Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego dostawy czołgów Abrams i samolotów F-35 nie są zagrożone?
- Jakie trudności mogą wystąpić przy dostawach pocisków do systemu Patriot?
- Dlaczego zakup systemów obrony przeciwko bezzałogowcom jest kluczowy?
Wojsko Polskie obecnie realizuje kilka dużych kontraktów zbrojeniowych, w których sprzęt ma zostać wyprodukowany przez amerykańskie koncerny zbrojeniowe. Zgodnie z umową z 2022 r., do końca 2026 r. powinny dotrzeć do nas ostatnie z 250 nowych czołgów Abrams M1A2 SEPv3. Wydaje się, że te dostawy w żaden sposób nie będą zagrożone z powodu nowej wojny w Zatoce Perskiej, ponieważ ten typ sprzętu nie jest w tym konflikcie używany.
Mocno eksploatowane są natomiast na tej wojnie samoloty F-35, których w 2020 r. zamówiliśmy 32 sztuki. Jak już pisaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej”, pierwszych 13 sztuk ma dotrzeć do nas jeszcze w tym roku i także w tym przypadku trudno zakładać jakiekolwiek komplikacje dotyczące dostaw. Dostawy mają się zakończyć w 2030 r. i obecnie też nic nie wskazuje na to, by coś się miało zmienić.
Duży popyt na pociski do Patriotów
Bardziej skomplikowana jest sytuacja systemu przeciwlotniczego i przeciwrakietowego Patriot. Obecnie w Polsce mamy dwie baterie, które już są w pełni operacyjne i chronią nasze niebo. W 2023 r. Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało umowę na kolejnych sześć, których dostaw spodziewamy się w latach 2027-2029. Tymczasem w odpowiedzi na atak Stanów Zjednoczonych i Izraela, Iran rozpoczął ostrzeliwanie państw w Zatoce Perskiej, m.in. Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które korzystają właśnie z systemu Patriot.
Kluczowe są nawet nie baterie, ale pociski do nich. – W ostatnim czasie żadnych oficjalnych informacji odnośnie do zmian w dostawach nie otrzymaliśmy. Nie spodziewam się problemów z dostawami baterii. Ale dopuszczam możliwość, że dostawy pocisków będą opóźnione – mówi „Rzeczpospolitej” jeden z oficerów zajmujących się tym zagadnieniem.
Czytaj więcej
Umiesz liczyć, licz na siebie. Dopiero potem na sojuszników. Wojna w Iranie potwierdza, że powinniśmy mieć duże zapasy paliw oraz… silny przemysł z...
Polskie baterie systemu Patriot, które posiadają 16 wyrzutni, korzystają z pocisków PAC-3 MSE. Przy okazji dostaw dwóch pierwszych baterii zakupiliśmy ich ok. 200 i ta dostawa jest wciąż realizowana. Z kolei przy nabyciu kolejnych sześciu baterii zamówiliśmy najpewniej ok. 600 pocisków tego typu. W tym przypadku dostawy się jeszcze nie rozpoczęły.
Z tym że – jak oficjalnie informuje ich producent koncern Lockheed Martin – w 2025 r. produkcja wyniosła nieco ponad 600 pocisków, a jej zwiększenie do 2 tys. pocisków rocznie ma zająć… siedem lat. Biorąc pod uwagę, że już wcześniej USA zadeklarowały zwiększenie własnych zamówień, a w związku z intensywną pracą systemów obrony nieba w Zatoce, zużycie pocisków gwałtownie wzrosło, nie można wykluczyć, że dostawy tych pocisków do Polski odsuną się w czasie. Problem w tym, że nasz wpływ na to jest bardzo ograniczony. To decyzje Amerykanów, na których my możemy naciskać politycznie, ale trudno spodziewać się dużej skuteczności takiego działania.
Własna produkcja to większa niezależność
Jeśli chodzi o pociski do wyrzutni systemu Patriot, to Polska chce też nabyć PAC-2 GEM-T. Chodzi o ok. 800 sztuk. Mamy już zgodę Kongresu USA i można zakładać, że w najbliższych tygodniach podpiszemy pierwszą umowę na zakup części tych rakiet. Jednak już kilkanaście miesięcy temu duże zamówienie, które ma zrealizować amerykański koncern RTX, złożyła także NATO Support and Procurement Organisation (NSPA). To agencja realizująca wspólne zakupy sojuszników, w tym przypadku m.in. Niemiec i Rumunii. Tymczasem jak podaje serwis DefenseNews, od 2027 r. zdolności produkcyjne tych rakiet będą na poziomie ok. 400 rocznie, tak więc można szacować, że dostawy naszych pocisków rozpoczną się dopiero za ok. cztery lata. I to bez wzmożonego popytu, który będzie efektem toczącej się wojny. A to także może wpłynąć na dostępność tych pocisków.
Kolejnym „efektorem”, czyli narzędziem do niszczenia środków napadu powietrznego przeciwnika w naszym zintegrowanym wielowarstwowym systemie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, mają być pociski Camm. One będą wystrzeliwane z wyrzutni systemu Narew, który będzie widział to samo, co radary systemu Patriot. W tym przypadku opóźnień raczej nie będzie, a co istotne, docelowo te pociski będą produkowane w Polsce.
Czytaj więcej
Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało w piątek umowę z PGZ i norweskim Kongsbergiem na dostawę 18 baterii systemu przeciwlotniczego San, które ma...
Atak USA na Iran pokazał także, jak kluczowe są zdolności do obrony przeciwko latającym bezzałogowcom, m.in. Shahedom. Tutaj nie ma obaw o czas dostaw ze względu na wojnę, ponieważ w dużej mierze system San, który niedawno MON zamówiło za ok. 15 mld zł, ma być produkowany w Polsce przez spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej i APS oraz przez norweskiego Kongsberga. W tym przypadku większym ryzykiem są zdolności polskiej zbrojeniówki.
Zagadką wciąż pozostaje, dlaczego na zakup takiego systemu zdecydowaliśmy się dopiero kilka tygodni temu, skoro doświadczenia z Ukrainy już co najmniej od dwóch lat wskazują, że właśnie naloty bezzałogowców połączone z atakami rakietowymi mogą bardzo zagrozić infrastrukturze krytycznej.