Szwedzkie okręty podwodne dla Polski

Okręt podwodny Södermanland w Porcie Wojennym w Gdyni w 2006 r. W porównaniu do Kobbenów Södermanlandy są młodsze i mają szanse być zmodernizowane w większym zakresie. Będą też miały napęd AIP. Fot./Tomasz Grotnik.

Do szwedzkiego parlamentu wpłynął z Ministerstwa Finansów projekt ustawy budżetowej na rok 2020. Zawiera ona między innymi stanowisko w stosunku do polskiej koncepcji ratowania naszych sił podwodnych poprzez kolejne rozwiązanie pomostowe.

Dokument zawiera rekomendację sprzedaży Polsce dwóch używanych okrętów podwodnych typu Södermanland. Jest to reakcja na wystosowaną przez Warszawę prośbę o wycenę pary przeszło trzydziestoletnich jednostek. Parlament miałby autoryzować taką transakcję w jednym z wariantów. Sprzedaży w drodze umowy międzyrządowej bądź rząd Szwecji ‒ będący właścicielem okrętów ‒ odstąpiłby je podmiotowi przemysłowemu (czyli spółce Saab Kockums), po czym ten stałby się sygnatariuszem umowy z Polską.

Wyposażenie elektroniczne Södermanlandów musi być ponownie zmodernizowane. Fot./Tomasz Grotnik

Przypomnijmy. Pogłoski słyszane od wrześniowego salonu MSPO 2019 uzyskały oficjalne potwierdzenie 28 listopada. Szef resortu obrony Mariusz Błaszczak poinformował o rozpoczęciu negocjacji ze Szwedami. Rozmowy dotyczyły pozyskania używanych okrętów podwodnych jako „rozwiązania pomostowego” dla programu Orka. Minister podkreślił wówczas kilkukrotnie, że chodzi o rozwiązanie tymczasowe.

Czytaj także: Analiza Radaru: Czy Program Orka zakończy się na używanych okrętach podwodnych?

Program Orka będzie kontynuowany w przyszłości. Nie potwierdził natomiast, o jakie okręty chodzi, ale od razu było niemal pewne, że sprawa dotyczy pary jednostek typu Södermanland.

Podwodny ratunek ze Szwecji

Södermanland i Östergötland weszły do służby dokładnie 31 lat temu. Po niespełna dekadzie zdecydowano o ich modernizacji. Po jej zakończeniu do kampanii powróciły w 2003 i 2004 roku.

W ramach prac wstawiono w, rozcięty za kioskiem, kadłub dodatkowy blok mieszczący zespół napędowy z silnikami spalinowymi Stirlinga, działający w zanurzeniu bez dostępu powietrza atmosferycznego (AIP). Unowocześniono elektronikę i przeprowadzono „tropikalizację”. Zabiegi te, oprócz zwiększenia potencjału bojowego okrętów, miały je przystosować do udziału w misjach międzynarodowych.

Östergötland odstawiony do rezerwy w stoczni Kockums.  Fot./Tomasz Grotnik

Zmodernizowane Södermanlandy mierzą 60,5 m, wypierają pod wodą 1500 ton i osiągają w zanurzeniu prędkość około 16-18 węzłów. Załogę stanowi 27 ludzi. System AIP pozwala wydłużyć okres przebywania pod wodą bez konieczności ładowania baterii akumulatorów za pomocą hałaśliwych diesli do ponad 10 dni. Uzbrojenie stanowi sześć wyrzutni torped ciężkich kalibru 533 mm do niszczenia jednostek nawodnych i trzy lekkich kalibru 400 mm do zwalczania okrętów podwodnych.

Czytaj także: Szwedzkie okręty w służbie Marynarki Wojennej?

Östergötland wycofano z eksploatacji już w 2011 r. Södermanland ma operować do 2021 r. Aby mógł kontynuować służbę pod szwedzką banderą, konieczny byłby jego remont i modernizacja. Wspomniany na wstępie dokument stwierdza, że wymagałoby to tak znacznych środków, że opcji tej nie można rozpatrywać jako odpowiedniego sposobu na wzmocnienie szwedzkich sił podwodnych w perspektywie długoterminowej. Jednocześnie sprzedaż nie pociągnie za sobą wcześniejszego wycofania Södermanlanda. To ponieważ czas na zawarcie umowy będzie zapewne dłuższy od zakładanego okresu jego służby.

Wymagany remont

Przed przekazaniem okrętów stronie polskiej jednostki wymagają remontów połączonych z modernizacjami. Saab Kockums niedawno zakończył podobny program odmładzania dwóch nowszych okrętów typu A19 Gotland dla szwedzkiej floty. Zamontowano w nich część nowoczesnych urządzeń i systemów wytypowanych równocześnie do instalacji na budowanej od podstaw dla Marinen parze nowego typu – A26 Blekinge, stanowiącego również szwedzką propozycję w Orce. Ale skoro na nowe nas nie stać, tamtejszy przemysł odświeży za nasze pieniądze okręty, których Sztokholm już nie potrzebuje.

Södermanland w okolicach Sztokholmu w czasie szwedzko-polskich ćwiczeń w ratownictwie załóg okrętów podwodnych. Fot./Tomasz Grotnik

Sprzedaż ma być przeprowadzona na zasadach komercyjnych. Ma to zagwarantować, że Sztokholm otrzyma przynajmniej pokrycie wszystkich kosztów poniesionych w związku z remontem okrętów, szkoleniem polskich załóg i innym wsparciem ze strony szwedzkiej. Jesienne niepotwierdzone doniesienia medialne mówiły o kwocie miliarda złotych za obie jednostki. Cena ostateczna wykrystalizuje się w trakcie prowadzonych negocjacji. Na jej wielkość będzie miał wpływ zakres modernizacji, jakiej zażąda strona polska.

Czytaj także: Analiza Radaru: Marynarka Wojenna powoli rdzewieje

Można przyjąć, że nowa „pomostówka” będzie musiała wytrzymać pod biało-czerwoną banderą co najmniej dekadę. Nawet jeśli urzędnicze zapewnienia będą inne. Przykre doświadczenia z ponad półwiecznymi Kobbenami z Norwegii i trochę młodszymi fregatami ze Stanów Zjednoczonych wskazują, że rozwiązania pomostowe w Polsce nigdy nie trwają planowanych kilku lat, lecz kilkanaście i dłużej.

Używane okręty podwodne to oczywiście nie szczyt marzeń polskich podwodniaków. W obliczu realnej zapaści systemu szkolenia, zaopatrywania i logistyki naszych sił podwodnych, pozostaje się jednak pogodzić z tą myślą. Od podpisania umowy będziemy musieli poczekać około dwóch lat, które zajmą prace stoczniowe, aby otrzymać pierwszy z okrętów. Do tej pory ostatnie dwa Kobbeny OORP Sęp i Bielik opuszczą bandery.

Tags:

Mogą Ci się również spodobać

Armenia zbroi się w Rosji

Armenia czeka na pierwsze z 12 wielozadaniowych myśliwców Su-30. Pierwsza partia samolotów może dotrzeć do ...

Polska i Leonardo w projekcie Ocean 2020

Polska jest zaangażowana w koordynowany przez koncern Leonardo projekt Ocean 2020 poprzez wykorzystanie bezzałogowego ...