System antydronowy SAN, umowę na zakup którego podpisano 30 stycznia, to wielowarstwowy (zakłócenia, rakiety, artyleria, antydrony) system antydronowy bardzo krótkiego zasięgu. Jako taki uzupełnia triadę już obecnych w polskich siłach zbrojnych systemów obrony powietrznej z programów: Wisła – Narew – Pilica+. W jednym systemie integruje pakiet rozwiązań krajowych (APS, PGZ) i zagranicznych (Kongsberg, Weibel) komponentów. Wszystko w architekturze C2, czyli „sensor–efektor”, rozlokowanej na mobilnych nośnikach.
Systemy te zostaną dostarczone w imponującym tempie. Dostawy mają się bowiem zakończyć do końca 2027 roku. Tak szybkie tempo dostaw skłania do zastanowienia się, jakie konkretne elementy będą wchodziły w skład systemu SAN, który ma nas bronić przed wtargnięciami dronów ze strony Rosji i Białorusi.
Kto wyposaży system SAN w uszy i oczy?
Zacznijmy od oczu i uszu systemu, czyli sensorów. Za większość z nich odpowiadać będzie gdyńska firma Advanced Protection Systems (APS). To kluczowy podwykonawca i integrator technologiczny, a przede wszystkim dostawca większości wchodzących w skład systemu elementów elektronicznych, w tym radarów antydronowych. I takie ich określenie nie jest przypadkowe.
Czytaj więcej
We wtorek rząd najpewniej zajmie się projektem ustawy o SAFE. By faktycznie pożyczyć ponad 180 ml...
APS to firma wyspecjalizowana w radarach służących do wykrywania dronów. Powstała w wyniku akademickich fascynacji radarami antydronowymi dwóch osób związanych z Politechniką Gdańską: dr. Macieja Klemma i dr. Radosława Piesiewicza. Firma ta ma dostarczyć oprogramowanie integrujące i zarządzające całym systemem, które ma zapewnić: obrazowanie sytuacji taktycznej, dowodzenie i kierowanie ogniem oraz integrację sensorów (RF, radar, optoelektronika) z efektorami. Nazwa tego systemu to SanView C2. Ma on trafić na wyposażenie wozów dowodzenia plutonu.