Zdobyli, gdyż ciężko inaczej opisać zaistniałą sytuację. Historia bezzałogowców THeMIS na Ukrainie, robotów produkcji estońskiej firmy Milrem Robotics, rozpoczęła się na początku 2022 r. To właśnie wtedy Kijów otrzymał pierwszego bezzałogowca w konfiguracji ewakuacji rannych z pola walki (CASEVAC).
Sprzęt zdał egzamin i przyciągnął sobą uwagę. Po obu stronach konfliktu. W efekcie Kijów poprosiła o więcej. W listopadzie 2022 r. ogłoszono, że Milrem Robotics w porozumieniu z Ministerstwem Obrony Niemiec, które sponsorowało cały proces, przekaże Ukrainie kolejne 14 pojazdów. 7 z nich miało być identycznych jak pierwszy, czyli w konfiguracji CASEVAC, a pozostałe w wersji specjalistycznej, wyposażonej do wypełniania misji saperskich. Dało nam to ostatecznie liczbę łącznie 15 bezzałogowców THeMIS w służbie Ukrainy.
Telegram
Bezzałogowce nie umknęły uwadze Rosjanom, którzy nie tylko szybko zauważyli ich pojawienie się na froncie, ale także błyskawicznie zdali sobie sprawę, jak cenny jest to sprzęt. Cenny zwłaszcza dla ich przemysłu obronnego. Zdobycie THeMISa dałoby Rosjanom wgląd w jego budowę oraz możliwość poznania technologii, jakich w nim użyto. To pozwoliłoby na ich skopiowanie i znacznie uprościłoby i przyspieszyło wprowadzenie podobnych systemów do służby na rzecz ich własnych żołnierzy.
Polowanie się rozpoczęło. W 2022 r. rosyjskie Centrum Analiz Strategii i Technologii (CAST) ogłosiło, że wyznacza nagrodę 1 mln rubli dla każdego „kto dostarczy resortowi obrony w Moskwie platformę THeMIS w mniej lub bardziej nienaruszonym stanie”. Równolegle poinformowano, że wypłata pieniędzy będzie uzależniona od oceny CAST, na ile zdobyczny pojazd można uznać za „nienaruszony”. Polowanie na THeMISa jednak Rosjanom najwidoczniej nie szło, gdyż po roku zmieniono warunki i podniesiono wyznaczoną nagrodę do poziomu 2 mln rubli, czyli około 87 tys. zł. Taka też pozostało do dzisiaj i wygląda na to, że ktoś ją w końcu odbierze.