Porozumienie w tej sprawie podpisano właśnie podczas paryskich targów zbrojeniowych Eurosatory.

Szczegóły transakcji nie zostały ujawnione, tajemnicą jest też wartość kontraktu. – Jesteśmy poważnie zaangażowani w pomoc Ukrainie i taki przekaz dziś powinien mediom wystarczyć – usłyszeliśmy w PGZ.

Co wiadomo? Stronami umowy są skarżyska spółka amunicyjno-rakietowa Mesko integrująca w polskiej zbrojeniówce spółki segmentu produkującego środki walki i ukraińska centrala obrotu uzbrojeniem Ukrspecexport. 14 czerwca, podczas paryskiej wystawy przemysłu obronnego podpisano porozumienie dotyczącego dostaw amunicji na Ukrainę.

Transakcja ma charakter komercyjny, choć w początkowym okresie wojny w Ukrainie Warszawa kierowała do ukraińskich odbiorców dziesiątki tys. sztuk amunicji z zasobów i rezerw Sił Zbrojnych RP w ramach wojennego wsparcia.

Dzielenie się zapasami

Według naszych ustaleń w rządowych transportach wysłanych już wiosną, niedługo po inwazji, nad Dniepr docierała amunicja, której walczącym sąsiadom najbardziej brakowało. Nie jest tajemnicą, że brak własnych, solidnych źródeł amunicji dużych kalibrów do dział i haubic kal. 152 i 122 mm, a także czołgowej 125 mm, jest piętą achillesową Ukrainy. Polska tego rodzaju broń produkuje i miała jej znaczne zapasy.

Analitycy rynku uzbrojenia twierdzą, że do Kijowa sukcesywnie trafia z Polski przede wszystkim amunicja kal. 23 mm do dział przeciwlotniczych ZU-23. To wciąż broń wyjątkowo rozpowszechniona w Ukrainie, w armiach krajów NATO wywodzących się Układu warszawskiego, a także obficie reprezentowana w armiach krajów eksploatujących porosyjski sprzęt na całym świecie. Nie było też przeszkód, by sięgać do zapasów i przekazywać przeciwpancerną amunicję kal. 73 (do dział bojowych wozów piechot BWP1) czy ciężkich granatników SPG-9 (zwanych też w kręgu użytkowników zamawiających sprzęt w Moskwie działami bezodrzutowymi) wystrzeliwujących pociski z dodatkowym napędem rakietowym.

Amunicyjne wsparcie coraz bardziej potrzebne

W kolejnych miesiącach agresji Centrum Operacyjne Ministra ON zapewniało, że decyzje o przekazaniu środków walki i innego mienia wojskowego były podejmowane „w wyniku przeprowadzonej analizy, mając na uwadze konieczność zabezpieczenia bieżącej działalności polskich Sił Zbrojnych oraz utrzymania wymaganego poziomu zapasów naszego wojska". Oznacza to, że przekazanie sprzętu wschodniemu sąsiadowi nie spowoduje obniżenia gotowości bojowej Sił Zbrojnych RP - podkreślały służby prasowe MON.

Ostatnie wtorkowe porozumienie dotyczące dostaw polskiej amunicji związane jest coraz trudniejszą sytuacją na głównych frontach antyrosyjskiej obrony.

W czasie trwającego już ponad 100 dni konfliktu z Moskwą zapasy amunicji wojsk ukraińskich systematyczne kurczą się pomimo dostarczanej pomocy. Z tego też względu rząd w Kijowie musi szukać komercyjnych sposobów na zapewnienie ciągłości dostaw, także do broni wschodnich kalibrów.

Podpisana umowa dotyczy dostaw szerokiej gamy amunicji różnych kalibrów. Mesko ma w swojej ofercie amunicję strzelecką małokalibrową przeznaczoną do różnych typów broni, amunicję średniokalibrową (od 12,7x99 mm NATO do 35x228 mm), amunicję moździerzową (98 mm), amunicję czołgową (w tym przeznaczoną do pojazdów uzbrojonych w armaty kalibru 125 mm). Dodatkowo w ofercie znajdują się także komponenty do pocisków artyleryjskich różnych kalibrów oraz przenośne zestawy przeciwlotnicze i pociski rakietowe kalibru 122 mm.

Konieczne inwestycje

Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju zwraca uwagę, że sprzedaż amunicji walczącym o swój kraj sąsiadom to coraz większe wyzwanie dla polskich fabryk, które nie są w stanie z miesiąca na miesiąc radykalnie zwiększyć swoich mocy produkcyjnych i pogodzić realizację zwiększanych obecnie zamówień Sił Zbrojnych RP z pilnymi dostawami dla Przyjaciół ze Wschodu i ustawiających się w kolejce innych importerów.

- Wojna w Ukrainie obnażyła bezlitośnie wszystkie słabości i niedostatki przemysłu amunicyjnego. Teraz widać jak na dłoni wąskie gardła procesu technologicznego nie tylko w fazie finalnej produkcji, ale też na kolejnych etapach łańcucha dostaw komponentów: zapalników, łusek, prochów – mówi prezes Kułakowski.

- Trzeba dziś ogromnego wysiłku i mobilizacji by nadrobić wszystkie zaległości – dodaje.