Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie jest główne założenie Programu Rozwoju Sił Zbrojnych RP?
- Jakie zmiany w liczebności armii są planowane do 2039 roku?
- Jaki jest cel nowej strategii „odstraszania poprzez karę”?
- Jakie technologie i zdolności są priorytetem dla Wojska Polskiego?
- Jakie ryzyka finansowe są związane z planowanymi inwestycjami obronnymi?
- Jakie wyzwania stoją przed Polską w kontekście zwiększania wydatków na obronność?
„Program Rozwoju Sił Zbrojnych to dokument, który wyznacza kierunki transformacji Wojska Polskiego w perspektywie kolejnych 15 lat” – informują wojskowi ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Określa on m.in. „docelową liczebność Sił Zbrojnych, kierunki rozwoju zdolności operacyjnych, priorytety modernizacji technicznej oraz zasady budowy i utrzymania rezerw osobowych”. Dokument został podpisany przez ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza pod koniec grudnia i teraz jest wprowadzany w życie.
Jak wygląda ten plan? Założenia są takie, że do 2039 r. liczebność armii będzie wynosić 300 tys. żołnierzy w czynnej służbie wojskowej (czyli także żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej czy Dobrowolnej Zasadniczej Służby Wojskowej) oraz 200 tys. w ramach aktywnej rezerwy oraz rezerwy wysokiej gotowości. Aktywną rezerwę tworzą byli żołnierze zawodowi, którzy w pewnym sensie przedłużają swój silny kontakt z armią. Z kolei rezerwa wysokiej gotowości to mają być rezerwiści związani z konkretnymi jednostkami, którzy regularnie z nimi ćwiczą i w czasie „W” są od razu gotowi i zgrani do działania.
O 300-tysięcznej armii słyszymy już od kilku lat i liczba żołnierzy faktycznie rośnie. Warto przypomnieć, że w Polsce już funkcjonuje Dobrowolna Zasadnicza Służba Wojskowa (DZSW), czyli tzw. dobrowolny pobór. Ta służba przewiduje szkolenia ochotników, które kończą się przysięgą wojskową. Szkolenie podstawowe trwa 28 dni, specjalistyczne do 11 miesięcy, a później chętni mogą zostać w armii na dłużej.
Czytaj więcej
Środowe wodowanie Delfina, drugiego z serii okrętów rozpoznania radioelektronicznego, to kolejny przykład, że Marynarka Wojenna wreszcie schodzi z...
Choć obecnie Wojsko Polskie w sumie liczy nieco ponad 210 tys. żołnierzy, to na czas „W”, po mobilizacji ta liczba ma wzrosnąć kilkukrotnie. Dlatego, mimo wprowadzenia DZSW, coraz więcej generałów mniej lub bardziej otwarcie mówi o przywróceniu poboru. Można zakładać, że jednak idziemy raczej w stronę poboru selektywnego, a nie powszechnego. Jednak w czasie pokoju i w obliczu zmian demograficznych osiągnięcie liczby 300 tys. żołnierzy wydaje się planem bardzo ambitnym.
Uderzyć przeciwnika w czuły punkt
Wojsko Polskie ma odstraszać potencjalnego agresora, czyli Federację Rosyjską. Przyjęty dokument zakłada, jak to ujmują wojskowi, pewną „zmianę paradygmatu”. Dotychczas mówiliśmy o tzw. „odstraszaniu przez odmowę dostępu” i m.in. dlatego tworzymy wielowarstwowy zintegrowany system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. To m.in. kupowane przez nas systemy Patriot – dwie pierwsze baterie niedawno osiągnęły pełną gotowość operacyjną. Problem w tym, że są to systemy bardzo drogie i nigdy nie będą w stu procentach skuteczne, z setek dronów czy pocisków, zawsze co najmniej kilka się „prześlizgnie”. Koszt finansowy takiej obrony jest zawsze wyższy niż koszt ataku. Co nie zmienia faktu, że takie systemy są kluczowe.
Jednak teraz bardziej chcemy także podkreślać „odstraszanie poprzez karę”, czyli zdolności do głębokiego precyzyjnego rażenia terytorium przeciwnika. Obecnie Wojsko Polskie dysponuje zdolnościami rażenia przeciwnika na 300 km (artyleria rakietowa Homar-K i Homar-A), na 1000 km (samoloty F-16 z pociskami JASSM ER), ale nie za bardzo mamy możliwości działania na większe dystanse.
Czytaj więcej
Agencja Uzbrojenia podpisała kontrakt z Hanwha WB Advanced System na zakup kilkunastu tysięcy pocisków do zestawów Homar-K. Ich zasięg to ponad 80...
To ma się w najbliższym czasie zmienić i Wojsko Polskie chce pozyskać zdolności do rażenia na większe odległości. Tutaj możliwości jest co najmniej kilka – wiadomo, że prężnie rozwijane, także w Polsce, są m.in. bezzałogowce dalekiego zasięgu. Prawie dwa lata temu powstała inicjatywa ELSA, czyli European Long Range Strike Approach, w ramach której mają zostać stworzone rakiety mogące razić przeciwnika w odległości do nawet 2 tys. km. Polska, tak jak m.in. Francja, Niemcy czy Włochy jest członkiem tego projektu, ale trudno przewidzieć, kiedy taki pocisk może zostać faktycznie skonstruowany. Wiadomo, że podobne programy prowadzą także Amerykanie czy Koreańczycy.
W każdym razie taka zmiana narracyjna wśród wojskowych jest na pewno godna odnotowania. W rozwoju Sił Zbrojnych w najbliższych latach wyznaczono siedem głównych priorytetów. Oprócz wspominanego szkolenia rezerw czy zdolności do dalekiego rażenia, kluczowe będą m.in. operacje wielodomenowe (czyli używające różnych narzędzi do osiągnięcia celu), ale także dronizacja, automatyzacja i używanie sztucznej inteligencji.
Kasa, misiu, kasa
Innym ciekawym zagadnieniem poruszonym przez przedstawicieli Sztabu Generalnego na spotkaniu z ekspertami i dziennikarzami jest kwestia zarządzania ryzykami, w tym finansowym, ale także lepszej komunikacji z politykami. Jak to ma działać w praktyce? Mocno upraszczając, by nasza armia miała zdolności do obrony Rzeczpospolitej i była pewna wygranej w potencjalnej konfrontacji z Rosją, powinniśmy przez najbliższe kilkanaście lat wydawać po ok. 5 proc. naszego PKB na obronność. A tyle nie wydajemy. Jeśli będziemy wydawać 4 proc., to wojskowi nie otrzymają wszystkiego, co chcą otrzymać. Jeśli to będą 3 proc. PKB, to te braki będą jeszcze większe. Dlatego tworzone są różne scenariusze w zależności od poziomu finansowania. Wojskowi chcą, by wśród polityków i społeczeństwa była jeszcze większa świadomość tego, że brak odpowiednich środków oznacza brak konkretnych zdolności do obrony. I to są braki, których nie da się nadrobić w rok czy dwa, tutaj bardzo potrzebne jest myślenie długofalowe. I choć dzisiaj jest duże poparcie dla wydatków zbrojeniowych, to najpewniej w najbliższym czasie czeka nas dyskusja skąd te środki brać.
Czytaj więcej
Nie wydajemy 5 proc. PKB na obronność, deficyt budżetowy nie wynika z olbrzymich wydatków na zbrojenia, a instrument SAFE nie rozwiąże naszych prob...