Według minister Lambrecht, obiecane 100 mld EUR na dozbrojenie Bundeswehry ma być tylko jednym z czynników pozwalających na odbudowę znaczenia militarnego RFN w Europie, choć już znalezienie dodatkowych środków na modernizację armii ma być jej zdaniem efektem porozumienia ponad podziałami partyjnymi. Przy okazji oceniła, że środki te są „dokładnie taką sumą, jakiej Bundeswehra potrzebuje, (...) jeśli po wielu latach ma być ona gotowa do działania w dłuższej perspektywie i jeśli ma reprezentować nowoczesne standardy". Innym instrumentem, choć powiązanym z owymi miliardami EUR, ma być inwestycja w nowe obszary działań obronnych, m.in. w cyberbezpieczeństwo czy w bezpieczeństwo energetyczne.

Szereg działań, jakie mają zostać podjęte w najbliższych latach, ma sprawić, że Bundeswehra znów stanie się armią o dużych zdolnościach bojowych, a nie jedynie, jak zarzuciła Lambrecht, formacją reagowania antykryzysowego. Bundeswehra bowiem „ma być wkładem Niemiec do wspólnego garnka, z którego wszyscy czerpiemy bezpieczeństwo w Europie i w regionie atlantyckim". Jej zdaniem RFN musi stać się jednym z największych „dostawców sił" w NATO. Wojna ukraińska ma być bodźcem, który – zdaniem szefowej niemieckiego resortu obrony – pokazał wszystkim Niemcom, że RFN potrzebuje potężnych sił zbrojnych. Potencjalny wróg – Federacja Rosyjska – jest bowiem zdecydowany dokonywać aktów agresji, dokonywać zbrodni wojennych czy przesiedleń.

Według Lambrecht, ze względu na zagrożenie rosyjskie Bundeswehra musi stać się już nie tylko pozycją w budżecie, lecz również instytucją priorytetową dla środków bezpieczeństwa. W kontekście ewentualnego wsparcia udzielanego sojusznikom z NATO, Lambrecht wprost powiedziała, że muszą oni móc polegać a RFN, która powinna być „wiodącą siłą", nawet, jeżeli sami Niemcy niekoniecznie tego chcą, bowiem determinuje to położenie i siła gospodarcza Niemiec. Zdaniem niemieckiej minister, za tą – na razie potencjalną, zważywszy na liczne problemy trapiące Bundeswehrę – potęgą stoi ogromna odpowiedzialność, także ze względu na bagaż doświadczeń historycznych.

Przygotowywana właśnie strategia bezpieczeństwa narodowego RFN ma dać odpowiedź na szereg pytań, takich, jak: czy Bundeswehra rzeczywiście spełnia swoje zadania? Czy Niemcy są gotowe do walki, w tym w obronie sojuszników? Czy RFN angażuje się w te działania tylko zgodnie z literą Artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego, czy też szeroko i z pełną mocą? Na pewno będzie zawierała odniesienia do przewodniej roli RFN w bezpieczeństwie europejskim (która to rola dziś, szczególnie zdaniem rządów państw Europy Środkowo-Wschodniej, jest stanowczo zbyt mała w stosunku do potencjału RFN w kontekście wsparcia udzielanego Ukrainie i niektórym sojusznikom), w tym w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa Niemcom i państwom sojuszniczym. Ma też zawierać takie elementy, jak nacisk na odzyskanie zaufania sojuszników, ochrona własnych interesów w sposób niegodzący w interesy tychże itd.

Ponadto zdaniem Lambrecht, mimo zapowiadanej wiodącej roli Niemiec w bezpieczeństwie europejskim, gwarantem pokoju i bezpieczeństwa są Stany Zjednoczone Ameryki, a ich parasola jądrowego nie zastąpi nic „w dającej się przewidzieć przyszłości". Jest to wyraźny rozdźwięk w stosunku do stanowiska np. Francji, której władze wielokrotnie deklarowały gotowość do użycia własnej broni jądrowej w obronie sojuszników i w odwecie za wykorzystanie przeciw nim broni jądrowej. Tym niemniej, Niemcy mają być gotowe do odciążenia Stanów Zjednoczonych w Europie.

Sama Bundeswehra, która ma pozostać armią dysponującą wyłącznie potencjałem konwencjonalnym, ma zostać rozbudowana. Na przykład struktury Wojsk Lądowych (Heer) mają się rozrosnąć do trzech dywizji operacyjnych po trzy brygady. Obecnie niemieckie wojska lądowe mają trzy dywizje, ale jedna z nich to niemiecko-holenderska dywizja szybkiego reagowania. Rozbudowa ma nastąpić do lat 30.