Ile obcych dronów pojawiło się nad jednostkami wojskowymi, portami, lotniskami w ostatnich miesiącach?

Nie mogę udzielić precyzyjnej odpowiedzi na zadane pytanie. Sytuacje o których Pan wspomina mają miejsce i dla Inspektoratu są to informacje, które dają odpowiedz na pytanie czy kierunki, które zostały przyjęte w procesie budowania zdolności opartych o systemy bezzałogowe są właściwe. Tworzy to pewność czy idziemy we właściwym kierunku, czy powinniśmy jakieś rzeczy zmienić.

Czy to oznacza, że takie przypadki miały miejsce?

Słyszymy o takich przypadkach od czasu do czasu, nie tylko w naszym kraju, ostatnio na lotnisku w Lipsku, gdzie dokonano weryfikacji wcześniejszych informacji, o tym że operowały tam maszyny uzbrojone. Nie ma wątpliwości, że dzisiaj skala tego rodzaju zagrożeń jest większa. Doświadczenia z Ukrainy pokazują, że wystarczy komercyjny dron, lekko zmodyfikowany, z podłączonym urządzeniem np. obserwacyjnym lub zagłuszającym, albo ewentualnie z środkiem bojowym, aby stworzyć poważne zagrożenie. Takie urządzenie można kupić w sklepie lub na bazarku. My jako Inspektorat współpracujemy z podmiotami odpowiedzialnymi za infrastrukturę krytyczną, aby wesprzeć ich merytorycznie w budowaniu odporności. To jest także nasze zadanie, które wykracza poza ramy wojskowe.

Na jakim etapie są prowadzone rozmowy ze stroną ukraińską w zakresie pozyskania technologii dronowych – jak mówią przedstawiciele MON, albo dronów – o czym niedawno mówił ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar?

Inspektorat definiuje kluczowe potrzeby w zakresie systemów bezzałogowych, które powinny zostać pozyskane od strony ukraińskiej. Kompetencje w zakresie prowadzenia rozmów oraz pozyskiwania sprzętu są w kompetencjach innych instytucji w MON.

Zatem czego potrzebują Siły Zbrojne?

Urządzeń sprawdzonych w boju, które są wykorzystywane przez stronę ukraińską. Oni dysponują różnego rodzaju rozwiązaniami technicznymi, szczególnie małymi, które są wykorzystywane masowo i codziennie. Oczywiście to ma wpływ na rynek w Polsce, przemysł stara się nadrabiać zaległości i przygotowuje nowe produkty, doskonale obserwuje, co się dzieje. Naszej armii potrzebne są małe urządzenia do wyposażenia dla pojedynczego żołnierza i trochę większe, które można wykorzystać na poziomie drużynę, czy plutonu. Potrzebne są tzw. bombowce sześcio lub ośmiosilnikowe. Potrzebne są też systemy ISR, czyli rozpoznawcze. Warto zaznaczyć, że nasze platformy FlyEye są bardzo dobrze postrzegane przez stronę ukraińską i występują na wyposażeniu tamtejszej armii. Alternatywnie atrakcyjną opcją jest pozyskanie ukraińskiego systemu świadomości sytuacyjnej i zarządzania polem walki integrującym dane między innymi z systemów bezzałogowych, satelitów i innych źródeł.

Czy współpraca ze stroną ukraińską pozwala na to, że nasza armia może zbadać przechwycone bezzałogowce rosyjskie?

Inspektorat na bieżąco analizuje i wyciąga wnioski z trwającego konfliktu, w szczególności ukierunkowany jest na rozwój stosowanych w nim bezzałogowych rozwiązań technicznych. Istotne znaczenie ma współpraca międzynarodowa, w ramach NATO oraz UE, jak również kooperacja bilateralna z sojusznikami Rzeczypospolitej.

Czy Pana zdaniem każdy żołnierz powinien umieć obsługiwać podstawowe systemy bezzałogowe, jak chociażby na przykład maskę przeciwgazową?

Założenie jest takie, że każdy żołnierz powinien być operatorem, natomiast trzeba sobie zdać sprawę, że tak jak nie każdy jest w stanie prowadzić pojazd samochodowy, nawet czasami jechać rowerem nie każdy może posiąść umiejętność latania dronem. To wymaga pewnego rodzaju koordynacji, przygotowania. Doświadczenia, również z Ukrainy wskazują, że nie każdy się nadaje do bycia pilotem bezzałogowca, zwłaszcza systemów bardzo szybkich o wysokich właściwościach manewrowych jak dron FPV (wykorzystujących widok z perspektywy pierwszej osoby). Nie zmienia to faktu, że każdy żołnierz może uczestniczyć w procesie przygotowania technicznego urządzenia do użycia czy jego uzbrojenia, gdy posiada on zabudowany środek bojowy.

Zakładam jednak, że ma Pan wyznaczone konkretne zadania. Na przykład w ciągu kilku lat zostanie wyszkolonych kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy.

To prawda, ale zaczynamy od selekcji, czyli wytypowania personelu o odpowiednich predyspozycjach. Wykorzystując programy, które przygotowaliśmy półtora roku temu, założyliśmy, że szkolenie podstawowe „od zera do bohatera”, wymaga przynajmniej czterech tygodni przygotowania. Ale nasze doświadczenie wskazuje też, że przygotowanie operatora systemu FlyEye, Warmate, albo starszej platformy Orbiter wymaga nawet kilkunastu tygodni zajęć szkoleniowych organizowanych w wyspecjalizowanych centrach przez instruktorów, którzy mają odpowiednie uprawnienia. Wprowadziliśmy na zasadzie innowacyjności powszechne kursy e-learningowe, który pozwalają na przygotowanie żołnierza do kursu stacjonarnego. Co istotne zajęcia teoretyczne oparte są na lataniu w środowisku, które jest wykorzystywane przez inne osoby, lub urządzenia. W ten sposób budujemy świadomość bezpiecznych zachowań w ekosystemie, który funkcjonuje dookoła.

Ile osób w Siłach Zbrojnych RP jest obecnie przeszkolonych do obsługi systemów bezzałogowych? Jakie są plany zwiększenia tej liczby w 2026-2027 i jak wygląda tworzenie nowych ośrodków szkoleniowych?

To jest uzależnione od liczby i typu danego rozwiązania technicznego. Pozyskanie każdego nowego urządzenia powiązane jest ze szkoleniem. W ramach zakupów sprzętu przewidywany jest tzw. pakiet szkoleniowy, zabezpieczany przez producenta. Od końca zeszłego roku mamy dość duże dostawy urządzeń, szczególnie z grupy WB. Równolegle przygotowujemy żołnierzy do realizacji na tych urządzeniach zadań operacyjnych lub taktycznych. W zeszłym roku Ministerstwo Obrony Narodowej zakupiło parę tysięcy mniejszych komercyjnych urządzeń, w celu utworzenia w jednostkach wojskowych trwałego potencjału organizacyjnego, kadrowego i technicznego do wykorzystania w przyszłości bardziej zaawansowanych rozwiązań technicznych. Zostało w nie wyposażonych prawie 200 jednostek, dlatego proces przygotowania i przeszkolenia żołnierzy ma miejsce. Tworzone są także ośrodki nieetatowe w jednostkach, które składają się z instruktorów-pasjonatów.

Ile jest tych nieetatowych ośrodków szkoleniowych?

Istnieje ich kilka w jednostkach wojsk lądowych, wojsk specjalnych oraz wojsk obrony terytorialnej. Na początku września rusza pierwszy kurs w ośrodku szkolenia pilotów na potrzeby wojsk lądowych. Moja rola polega na przygotowaniu i skanalizowaniu procesu przygotowania w oparciu o wytyczne, które określają jak takie szkolenia prowadzić, w jaki sposób spinać ten system walki i osiągać jeden standard na poziomie Sił Zbrojnych RP.

Powiedział Pan, że komórki dronowe tworzą pasjonaci. Jak ocenia Pan predyspozycje i dostępność kadr, w tym z rezerw i cywilnych pasjonatów? Czy Wojskowe Centra Rekrutacyjne posiadają informacje o tym ile osób ma uprawnienia operatora drona? I czy takie osoby dostają powołania mobilizacyjne do komórek dronowych?

W Siłach Zbrojnych funkcjonowała dedykowana specjalność wojskowa, która obejmowała wyłącznie pilotów-operatorów powietrznych systemów bezzałogowych. W ciągu półtora roku poprosiłem o aktualizację decyzji dotyczącej pilotów takich systemów i Inspektor WBSU teraz jest gestorem korpusu osobowego systemu bezzałogowych. W jednostkach wojskowych tworzone są stanowiska dla pilotów systemu bezzałogowych, lub operatorów systemów naziemnych lub morskich. Wojskowe Centra Rekrutacyjne dostrzega naszą potrzebę i jeżeli występuje wakujące stanowiska służbowe, może go zaproponować np. żołnierzowi rezerwy aktywnej bądź pasywnej. Już na etapie zbierania informacji przez WCR-y gromadzone są informacja, kto jest pilotem lub ma uprawnienia operatora. Inspektorat w przedmiotowej kwestii ściśle współpracuje z Urzędem Lotnictwa Cywilnego. Mówimy o kilkuset tysiącach osób w Polsce. Dodatkowo współpracujemy również z klasami mundurowymi, dla których przygotowaliśmy programy szkolenia, przeszkoliliśmy instruktorów i wsparliśmy w procesie zakupu sprzętu na potrzeby szkoleniowe. W mojej ocenie jest to duży potencja, który już przynosi efekty.

Wygląda zatem, że potencjał jest na prawdę znaczący?

Tak, to jest duża skala, zatem posiadamy swój narodowy potencjał. Nawet gdy takie osoby tylko latają, aby fotografować czy filmować to mają przygotowanie, mają za sobą kurs i posiadają licencję. Istotne jest to, że piloci-operatorzy są świadomi obowiązujących przepisów. Są to osoby z większym poczuciem odpowiedzialności, bowiem przepisy u nas są rygorystyczne np. za niezgłoszony lot grożą wysokie kary finansowe.

Wojsko już zmapowało sytuację?

Siły Zbrojne RP prowadzą działania, aby poznać rzeczywisty potencjał rozwoju zdolności w tym zakresie.

Jaki jest obecnie poziom obsady etatowej Inspektoratu w stosunku do docelowego i kiedy przewiduje Pan osiągnięcie pełnej gotowości organizacyjnej?

Mam zadanie osiągnąć wstępną gotowość organizacyjną do końca tego roku. Obecnie jesteśmy na drugim etapie tworzenia organizacji. Pod koniec roku osiągniemy poziom 70 proc. ukompletowania. To pozwala nam już teraz realizować wiele przedsięwzięć, aby budować nowe zdolności. W zeszłym roku została wprowadzone decyzja Nr 123/MON, która daje nam uprawnienia w zakresie testowania systemów, które następnie mogą być rekomendowane do pozyskania. W tym roku jesteśmy już po kilku turach testów, które zakończyły się rekomendacjami przesłanymi do kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej. Na ich podstawie sfinalizowane będą w ciągu kilku miesięcy procedury zakupowe.

Może Pan powiedzieć, co niebawem zostanie kupione?

Systemy bezzałogowe lądowe m.in. do ewakuacji rannych oraz dowozu środków zaopatrzenia materiałowego na linię styczności. Zakończyły się testy systemów rozpoznawczych. Zrobiliśmy testy tzw. dronów szybkich, kategorii mini z system sterowania i obserwacji FPV. W połowie września odbędą się testy praktyczne systemu przechwytującego czyli tzw. interceptorów, a także systemów dalekiego zasięgu, które operują na odległość kilkuset kilometrów. Do tego ostatniego testu, który stanowi duży wysiłek organizacyjny, zgłosiło się kilka firm.

Proces testowania kończy się rekomendacją skierowaną do ministra i decyzją o zakupie. Proces pozyskiwania tych systemów został zatem maksymalnie skrócony?

Tak. Nie organizujemy przetargów. Decydujące są wyniki testów, to jest przełomowe w pozyskaniu tego sprzętu. Dla jasności nie robimy nic pod konkretne firmy. Każdy z wykonawców poddawany jest transparentnej i analogicznej procedurze. Zwykle ta firma, która miała wyłącznie dobrze zrobione prezentacje przegrywa. Ta zaś, która rzeczywiście ma produkt, spełniający nasze oczekiwania i jest gotowa do produkcji - wygrywa. Ten proces zweryfikował w warunkach polowych oferty wielu firm.

Czy w strukturach Inspektoratu Wojsk Bezzałogowych planowane jest tworzenie komórek ds. AI, rojów lub integracji z cyber?

Tak. To nie są plany, takie komórki zostały już stworzone. Celem powstania Inspektoratu było spięcie takich struktur w całość z wykorzystaniem nowych technologii, czyli sztucznej inteligencji. Stworzyliśmy Wydział C2 dowodzenia i łączności, który zajmuje się zbieraniem danych, tworzeniem obrazu taktycznego i pomaga dowódcy ocenić zagrożenie oraz wybrać najlepszy sposób działania. W tym zakresie współpracujemy z Dowództwem Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Generalnie tworzymy jeden team, jeżeli chodzi o nowe technologie, także z Departamentem Innowacji oraz Ośrodkiem Systemów Autonomicznych.

Na ile systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję, która przetwarza zebrane dane może powodować autonomiczność podejmowania decyzji np. o działaniach kinetycznych?

Chciałbym odczarować pewne wyobrażenie, które prezentuje wiele osób. Autonomia urządzenia, albo automatyzm podejmowania pewnych działań z wykorzystaniem środków bezzałogowych zawsze będzie wynikała z decyzji człowieka. To dowódca, który kieruje operacją, a nie maszyna podejmie decyzję o użyciu środków bojowych. W każdym urządzeniu może być uruchomiony system zakazujący wykorzystywania systemów autonomicznych, bo wielokrotnie mówimy o decyzjach, które decydują o życiu lub śmierci. Powtórzę jeszcze raz - zawsze jest człowiek na jakimś szczeblu, który decyduje.

Jak ocenia Pan postępy programu druku 3D w jednostkach i możliwości produkcji lub naprawy dronów na poziomie taktycznym?

W poprzednim roku minister wskazał 9 jednostek wojskowych, które otrzymały etaty, zostały wyposażone w sprzęt, dostały listę części, projekty. Postępy ich prac są monitorowane przez Inspektorat. Mamy teraz jednak problem polegający na tym, że części urządzeń, które są dokupywane np. silniki podlegają wielokrotnie procedurze przetargowej, których nie można zakupić z powody ich braku na rynku. Natomiast stworzenie zdolności do budowy, naprawy czy modernizacji systemów bezzałogowych w jednostkach jest dużym sukcesem, bo daje nowe możliwości dowódcą. Niebawem zakończymy program pilotażowy i rozwiniemy takie możliwości w kolejnych jednostkach.

Jak „Model 44” w którym mieści się kompania BSU w batalionie, będzie integrowany z działalnością Inspektoratu, kiedy pierwsze bataliony osiągną pełną zdolność wraz z komponentem bezzałogowym?

Ten proces już trwa w kilku jednostkach. Są one wyposażane w sprzęt, prowadzimy intensywne szkolenie personelu, dowódcy batalionów przygotowują się do certyfikacji, która nastąpi w tym roku. Z naszej oceny wynika, że operowanie systemem bezzałogowym w ramach batalionu tworzy inny wymiar walki, systemy uderzeniowe np. Warmate lub rozpoznawcze tworzą inne zdolności i możliwości operowania batalionu. Nie unikniemy tych zmian, bo dowódcy liniowi dostrzegają, że ich oddziaływanie na przeciwnika, ewentualnie obrona czy natarcie zmienia parametry funkcjonowania z wykorzystaniem komponentu BSU w środowisku walki. Co ciekawe dołożyliśmy do systemów szkolno - treningowych Śnieżnik elementy bezzałogowe, dzięki czemu możemy symulować różnego rodzaju nowe środki walki lub rozpoznania. To daje zupełnie inny obraz pola walki. Jednocześnie przygotowujemy dokumenty doktrynalne o wykorzystaniu systemów bezzałogowy w operacji połączonej. Wyposażamy też okręty w nowe systemy bezzałogowe.

Patrzymy na Ukrainę, ale tam jest wojna. Ukraińcy nie mają komfortu, żeby na pewnego rodzaju rzeczy poczekać. My działając w warunkach pokoju musimy przestrzegać wszystkich przepisów, nie skracać procedur i z rozwagą wydatkować środki publiczne, ale to pozwala nam budować zdolności w oparciu o systemy sprawdzone, w większości polskie. Trzeba pamiętać, że systemy bezzałogowe są istotne, ale one przede wszystkim wypełniają zdolności załogowe. My powinniśmy wykorzystywać nowe technologie wszędzie tam gdzie możemy zastąpić żołnierza albo go wesprzeć, odsuwając zagrożenie utraty życia.