Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego program Miecznik jest historycznym momentem dla Marynarki Wojennej i polskiego przemysłu.
- W jaki sposób miliardowy kontrakt odmienił losy stoczni, która jeszcze dekadę temu była w upadłości.
- Jakie unikalne zdolności bojowe zapewnią nowe fregaty.
- Jak przebiega budowa okrętów i jakie inwestycje stały za powstaniem najnowocześniejszej hali stoczniowej w Europie.
W sumie za trzy fregaty zapłacimy ponad 15 mld zł. Powstają one w PGZ Stoczni Wojennej w ścisłej współpracy z brytyjskim koncernem Babcock. Umowa została podpisana w lipcu 2021 r. 12 sierpnia odbędzie się uroczysty chrzest pierwszej z trzech jednostek – ORP Wicher, a dzień później jej wodowanie. Okręt ma już zamontowane m.in. silniki, stery czy linie wałów, a od 17 sierpnia rozpocznie się wyposażanie na wodzie, m.in. kablowanie czy montaż systemów uzbrojenia. Próby morskie tego okrętu mają się rozpocząć pod koniec 2028 r., a jego wejście do służby jest planowane na koniec 2029 r.
– Chrzest i wodowanie pierwszej fregaty Programu Miecznik to historyczny moment dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej i Marynarki Wojennej. To dowód naszych kompetencji technologicznych i organizacyjnych, a realizacja tak skomplikowanego programu zgodnie z harmonogramem to powód do wielkiej satysfakcji – mówi „Rzeczpospolitej” Jan Grabowski, wiceprezes grupy odpowiedzialny za obszar morski. – Mamy zatem co świętować w przyszłym tygodniu, ale cały zespół projektowy i załoga stoczni są już myślami w kolejnym i najbardziej wymagającym etapie programu. Po wodowaniu i powrocie okrętu do stoczni rozpoczynamy prace wyposażeniowe, a następnie integrację wszystkich systemów w jednolitą platformę bojową. Na Mieczniku znajdą się najnowocześniejsze technologie od Babcocka, Thalesa, MBDA, Lockheeda, Kongsberga, Leonardo, a także ze spółek Grupy PGZ. Budowa fregat Miecznik to dowód na to, jak zmienia się Polska Grupa Zbrojeniowa.
ORP Wicher, ORP Burza, ORP Huragan
ORP Wicher to pierwsza z trzech fregat Miecznik. Budowa w PGZ Stoczni Wojennej jest prowadzona kaskadowo, co oznacza, że drugi okręt – ORP Burza – też już powstaje. Teraz to on będzie rósł w hali, do której będą dostarczane wodą duże elementy m.in. z kooperujących stoczni Nauta i Crist. Jego wejście do służby planowane jest na koniec 2030 r., a trzeciej fregaty – ORP Huragan, najpewniej w 2031 r.
Czytaj więcej
28 kwietnia będzie w PGZ Stoczni Wojennej dniem palenia pierwszych blach pod trzecią i ostatnią z fregat programu Miecznik. Okręt otrzyma nazwę ORP...
Warto przypomnieć, że dzięki tak dużemu kontraktowi gdyńska stocznia zyskała drugie życie. Stocznia Marynarki Wojennej od 2011 r. była w upadłości likwidacyjnej, a jej większościowym właścicielem była wówczas Agencja Rozwoju Przemysłu. Zakład był znany głównie z przeciągającej się budowy okrętu Gawron, dla którego w trakcie budowy zmieniono koncepcję i ostatecznie zamiast korwety Gawron doczekaliśmy się patrolowca Ślązak, którego i tak wkrótce czeka modernizacja. Jednak akurat w tym przypadku wina w stosunkowo małej części leżała po stronie przemysłu – to politycy nie byli w stanie zapewnić ciągłości finansowania, a wojsko – spójnej i mierzonej na posiadane środki, koncepcji. Mocarstwowe plany skończyły się tym, że w 2017 r. stocznię od syndyka za 224 mln zł przejęła PGZ Stocznia Wojenna.
Choć wówczas złośliwi śmiali się, że dziwna to stocznia z siedzibą w Radomiu (to tam była zarejestrowana spółka), to jednak był to pierwszy krok do restrukturyzacji zakładu.
Inwestycje w PGZ Stocznia Wojenna
Przełomem było podpisanie kontraktu w lipcu 2021 r. i nawiązanie kooperacji z brytyjskim koncernem Babcock – to właśnie na ich licencji obecnie budowane są te fregaty. Dzięki temu zamówieniu w Gdyni powstała zupełnie nowa hala, która ma wysokość prawie 50 m i powierzchnię prawie 6 tys. mkw. Zatrudnienie w ostatnich dwóch latach zwiększyło się z ok. 600 do ponad 900 pracowników.
– Zgodnie ze studium wykonalności okręty tej klasy nie mogą być produkowane na zewnątrz, na powietrzu, ze względu na stopień zaawansowania technicznego i wymogi bezpieczeństwa. Powstający okręt nie powinien być widoczny z przestrzeni publicznej. Dlatego zbudowaliśmy jedną z najnowocześniejszych tego typu hal w Europie, co uniezależnia proces budowy od warunków atmosferycznych. Łączne inwestycje to nie więcej niż 2,5 proc. wartości kontraktu, czyli 300-400 mln zł, z czego spora część pochodziła ze środków własnych stoczni – wyjaśniał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Marcin Ryngwelski, prezes PGZ Stoczni Wojennej. – Są to jedne z najbardziej efektywnie zainwestowanych środków publicznych w obszarze obronności. Przekształcenie Stoczni Wojennej w zakład na miarę XXI wieku, który będzie później utrzymywał te fregaty, budował kolejne okręty i, mam nadzieję, serwisował również okręty podwodne, stanowi kluczowy element w systemie bezpieczeństwa państwa.
Oprócz budowy fregat Miecznik, PGZ Stocznia Wojenna obecnie buduje także okręt Ratownik i można się spodziewać, że w najbliższych miesiącach powinna podpisać kontrakt na budowę podobnej jednostki dla Szwedów.
Długość fregat Miecznik to prawie 140 m, a szerokość maksymalna to prawie 20 m. Okręty będą mogły osiągać prędkość 28 węzłów, a ich załoga będzie liczyć ok. 120 marynarzy. Na pokładzie dodatkowo będzie mogło przebywać ok. 60 osób. Oczywiście będą wyposażone w wyrzutnie torped czy armaty 76 mm i 35 mm. Co istotne, będą też miały sensory i efektory przeciwlotnicze i przeciwrakietowe, czyli będą mogły chronić przed pociskami i samolotami przeciwnika nie tylko siebie, ale w czasie stacjonowania w gdyńskim porcie także Trójmiasto i jego infrastrukturę krytyczną.