4 sierpnia rosyjski samolot szpiegowski Ił-20M został przechwycony przez polskie myśliwce F-16 nad Bałtykiem. Jak wynika z informacji przekazanych przez ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, Ił-20M nie naruszył naszej przestrzeni powietrznej. Znajdował się jednak w niewielkiej odległości od naszego kraju (ok. 56 km od Koszalina) i swoim zachowaniem zmusił naszych pilotów do reakcji.
Zdarzenie to nie było wyizolowanym incydentem. To integralny element rosyjskiej doktryny. W tym roku podobnych sytuacji było już przynajmniej osiem. Rosjanie systematycznie używają swoich Ił-20M do takich prowokacji. Czy Polska musi w ogóle reagować na takie działania?
Odpowiedź brzmi: tak. Wynika to z charakteru prowokacji. Możemy tutaj wymienić trzy istotne płaszczyzny, na jakich można ocenić takie wydarzenie. Po pierwsze, istotne jest bezpieczeństwo lotów cywilnych. Rosyjskie maszyny wyłączają swoje transpondery, co sprawia, że znikają z cywilnych radarów. Poruszają się także bez planów lotu. To groźna sytuacja, ponieważ kontroler nie wie, gdzie znajdują się takie samoloty.
Czytaj więcej:
Globalne wydatki na zbrojenia niemal się podwoiły, ale producenci uzbrojenia coraz częściej nie nadążają z realizacją zamówień. Brakuje ludzi, komp...
Pro
Drugim wymiarem jest aspekt militarny. Ił-20M to rosyjskie „gumowe ucho”, które zbiera informacje na temat naszych systemów obrony powietrznej, sprzętu w jednostkach wojskowych czy komunikacji pomiędzy różnymi elementami Sił Zbrojnych. Jest także trzeci wymiar – polityczny. Nasze samoloty powinny pokazać Rosjanom, jak i Polakom, że są i stale czuwają nad naszym bezpieczeństwem.
Na czym polega przechwycenie rosyjskiego samolotu?
Większość z nas spotkała się z określeniem „przechwycenia samolotu”. Na czym jednak takie działanie polega i co nam daje? Przecież piloci F-16 nie przesiadają się do kokpitu rosyjskiego Ił-20M, ani nie zmuszają go do wylądowania w Polsce i zarekwirowania maszyny. Aby dobrze zrozumieć te procedury, należy wyjaśnić, jak to wygląda w praktyce.
Gdy radary wykryją obecność rosyjskiej maszyny w pobliżu naszej przestrzeni powietrznej, w powietrze wzbija się para dyżurna. To dwa samoloty, które czekają w wojskowej bazie na sygnał, aby w ciągu kilku minut znaleźć się w wyznaczonej strefie. W pierwszej kolejności należy zidentyfikować, czym jest wykryty obiekt. Radary nie pozwalają odczytać jego dokładnego kształtu, wskazują jedynie, że niezidentyfikowany obiekt o określonej sygnaturze znajduje się w danym miejscu.
Rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20.
Wzrokowa identyfikacja odgrywa bardzo ważną rolę w lotnictwie wojskowym. W czasie pokoju jest ona warunkiem koniecznym przed podjęciem konkretnych działań. Nie możemy strzelać na oślep, nie wiedząc, co naprawdę znajduje się w tamtym miejscu. Warto zadać sobie pytanie: co, gdyby był to cywilny samolot, który z powodu awarii zniknął z radarów?
Samo przechwytywanie ekstremalnie rzadko prowadzi do uszkodzenia lub zniszczenia zidentyfikowanego statku powietrznego. Gdy polski F-16 potwierdzi, że w powietrzu znajduje się Ił-20M (co możliwe jest nawet z odległości ponad 20 km, np. przy wykorzystaniu zasobników celowniczych Sniper-XR), próbuje nawiązać kontakt z załogą samolotu, prosząc ją o przerwanie działań. Robi to przy wykorzystaniu międzynarodowych częstotliwości ratunkowych.
Często wykonywane są także wizualne znaki. Przykładem jest dobrze znane i charakterystyczne machanie skrzydłami. Oznacza ono „eskortuję cię, podążaj za mną”. Jeden z myśliwców F-16 (bądź innego typu, w zależności od tego, jakie samoloty obecnie wykonują zadania Air Policing w ramach NATO) podlatuje na bliską odległość (zwykle z przodu i od lewej strony, aby pilot samolotu-intruza mógł łatwo zobaczyć towarzystwo).
Czy możemy strzelać do Rosjan w czasie pokoju?
Przechwytywanie to operacja, która pozwala zrealizować kilka celów. Dzięki bliskiej odległości od przechwytywanej maszyny, polskie F-16 pokazują cywilnym kontrolerom, gdzie znajdują się aktualnie Rosjanie. Transpondery naszych Jastrzębi są włączone, więc są widoczne dla cywilnych systemów. To także silny sygnał polityczny – „czuwamy, uważajcie, co robicie”.
Ważny jest także aspekt militarny. Warto omówić to dokładniej. Zestrzelenie lub uszkodzenie wrogiej maszyny nie jest preferowanym skutkiem przechwycenia w doktrynie państw NATO.
Czytaj więcej
Ludzie na obszarach zagrożonych powinni otrzymywać konkretne komunikaty. A w tej chwili jedyne, co można zalecić mieszkańcom Lubelszczyzny, to żeby...
Wachlarz możliwości przy przechwyceniu jest bardzo szeroki. Znane są przypadki przelatywania przed dziobem statku powietrznego na dopalaczu (co zakłóca strugi powietrza i może prowadzić do utraty panowania nad maszyną), spuszczania paliwa (co może prowadzić do jego zassania przez silniki i uszkodzenia jednostki napędowej) lub lotu w ekstremalnie bliskiej odległości (co wymusza manewry ratujące przed zderzeniem). To działania, które w ostatnich latach stosowali Rosjanie i Chińczycy wobec bezzałogowców państw NATO (co wiemy dzięki odtajnieniu nagrań z takich incydentów).
Sojusz Północnoatlantycki działa w inny sposób. Takie zachowania są traktowane jako niebezpieczne oraz nieodpowiedzialne, a co za tym idzie, nieprofesjonalne. Co zatem mogą zrobić piloci NATO? Częstym sygnałem jest przechylenie maszyny na bok celem pokazania, co skrywa się „pod brzuchem”, czyli jakie uzbrojenie przenosi myśliwiec (zwykle w takich misjach jest on wyposażony w pociski powietrze-powietrze AIM-120 AMRAAM lub AIM-9 Sidewinder).
W warunkach pokoju NATO nie ucieka się do bardziej agresywnych działań. Gdyby jednak sytuacja wymagała użycia bardziej zdecydowanych kroków, możliwe byłoby np. wystrzelenie serii z działka pokładowego (z amunicją smugową, aby załoga przechwytywanego samolotu zobaczyła lecące pociski) lub oświetlenie maszyny przy pomocy wiązki lasera. To jasny sygnał dla pilota tak namierzonego samolotu, który słyszy w takim momencie charakterystyczny pisk. W warunkach wojennych taki pisk poprzedza często trafienie przez pocisk powietrze-powietrze. Opcją jest także zakłócanie pokładowych sygnałów, co uniemożliwia zbieranie przez nie cennych danych.
Ił-20, czyli rosyjskie gumowe ucho. Po co Rosjanie nas prowokują?
Oprócz realizacji celów politycznych (np. siania paniki) oraz utrudniania funkcjonowania cywilnego lotnictwa, przy prowokacjach z użyciem samolotów Ił-20 bardzo ważne są cele stricte militarne.
Każdy Ił-20M przenosi na swoim pokładzie kilka ton specjalistycznej aparatury. Przy pomocy kamer A-87P może on wykonywać wysokiej jakości zdjęcia lotnicze polskich baz wojskowych. Taki sprzęt pozwala na zarejestrowanie pojedynczych pojazdów wojskowych, sprzętu na poligonach lub wyrzutni rakiet przeciwlotniczych z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Samolot zbiera także całe mnóstwo cennych danych.
Czytaj więcej
Dyżurna para polskich myśliwców przechwyciła rosyjskiego Iła-20 60 kilometrów na północny zachód od Łeby nad Bałtykiem. O incydencie poinformował s...
Wiele osób z pewnością kojarzy samoloty AWACS. Latają one z wielkim radarem (np. w kształcie talerza) rejestrując ruch w przestrzeni powietrznej w promieniu setek kilometrów. Robią to poprzez wysyłanie w eter sygnałów radarowych, które odbijają się od pocisku rakietowego, samolotu lub śmigłowca i wracają do emitera. Na tej bazie można obliczyć jego położenie, prędkość i kierunek lotu.
Samoloty rozpoznawcze Ił-20M
Rosyjski samolot rozpoznania radioelektronicznego Ił-20M został opracowany w latach 60. XX wieku na bazie sprawdzonego płatowca pasażerskiego Ił-18. Maszyna ta napędzana jest czterema silnikami turbośmigłowymi AI-20M. Jej długość wynosi około 35,9 metra, rozpiętość skrzydeł to 37,4 metra, a maksymalna masa startowa osiąga blisko 64 tony.
Na wyposażeniu Ił-20M znajduje się potężny zestaw sensorów wywiadowczych (SIGINT/ELINT), w tym charakterystyczne podwieszane pod kadłubem owiewki skrywające stacje radiolokacyjne bocznego przeglądania, anteny nasłuchu radiowego oraz systemy fotorecon. Całość służy do przechwytywania sygnałów radarowych, łączności radiowej oraz dokładnego mapowania pozycji wojsk przeciwnika.
Obecnie rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne dysponują niewielką flotą zaledwie kilku do kilkunastu sprawnych egzemplarzy tych maszyn. Stacjonują one głównie w bazie Czkałowskij pod Moskwą oraz w obwodzie kaliningradzkim. Regularnie wykonują loty zwiadowcze nad Morzem Bałtyckim oraz wzdłuż wschodniej flanki NATO, monitorując aktywność sojuszników.
Samoloty szpiegowskie działają nieco inaczej. To prawdziwe gumowe ucho. One nie emitują, tylko zbierają emisje. Gdy Ił-20M pojawia się w przestrzeni powietrznej, to jego wykrycie wymaga użycia radarów. Samolot rejestruje unikalne „odciski palców” systemów radarowych NATO (radarów systemów Patriot, stacji wczesnego ostrzegania, radarów na okrętach). Zbierając te sygnały Rosjanie mogą je analizować, określać ich dokładne częstotliwości, impulsy czy parametry modulacji. Dzięki temu mogą dostosować swoje pociski (np. przeciwradarowe) czy systemy zakłócające, aby utrudnić działanie naszej obrony powietrznej.
Widok na rosyjski samolot Ił-20 z kabiny polskiego myśliwca F-16.
Samoloty szpiegowskie zbierają także sygnały COMINT, czyli treść łączności radiowej. Przechwytują kierunek i treść różnych sygnałów. Następnie rosyjscy specjaliści pracują nad ich deszyfrowaniem. Wywiad przechowuje i analizuje ludzkie nawyki żołnierzy NATO, procedury czy strukturę dowodzenia. Jak to robią? Obserwują, skąd i w jakiej kolejności „nadają” konkretne ośrodki. Dzięki temu wiedzą, że np. najpierw radar w danej lokalizacji wykrywa Ił-20, potem przekazuje informacje do innego punktu, a następnie np. Centrum Operacji Powietrznych przekazuje je jeszcze gdzie indziej. Znając procedury, czas działania, nawyki oficerów czy rozmieszczenie radarów, szukają słabych punktów, które mogliby wykorzystać w potencjalnym konflikcie zbrojnym. To niezwykle cenna wiedza.
Czytaj więcej
Para polskich myśliwców przechwyciła samolot rozpoznawczy Federacji Rosyjskiej 56 km na północny zachód od Koszalina - poinformował w serwisie X wi...
Rosjanie przyglądają się również pakietom danych przesyłanych cyfrowo między jednostkami NATO (np. Link 16) oraz wykonują szczegółowe mapy radarowe i zdjęcia infrastruktury wojskowej w głębi terytorium przeciwnika przy pomocy radarów bocznego przeglądu SLAR. Jeden lot wzdłuż naszego wybrzeża pozwala im zebrać całą masę cennych danych.