Jeszcze w tym roku, po zakończeniu pracy badawczo rozwojowej, HSW będzie gotowa do rozmów z MON w sprawie kontraktu na artyleryjski wóz rozpoznawczy (AWR). Pojazd zakończył już najważniejsze testy.
Armia oczekuje, że w Siłach Zbrojnych RP skompletowane w stu procentach kompanijne moduły ogniowe podkarpackiego działa będą gotowe do akcji w 2024 r.
Kontrakt wart 186 milionów
Ważny krok w tym kierunku zrobiono w minioną sobotę 22 maja. W obecności szefa MON Mariusza Błaszczaka i Sebastiana Chwałka, nowego prezesa Polskiej Grupy Zbrojeniowej, wojsko zamówiło 21 wyspecjalizowanych pojazdów amunicyjnych (na podwoziu Jelcza) oraz 7 artyleryjskich wozów remontowo – serwisowych.
Czytaj także: Huta Stalowa Wola zawarła umowę na serwis modułów ogniowych Regina
Istotnym elementem umowy jest oczywiście pakiet szkoleniowy dla wojskowego personelu technicznego odpowiedzialnego w przyszłości za naprawy i serwis moździerzowego systemu. Wartość kontraktu podpisanego w miniony weekend sięga 186 mln zł. Minister obrony, po uroczystości podpisania umów, zapowiedział kolejne zamówienia w HSW. Nie tylko związane z Rakami.
Pięć radiostacji na rosomaku
Warto przypomnieć, że w końcu kwietnia, HSW wysłało do toruńskiego centrum szkolenia artylerzystów poprawione i uwzględniające dotychczasowe uwagi i życzenia wojska, artyleryjskie wozy dowodzenia (AWD). Ze względu na podwozie (kto rosomak) i rozbudowane wyposażenie teleinformatyczne, AWD odpowiedniego szczebla dowódczego mają na „pokładzie” 3- a nawet 5 radiostacji. Do tego interkomy łączności wewnętrznej Fonet i komputery balistyczne Topaz projektu ożarowskiej Grupy WB. W efekcie AWD to jeden z najdroższych elementów „rakowego” modułu artyleryjskiego.
AWA, AWRU, RAK. Fot./HSW
Zakupione dla kmo wozy amunicyjne (AWA) wykorzystują ciężkie podwozia terenowe 8×8 Jelcza. Załogę pojazdu wspiera cyfrowy system łączności oraz komputer pokładowy ułatwiający zarządzanie ładunkiem. Hakowy system rozładunku pozwala na błyskawiczne dostarczanie w wyznaczone miejsce kontenerów z precyzyjnie zgrupowaną amunicją.
Czytaj także: Zakończenie badań amunicji do moździerzy Rak
Artyleryjskie Wozy Remontu Uzbrojenia (AWRU) wykorzystują lżejsze (6×6) terenowe podwozia należącego do HSW dolnośląskiego Jelcza. Warsztat techników, urządzony w przewoźnym kontenerze, bardziej przypomina dziś polowy zakład diagnostyczny. To komputer podłączony do systemu uszkodzonego pojazdu lokalizuje usterki. Załoga AWRU ma oczywiście ze sobą podstawowe elektronarzędzia, a do tego zestaw potrzebnych części zamiennych. Dziś jednak o skutecznym działaniu artyleryjskiej broni decydują przede wszystkim sprawne podzespoły elektroniczne. Dlatego mechanicy AWRU, w warunkach bojowych zabierają w teren ich niezbędny zapas.
Radar, elektroniczne oczy i komputer zwiadowcy
Ostatnim wyspecjalizowanym pojazdem, który zapewne jeszcze w tym roku zacznie trafiać do kompanijnych modułów ogniowych raków, będzie artyleryjski wóz rozpoznawczy. AWR, powstały na podwoziu Rosomaka, został już sprawdzony przez wojsko. Zaliczył techniczne testy, a teraz czeka na uzgodnienie z MON ostatnich niezałatwionych jeszcze warunków zamówienia.
W składzie kmo Rak, jak się dowiedział Radar, jest miejsce dla nielicznych, raczej pojedynczych, wozów rozpoznawczych. To jednak istotny element systemu.
Czytaj także: Kolejne moździerze Rak dla polskich artylerzystów
W załodze AWR, oprócz dowódcy i kierowcy, aż dwóch operatorów programuje pracę i śledzi wskazania sensorów: radaru pola walki i wyposażonej m.in. w kamerę termowizyjną zintegrowanej głowicy optoelektronicznej. Dane z sensorów, w tym także informacje zbierane online z dronów bliskiego rozpoznania, np. FlyEye, trafiają potem do komputera artyleryjskiego Topaz. Ten wylicza nastawy dział dla artylerzystów. Za pośrednictwem wozów dowodzenia koordynaty celów przekazywane z AWR trafiają błyskawicznie do raków na stanowiskach bojowych, na pierwszej linii.