– Obecność rosyjskiego okrętu w regionie może wywołać irytację Stanów Zjednoczonych – stwierdziło wydanie „The Drive”.

Rejs grupy czterech rosyjskich okrętów wojennych „Dunham” zaczął kontrolować w Zatoce Meksykańskiej tuż po przepłynięciu przez nie Kanału Panamskiego . Towarzyszył im aż w pobliże Hawany. Rzecz jasna, nie przekroczył morskiej granicy Kuby.

Czytaj także: Rosja modernizuje obronę przeciwrakietową Moskwy

24 czerwca służba prasowa rosyjskiej Floty Północnej poinformowała, że grupa jej okrętów wchodzi do portu w kubańskiej stolicy.

Długi rejs rosyjskich okrętów

Grupa okrętów wypłynęła z bazy Floty Północnej Siewieromorsk pod koniec lutego. Okrążając Ziemię przepłynęła Kanał Sueski, zawinęła do portu w Dżibuti (u wylotu Cieśniny Bab el-Mandeb). Następnie okręty skierowały się na Sri Lankę i do Chin. „Admirał Gorszkow” brał udział w morskiej paradzie z okazji 70-lecia marynarki wojennej Chińskiej Republiki Ludowej.

Fregata „Admirał Gorszkow” jest najnowszym okrętem rosyjskiej marynarki wojennej, przyjęta przez nią w zeszłym roku. Bliźniaczy „Admirał Kasatonow” dopiero przechodzi testy, dwa kolejne („Admirał Gołowko” i „Admirał Isakow”) są w budowie.

Czytaj także: Rosja: kolejny pułk pancerny na zachodniej granicy

Wszystkie mają wyporność do 4,5 tys. ton i posiadają po 16 pionowych wyrzutni w które można załadować pociski „Kalibr” lub „Oniks”.

„Kalibry” to pociski manewrujące. W zależności od wersji odznaczają się zasięgiem od 40 do 300 km. Służą do zwalczania zarówno celów naziemnych jak i morskich. „Oniks” to ponaddźwiękowa rakieta do zwalczania okrętów.

„Gorszkow” ma też na pokładzie system obrony powietrznej „Poliment-Redut” w skład którego wchodzi wyrzutnia rakietowa zbudowana na bazie naziemnego systemu S-350.

Z Chin grupa rosyjskich okrętów popłynęła do Ekwadoru a stamtąd na Kubę.

Nowe zdolności rosyjskiej floty

– Wysłanie (do regionu karaibskiego) pierwszej i jak do tej pory jedynej fregaty projektu 22350 jasno i niedwuznacznie ma demonstrować najnowsze możliwości rosyjskiej floty – uważa „The Drive”.

Wydanie przy tym zauważa, że jeśli grupa rosyjskich okrętów popłynie do któregoś z portów Wenezueli, to wywoła już nie irytację ale gniew USA.

Czytaj także: Amerykanie podejrzewają, że Rosja prowadzi tajne testy nuklearne

„Admirał Gorszkow” porusza się bowiem w grupie. W jej skład wchodzi również średni tankowiec „Kama”, okręt logistyczny”Elbrus”, ale też … ciężki holownik „Nikołaj Cziker”. Ten ostatni zaś znany jest z przeciągania przez Kanał La Manche jedynego, rosyjskiego lotniskowca „Admirał Kuzniecow”.

„Skład eskadry podkreśla prawdziwe problemy na jakie natyka się rosyjska marynarka wojenna” – zauważył zgryźliwie „The Drive”. Od razu jednak dodał, że jak do tej pory holownik „Nikołaj Cziker” nie był potrzebny najnowszej, rosyjskiej fregacie.