Analiza Radaru: Czy Program Orka zakończy się na używanych okrętach podwodnych?

Södermanland w okolicach Sztokholmu w czasie szwedzko-polskich ćwiczeń w ratownictwie załóg okrętów podwodnych. W porównaniu do Kobbenów Södermanlandy są młodsze i mają szanse być zmodernizowane w większym zakresie. Będą też miały napęd AIP. Paradoksalnie to właśnie może spowodować, że posłużą pod biało-czerwoną banderą do pięćdziesiątki... Fot./Tomasz Grotnik

Zakup używanych okrętów podwodnych od Szwedów może oznaczać przesuniecie w nieskończoność wdrożenia programu Orka.

Mariusz Błaszczak, szef resortu obrony, w trakcie święta Marynarki Wojennej w Gdyni ogłosił.

Czytaj także: Analiza Radaru: Södermanland i Östergötland rozwiązaniem pomostowym dla Programu Orka

– Zakończyliśmy proces analityczny, w rezultacie którego doszliśmy do przekonania, że należy zapewnić zdolność pomostową, jeśli chodzi o okręty podwodne. Analiza wskazała, że najkorzystniejszym rozwiązaniem jest współpraca z partnerem szwedzkim. (…) Chodzi tu o rozwiązanie pomostowe, a nie docelowe. Rozwiązanie docelowe również zostanie opracowane i wdrożone – poinformował.

HSwMS Södermanland. Fot./Łukasz Pacholski

Wprawdzie resort obrony zapewnia, że nie rezygnuje z Programu Orka, czyli zakupu nowych okrętów podwodnych. Nie wiadomo jednak, kiedy to się stanie. Za deklaracjami tymi nie poszły bowiem kroki związane z wyznaczeniem producenta u którego moglibyśmy kupić nowe okręty.

To oznacza, że tymczasowe rozwiązanie może stać się docelowym. Podobnie zresztą, jak to miało miejsce z pozyskaniem w 2003 r. od Norwegów używanych 30 letnich okrętów.

Czytaj także: Analiza Radaru: Marynarka Wojenna powoli rdzewieje

Przypomnijmy, że dzisiaj mamy do dyspozycji jeden okręt typu Kilo produkcji jeszcze radzieckiej. Jednostka wymaga remontu i na razie nie ma jasności, kiedy zostanie przywrócona do pełnej sprawności. Marynarka Wojenna posiada także dwa okręty typu Kobben, wyprodukowanych w latach 1964–1967, które niebawem trzeba będzie wycofać ze służby.

ORP Bielik. Jedna z dwóch jednostek typu Kobben pozostających w służbie Marynarki Wojennej. Fot./Łukasz Pacholski.
ORP Orzeł. Fot./Łukasz Pacholski

Program Orka znika za horyzontem

Działania MON można interpretować jako sygnał, że ambitny plan zakupu nowych jednostek, odsuwa się trwale w bliżej nieokreśloną przyszłość. Być może głównym czynnikiem jest brak pieniędzy na wyjątkowo kosztowne morskie inwestycje. Program Orka miał pochłonąć, tylko na starcie, ok. 10 mld zł.

Czytaj także: Kolejny holownik zmierza do marynarki

Dlaczego takie założenie może być słuszne?  Od wielu miesięcy brakuje konkretnej decyzji dotyczącej kraju, który miałby dostarczyć nową jednostkę dla Marynarki Wojennej. I to pomimo zapowiedzi poprzedniego szefa resortu, Antoniego Macierewicza, pozyskania dostawcy takich jednostek wraz z rakietami manewrującymi, co mogło wskazywać na przyjęcie rozwiązania francuskiego.

Od dawna wiadomo, że Francja, Szwecja i Niemcy są gotowe sprzedać nam takie okręty. Francuska grupa stoczniowa Naval Group oferuje okręty Scorpene. Niemiecka ThyssenKrupp Marine Systems proponuje jednostki U 214 lub U 212. Z kolei szwedzki koncern Saab – okręt A26.  

Dzisiaj może rodzić się pytanie, czy głównym graczem w tej grze nie okaże się właśnie szwedzki koncern. Oferuje on Polsce, podobnie jak pozostali konkurenci, udział w budowie okrętów A26. W ocenie producenta mowa o jednostkach „niewidzialnych” i wyposażonych w elektryczno-dieslowski napęd, wspomagany silnikami Stirlinga działające w systemie AIP. Oczywiście – podobnie jak inni producenci Szwedzi obiecują, że zbudujemy je razem.

Czytaj także: Procedury ograniczają możliwości Marynarki Wojennej

Rodzi się też pytanie, czy tak ustawionego kontraktu nie będą wspierali Amerykanie. W tle może być dodatkowo pozyskanie od Szwedów dla Polski systemu mobilnej komunikacji 5G opartej na Ericssonie.

Wsparcie dla szwedzkiego przemysłu

Z informacji, które dzisiaj się pojawiają wynika, że w ramach tzw. rozwiązań pomostowych MON może postawić na zakup dwóch używanych okrętów szwedzkich typu Södermanland. Być może remont tych jednostek przeprowadzi szwedzka stocznia. Może to kosztować około miliarda złotych. 

Podjęcie takiej decyzji może być kontrowersyjne z tego powodu, że stocznia z północnego Bałtyku nie znajduje się w zbyt dobrej kondycji finansowej. Ponadto to ona zyska na kontrakcie z Polską, a nie polski przemysł stoczniowy. Dodatkowo decyzje, jakie dzisiaj podejmujemy, nie są podejmowana w przejrzystym postępowaniu. Nie można zapominać, że przy transakcjach dotyczących zakupów sprzętu wojskowego o wielkiej wartości, zawsze istnieje ryzyko korupcji.

Czytaj także: Rosyjska Flota Bałtycka z nowymi okrętami podwodnymi

Co ważne obroty stoczni szwedzkiej, są wielokrotnie niższe w porównaniu do tych osiąganych przez niemiecki TKMS czy francuską Naval Group. Rodzi się zatem pytanie, czy te szwedzka stocznia jest gotowa do produkcji nowej jednostki?

Cztery zamiast dwóch

A może pakiet, który znajduje się na stole negocjacyjnym, jest bogatszy? Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że może być brane pod uwagę pozyskanie nie dwóch, a być może nawet czterech używanych okrętów. Poza szwedzkimi „Södermanland” i „Östergötland”, także odkupionych od Singapuru przez Szwedów okrętów „Archer” i „Swordsman”. Te dwa ostatnie jednostki mogłyby zostać sprzedane Polsce po 2025 r., czyli pozyskaniu przez Szwecję nowych jednostek A26. Pakiet remontowy tych czterech jednostek mógłby kosztować polskiego podatnika ok. 3 mld zł. Gdyby taki plan miał zostać realizowany to oznacza, że jednostki te będą służyły w Marynarce Wojennej przez kolejnych kilkanaście lat. Podobnie jak dzisiejsze Kobbeny, które zostały zakupione w 2003 r. od Norwegów i dzisiaj przekraczają pół wieku eksploatacji.

Östergötland odstawiony do rezerwy w stoczni Kockums. Szwedzka konsekwencja w promowaniu współpracy z polskim przemysłem zaowocowała, choć na razie nie tak jak planowano. Wskazanie polskich podwykonawców w programie A26, czy zlecenie budowy platformy okrętu rozpoznawczego Artemis Stocznie Remontowej Nauta w Gdyni, miało przybliżyć do wyboru projektu A26 jako przyszłej Orki. Zamiast tego wydzierżawimy, po czym odkupimy jednostki używane. Fot./Tomasz Grotnik

Gdyby ten sposób myślenia przebił się to, może oznaczać zakup okrętów bez rakiet manewrujących. Taki postulat pojawił się w materiale przygotowanym przez zespół Tomasza Szatkowskiego, twórcy Strategicznego Przeglądu Obronnego, dzisiaj ambasadora RP przy NATO.

W „Koncepcji obronnej RP” zakładał on m.in. zbudowanie skutecznego systemu antydostępowego do wybrzeża. Plan obejmował zakup czterech nowych okrętów podwodnych. Te działania MON są też sprzeczne z opracowaną przez BBN „Strategiczną koncepcję bezpieczeństwa morskiego RP”. Biuro stawia m.in. na konieczność pozyskania przez Polskę fregat, ale też zakładało, że okręty podwodne powinny być wyposażone w pociski manewrujące.

Pytanie czy takie działania, powodujące w rzeczywistości osłabianie polskich sił morskich, zaakceptują nasi sojusznicy. Bo chyba wszyscy są świadomi, że jako członek NATO powinniśmy realizować pewne zobowiązania dotyczące utrzymania bezpieczeństwa na morzu, i to nie tylko na Bałtyku.

Tags:

Mogą Ci się również spodobać

Rakietowe wyrzutnie Patriotów zrobi HSW

Amerykański koncern Raytheon zlecił Hucie Stalowa Wola opracowanie planów wyrzutni rakietowej do systemu Patriot, ...

Wsparcie serwisowe dla afgańskich Black Hawków

Departament Obrony Stanów Zjednoczonych podpisał umowę na usługę wsparcia eksploatacji śmigłowców wielozadaniowych Sikorsky UH-60 ...

Kłopoty najnowszego rosyjskiego myśliwca

Informacja o pierwszym locie pierwszego seryjnego samolotu myśliwskiego nowej generacji Su-57 miała być ozdobą ...