Na początku 2026 roku Polskie Siły Zbrojne liczyły ponad 217 tysięcy żołnierzy i liczba ta ma w kolejnych latach nadal rosnąć, by ostatecznie osiągnąć stan około 300 tysięcy żołnierzy w czynnej służbie. Większość Polaków utożsamia tę liczbę z siłą polskiej armii lądowej. Wydawać by się zatem mogło, że w razie agresji na Polskę dokładnie tylu żołnierzy stanie w polu do bezpośredniej walki z siłami agresora. To jednak mylne wyobrażenie. Z ponad 200 tysięcy ludzi zawodowe siły lądowe – obsadzające czołgi, bojowe wozy piechoty i artylerię – stanowią mniej niż połowę.

Ilu polskich żołnierzy odpierałoby dziś agresję na pierwszej linii frontu?

Określenie rzeczywistej liczby żołnierzy zawodowych jest stosunkowo proste. Ich liczebność podawana jest co roku precyzyjnie w załącznikach do budżetu MON jako maksymalna dopuszczalna liczba etatów, co nie oznacza, że wszystkie są w danym momencie obsadzone. Z tych załączników wynika, że Wojska Lądowe to w 2026 roku maksymalnie 75 338 żołnierzy zawodowych, a dodatkowe 1550 etatów przypada na struktury dowodzenia całymi Siłami Zbrojnymi.

Czytaj więcej

Setki milionów kar dla zbrojeniówki. Nie wszystkie trafiają do budżetu

Liczba ta obejmuje wszystkich żołnierzy czterech istniejących i dwóch nowo tworzonych dywizji, żołnierzy samodzielnych jednostek podporządkowanych bezpośrednio Sztabowi Generalnemu, takich jak 25. Brygada Kawalerii Powietrznej czy 6. Brygada Powietrznodesantowa, a także pułki i brygady rozpoznawcze, przeciwpancerne, rakietowe, chemiczne i radiotechniczne. Wlicza się do niej również 1. Brygada Lotnictwa Wojsk Lądowych, czyli lotnictwo sił lądowych, do którego już trafiły leasingowane, a mają trafić kupione śmigłowce Apache. Warto podkreślić, że liczba ta to nie tylko żołnierze jednostek bojowych pierwszej linii, ale też ci służący w jednostkach wsparcia: pułkach saperów, inżynieryjnych i jednostkach wsparcia dowodzenia. Bezpośrednio w jednostkach liniowych służy nieco więcej niż połowa zawodowych żołnierzy.

Ok. 40 tys.

Tylu żołnierzy służy dziś w jednostkach liniowych polskich Wojsk Lądowych

Ważnym uzupełnieniem sił lądowych są Wojska Specjalne. To dodatkowe 3 707 etatowych żołnierzy zawodowych w pięciu jednostkach, w tym najbardziej rozpoznawalnych: GROM i Formoza.

Czytaj więcej

Szwedzki generał ostrzega: Rosja może zająć wyspę na Bałtyku

Poza żołnierzami zawodowymi do stanu sił lądowych doliczyć trzeba żołnierzy dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej. Jest ich około 16,7 tysiąca, z czego 13,3 tysiąca w służbie, a pozostałe 3,4 tysiąca w trakcie pierwszego roku kształcenia.

W konsekwencji stan liczebny polskich sił na pierwszej linii frontu to dziś maksymalnie 65-70 tysięcy żołnierzy. To szacunek oparty na założeniu, że w jednostkach liniowych Wojsk Lądowych służy niewiele ponad 40 tysięcy żołnierzy, do których dochodzi około 4 tysięcy żołnierzy Wojsk Specjalnych, kilka tysięcy żołnierzy dywizji zabezpieczenia wojsk faktycznie przeznaczonych do działań na pierwszej linii oraz część wschodnich brygad WOT, o których za chwilę.

Siły Powietrzne, Marynarka Wojenna i pozostałe służby, czyli reszta polskich żołnierzy

Łączna maksymalna liczba etatów dla żołnierzy zawodowych we wszystkich Siłach Zbrojnych RP określona w budżecie na 2026 rok wynosi dokładnie 153 171 ludzi. Żeby zrozumieć, gdzie podziała się różnica między tą liczbą a 75 tysiącami żołnierzy sił lądowych, trzeba spojrzeć na pozostałe rodzaje sił zbrojnych i służby.

Siły Powietrzne dysponują maksymalnie 23 060 etatami. To nie tylko piloci i mechanicy, ale też żołnierze 3. Warszawskiej Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej i 3. Wrocławskiej Brygady Radiotechnicznej.

Czytaj więcej

Polska poderwała myśliwce. Dwa lotniska czasowo zamknięte

Marynarka Wojenna to maksymalnie 7627 ludzi, obejmujących załogi okrętów, Gdyńską Brygadę Lotnictwa Marynarki Wojennej, tę samą do której trafiły cztery śmigłowce AW-101, a także biuro hydrograficzne i ośrodek radioelektroniczny. Warto odnotować, że nowo tworzona Brygada Rakietowa Marynarki Wojennej będzie podlegała bezpośrednio Dowództwu Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych, choć jej stan etatowy liczony jest do stanu marynarki.

Oddzielne limity etatów mają też inne struktury: Wojska Obrony Cyberprzestrzeni – 3 500 żołnierzy, Żandarmeria Wojskowa – 3 400, Duszpasterstwa Wojskowe – 176 etatów oraz wojskowy wymiar sprawiedliwości – 61 etatów.

Do obrazu trzeba doliczyć 18 848 żołnierzy zabezpieczenia wojsk, czyli głównie jednostek logistycznych podlegających Inspektoratowi Wsparcia Sił Zbrojnych, w tym brygad logistycznych i regionalnych baz logistycznych. A także 2 180 etatów kwalifikacji wojskowej, czyli żołnierzy obsługujących system ewidencji i rejestracji wojskowej. Wszyscy oni są niezbędni do funkcjonowania armii, ale nieobecni na pierwszej linii frontu.

WOT, czyli skąd bierze się 200-tysięczna armia

Do całkowitego stanu sił zbrojnych MON wlicza także Wojska Obrony Terytorialnej (WOT), które są jednym z ich rodzajów. W polskich warunkach to spora siła, bo od 38 do nawet 40 tysięcy żołnierzy, z czego zaledwie 6 500 to żołnierze zawodowi wliczani do etatów objętych budżetem MON.

Strukturę WOT tworzy 20 brygad rozmieszczonych we wszystkich szesnastu województwach. W województwach mazowieckim i podkarpackim stacjonują po dwie brygady, co odzwierciedla ich strategiczne znaczenie. W skład tych brygad wchodzi łącznie 77 batalionów: bataliony lekkiej piechoty, bataliony obrony pogranicza skupione przy granicach wschodniej i północno-wschodniej oraz jeden batalion logistyczny. System uzupełniają cztery instytucje szkoleniowe.

System dowodzenia w polskiej armii

System dowodzenia w polskiej armii

Foto: PAP

Siły te stanowią ekwiwalent co najmniej trzech dodatkowych dywizji lekkiej piechoty. Pod tym względem Polska daleko wyprzedza niektóre znacznie większe armie NATO – Niemcy utrzymują w strukturach obrony terytorialnej nieco ponad 10 tysięcy ludzi i na ich bazie planowały utworzenie dodatkowej dywizji.

WOT znacząco podnosi zatem liczebność polskiej armii i dlatego jest chętnie doliczany do całościowego stanu sił zbrojnych. Nie jest to jednak zabieg nieuzasadniony. Jak pokazują doświadczenia ukraińskie, jednostki terytorialne stanowią liczącą się część sił zbrojnych zdolną do stawiania realnego oporu na pierwszej linii frontu.

Ten sposób liczenia, czyli uwzględniający wszystkie rodzaje sił zbrojnych, komponent logistyczny, WOT i rezerwy, nie jest pomysłem obecnego rządu. W ten sposób przedstawiały stan polskiej armii niemal wszystkie dotychczasowe ekipy. W żadnym razie nie umniejsza to jednak rosnącej pozycji Polski jako jednej z wiodących armii NATO.

Jak liczna ma być polska armia w 2039 roku?

Podpisany w grudniu 2025 roku „Program Rozwoju Sił Zbrojnych RP” zakłada wzrost liczebności armii do 500 tysięcy żołnierzy do 2039 roku. Docelowa struktura ma opierać się na dwóch filarach: 300 tysiącach żołnierzy w czynnej służbie wojskowej, obejmujących wszystkie rodzaje sił zbrojnych oraz 200 tysiącach żołnierzy rezerwy, w tym w nowo utworzonej rezerwie wysokiej gotowości. Mówiąc o tych liczbach, trzeba jednak pamiętać o tym samym zastrzeżeniu, które dotyczy stanu obecnego: 300 tysięcy to nie 300 tysięcy żołnierzy liniowych. To łączna liczba obejmująca wszystkie rodzaje sił zbrojnych, komponent logistyczny, WOT i rezerwy. Żołnierzy bezpośrednio zdolnych do walki na pierwszej linii będzie znacznie mniej. Chociaż w sposób naturalny, głównym beneficjentem wzrostu liczebności wojska, będzie przede wszystkim armia lądowa.

To zastrzeżenie nie jest krytyką polskich ambicji obronnych. Jest jedynie próbą rzetelnego opisania rzeczywistości. Polska buduje dziś armię rozważnie i konsekwentnie, przeznaczając na obronność największy odsetek PKB spośród wszystkich państw NATO. Efekty tej polityki są widoczne w liczebności, coraz nowocześniejszym wyposażeniu i strukturze sił zbrojnych, co jeszcze dekadę temu byłoby nie do pomyślenia. Ale żeby właściwie ocenić, do czego budowana armia jest zdolna, a do czego nie, trzeba rozumieć jej strukturę.