MATERIAŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z mBANK
Produkcja podwójnego zastosowania, cywilnego i wojskowego. Czy wdrażanie dual-use, o którym dzisiaj się tak dużo mówi, to tylko chwilowa moda? A może realna szansa dla biznesu i polskiej gospodarki? Jak skutecznie wdrażać dual-use? O tym wszystkim dyskutowali przedstawiciele biznesu i eksperci podczas debaty „Dual use w epoce SAFE – od hasła do rzeczywistości” zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą” w ramach Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach.
- Co kilka lat w gospodarce i przemyśle pojawiają się nowe trendy – mówił Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej. – Dual use nie jest jednak chwilową modą, lecz trwałym kierunkiem rozwoju. To szansa na lepsze wykorzystanie kompetencji przedsiębiorstw, dywersyfikację działalności oraz zwiększenie ich potencjału biznesowego.
Prezes Leszkiewicz wskazał, że rozwiązania podwójnego zastosowania są coraz wyraźniej obecne w europejskich dokumentach i instrumentach wspierających rozwój technologii strategicznych, w tym w ramach STEP. - Komisja Europejska w swoich dokumentach i rekomendacjach wskazuje technologie podwójnego zastosowania jako jeden z istotnych kierunków rozwoju europejskiej gospodarki– zauważył szef PGZ. - Mamy również nowe instrumenty finansowe w Polsce. Fundusz Chrobry może stać się ważnym źródłem kapitału dla przedsiębiorstw rozwijających technologie podwójnego zastosowania.
Adam Leszkiewicz wskazał również na sytuację samego PGZ. – Dzisiaj koncentrujemy się przede wszystkim na realizacji potrzeb polskich Sił Zbrojnych i zwiększaniu zdolności produkcyjnych. Jednocześnie musimy już teraz myśleć o kolejnej dekadzie i o tym, jak trwale wykorzystać budowany potencjał. Odpowiedzią są między innymi eksport oraz rozwój technologii i produktów podwójnego zastosowania.
Ważny jest etap projektu
Jednak zapewnienie podwójnego zastosowania nie musi być procesem prostym, jak wskazał Dariusz Jaguszewski, prezes Remontowa Shipbuilding. – Jesteśmy na początku drogi, bo nie ma na razie systemowego podejścia do wdrażania podwójnego zastosowania. A wiemy z doświadczenia, że potencjał dual-use w przypadku statków cywilnych jest naprawdę duży. Promy mogą być przystosowane do funkcji transportowych dla wojska, podobnie funkcję logistyczną mogą spełniać statki wielozadaniowe. Jednak, żeby to miało sens, dodatkowe funkcje musza być uwzględnione na etapie projektu, późniejsza przebudowa jest całkowicie nieopłacalna – dodał.
Czy ktoś więc o tym myśli, żeby statki budowane w Polsce miały podwójne zastosowanie? - Źródłem tego typu myślenia jest armator statku, zamawiający, i wygląda to bardzo różnie. Jeżeli armatorem jest instytucja typu Urząd Morski, Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa, czyli de facto agendy rządowe, to są możliwości, aby już na etapie specyfikacji wprowadzić dodatkowe rozwiązania. W przypadku armatorów prywatnych takiego myślenia nie ma, właśnie ze względu na brak rozwiązań systemowych i koszty – mówił prezes Remontowa Shipbuilding.
Na zupełnie inny aspekt prowadzenia równocześnie produkcji cywilnej i militarnej zwrócił uwagę Adam Pers, wiceprezes mBanku. – Poszczególne firmy są dla mnie bardziej klientem niż produktem. A tutaj, w Kielcach, widzimy wiele przedsiębiorstw, które do tej pory produkowały wyłącznie na potrzeby cywilne, a teraz wchodzą w sektor obronny – zauważył.
Wiceprezes mBanku stwierdził, że dual-use z jego punktu widzenia nie jest żadną chwilowa modą. - Z naszej perspektywy to jest bardziej dywersyfikacja niż moda. Zobaczmy, jaką mamy sytuację. Na przykład pogrążona w kryzysie branża automotive usiłuje przestawić się w Europie na produkcję militarną. Polskie firmy były dostawcami tych producentów. Teraz widzimy je w Kielcach, gdy uzupełniają część swojej sprzedaży, próbując pozyskać kontrakty militarne. Kolejny element – produkcja dual-use może być bardzo szeroka. To jest logistyka, magazyny czy budynki mieszkalne dla naszych żołnierzy.
Z koncesją czy bez?
Co jest ważne dla naszych klientów? – pytał Adam Pers - Przewidywalność kontraktu. I to może być bardzo atrakcyjne dla firm cywilnych angażujących się w produkcję dla wojska. Mamy tutaj dobrego płatnika - Skarb Państwa, SAFE, czyli Unia Europejska. To może skłonić banki do większego zaangażowania, chociaż obecnie widzimy większe zapotrzebowanie na gwarancje niż na kredyty.
Adam Pers zauważył również, że poważna aktywność związana z dual-use wiąże się z przedsięwzięciami mniej efektownymi, technologicznymi. mBank ma klientów, którzy pracują w segmencie IT, w segmencie technologicznym i działają na potrzeby polskiej armii. – Dlatego jestem zwolennikiem szerszego rozumienia dual-use, gdyż przekonanie, że dosyć łatwo można produkować to samo dla wojska i na rynek cywilny, nie całkiem może się sprawdzić - dodał.
Jeszcze inny problem widzi Adam Januszko, prezes Niewiadów Polska Grupa Militarna. Marka Niewiadów przed laty słynęła z produktów kierowanych na rynek cywilny. – Nasza firma chce wrócić na ten rynek, chociaż nasza produkcja scricte zbrojeniowa bardzo szybko się rozwija – deklarował prezes Januszko. – Ale trzeba pamiętać, że działalność w sektorze obronnym jest obwarowana całą masą przepisów, koncesji, pozwoleń, bardzo różnie to wygląda w różnych krajach. Czasem zaciera się różnica między tym co cywilne i tym, co wojskowe. W dodatku na rynek cywilny sprzedawalibyśmy jako firma w większości zbrojeniowa. To musimy mieć koncesje czy nie, jeżeli dual-use obejmuje urządzenia z częściami do obydwu zastosowań? Widzimy ten problem na wielu rynkach i nie powiem, żeby ułatwiał nam działalność.
- Podstawą prawną określającą w UE to, czym jest dual-use jest rozporządzenie unijne z 2021 roku – mówił Tomasz Darowski, partner, szef zespołu obronności i przemysłu kosmicznego w DZP. - To bardzo szczegółowa regulacja, obejmująca kwestie prawne i techniczne. Pojęcie dual-use w praktyce jest jednak stosowane szerzej, np. w odniesieniu do infrastruktury dual-use.
Prawo przy tym zostało trochę z tyłu i nie do końca odpowiada realiom zmieniającego się świata. - I to jest to, o czym mówił prezes Januszko - że tak do końca nie wiadomo, gdzie jest granica między uzbrojeniem, którego produkcja wymaga koncesji, a dual-use. Ponadto w systemie prawnym brakuje możliwości uzyskiwania od właściwych organów wyjaśnień w tych kwestiach. Powinna być więc stworzona możliwość uzyskiwania interpretacji co do tego, czy dana działalność wymaga czy też nie wymaga uzyskania koncesji – zauważył Tomasz Darowski.
Siła przedsiębiorczości
Ale czy regulacje dotyczące dual-use naprawdę są potrzebne? - Myślę, że tak, bo to jednak są produkty, którymi obrót powinien być kontrolowany. Proszę zwrócić uwagę na system sankcyjny Unii Europejskiej, który w jakiejś części dotyczy też produktów dual-use. Odwołuje się on do Rozporządzenia z 2021 roku i na tej zasadzie wprowadza zakaz eksportu dual-use w określonych kierunkach czy zakaz przewozu przez określone terytoria – mówił Tomasz Darowski.
Adam Leszkiewicz z PGZ zwrócił również uwagę na różnice w kontraktacji produktów dla wojska i cywilnych. - Prawo unijne przewiduje szczególne rozwiązania dotyczące zamówień oraz pomocy publicznej, jeżeli jest to uzasadnione podstawowym interesem bezpieczeństwa państwa. W przypadku rozwiązań podwójnego zastosowania częściej znajdują zastosowanie standardowe reguły dotyczące zamówień i pomocy publicznej - zauważył.
Adam Januszko, prezes Niewiadowa, przypomniał, że w przypadku produktów dla wojska mamy bardzo precyzyjnie określone wymagania dotyczące wyposażenia czy serwisu. W przypadku produkcji na rynek cywilny tak ostrych rygorów już nie ma. Co więcej, w wielu przypadkach nie jest jasne, kiedy rozwiązania dla wojska można przenieść na grunt cywilny. – A takich przypadków było mnóstwo: łączność bezprzewodowa czy mikrofalówka – zauważył prezes Januszko.
Czy obecne programy modernizacyjne sprzyjają rozwojowi projektów podwójnego zastosowania? - Jako branża nie widzimy programów wspierających poza finansami - stwierdził Adam Pers z mBanku. - Jeżeli firma pozyskuje kontrakt zbrojeniowy, najczęściej potrzebne są gwarancje o bardzo dużej wartości. Apelujemy, żeby szczególnie polskie firmy traktować nieco bardziej preferencyjnie. Dobrym przykładem takiego podejścia są gwarancje de minimis dla sektora obronnego i przedsiębiorstw dual-use. To ważny krok we właściwym kierunku. Wraz ze wzrostem wartości kontraktów potrzebne będą jednak również kolejne instrumenty wspierające finansowanie i ograniczające ryzyko. Patrząc na cały rynek, sektor finansowy stanął jednak na wysokości zadania. Nie słyszymy od klientów, żeby proces udzielania gwarancji trwał zbyt długo albo żeby dostępne kwoty były niewystarczające. Choć wymaga to od całego sektora ogromnego zaangażowania.
Adam Pers zwrócił uwagę na rosnącą skalę kontraktów realizowanych przez polskie przedsiębiorstwa. – Firmy czasami podchodzą do tych zamówień z obawami, ale sobie radzą. W takich momentach widać siłę polskiej przedsiębiorczości. Obserwujemy przy tym wyraźny wzrost zapotrzebowania na gwarancje potrzebne do realizacji tych zamówień – mówił.
Rosnące zaangażowanie banków w ten obszar Adam Pers ocenia pozytywnie.
- Skoro banki obserwują wzrost zapotrzebowania na gwarancje, oznacza to, że polskie firmy pozyskują zamówienia i będą uczestniczyć w ich realizacji. Te pieniądze pozostaną w polskiej gospodarce. Mam ogromny szacunek dla polskich przedsiębiorstw, które odpowiednio wcześnie się przygotowały i zbudowały potrzebne zdolności produkcyjne. Skala dostępnego finansowania jest dziś znaczna, ale nadal potrzebujemy wsparcia systemowego. Gwarancje de minimis są dobrym początkiem, jednak niezbędny jest cały ekosystem instrumentów wspierających przedsiębiorstwa realizujące kontrakty obronne.
Tomasz Darowski z DZP dodał, że od strony instytucjonalnej nie nadąża również prawo. - Zbyt rzadko pełni rolę inspirującą, kreującą – mówił. Bardziej działa jak ktoś, kto gdzieś z końcówki peletonu próbuje zobaczyć, co się dzieje na przodzie i próbuje sobie to jakoś ułożyć. Ten system w tej chwili wymaga moim zdaniem spokojnego przejrzenia i korekty - apelował. - Jest potrzeba podciągnięcia tego systemu i spojrzenia na niego jeszcze raz, na nowo - podkreślał.
A jak to wszystko przekłada się na praktykę? Czy w przypadku Remontowej Shipbuilding pojawiają się zamówienia, które zakładają rekonfigurację statków na cele wojskowe? – Statek powstaje przez trzy do pięciu lat. Żeby wziąć pod uwagę rekonfigurację, trzeba uwzględnić to w projekcie – mówił Dariusz Jaguszewski. – Wśród odbiorców prywatnych takiego myślenia nie ma, myślę, że większa szansa dotyczy sektora publicznego – zakończył.
MATERIAŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z mBANK