Rok 2026 zapowiada się dla polskiej Marynarki Wojennej przełomowo. Poza rozpoczęciem budowy ORP Huragan zaplanowano również wodowanie pierwszej z fregat serii, czyli ORP Wicher. Jeśli nie będzie opóźnień (na razie nic na to nie wskazuje) nastąpi to 12 sierpnia. Tym samym już latem pierwsza nowa fregata znajdzie się na wodzie. Do zakończenia jej budowy droga jednak jeszcze daleka.

Reklama
Reklama

Trzy budowane obecnie jednostki programu Miecznik mają być największymi okrętami w historii Polskiej Marynarki Wojennej. Każda z nich będzie miała wyporność blisko 7 000 ton i długość niemal 139 metrów. Na ich uzbrojeniu znajdą się pociski przeciwokrętowe NSM oraz nowoczesne systemy obrony powietrznej oparte m.in. o rakiety CAMM/CAMM-ER. 

Fregata Miecznik

Fregata Miecznik

Foto: PAP

Mieczniki, czyli fregaty niemal do wszystkiego

Fregaty programu Miecznik zostały zaprojektowane do realizacji szerokiego spektrum zadań. Mają stanowić podstawową siłę bojową polskiej floty oraz zabezpieczać interesy państwa na morzu. To zatem zupełnie inny typ okrętu niż budowany równolegle w PGZ Stoczni Wojennej ORP Ratownik czy powstające w Stoczni Remontowa Shipbuilding okręty rozpoznania radioelektronicznego ORP Jerzy Różycki i ORP Henryk Zygalski (program Delfin). Wszystko to jednostki specjalistyczne, przeznaczone do wąsko określonych zadań, a przede wszystkim niebojowe. Mieczniki to jednostki bojowe, które należą do kategorii fregat uniwersalnych, zdolnych do zwalczania różnorodnych celów.

Pierwszy obszar zadań nowych polskich fregat to ochrona morskiej infrastruktury krytycznej i szlaków żeglugowych. Okręty będą zabezpieczać transporty morskie i kluczowe trasy komunikacyjne, a także bronić instalacji takich jak gazociąg Baltic Pipe, farmy wiatrowe i podmorskie kable telekomunikacyjne. Rozbudowane systemy obrony pozwolą im również osłaniać obiekty nabrzeżne, takie jak Naftoport w Gdańsku czy terminal LNG w Świnoujściu. W realiach Bałtyku takie zdolności stają się jednym z kluczowych narzędzi reagowania państwa.

Czytaj więcej

Odblokowanie Cieśniny Ormuz. Polska mogłaby wesprzeć USA

Drugi obszar to zwalczanie celów na morzu, w powietrzu i na lądzie. W zakresie morskiej obrony powietrznej fregaty mają chronić własne i sojusznicze jednostki przed atakami lotnictwa, dronów oraz naddźwiękowych rakiet przeciwokrętowych. Mają zapewniać także obronę przeciwrakietową szerszego rejonu, a zatem nie tylko samej fregaty oraz innych okrętów, ale i obiektów lądowych znajdujących się w zasięgu jej systemów. Zdolności pojedynczej jednostki bywają pod tym względem przyrównywane do możliwości pojedynczej lądowej baterii systemu Patriot w pełnym składzie.

W zakresie zwalczania okrętów podwodnych (ZOP), dzięki odpowiedniemu wyciszeniu, sensorom oraz współpracy ze śmigłowcami pokładowymi, fregaty mają funkcjonować nie tylko jako jednostki eskortowe ochraniające inne okręty przed atakami spod wody, ale również jako aktywni „łowcy” okrętów podwodnych, zdolni do operacji na otwartym oceanie.

Czytaj więcej

Polska buduje okręt do ratowania okrętów podwodnych i pilnowania kabli na Bałtyku

Przy zwalczaniu celów nawodnych i lądowych jednostki będą mogły niszczyć wrogie okręty pociskami manewrującymi i razić cele lądowe w strefie brzegowej oraz w głębi terytorium przeciwnika. Siła ognia pojedynczego Miecznika będzie porównywalna z dywizjonem ogniowym Morskiej Jednostki Rakietowej (wkrótce: Brygady Rakietowej Marynarki Wojennej) lub z dywizjonem rakietowym wojsk lądowych.

Trzeci obszar to dozór i kontrola wyznaczonych akwenów morskich, ochrona baz morskich, a także wsparcie operacji desantowych oraz misji humanitarnych.

Czwarty obszar to działania sojusznicze i walka sieciocentryczna. Mieczniki będą regularnie wypełniać zadania w ramach Stałych Zespołów Okrętów NATO (Standing NATO Maritime Groups), podnosząc potencjał odstraszania całego Sojuszu. Nowoczesne systemy łączności taktycznej pozwolą im współpracować z innymi jednostkami w ramach sieciocentrycznego pola walki, w tym wymieniać dane i koordynować uderzenia wspólnie z lądowymi systemami obrony powietrznej Wisła oraz myśliwcami F-35A. Okręty te staną się zatem jednym z istotnych elementów polskiego, wielowarstwowego systemu obrony powietrznej.

Siła ognia pojedynczego Miecznika będzie porównywalna z dywizjonem ogniowym Morskiej Jednostki Rakietowej

Oficjalnie wskazuje się również, że nowe fregaty staną się ważnym „przedłużeniem polskiej dyplomacji”. A biorąc pod uwagę wygląd oraz zdolności bojowe, będzie to na pewno reprezentacja godna dwudziestej gospodarki świata.

Trzy fregaty z programu Miecznik znajdują się na trzech różnych etapach budowy

Warto podkreślić, że mimo początkowych obaw wynikających z niezbyt dobrych doświadczeń z krajową budową okrętów wojennych w przeszłości (np. 18-letnia epopeja z budową ORP Ślązak), program budowy fregat prowadzony jest wyjątkowo sprawnie.

Prototypowa jednostka, czyli ORP Wicher (numer budowy 106/1), jest dziś najbardziej zaawansowana. Pierwszą blachę pocięto 16 sierpnia 2023 r., stępkę położono 31 stycznia 2024 r. Obecnie, w nowej hali montażowej PGZ Stoczni Wojennej, kadłub Wichra przypomina już z zewnątrz fregatę. Posadowiono na nim całą nadbudówkę i zamontowano przedni maszt. Wodowanie, jak już wspomniałem, planowane jest na 12 sierpnia 2026 r., a przekazanie Marynarce Wojennej powinno nastąpić pod koniec 2029 r.

Druga jednostka, czyli ORP Burza (106/2), przeszła już etap palenia blach (5 maja 2025 r.) i położenia stępki (18 grudnia 2025 r.). Na sekcji dennej o wadze 127 ton (czyli około 4,5 proc. masy całego kadłuba) wymalowano symboliczny znak burtowy z historycznego niszczyciela ORP Burza, tego samego, który jako jeden z trzech polskich niszczycieli w ramach operacji „Peking” zdążył jeszcze przed wybuchem wojny przebić się do Wielkiej Brytanii. Wodowanie Burzy planowane jest na wrzesień 2027 r., a wejście do służby na kwiecień 2030 r.

Czytaj więcej

Europa chce wspólnej zbrojeniówki, ale wielkie koncerny wciąż się spierają

Huragan (106/3) wchodzi obecnie w pierwszą fazę realizacji. Palenie pierwszej blachy odbędzie się 28 kwietnia 2026 r., położenie stępki przewidywane jest na listopad 2026 r., wodowanie na wrzesień 2028 r., a przekazanie Marynarce Wojennej zaplanowano na koniec 2031 r. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, cały program domknie się zatem na początku kolejnej dekady.

Bogate wyposażenie polskich fregat

W ciągu ostatnich lat Polska zakontraktowała już całkiem spory zestaw wyposażenia nowych fregat. I tak np. system zarządzania walką (CMS – Combat Management System) dostarczy holenderski Thales. Będzie to system TACTICOS, sprawdzony w wielu marynarkach NATO. Zaawansowany zintegrowany mostek nawigacyjny (INBS – Integrated Navigation Bridge System) zapewni kanadyjska firma OSI Maritime Systems. Napęd, w układzie CODAD (Combined Diesel and Diesel), oparto o cztery silniki MTU 20V8000 M71 i cztery agregaty MTU od Rolls-Royce Solutions (umowa z grudnia 2023 r.). Stery strumieniowe dostarczy niemiecki Schottel, a systemy kominowe wraz z układami tłumienia akustycznego i obniżania sygnatury podczerwonej dostarczy brytyjski Darchem.

Większość sensorów dostarczy Thales. To przede wszystkim radary nowej generacji Sea Master 410 Block 2 oraz NS58, a także podczerwony system obserwacji okrężnej Artemis. Zwalczanie okrętów podwodnych będzie wspierał sonar podkilowy Blue Hunter i holowany CAPTAS-2.

Obronę powietrzną zapewni brytyjski koncern MBDA UK z systemem Sea Ceptor, uzbrojonym w pociski CAMM/CAMM-ER (umowa ze stycznia 2024 r.; produkcja tych rakiet zostanie uruchomiona w Polsce), uzupełnionym o cztery bloki wyrzutni pionowego startu Mk 41 po osiem komór każdy, czyli łącznie 32 komory na okręt. Wyrzutnie dostarczy Lockheed Martin.

Ważna decyzja związana z budową fregat zapadła latem 2024 r., kiedy to podpisano aneks nr 5. Polskie fregaty zostaną uzbrojone w przeciwokrętowe pociski Naval Strike Missile (NSM) firmy Kongsberg, a nie w pierwotnie planowane szwedzkie rakiety RBS-15. NSM-y to ten sam typ pocisków, który Polska wykorzystuje już w dywizjonach Morskiej Jednostki Rakietowej (przekształcanej obecnie w brygadę rakietową). Dzięki tej decyzji nastąpi niemal pełne ujednolicenie arsenału rakietowego PMW.

Zwalczanie okrętów podwodnych z bliska zapewnią lekkie podwójne wyrzutnie torped B515/2 (z torpedami MU-90) od konsorcjum EuroTorp. Z bliska, ponieważ zwalczanie okrętów podwodnych z dala od jednostki mają zapewnić pokładowe śmigłowce ZOP.

Etapy budowy okrętu. Co oznaczają?

Palenie blach to ceremonia, od której formalnie liczy się początek budowy okrętu. W jej trakcie tnie się – symbolicznie lub naprawdę – pierwsze arkusze stali, które trafią potem w sekcje kadłuba. W praktyce oznacza to start prefabrykacji sekcji kadłuba, czyli przygotowanie elementów, z których następnie składana jest jednostka. To istotny sygnał – dla opinii publicznej, dla polityki, dla samej stoczni potwierdzający uruchomienie produkcji – ale sam w sobie nie jest jeszcze pełnoprawną budową kadłuba.

Położenie stępki (keel laying) to etap dużo bardziej namacalny. Stępka stanowi główny element konstrukcyjny kadłuba – stoczniowy „kręgosłup” biegnący od dziobu do rufy, na którym opiera się dalszy montaż okrętu. Obecnie, jej położenie polega na umieszczeniu i połączeniu (np. spawaniu) pierwszej sekcji dennej kadłuba, często z przyspawaniem tablicy pamiątkowej lub monety na szczęście. Oznacza to formalne i techniczne rozpoczęcie budowy jednostki, a nie tylko ceremonię wejścia w program. To stępka uruchamia właściwy montaż kolejnych sekcji. Od tego momentu okręt przestaje być projektem i zaczyna istnieć jako fizyczna konstrukcja.

Po położeniu stępki następuje scalanie kolejnych sekcji kadłuba, potem wodowanie (przeniesienie kadłuba na wodę – moment, od którego dalsze prace prowadzi się przy nabrzeżu i w doku pływającym), następnie prace wyposażeniowe i integracja systemów, próby portowe (HAT – Harbour Acceptance Tests, czyli próby odbiorcze w porcie, prowadzone na uwięzi i obejmujące napęd, zasilanie, sterowanie, łączność, klimatyzację), próby morskie (SAT – Sea Acceptance Tests, czyli próby odbiorcze na morzu, sprawdzające manewrowość, prędkość, zużycie paliwa i pracę systemów w realnych warunkach) oraz – wreszcie – odbiór i przekazanie do służby. Każdy z tych etapów może trwać miesiącami, a w przypadku tak złożonych jednostek jak fregaty wielozadaniowe, nawet ponad rok.

W przypadku okrętów podwodnych dochodzi do tego dodatkowy zestaw prób, których nie wymagają jednostki nawodne takie jak Mieczniki: testy szczelności kadłuba ciśnieniowego, systemów bezpieczeństwa, baterii, sonarów oraz uzbrojenia w warunkach zanurzenia. To one decydują, czy jednostka jest gotowa do bezpiecznego zejścia pod wodę i operowania w pełnym profilu bojowym. Z tego powodu kalendarze programów podwodnych są zwykle dłuższe niż nawodnych. Z tymi etapami będziemy mieli do czynienia jednak dopiero w programie ORKA. Program Miecznik ich nie wymaga. 

W kontekście Mieczników, wszystko to oznacza, że Wicher – mimo że za kilka miesięcy znajdzie się na wodzie – wciąż będzie miał przed sobą najtrudniejszy etap: integrację wszystkich zakontraktowanych systemów uzbrojenia, sensorów i łączności, a następnie ich wzajemne zgranie i sprawdzenie w morzu. To ten etap zwykle decyduje o tym, czy okręt wchodzi do służby zgodnie z planem, czy z poślizgiem.

Systemy do prowadzenia walki elektronicznej dostarczy niemiecki Rohde & Schwarz. Będzie to system Kora klasy RESM/CESM (Radar/Communications Electronic Support Measures), umożliwiający pasywną i wczesną detekcję emisji przeciwnika. Z kolei wyrzutnie celów pozornych dostarczy duńska Terma (system C-Guard).

Uzbrojeniem artyleryjskim polskich fregat będzie natomiast stanowiąca niemal standard na europejskich fregatach włoska armata morska 76 mm OTO Melara Super Rapid Strales, uzupełniona przez dwa polskie zestawy artyleryjskie OSU-35K (35 mm) z PIT-Radwar. To oczywiście bardzo skrótowy przegląd zamówionych już dla Mieczników systemów.

Nadal nie zamówiono śmigłowców dla fregat Miecznik – bez nich nie będą w stanie skutecznie zwalczać okrętów podwodnych 

Mimo zaawansowania programu kilka kwestii pozostaje otwartych. Pierwsza i chyba najważniejsza dotyczy śmigłowców pokładowych. Bez nich fregaty Miecznik nie będą w stanie efektywnie wykorzystać swoich zdolności zwalczania okrętów podwodnych ani prowadzić rozpoznania na większą odległość. Program „Kondor”, który miał dostarczyć śmigłowce pokładowe do tych okrętów, wciąż znajduje się w fazie wstępnych analiz i niestety nie znalazł się na liście programów priorytetowych. Problem ten dotyczy zresztą nie tylko Mieczników, ale również ORP Ratownika, którego lądowisko dla śmigłowca też pozostaje bez maszyny do bazowania pokładowego.

W ostatnim czasie pojawiły się co prawda informacje, że konstrukcyjnie Mieczniki będą dostosowane do bazowania jednego śmigłowca ciężkiego lub dwóch śmigłowców średnich oraz że rolę śmigłowca ciężkiego mógłby pełnić zakupiony już przez Polskę dla lotnictwa marynarki śmigłowiec AW-101 Merlin. Problem w tym, że maszyn tego typu mamy w polskiej flocie zaledwie cztery. To zbyt mało, by zabezpieczyć potrzeby trzech fregat, ORP Ratownika oraz zadania ratownictwa morskiego.

Czytaj więcej

Polska armia liczy 217 tys. żołnierzy, ale jest mniejsza, niż się wydaje

Sensowne wydaje się więc równoległe uzupełnienie floty o śmigłowce średnie lub zakup dodatkowych AW-101. W tym pierwszym przypadku w grę wchodzą w praktyce dwie maszyny: brytyjsko-włoski AW159 Wildcat od koncernu Leonardo (eksploatowany m.in. przez Royal Navy i marynarkę Korei Południowej) albo amerykański MH-60R Seahawk, czyli morska wersja śmigłowca z rodziny Black Hawk. Ten drugi ma w polskim środowisku eksperckim liczne grono zwolenników, głównie dlatego, że jest standardowym śmigłowcem pokładowym w marynarce USA oraz wielu innych flotach (w Europie używają ich Grecja, Dania i Hiszpania), a do tego głęboko zintegrowanym z systemami zwalczania okrętów podwodnych.

Śmigłowiec Black Hawk

Śmigłowiec Black Hawk

Foto: PAP

Ciekawą opcją na przyszłość jest także ewentualna budowa kolejnych jednostek. Umowa licencyjna z Babcock taką możliwość Polsce daje. Decyzji w tej sprawie dotąd jednak nie podjęto. Mało prawdopodobne, by przy obecnych wydatkach i napiętych budżetach taka opcja wchodziła w grę w najbliższej dekadzie.

Musimy pamiętać, że programy takie jak Miecznik są wyjątkowo kosztowne. Trzy fregaty wyceniano początkowo na około 8 mld zł. Dziś, po podpisaniu kolejnych aneksów, mówimy o kwocie rzędu 14,8–15 mld zł brutto. Po ostatnich aneksach kwota ta nadal nie obejmuje jednak kosztów zakupu pocisków, rakiet, torped i śmigłowców pokładowych. Te muszą zostać zakontraktowane osobnymi umowami. Pełny rachunek za Mieczniki będzie zatem znacznie wyższy niż 5 mld zł za jednostkę. To jednak koszt, który dla polskich interesów obronnych warto ponieść.