dywizji wschodnich, czyli 1. i 8. Dywizji Piechoty. Z kontekstu wypowiedzi generała Fajkowskiego zdaje się wynikać, że chodzi raczej o pułki już sformowane.

Czytaj więcej

Tylko dwie z sześciu polskich dywizji są gotowe, by stanąć do walki z Rosją

Obecnie pułki mają zazwyczaj strukturę złożoną (poza strukturami dowodzenia) z baterii dowodzenia, trzech lub czterech dywizjonów przeciwlotniczych i batalionu logistycznego (w jego składzie znajduje się m.in. kompania zaopatrzeniowa i kompania remontowa oraz zazwyczaj również zespół ewakuacji medycznej). Dywizjony mają zazwyczaj po trzy baterie. Ostrożnie można by zatem zakładać, że taki sam skład będą miały nowo formowane dywizjony systemu antydronowego SAN.

Polska zamówiła 18 baterii SAN, składających się z 52 plutonów ogniowych, 18 plutonów dowodzenia oraz mających na wyposażeniu ponad 700 pojazdów. Po informacjach przekazanych przez generała Fajkowskiego można zakładać, że liczba 18 baterii wzięła się z potrzeby wyposażenia sześciu pułków przeciwlotniczych w sześciu polskich dywizjach, w których utworzone zostaną składające się z trzech baterii dywizjony antydronowe.

Pojawiła się też informacja o nieco innym podziale – zgodnie z nią 16 baterii miałoby trafić do czterech pułków przeciwlotniczych (po cztery baterie każdy), a pozostałe dwie miałyby wzmocnić baterie systemu Pilica+. To również jest jednak tylko przewidywanie, a nie potwierdzony podział.

18 baterii SAN ma trafić do polskiej armii w ciągu dwóch lat

Polska podpisała kontrakt na dostawę systemu SAN 30 stycznia 2026 roku, a zatem całkiem niedawno. Na kontrakt składają się trzy osobne umowy. Do życia powołano konsorcjum, w skład którego wchodzą Polska Grupa Zbrojeniowa oraz norweska spółka Kongsberg Defence & Aerospace. Premier Donald Tusk mówił w związku z tym, że „Polska dźwiga na swoich barkach odpowiedzialność, wydatki, organizacje, to wszystko, co ma zapewnić bezpieczeństwo na polskiej, europejskiej, NATO-wskiej wschodniej granicy, ale nie możemy zostać z tym sami i nie zostaniemy z tym sami”.

Udział podmiotów zagranicznych został ograniczony do komponentów, których polski przemysł nie jest w stanie dostarczyć w wymaganej liczbie i czasie. Ma to o tyle znaczenie, że czas realizacji kontraktu jest stosunkowo krótki. Zamówione systemy powinny być dostarczone do stycznia 2028 roku. A zatem realizacja całego zamówienia potrwa zaledwie dwa lata.

Czytaj więcej

Potwór z Tarnowa, drony–zabójcy. Jak Polska chce się bronić przed rosyjskimi dronami

To pozwala też przyjąć, że dostawy, o których mówił generał, obejmą tak naprawdę sześć baterii w tym roku oraz sześć w pierwszej połowie 2027 roku. Pozostałe sześć baterii przemysł będzie musiał dostarczyć w ciągu kolejnego niewiele ponad pół roku.

Polskimi dostawcami zaangażowanymi w program SAN są: Polska Grupa Zbrojeniowa (lider), APS – Advanced Protection Systems, PIT-RADWAR, Zakłady Mechaniczne Tarnów, Rosomak S.A., Jelcz, Huta Stalowa Wola, Mesko, Transbit.

System SAN ma uzupełnić krajowy wielowarstwowy, zintegrowany system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, który obejmuje programy: WISŁA (rakiety Patriot), NAREW (rakiety CAMM) oraz PILICA+.

Realizowany w ramach pilnej potrzeby operacyjnej zakup ma wartość około 15 miliardów złotych. Kontrakt został zrefinansowany (aneksowany) w ramach pakietu umów zawartych w pierwszym etapie wykorzystywania pożyczek z programu SAFE. Podpisanie umowy o refinansowaniu miało miejsce między 28–30 maja, czyli w okresie, w którym rząd zawierał duży pakiet umów związanych z finansowaniem z SAFE.

SAN, czyli złożony układ wielu bardzo różnych systemów

O możliwościach systemu SAN pisaliśmy obszernie na łamach „Rzeczpospolitej” zaraz po podpisaniu kontraktu. System ten to nie pojedynczy typ uzbrojenia, ale kompleksowy system różnego rodzaju sensorów i efektorów pozwalających na zwalczanie celów na tzw. „ostatniej linii obrony”. Mówił o tym w czasie podpisania kontraktów w styczniu 2026 roku wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz: „To nie jest pojedynczy sprzęt wojskowy. To jest cały system naczyń połączonych, efektorów, sensorów, oddziaływania na zagrożenia z powietrza, ze strony śmigłowców i przede wszystkim zagrożenia ze strony bezzałogowych statków powietrznych”. Zaś o potrzebie posiadania takiego systemu mówił generał Piotr Fajkowski, który w cytowanym już na początku wywiadzie stwierdził, że: „Naszym największym brakiem jest obrona przeciwdronowa i przeciwlotnicza na najniższych szczeblach, tzw. ostatnia linia obrony”. Te właśnie braki uzupełnia system SAN.

SAN działa warstwowo. Najpierw drona próbują wyeliminować systemy walki elektronicznej, potem drony myśliwskie produkowane przez gdyńską spółkę Advanced Protection Systems – „zabójca” niszczący cele siłą kinetyczną i bezzałogowy „myśliwski” interceptor, który taranuje wrogie maszyny. Jeśli to nie wystarczy, do akcji wchodzi artyleria, czyli samobieżna armata SA-35 kalibru 35 mm osadzona na podwoziu Jelcza, oraz wielolufowy karabin maszynowy WLKM z Zakładów Mechanicznych Tarnów, ochrzczony przez media mianem „potwora z Tarnowa”. Ostatnią i najdroższą linią obrony są rakiety APKWS II, naprowadzane laserowo pociski o zasięgu do 11 km, które przeszły już test bojowy na Ukrainie.

Za wykrywanie celów odpowiadają trzy rodzaje radarów. Dwa z nich, FIELDctrl Ultra i FIELDctrl Follow, produkuje APS – pierwszy ma wykrywać nawet drony wiszące w zawisie na dystansie do 6 km, drugi precyzyjnie śledzić cele do 16 km. Trzeci, duński Xenta-M, sięga aż 75 km i dysponuje systemem rozpoznawania „swój-obcy”.