Materiał powstał we współpracy z mBank
Jakie mechanizmy są w tej chwili wykorzystywane najbardziej intensywnie, jeżeli chodzi o styk bankowości z sektorem obronnym?
Te mechanizmy są pochodną momentu, w którym znajduje się środowisko branży obronnej. Jesteśmy w fazie intensywnych zakupów. A one z bankowego punktu widzenia generują głównie instrumenty bankowe tak zwanego finansowania handlu, czyli gwarancje zwrotu zaliczki czy gwarancje dobrego wykonania. To są produkty pozabilansowe, z reguły średnioterminowe.
Ale drugim etapem będzie budowanie zdolności produkcyjnych. Gros kontraktów zbrojeniowych wiąże się z pewną formą relokacji produkcji do Polski lub też jest realizowanych przez polskie firmy. Mamy nadzieję, że będzie to generowało popyt na kredyt inwestycyjny, czyli na rozbudowę zdolności produkcyjnych. Trzeci etap, który też już się zaczyna powoli dziać, to akwizycje. Finansowanie konsolidacji rynku, fuzji czy przejęć. Duże grupy zaczynają wychodzić na zakupy, natomiast z punktu widzenia bankowego duże grupy zbrojeniowe zgłaszają ograniczony popyt na finansowanie akwizycji. Jednak są podmioty, które działają w nowoczesnych technologiach defence i są w kręgu zainteresowań funduszy inwestycyjnych, które tego typu transakcje już zrobiły. I w takich przypadkach możemy pomóc. Kolejna kwestia to: dual-use, czyli by firmy dotychczas działające w obszarze cywilnym zaczęły wchodzić ze swoimi rozwiązaniami w segmenty zbrojeniowe. Instrumentarium powoli się tworzy, kluczową rolę mogą odegrać gwarancje de minimis BGK, tego rodzaju gwarancje de minimis co do zasady bardzo mocno wspierają rozwój akcji kredytowej,
A obligacje, giełda?
Poza WB Electronics żadna firma z sektora obronnego nie emitowała w Polsce obligacji, gdyż pewnie nie było popytu ze strony inwestorów, ale również m.in. ze względów compliance czy regulacji, także ich wewnętrznych. Teraz się to zmienia, nawet PGZ publicznie ogłasza, że zastanawia się poważnie nad emisją obligacji. Kolejny krok to wejście na giełdę, dużo się mówi o debiucie WB, być może PGZ.
Czy to wszystko oznacza, że zarówno z jednej strony sektor bankowy, ale z drugiej wspomniani przez pana różnego rodzaju inwestorzy przeprosili się z sektorem obronnym? Przecież w wewnętrznych regulacjach banków istniały obostrzenia dotyczące tego sektora.
„Defence is the new green” – to hasło, które powtarzam. Owszem, instytucje finansowe przeprosiły się. Nie posądzałbym zresztą tych instytucji o bardzo ideowe podejście. To po prostu odpowiedź na rosnący wolumen transakcji biznesu. Na pewno też niebagatelną kwestią jest sytuacja geopolityczna.
Zresztą, nie wydaje mi się, że na rynku było dużo instytucji, które miały kardynalny zakaz wspierania tej branży. Istniały ograniczenia, które się sprowadzały na przykład do finansowania wyłącznie uzbrojenia przeznaczonego do obrony albo kontraktów zbrojeniowych w ramach wybranego, zamkniętego zbioru państw, na przykład Unii Europejskiej. Sektor zbrojeniowy do niedawna nie był też „na sztandarach” z powodu braku popytu. Instytucje finansowe miały na agendzie inne rzeczy, które z różnych względów (np. regulacyjnych) były ważniejsze, chociażby projekty finansowania zrównoważonego. I kierowały swoją aktywność w tym kierunku.
To nie oznacza, że mówimy o pełnym otwarciu na ten sektor. Wszystkie banki nadal mają ograniczenia. Nie finansują na przykład broni jądrowej. Innym przykładem może być broń autonomiczna, czyli ta, gdzie decyzję podejmuje sztuczna inteligencja, a nie człowiek.
Czy jest to czas żniw dla banków w zakresie defence?
Nie powiedziałbym, że to czas żniw. Sektor defence jest dla banków ważnym elementem prowadzenia biznesu. W mBanku sektor ten mamy w swojej strategii określony jako jeden ze strategicznych strumieni wzrostu, Warto pamiętać o tym, że projekty z tej branży są długotrwałe i wymagają czasu. Banki najwięcej zarabiają na aktywach kredytowych. Tych z defence jest jeszcze stosunkowo mało, ale się pojawiają i miejmy nadzieję, że będzie ich coraz więcej.
Jak traktujecie ryzyko w tym sektorze?
Nie mamy taryfy ulgowej na ryzyko. Traktujemy je dokładnie tak samo jak przy każdym innym rodzaju działalności. Czasami wręcz w dwójnasób zwracamy uwagę na pewne aspekty. Na przykład na ryzyko reputacyjne i compliance. Musimy być bardzo skrupulatni w ocenie tego, kto stoi za danym podmiotem i czy kontrakty, które dana firma będzie prowadziła, na pewno będą realizowane w kierunkach geograficznych, które są dla nas bezpieczne.
Natomiast ryzyko typowo kredytowe to przede wszystkim skala finansowania. Branża obronna ma to do siebie, szczególnie dzisiaj, kiedy notujemy dynamiczny rozwój nowych technologii, że firmy małe nagle stają się wielkie, albo mają szansę się stać wielkie, bo dostają kontrakty, które przekraczają wielokrotnie ich roczne przychody. Automatycznie powstaje pytanie, czy ta firma ma zasoby oraz czy jest w stanie je szybko zwiększyć.
Kolejnym obszarem ryzyka, które jest bardzo ważne, to ryzyko łańcucha dostaw. Dobrze wiemy, że dużo elementów elektronicznych związanych z nowoczesną bronią jest produkowanych na przykład w Azji Południowo-Wschodniej. Jak więc oceniamy ryzyko tego, że 80 proc. dostaw pewnych elementów pochodzi z Tajwanu? Albo – czy jesteśmy pewni, że w momencie, kiedy nie tylko Polska rusza się zbroić w Europie, ta firma będzie w stanie pozyskać komponenty, żeby zrealizować kontrakt?
Na pewno patrzymy na doświadczenie firm, mamy takie podmioty, ale także grupę takich, które muszą udowodnić, że są w stanie działać w dużo większej skali.
Czy w tym sektorze ścigacie się ze strumieniem pieniędzy publicznych? W jaki sposób pojmujecie swoją rolę?
Rola banków od wieków pozostaje bez zmian – jesteśmy pośrednikiem finansowym. Nie konkurujemy z pieniędzmi publicznymi. Jednak trzeba to podkreślić, bez nich nie wydarzyłoby się takie przyspieszenie. Natomiast jesteśmy środowiskiem, w którym te pieniądze mogą bezpiecznie przepływać, banki dbają o to, żeby był możliwy przepływ pieniędzy w skali międzynarodowej, aby firmy nawzajem mogły sobie ufać poprzez użycie instrumentów bankowych.
Pamiętajmy też o tym, że środki publiczne w wielu branżach są w Polsce od dawna. Stanowią element tak zwanego montażu finansowego i bardzo dobrze nauczyliśmy się funkcjonować w takich warunkach. Nie ma jakiegokolwiek wypychania środków publicznych. A tak swoją drogą produkty sektora na koniec kupuje państwo. My więc jesteśmy tym instrumentem, który ma to ułatwić, „nasmarować” tę całą machinę finansową i spowodować, żeby przepływy tych potężnych pieniędzy były bezpieczne, podobnie jak realizacja kontraktów.
Prezes mBanku Cezary Kocik zaproponował na łamach „Rzeczpospolitej”, żeby wprowadzić zmiany systemowe, jeżeli chodzi o finansowanie obronności. Na przykład zwolnienie z podatku bankowego przy kredytach służących sektorowi. Ale przecież pan mówi, że czekacie na te kredyty, żeby na nich zarabiać.
Nie będę powtarzał po prezesie, który szeroko argumentował ten mechanizm. Natomiast pamiętajmy, że każdy złoty podatku, którego nie zapłacimy z punktu widzenia banku jest zyskiem, który możemy reinwestować. Patrzę na to też przez pryzmat niskiej bazy kapitałowej polskich banków w stosunku do wielkości gospodarki, jeżeli porównamy to na przykład do zachodniej Europy. Oznacza to, że możemy mieć problem z absorpcją aktywności kredytowej ze względu na niskie kapitały. Oczywiście, ulga podatku bankowym od finansowania obronności nagle nie spowoduje, że kapitały urosną, ale ja ją odczytuję jako jeden z elementów, który ma pomóc.
Jeżeli dochodzimy do takiego momentu, że w zakresie obronności wszystkie ręce trzeba dać na pokład, to być może też jest ten moment, w którym można odrobinę ułatwić tę działalność. Przecież nie chodzi o to, żeby działalność banku w sektorze defence wypierała inne sektory. A jeżeli mamy ograniczoną ilość kapitału w banku, to może się nagle okazać, że może nie będziemy finansować na przykład transformacji energetycznej, gdyż wydaliśmy kapitał na zbrojenia.
Warto, żeby z tego przyspieszenia wydatków na obronność wykluł się stały model finansowania sektora przez banki komercyjne. Jaki mógłby być to model?
Po pierwsze, powinna być większa rola państwa w finansowaniu nowych rozwiązań, nowych technologii. Tam, gdzie wejdzie państwo, pojawi się też kapitał, po jakimś czasie pojawi się kapitał prywatny, venture capital. Drugi element, czyli finansowanie obronności przez sektor bankowy. Tutaj nie trzeba budować wielkich rozwiązań systemowych. Ograniczenia w finansowaniu sektora brały się z jego słabości. Teraz wygląda to inaczej. Tak duży wysiłek państwa w przypadku finansowania obronności kiedyś się skończy, ale trzeba będzie zapewnić stabilne finansowanie na potrzeby utrzymania infrastruktury wojskowej i odpornościowej. To wygeneruje stabilizację po stronie banków, które będą wiedzieć, że mamy tutaj sytuację długoterminową. Będziemy mogli sami sobie budować odpowiednią analizę ryzyka.
Kolejna rzecz, na której stoi branża defence na całym świecie, to eksport. I mam nadzieję, że te wszystkie działania spowodują, że polskie produkty będzie można regularnie sprzedawać za granicę. A dzięki temu biznes stanie się stabilny, i nie będzie oparty tylko, i wyłącznie o środki budżetowe. To z kolei spowoduje, że sektor finansowy będzie patrzył na te podmioty jak na każde inne. Polskie firmy zaczną przypominać dużych graczy zagranicznych. I o to chodzi.
Materiał powstał we współpracy z mBank