Kiedy słyszymy o wodowaniu okrętu, większość z nas wyobraża sobie kadłub zsuwający się majestatycznie z pochylni prosto do wody – dziś jednak rzadko tak to wygląda, czego przykładem jest wodowanie ORP Wicher (numer taktyczny 274), pierwszej fregaty programu Miecznik.

Obecnie jednostki wojenne nie powstają już na pochylniach, tylko w zakrytych halach. PGZ Stocznia Wojenna zbudowała taką specjalnie na potrzeby programu Miecznik. Proces wodowania rozpoczyna się w związku z tym od wytoczenia zbudowanego kadłuba z hali produkcyjnej.

Czytaj więcej

ORP „Wicher” dla polskiej floty. Mieczniki wchodzą do służby

Jak wyglądały przygotowania do wodowania okrętu ORP Wicher

Kadłub Wichra powstawał w hali, ustawiony na tzw. podbudowie transportowej (grillage) o masie prawie 900 ton, opartej dodatkowo na podporach. Ich wysokość dobrano tak, by pod konstrukcję mogły wjechać wieloosiowe platformy transportowe.

W sobotę 8 sierpnia pod kadłub i podbudowę wprowadzono cztery zestawy samojezdnych wózków transportowych SPMT (Self-Propelled Modular Transporter). Łącznie to 278 osi o masie około 1250 ton. Tego samego dnia przeprowadzono próbne podniesienie konstrukcji. Zaletą SPMT jest możliwość niezależnego skręcania i poziomowania każdej osi, co pozwala precyzyjnie prowadzić konstrukcję na ograniczonej przestrzeni.

Na czas operacji fregatę zabalastowano wodą dla poprawy stateczności, razem z balastem masa jednostki przekroczyła 4 tys. ton. Roll-out (wyprowadzenie kadłuba z hali) rozpoczął się w niedzielę 9 sierpnia o godzinie 20.40 i objął tylko część drogi: kadłub wysunięto z hali na około 40 metrów, co zajęło godzinę. Przeprowadzenie operacji w całości uniemożliwiał brak dostatecznej ilości miejsca przed halą. Było to pierwsze wydarzenie tego typu w historii polskiego budownictwa okrętowego, więc stocznia nadała mu uroczystą oprawę z iluminacją kadłuba.

Kadłub okrętu ORP Wicher wyprowadzono z hali 9 sierpnia

Kadłub okrętu ORP Wicher wyprowadzono z hali 9 sierpnia

Foto: REUTERS/Mateusz Kaczmarek

Tego samego dnia rano do Gdyni wprowadzono barkę półzanurzalną Boabarge 33, należącą do norweskiej grupy BOA, jedną z największych jednostek typu heavy-lift na świecie. Ma ona 140 metrów długości, pokład o powierzchni 5,8 tys. m², nośność 30,2 tys. ton i zbiorniki balastowe o pojemności 37,7 tys. m³ obsługiwane pompami o wydajności do 10 tys. m³ na godzinę. Barkę zacumowano prostopadle do nabrzeża, naprzeciwko hali montażowej, po czym rozpoczęto ustawianie na jej pokładzie podpór. W nocy z niedzieli na poniedziałek przyspawano je do pokładu.

W poniedziałek 10 sierpnia rano cała konstrukcja – fregata (4 tys. ton) z podbudową (900 ton) na wózkach SPMT (1250 ton) – ruszyła po rampach najazdowych na barkę. Przejazd prowadzono powoli, z bieżącą kontrolą wózków i barki, która w miarę przyjmowania ładunku musiała być na bieżąco balastowana. Najtrudniejszy moment przypadał wtedy, gdy około połowa długości kadłuba minęła koniec nabrzeża i ciężar zaczynała przejmować barka. Po ustawieniu w wyznaczonym miejscu wózki opuściły Wichra z podbudową na kilbloki i zjechały na ląd.

Po odbalastowaniu i zmniejszeniu zanurzenia barkę przeholowano do Nabrzeża Południowego stoczni. To tam 12 sierpnia odbyła się ceremonia chrztu i nadania nazwy.

Czytaj więcej

ORP Wicher schodzi na wodę. Polska fregata za miliardy wchodzi w nowy etap

Fizyczne wodowanie (13 sierpnia) zaplanowano nie w porcie, lecz na Zatoce Gdańskiej. Po przeholowaniu Boabarge 33 przez holowniki i tzw. pchacz, w miejscu o głębokości około 26 metrów, Wicher trafi na wodę. Operacja polega na kontrolowanym napełnianiu zbiorników balastowych i stopniowym zanurzaniu barki, aż fregata uzyska własną pływalność przy zanurzeniu około 3,8 metra. Później Wicher zostanie odholowany do Gdyni i zacumowany przy Nabrzeżu Gościnnym PGZ Stoczni Wojennej. Prace wyposażeniowe potrwają jeszcze dość długo, a sama jednostka ma trafić do służby w 2029 roku.

Dlaczego ORP Wicher wodowany jest bez sonaru?

Na zdjęciach z wytoczenia jednostki z hali produkcyjnej dobrze widoczny jest brak opływki dziobowej stacji hydrolokacyjnej. ORP Wicher wodowany jest zatem bez zainstalowanego sonaru kadłubowego. To standardowa praktyka przy tej metodzie wodowania. Opływka wystaje poniżej linii dna, a kadłub jest transportowany na wielokołowych platformach SPMT i ustawiany na wspornikach barki samozanurzalnej.

Oznacza to, że w trakcie prac wyposażeniowych konieczne będzie dokowanie jednostki w doku pływającym PGZ Stoczni Wojennej. Potwierdza to wcześniejsza zapowiedź stoczni dotycząca prac przy podwodnej części kadłuba.

Właściwe wodowanie fregaty ORP Wicher zaplanowano na 13 sierpnia

Właściwe wodowanie fregaty ORP Wicher zaplanowano na 13 sierpnia

Foto: REUTERS/Mateusz Kaczmarek

Docelowo fregata ma dysponować trzema stacjami hydrolokacyjnymi: kadłubową Thales Blue Hunter (umieszczoną w opływce dziobowej), holowaną Thales CAPTAS-2 oraz stacją do wykrywania nurków Wavefront Sentinel IDS. Uzupełnieniem wyposażenia hydroakustycznego będą sonda batymetryczna firmy Thales i hydrotelefon Thales TUUM-6.

Poszczególne urządzenia hydroakustyczne pełnią odmienne funkcje. Sonar kadłubowy Blue Hunter, umieszczony w opływce pod dziobem, to podstawowy sensor do wykrywania i śledzenia okrętów podwodnych oraz min i innych obiektów podwodnych na średnich dystansach. Jego zaletą jest gotowość do pracy w każdych warunkach i przy dowolnej prędkości okrętu. Wadą jest podatność na zakłócenia od własnego kadłuba i śrub oraz ograniczenie zasięgu przez warstwę skoku termicznego (tzw. termokliny), poniżej której okręty podwodne chętnie się chowają.

Tę słabość niweluje sonar holowany CAPTAS-2 o zmiennej głębokości zanurzenia. Opuszczany za rufą na kablu, może pracować poniżej termokliny i – jako system aktywno-pasywny niskiej częstotliwości – wykrywać cele na znacznie większych odległościach. Odbywa się to kosztem utrzymywania określonej prędkości i ograniczonej swobody manewru podczas holowania.

Czytaj więcej

Nie tylko śmigłowce. Polska buduje zaplecze dla Apache'ów za 1,2 mld zł

Stacja Sentinel IDS wykrywa i klasyfikuje nurków bojowych oraz małe pojazdy podwodne w bezpośrednim otoczeniu okrętu, co ma znaczenie przede wszystkim podczas postoju w porcie lub na kotwicy, gdzie fregata jest najbardziej narażona na dywersję.

Sonda batymetryczna (echosonda) służy natomiast wyłącznie nawigacji. Mierzy głębokość pod kilem, co przy jednostce tej wielkości operującej na płytkim Bałtyku ma niebagatelne znaczenie.

Hydrotelefon TUUM-6 nie jest sensorem, lecz środkiem łączności podwodnej. Umożliwia wymianę komunikatów głosowych i cyfrowych z okrętami podwodnymi oraz nurkami, a także nadawanie sygnałów rozpoznawczych, co jest wymogiem operacyjnym przy działaniach w zespołach NATO.

Poza stacjami hydroakustycznymi na elektroniczne wyposażenie ORP Wicher składają się także: radar wielofunkcyjny dalekiego zasięgu Thales Sea Master 410, radar wielofunkcyjny średniego zasięgu Thales NS58, radar kierowania ogniem Thales STIR 1.2 EO Mk2, integrator systemu rozpoznania „swój-obcy” Thales TSA 6000 wraz z transponderem Thales TSC 4000 oraz dwie głowice optoelektroniczne PIT-Radwar ZGS-35K, obsługujące systemy artyleryjskie OSU-35K. Uzupełnieniem są zintegrowane systemy walki radioelektronicznej, nawigacji i mostka oraz łączności, wykonane przez PGZ Stocznię Wojenną w oparciu o produkty firm OSI i Rohde & Schwarz, a także zintegrowany system zarządzania platformą okrętową (IPMS) firmy L3Harris. Całość spina system zarządzania walką (CMS) firmy Thales, obsługiwany z 18 konsol operatorskich MOC w pomieszczeniu dowodzenia i dwóch konsol w pomieszczeniu sztabowym.

Podświetlony, gotowy kadłub okrętu ORP Wicher wyprowadzany z Hali Kadłubowej PGZ Stoczni Wojennej w

Podświetlony, gotowy kadłub okrętu ORP Wicher wyprowadzany z Hali Kadłubowej PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni

Foto: PAP/Andrzej Jackowski

Okręt otrzyma również system obrony bezpośredniej Terma C-Guard, przeciwdziałający uderzeniom rakietowym i torpedowym. Opiera się on na stałych wyrzutniach celów pozornych (prawdopodobnie typu Mk 137), rozmieszczonych tak, by zapewnić osłonę jednostki w sektorze 360 stopni. W skład systemu wchodzą ponadto jednostka sterująca z ekranem dotykowym oraz komputer kierowania strzelaniem, połączone z okrętowym systemem zarządzania walką.

Jak uzbrojona będzie nowa polska fregata

Najważniejszą częścią uzbrojenia fregaty będą cztery moduły wyrzutni Lockheed Martin Mk 41 liczące po osiem komór każdy. W sumie daje to zatem 32 komory. Głównym uzbrojeniem, które zostanie do nich załadowane, mają być pociski przeciwlotnicze CAMM produkcji MBDA. Pociski takie ładowane są do wyrzutni Mk 41 w kontenerach po cztery pociski w każdym. W konsekwencji zainstalowane na okręcie wyrzutnie mogą w sumie pomieścić 128 takich rakiet.

O tym, że to całkiem sporo, łatwo możemy przekonać się, porównując to z bateriami systemu lądowego Pilica+, które korzystają z tego samego efektora (rakiety). Jedna bateria złożona z dwóch wyrzutni iLauncher to 16 rakiet (po osiem na wyrzutnię). ORP Wicher może zatem zabrać na swój pokład tyle samo rakiet co osiem baterii Pilica+.

Czytaj więcej

Pierwsze baterie antydronowe SAN trafią do wojska jeszcze w tym roku

Polska zamówiła w sumie 22 baterie systemu Pilica+ dla swoich sił lądowych (44 wyrzutnie). Jednorazowe pełne załadowanie wszystkich 44 wyrzutni iLauncher wymaga 352 pocisków. Dla wszystkich trzech polskich Mieczników będzie to 384 pociski. To pokazuje, jak ogromnym potencjałem przeciwlotniczym będzie dysponować Polska Marynarka Wojenna po odebraniu wszystkich trzech fregat. Należy jednak pamiętać, że to porównanie ilustracyjne. W praktyce wyrzutnie lądowe mogą bowiem skorzystać z wozów amunicyjnych i przeładować wyrzutnie „w polu”. Okręt po zużyciu swoich musi natomiast wrócić po uzupełnienia do bazy. Oczywiście, wszystko zależy też od zapasu rakiet w ogóle.

ORP Wicher, a także pozostałe Mieczniki (ORP Burza i ORP Huragan) korzystają, tak jak Pilica+, z podstawowej wersji pocisków MBDA, czyli wersji CAMM. Polska ma docelowo uruchomić u siebie produkcję zmodyfikowanej wersji tej rakiety, czyli CAMM-ER (ma się znaleźć w wyposażeniu systemu Narew). MBDA pracuje też nad kolejnym wariantem pocisku, czyli CAMM-MR. Pociski te różnią się m.in. wielkością i deklarowanym zasięgiem, który ma wynosić odpowiednio ponad 25 km dla CAMM, ponad 45 km dla CAMM-ER i ponad 100 km dla CAMM-MR.

Wielkość rakiet ma tu duże znaczenie. I tak np. zastosowanie rakiet CAMM-ER zmniejszyłoby liczbę zabieranych pocisków o połowę, ze 128 do 64. Każda z komór byłaby bowiem w stanie pomieścić tylko dwie, zamiast czterech rakiet. Sensowny byłby oczywiście w takim przypadku „zestaw mieszany”, składający się z pocisków o różnym zasięgu. Obecnie jednak nic nie wiadomo, aby prowadzone były prace nad integracją któregokolwiek z większych pocisków z wyrzutniami na polskich Miecznikach.

Czytaj więcej

Dlaczego Rosja nęka Polskę swoimi samolotami szpiegowskimi

Wyrzutnia Mk 41 to system uniwersalny, pozwalający teoretycznie na stosowanie bardzo różnych rodzajów uzbrojenia. W praktyce jednak ograniczeniem jest zarówno długość zastosowanych komór startowych, jak i konieczność integracji danego efektora z okrętowym systemem walki. W konsekwencji dziś trudno wyrokować, czy polskie Mieczniki będą w przyszłości w stanie korzystać także z innych systemów rakiet niż tylko CAMM.

Na pozostałe uzbrojenie fregaty składać mają się: dwie poczwórne wyrzutnie pocisków przeciwokrętowych Kongsberg NSM, pojedyncza armata kalibru 76 mm Leonardo OTO Melara Super Rapid w wersji Strales, dwa okrętowe systemy uzbrojenia PIT-Radwar OSU-35K (armaty kalibru 35 mm), wielkokalibrowe karabiny maszynowe oraz dwie podwójne wyrzutnie B515/2V dla lekkich torped MU90, przeznaczone do zwalczania okrętów podwodnych.

Czy ORP Wicher to największy polski okręt w historii

ORP Wicher po wejściu do służby będzie największym bojowym okrętem Marynarki Wojennej RP w całej jej historii. Zgodnie z tym, co podaje na swoich stronach PGZ Stocznia Wojenna, jednostka ta przy długości 138,7 metra ma mieć pełną wyporność wynoszącą około 7000 ton.

Ceremonia chrztu fregaty wielozadaniowej ORP Wicher

Ceremonia chrztu fregaty wielozadaniowej ORP Wicher

Foto: PAP/Andrzej Jackowski

Dla porównania drugowojenne, wypożyczone od Brytyjczyków lekkie krążowniki ORP Dragon i ORP Conrad miały około 5600-5900 ton pełnej wyporności. Jedynie wykorzystywany w okresie międzywojennym w charakterze hulka mieszkalnego ORP Bałtyk (odkupiony od Francuzów rozbrojony krążownik) miał większą, bo wynoszącą około 8000 ton, wyporność. Nie był to jednak okręt bojowy.

Również bardziej współczesne polskie jednostki były dużo mniejsze od Mieczników. ORP Warszawa – niszczyciel rakietowy z czasów PRL (radzieckiego typu Kotlin SAM) – miał 3600 ton wyporności pełnej. Z kolei dwie pozyskane od Amerykanów fregaty typu Oliver Hazard Perry (ORP Gen. K. Pułaski oraz ORP Gen. T. Kościuszko) mają około 3900 ton wyporności.