Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego polski przemysł obronny zmienia strategię pozyskiwania kluczowych technologii i zaczyna tworzyć joint venture
- Jakie kluczowe zdolności w obszarze amunicji artyleryjskiej zyska Polska Grupa Zbrojeniowa dzięki partnerstwu z francuskim Eurenco
- Na czym polega model joint venture w zbrojeniówce oraz jakie ryzyka i korzyści niesie dla zaangażowanych w niego podmiotów.
W przemyśle obronnym są różne sposoby tworzenia nowych produktów i pozyskiwania technologii. Oczywiście najlepszym są własne badania i rozwój, które zapewniają pełną kontrolę nad produktem. Problem w tym, że wymagają one dużego zaplecza i know-how, zazwyczaj są one długotrwałe i nie zawsze muszą się skończyć sukcesem. Np. program rozwoju bojowego wozu piechoty Borsuk trwał 10 lat i wbrew pozorom, na tle innych tego typu programów na świecie, to wcale nie było długo. Problemem jest też to, że nie każdy taki program B&R kończy się pełnym sukcesem, czyli wdrożeniem produktu, a w Polsce, szczególnie w państwowym przemyśle, taka skłonność do ryzyka jest ograniczona.
Innym sposobem na pozyskiwanie technologii przez przemysł zbrojeniowy, znacznie droższym, jest offset. Jak to działa? Przy okazji dużego kontraktu – zakupu uzbrojenia od innego państwa – państwo polskie wykłada dodatkowe pieniądze, by kupić jakąś technologię. Tak jest np. przy okazji zakupu 96 amerykańskich śmigłowców AH-64 E Apache. Oprócz ok. 40 mld zł za statki powietrzne, pakiet logistyczny, itd., zapłacimy dodatkowy miliard złotych, by pozyskać od takich koncernów jak Boeing czy Lockheed Martin technologię, która trafi m.in. do Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2. Dzięki temu w przyszłości to one będą częściowo odpowiedzialne za serwisowanie tych śmigłowców.
Można też kupować licencję, co zrobiliśmy m.in. przy okazji podwozia do armatohaubic Krab (wówczas nabyliśmy ją w Korei Południowej, a dziś jest to już produkt w dużej mierze spolonizowany) albo tworzyć konsorcja do produkcji danego uzbrojenia.
Hanwha WB Advanced System buduje fabrykę w Gorzowie
Przez lata raczej niespotykaną w polskim przemyśle obronnym formą pozyskiwania technologii były spółki joint venture, czyli partnerstwa naszych rodzimych firm i tych z zagranicy, które miały wnosić technologię. To się zaczyna zmieniać.
W wyniku zakupu wyrzutni południowokoreańskiego systemu artylerii rakietowej K239 Chunmoo w Polsce powstała spółka Hanwha WB Advanced System. Jest to joint venture południowokoreańskiego potentata Hanwha Aerospace (51 proc. udziałów) i największego polskiego prywatnego podmiotu zbrojeniowego Grupy WB (49 proc.). Kooperacja na Koreańczykach została wymuszona przez państwo polskie, a dokładniej Agencję Uzbrojenia, przy zawieraniu kontraktu. Najpierw Hanwha rozmawiała z Mesko, ale w końcu partnerstwo zawiązała z Grupą WB. Dlatego w Gorzowie Wielkopolskim powstanie fabryka, która będzie produkować pociski rakietowe CGR-080. Z wyrzutni Chunmoo będą one mogły razić cele naziemne przeciwnika w odległości nawet 80 km. Jej koszt przekroczy 1,5 mld zł.
– To kluczowa inwestycja dla bezpieczeństwa Polski, ponieważ będziemy mogli te pociski produkować nawet w czasie kryzysu. Dla nas to inwestycja długoterminowa, która ma działać przez kilkadziesiąt lat – wyjaśniał „Rzeczpospolitej” Piotr Wojciechowski, prezes Grupy WB.
Pierwsze pociski, które będą wyprodukowane w tym zakładzie, trafią do Wojska Polskiego w 2029 r. Docelowo spółka ma pracować także nad efektorami o większym zasięgu.
Czytaj więcej
Agencja Uzbrojenia podpisała kontrakt z Hanwha WB Advanced System na zakup kilkunastu tysięcy pocisków do zestawów Homar-K. Ich zasięg to ponad 80...
PGZ będzie produkować z Eurenco
Grupa WB w pewnym sensie wytyczyła ścieżkę i teraz podąża nią także państwowy potentat. Podczas rozpoczynających się właśnie targów zbrojeniowych w Paryżu, najpewniej w poniedziałek, Polska Grupa Zbrojeniowa ogłosi powstanie nowego podmiotu. – Na Eurosatory wspólnie z naszymi francuskimi partnerami z Eurenco podpiszemy umowę założycielską dla spółki joint venture. Dzięki temu na terenie Polski będziemy produkować nowoczesne ładunki miotające dla amunicji 155 mm. Będzie to kolejny etap na drodze do budowy naszej suwerenności technologicznej w tej kluczowej domenie artyleryjskiej – tłumaczył Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Ładunki miotające są niezbędnym elementem do używania pocisków artyleryjskich przez nasze armatohaubice Krab i K9. Na razie nie ujawniono, jaki będzie udział partnerów w tym przedsięwzięciu ani kiedy rozpocznie się produkcja – wiadomo, że będzie to w Polsce.
Ta umowa była spodziewana od miesięcy, ponieważ jest częścią większego projektu – zbudowania samodzielnych zdolności do budowy pocisków artyleryjskich 155 mm przez spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W tym celu Grupa została dokapitalizowana kwotą 2,4 mld zł z Funduszu Inwestycji Kapitałowych Ministerstwa Aktywów Państwowych. Z tych środków zakupiono także licencję od brytyjskiego BAE Systems i to m.in. na jej podstawie spółki PGZ będą produkować w Polsce amunicję.
Plusy dodatnie, plusy ujemne
– Spółki joint venture powstają z połączenia dwóch braków, np. jeden partner nie ma technologii, a inny nie ma rynku. Te braki muszą być poważne, bo skłaniają w pewnym sensie konkurentów do tego, by zacząć kooperować i stworzyć nowy podmiot – wyjaśnia dr Krzysztof Wiater, radca prawny i założyciel NGL, która specjalizuje się m.in. w obsłudze branży zbrojeniowej. – Minusem takich rozwiązań bywa to, że te spółki mają zazwyczaj zrównoważony akcjonariat i gdy dochodzi do problemów, to potrafią się one ciągnąć latami, ponieważ nikt nie ma decydującej kontroli. Wówczas może nastąpić paraliż decyzyjny, chociażby na poziomie powoływania członków zarządu – dodaje.
Oprócz umowy o spółce m.in. regulującej akcjonariat, kluczowe dla jej funkcjonowania jest tzw. porozumienie akcjonariuszy, które zazwyczaj pozostaje dokumentem niepublicznym. To tam zdefiniowane jest dokładnie, kto za co odpowiada, np. jakiego członka zarządu powołuje, jaką technologię dostarcza, jak ma wyglądać łańcuch kooperantów, itd.
Czytaj więcej
To nie koncern Lockheed Martin, ale administracja USA, będzie decydować w jakim tempie będą dostarczane nam pociski PAC 3 MSE. Z powodu wojny w Ira...
Wydaje się, że PGZ przekonała się do takiego sposobu pozyskiwania technologii, ponieważ – jak już informowaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej” – właśnie prowadzi rozmowy ze szwedzkim Saabem o utworzeniu kolejnej joint venture. Czym miałaby się zajmować nowa spółka? Obecnie rozważane są cztery główne obszary działalności: utrzymanie okrętów podwodnych A17 i A26, rozwój i produkcja dużego bezzałogowca podwodnego, rozwój torped i serwisowanie okrętów nawodnych. Powstanie tej spółki jest uzależnione od tego, czy Polska faktycznie zdecyduje się na zakup trzech okrętów od Szwecji.
Jest szansa, że w kolejnych miesiącach PGZ ogłosi kolejne tego typu projekty, wiadomo, że toczą się rozmowy o współpracy m.in. z amerykańskim Andurilem.