Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakiego wsparcia na Bliskim Wchodzie oczekują USA od Polski.
- Co wpływa na zwiększone zapotrzebowanie na zaawansowane systemy obrony powietrznej w regionie konfliktu.
- Jakie mogą być konsekwencje dla harmonogramu dostaw kluczowego uzbrojenia dla Polski.
- Dostawy których systemy uzbrojenia, poza Patriotami, mogą zostać opóźnione.
- Jakie są uwarunkowania kontraktowe dotyczące ewentualnych opóźnień w dostawach amerykańskiego uzbrojenia.
- Jak Polska planuje wzmocnić własne zdolności obronne w obliczu globalnych wyzwań produkcyjnych.
Wojsko Polskie ma dwie baterie systemu Patriot, w skład których wchodzi m.in. 16 wyrzutni. Pełną gotowość operacyjną osiągnęły pod koniec 2025 r. To sprzęt, który pozwala na zestrzelenie pocisków czy samolotów przeciwnika z odległości nawet 100 km. Z tych wyrzutni mogą być wystrzeliwane m.in. pociski PAC-3 MSE, których przy okazji zawartego w 2019 r. kontraktu, zamówiliśmy ok. 200. Większość z nich jest już w Polsce.
Od 2027 r. powinny się rozpocząć dostawy kolejnych sześciu baterii, które zakontraktowaliśmy jesienią 2023 r. Wówczas zamówiliśmy także ok. 600 pocisków PAC-3. Te dostawy się jeszcze nie rozpoczęły.
Konflikt na Bliskim Wschodzie. USA do Polski: Pomożecie?
Problem w tym, że po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran, system do obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej Patriot, a szczególnie jego „efektory”, czyli pociski, którymi się strzela, zaczął być wykorzystywany na masową skalę. Jak szacuje brytyjski think tank RUSI, przez pierwszych 16 dni tej wojny Amerykanie i inne państwa Zatoki Perskiej zużyły ok. 1,5 tys. rakiet PAC-3. To skutek m.in. tego, że część wojsk z krajów Zatoki Perskiej używała tego sprzętu m.in. do strzelania do irańskich dronów Shahid, które można eliminować przy pomocy znacznie tańszych i prostszych środków. M.in. dlatego kraje Zatoki poprosiły o pomoc wojsko ukraińskie, które ma w tej dziedzinie duże doświadczenie. Nie zmienia to faktu, że obrona USA i ich sojuszników w tamtym regionie jest dziurawa, a Irańczycy zadali im dotkliwe straty m.in. w weekend niszcząc samolot rozpoznawczy E-3 Sentry Awacs, a wcześniej – latające cysterny.
Czytaj więcej
W poniedziałek w Łodzi zostanie podpisana umowa wykonawcza na zakup technologii do obsługi śmigłowców AH-64E Apache. To duża szansa dla WZL-1, ale...
Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, z powodu irańskich ataków odwetowych, Amerykanie w nieoficjalnych rozmowach z przedstawicielami Polski zasugerowali, byśmy rozważyli przerzucenie na Bliski Wschód jednej z naszych baterii systemu Patriot. Pojawiło się także sondowanie dotyczące ewentualnego przekazania pocisków PAC-3 MSE, które już zostały dostarczone Polsce i są własnością Wojska Polskiego.
Trudno przewidzieć, jaka ostatecznie będzie reakcja polskiego rządu. Premier Donald Tusk ponad dwa tygodnie temu mówił, że nie wyślemy naszych wojsk do Iranu. Nie jest jednak jasne, jak będzie ze sprzętem.
O naciski ze strony USA spytaliśmy rzecznika ministra obrony narodowej. – W żaden sposób Amerykanie nie naciskają w tych sprawach – odpowiada Janusz Sejmej.
Poczekacie
To niejedyny problem, przed jakim stanęło Wojsko Polskie w związku z wojną na Bliskim Wschodzie. Jak podaje amerykański koncern Lockheed Martin, w 2025 r. wyprodukował on ok. 600 pocisków PAC-3 MSE. To oznacza, że bez zwiększenia zdolności produkcyjnych, uzupełnienie tego, co zostało zużyte przez pierwszych 16 dni konfliktu, zajmie Amerykanom ponad dwa lata. A przecież ten konflikt jeszcze trwa. Osiągnięcie rocznej produkcji na poziomie 2 tys. ma zająć im siedem lat.
Czy przedstawiciele USA i firm amerykańskich informowali oficjalnie Agencję Uzbrojenia o możliwych przesunięciach w harmonogramach dostaw uzbrojenia w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie? – Nie – odpowiada płk Grzegorz Polak, rzecznik Agencji.
Nie zmienia to tego, że to najbardziej prawdopodobny scenariusz i polscy oficerowie mają tego świadomość. Co jeszcze, oprócz pocisków PAC-3, może zostać opóźnione? USA i wojska sojusznicze zużyły w ciągu ostatnich tygodni ponad 400 różnych wersji pocisków powietrze-powietrze AIM-120, które także zamówiliśmy. W tym przypadku ryzyko opóźnień w dostawach jest bardzo duże.
Może ono dotyczyć także pocisków AGM-158 JASSM-ER, które wystrzeliwane z samolotów mogą razić cele naziemne przeciwnika z odległości nawet tysiąca kilometrów. Obawy dotyczą też znacznie tańszych pocisków APKWS, które są używane do zwalczania bezzałogowców z krótkiego zasięgu. Zamówiliśmy je z myślą m.in. o systemie antydronowym SAN i śmigłowcach AH-64 E Apache.
Czytaj więcej
Nie sądziliśmy, że zobaczymy tak oczywiste działania obcych służb specjalnych w Polsce, a tu mamy historie jak z podręcznika kontrwywiadu, jeśli ch...
Problem w tym, że w przypadku zakupów uzbrojenia w USA w ramach międzyrządowej procedury Foreign Military Sales, nasze pole manewru jest bardzo ograniczone. Nawet jeśli dojdzie do wieloletnich opóźnień, to kontrakty nie przewidują kar umownych. Oczywiście, w ramach rozmów politycznych, możliwe są pewne rozwiązania „pomostowe”, albo wzmocnienie naszych zdolności przez sprzęt czy wojsko z USA, ale w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie takie rozwiązania w najbliższej przyszłości wydają się mało prawdopodobne.
Umiesz liczyć, licz na siebie
Warto podkreślić, że gdy polskie spółki zbrojeniowe podpisują kontrakty z Ministerstwem Obrony Narodowej, to opóźnienia w dostawach powodują naliczenie kar umownych. W ubiegłym roku było to co najmniej kilkadziesiąt, a być może nawet kilkaset milionów złotych.
Z powodu możliwych opóźnień tym bardziej istotne wydaje się stawianie na własne zdolności produkcyjne. W tym obszarze w poniedziałek doszło do podpisania umowy na budowę Centrum Serwisowo-Produkcyjnego pocisków CAMM-ER, które ma powstać w Wojskowych Zakładach Elektronicznych, które są częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Wartość tej inwestycji to ponad 100 mln zł. W sumie rząd dokapitalizuje spółki konsorcjum PGZ Narew (w tym właśnie WZE), które skupia się na obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, kwotą prawie 4 mld zł. Problem w tym, że na efekty tych działań poczekamy do początku kolejnej dekady.