Pewne popularne powiedzenie mówi, że uczeń bez jedynki jest jak żołnierz bez karabinu. Choć nie każdy zgodzi się z tym, że każdy uczeń powinien mieć jedynkę, to z pewnością druga część nie budzi już kontrowersji. Posiadanie własnej broni jest ważne nie tylko w czasie wojny, ale także podczas szkolenia. Bez dostępu do odpowiednich karabinów, strzelcy nie mogą się efektywnie szkolić. Niestety problem ten trapi obecnie Wojsko Polskie.

Na wielu kompaniach na ponad 20 strzelców wyborowych i snajperów przypadają pojedyncze sztuki broni. Wielu strzelców wyborowych kończy dziś szkolenie specjalistyczne, oddając łącznie zaledwie kilkanaście strzałów z karabinu. Są i tacy, którzy nie strzelą nawet raz. Problemem jest nie tylko brak broni, ale jej typ. Karabiny Bor nie mają dziś w Wojsku Polskim dobrej opinii i nie nadają się dla strzelców wyborowych, a zakupów nowych MSBS Grot nie należy spodziewać się jeszcze przez kilka lat.

Radzieckie dziedzictwo

Aby dobrze zrozumieć, w jakiej sytuacji obecnie się znajdujemy, należy cofnąć się nieco w czasie. Wojsko Polskie odziedziczyło po słusznie minionych czasach duży zapas broni indywidualnej. W ręce strzelców wyborowych trafiły radzieckie samopowtarzalne karabiny wyborowe SWD (Karabin wyborowy Dragunowa) oraz ich polska, zmodernizowana wersja, czyli SWD-M. Broń została opracowana w Związku Radzieckim na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Trafiała ona do żołnierzy w drużynach piechoty. Realnie SWD pozwalał na rażenie przeciwników oddalonych o nie więcej niż 600-800 metrów.

Broń szybko zyskała uznanie (zastępując radziecki karabin wyborowy wz. 1891/30 Mosin) i stała się głównym karabinem wyborowym w krajach Układu Warszawskiego. Do Wojska Polskiego karabin trafił w połowie lat 60. XX wieku. Dostarczono wtedy 1300 sztuk, co w pełni zaspokajało nasze potrzeby. W latach 90. część karabinów została zmodernizowana do standardu SWD-M. Łącznie, na bazie dostępnych informacji, modernizacji poddano zaledwie 158 egzemplarzy.

Czytaj więcej

Polska armia „odchudza” bataliony. Mniej czołgów, więcej dronów

Kluczowe jest także zrozumienie, jaką rolę w Wojsku Polskim pełnił. Dla wielu osób, które usłyszą o karabinie wyborowym z lunetą, pierwszym skojarzeniem są snajperzy. Prawda jest jednak nieco bardziej zniuansowana. SWD nie trafiał w ręce snajpera, tylko strzelca wyborowego. Snajper działa niezależnie od głównych sił, zazwyczaj w ramach wyspecjalizowanych, bardzo małych zespołów (np. pary lub sekcji snajperskiej). Strzelec wyborowy jest z kolei integralną częścią większego zespołu (np. drużyny piechoty zmechanizowanej). To odpowiednik dobrze znanego w zachodnich armiach DMR (ang. Designated Marksman Rifle).

Ten żołnierz nie jest przeznaczony do wielogodzinnego kamuflowania się w lesie i oddania celnego strzału na dystansie 1200 metrów. Jego celem jest zwykle osłona jego kolegów z drużyny. Mówiąc bardzo obrazowo – nie musi trafiać w cel wielkości monety z kilometra. Wystarczy, że z 600 metrów zrani operatora karabinu maszynowego, ratując w ten sposób życie żołnierzom, którzy nie posiadają broni zdolnej do skutecznego ognia na taką odległość. Co istotne – musi działać szybko i nierzadko w ruchu. To wymusza kluczową cechę jego broni – samopowtarzalność. Strzelec nie może po każdym strzale ręcznie przeładowywać broni. Dzięki samopowtarzalności karabinu możliwe jest błyskawiczne (choć mniej celnie) oddanie kilku strzałów na odległość kilkuset metrów.

Zakupy broni wyborowej w XXI wieku

Wróćmy jednak do dostaw broni wyborowej dla Wojska Polskiego. W pierwszej dekadzie XXI wieku zmodernizowaliśmy ponad 150 SWD. Od fińskiego koncernu Sako zakupiliśmy trzy rodzaje karabinów snajperskich – TRG 21, TRG 22, TRG M10. Łącznie kilkaset sztuk. Wszystkie te zakupy można uznać za bardzo potrzebne i słuszne. Fińskie karabiny cieszą się w świecie strzelców bardzo dobrą renomą.

Strzelec z 12. Brygady Zmechanizowanej w trakcie szkolenia strzeleckiego. Widoczna na zdjęciu broń t

Strzelec z 12. Brygady Zmechanizowanej w trakcie szkolenia strzeleckiego. Widoczna na zdjęciu broń to SAKO TRG M10.

Foto: 12. Brygada Zmechanizowana

Problem w tym, że jest to broń snajpera, a nie strzelca wyborowego. Wszystkie trzy modele to broń powtarzalna, a to oznacza, że po każdym strzale wymaga przeładowania. Dzięki temu jest ona niezwykle precyzyjna. Spada jednak jej użyteczność podczas strzelania w ruchu. Dla snajperów ma to drugorzędne znaczenie, dla strzelca wyborowego może decydować o życiu jego kolegów z drużyny.

Realizowaliśmy także zakupy w kraju. Przed wybuchem wojny na Ukrainie zakupiliśmy w Zakładach Mechanicznych Tarnów dwa typy karabinów – Bor oraz Tor. Tor to prawdziwy potwór. Kaliber 12,7 mm pozwala razić cele żywe na odległości do 1200 metrów i sprzęt do 2000 metrów. Energia pocisku jest tak duża, że ceglany murek nie stanowi żadnej osłony przed ogniem z tej broni. Problemem jest jednak duża masa (ponad 17 kg!), wymiary (długość broni to 1,35 metra) oraz niewielka szybkostrzelność praktyczna (7-10 strz./min). To typowa broń snajperska.

Strzelec wyborowy z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich podczas Żelaznego Obrońcy-25. Widoczna broń

Strzelec wyborowy z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich podczas Żelaznego Obrońcy-25. Widoczna broń to karabin Tor.

Foto: plut. Anna Wolska

Drugim karabinem jest Bor. Jest to broń znacznie krótsza (ok. 1 metra) oraz lżejsza (waży ok. 6 kg). Dzięki zastosowaniu pocisków .308 win (lub 7,62 × 51 mm NATO) może razić cele oddalone o ponad 1000 metrów. Co ważne, nie była także kupowana w aptecznych ilościach, ponieważ do armii trafiły w latach 2008-2024 łącznie 903 sztuki. Na tym jednak kończą się dobre wiadomości.

Strzelcy wyborowi potrzebują więcej broni

Karabin wyborowy Bor to broń powtarzalna, czyli wymagająca przeładowania po każdym strzale. W teorii jest więc to broń dedykowana dla snajperów. Tych jednak w Wojsku Polskim nie ma aż tylu. Broń, choć technicznie nie nadaje się dla strzelców wyborowych, to w praktyce stanowi ich podstawowe uzbrojenie. Brak samopowtarzalności to nie jedyna wada.

Karabin wyborowy ma szereg wad. Żołnierze narzekają, że broń lubi „sama strzelić przy ryglowaniu” (co ma być związane z zespołem napinacza iglicy), dwójnóg jest niezwykle podatny na zapiaszczenie, przez co lubi się zacinać, a śruba do regulacji podpolicznika łatwo się zacina, co może utrudniać jej użytkowanie. To tylko wybrane mankamenty. Broń jest dosyć krótka, co zawdzięcza układowi bullpup (czyli nie posiada klasycznej kolby). Takie rozwiązanie pozwoliło skrócić długość karabinu, ale wyraźnie pogorszyło ergonomię. Najogólniej rzecz ujmując, nie jest ona zbyt lubiana przez żołnierzy.

Karabin wyborowy Bor w rękach strzelca z 17. Brygady Zmechanizowanej w trakcie ćwiczeń na Bałtyku.

Karabin wyborowy Bor w rękach strzelca z 17. Brygady Zmechanizowanej w trakcie ćwiczeń na Bałtyku.

Foto: 17. Wielkopolska Brygada Zmechanizowana

Nawet gdyby założyć, że broń pozbawiona jest wad i dopasowana do potrzeb strzelców wyborowych, to jej liczba jest daleka od wystarczającej. W ostatnich latach utworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) tylko pogłębiło te braki. Łatwo dojść do tego wniosku, znając potrzeby samych Terytorialsów.

W ramach każdej kompanii funkcjonują trzy plutony lekkiej piechoty. Każdy pluton składa się z 3 sekcji (po 12 żołnierzy), a każda sekcja z dwóch drużyn. W każdej drużynie jest jeden strzelec wyborowy. Daje to łącznie 18 strzelców w trzech kompaniach. Doliczyć do tego można potrzebną broń dla sześcioosobowej sekcji snajperów. Licząc samych strzelców wyborowych, otrzymujemy 54 etaty w batalionie (liczącym trzy kompanie). Batalionów w brygadach jest zwykle od 3 do 5. Przy 4 batalionach daje to 216 strzelców wyborowych w brygadzie. Brygad jest 20, a w kalkulacji przecież nie uwzględniono sekcji snajperów.

Produkowany przez Zakłady Mechaniczne Tarnów karabin Bor został już zamówiony w liczbie ponad 900 sz

Produkowany przez Zakłady Mechaniczne Tarnów karabin Bor został już zamówiony w liczbie ponad 900 sztuk.

Foto: Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej

Wnioski są klarowne – potrzebne są tysiące nowych samopowtarzalnych karabinów wyborowych. Nawet gdybyśmy mieli pozostać przy niecieszących się dobrą sławą karabinach Bor, to pozwalają one na zaspokojenie ok. 20 proc. potrzeb samych tylko Wojsk Obrony Terytorialnej, a przecież mamy jeszcze Wojska Lądowe z czterema rozwiniętymi dywizjami (i dwoma w budowie) oraz dwie samodzielne brygady aeromobilne (6. Brygada Powietrznodesantowa oraz 25. Brygada Kawalerii Powietrznej).

Kilkunastu żołnierzy na jeden karabin i skromne zamówienia

Dowodem na braki w uzbrojeniu są relacje żołnierzy. Dotarliśmy do kilku strzelców wyborowych służących w różnych brygadach WOT na terenie kraju. Żołnierz 18.SBOT (Warszawa) stwierdził, że na batalionie mają zaledwie 3 karabiny Bor, co daje średnio 1 karabin na 18 strzelców wyborowych. Z kolei rozmówca z 5.MBOT (mazowieckie) stwierdził, że mają ich aż 8, ale trzy od miesięcy są w naprawie.

Jeden z żołnierzy służących w 11.MBOT (małopolskie) poinformował, że wie o trzech karabinach Bor i jednym SAKO na jego batalionie oraz jednym SAKO na innym batalionie z tej brygady. Relacje o kilku sztukach broni w batalionie potwierdził także inny rozmówca z 8.K-PBOT (kujawsko-pomorskie). Co ciekawe, jeden z żołnierzy z 3.PBOT (podkarpackie) uważa, że na batalionie mają 20 karabinów wyborowych. Choć to znacznie więcej niż w innych brygadach, to nadal mówimy o mniej niż połowie potrzeb samych strzelców wyborowych (bez uwzględnienia snajperów).

Żołnierze 6 Brygady Powietrzo-desantowej w trakcie ćwiczeń BALTOPS-24. Widoczny na zdjęciu karabin t

Żołnierze 6 Brygady Powietrzo-desantowej w trakcie ćwiczeń BALTOPS-24. Widoczny na zdjęciu karabin to KW BOR wraz z lunetą Schmidt & Bender 3-12x50 PM II.

Foto: 6. Brygada Powietrznodesantowa im. gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego

Żołnierze wspominają także o małej liczbie strzelań. Trudno oczekiwać od strzelca wyborowego dużej sprawności w posługiwaniu się bronią, gdy w ciągu roku wystrzeli on zaledwie od kilku do kilkunastu „pestek”. Warto w tym kontekście wspomnieć, że samo przystrzelanie broni wymaga minimum 3-5 nabojów. Tak niestety wygląda szkoleniowa rzeczywistość na wielu kompaniach w tym kraju. Zdarzają się (choć na szczęście nie jest to powszechne) nawet osoby na stanowisku strzelca wyborowego, które mimo ukończenia szkolenia specjalistycznego, nie oddały nawet jednego strzału z dedykowanej broni.

Co najbardziej zaskakujące, rozwiązanie tej sytuacji jest dziś znane. W Polsce mamy firmę, która może produkować samopowtarzalne karabiny wyborowe. Mało tego – firma ta już dostarczyła je do Wojska Polskiego. Chodzi oczywiście o Fabrykę Broni Łucznik w Radomiu oraz jej wyborowy MSBS GROT 762N. Broń została stworzona jako następca SWD. W 2023 r. zamówiono pierwszą partię 250 karabinów wyborowych. Wszystkie trafiły już w ręce strzelców.

Czytaj więcej

11 miesięcy zamiast czterech. Dania wydłużyła szkolenie wojskowe i powołała kobiety

Wiemy, że karabiny przydzielono do brygad WOT oraz wojsk operacyjnych (m.in. do 6. Brygady Powietrznodesantowej czy 17. Brygady Zmechanizowanej). Zamówiona liczba pozwala jednak traktować ten zakup raczej w formie pilotażu niżeli realnej, pełnoskalowej modernizacji. Gdyby broń dostarczono wyłącznie do WOT, to wystarczyłoby jej na przezbrojenie jednej brygady. Dla przypomnienia – w kraju mamy ich 20, a to przecież wierzchołek góry lodowej, bo na następców SWD nadal czekają żołnierze w wojskach operacyjnych.

Karabin wyborowy MSBS GROT 762N w rękach żołnierza z 18. Bielskiego Batalionu Powietrznodesantowego.

Karabin wyborowy MSBS GROT 762N w rękach żołnierza z 18. Bielskiego Batalionu Powietrznodesantowego.

Foto: 18. Bielski Batalion Powietrznodesantowy

Co najbardziej niepokojące, nieoficjalnie mówi się o tym, że zakupy kolejnych wyborowych karabinów MSBS GROT 762N są już zaplanowane, ale dopiero za kilka lat. Oznacza to, że przez jeszcze przynajmniej kilka lat Ministerstwo Obrony Narodowej skazuje wielu żołnierzy na brak dostępu do odpowiedniej broni, a co za tym idzie, brak możliwości odpowiedniego szkolenia. W tej sytuacji warto zapytać – czy na pewno potrzebujemy tak wielu strzelców wyborowych, skoro nie jesteśmy w stanie zapewnić im odpowiedniego uzbrojenia? Jeśli zaś struktury zostały dobrze przemyślane, to warto zadać inne pytanie – dlaczego od tylu lat nie jesteśmy w stanie zakupić odpowiedniej liczby karabinów wyborowych?