Polski pojazd opancerzony Tur V. Fot./AMZ Kutno.

Do końca sierpnia, a więc jeszcze przed targami obronnymi w Kielcach, Inspektorat Uzbrojenia MON spodziewa się ofert na wielozadaniowe samochody dla Wojsk Specjalnych.

To już kolejne podejście do pozyskania zwiadowczych, lekkich wozów bojowych w ramach Programu Pegaz. Zainicjowano go na początku obecnej dekady.

Najnowsze otwarcie procedury pozyskania pojazdów dla specjalsów zapewne znów spowoduje sporo emocji. Tak było, kiedy program Pegaz w poprzednich latach brał kolejne wiraże, które ostatecznie nie doprowadziły do rozstrzygnięcia.

Czytaj także: Pegaz na start

Tym razem wzburzenie, zwłaszcza krajowych producentów, spowodował zapisany wymaganiach MON oblig przedstawienia referencji. Chodzi o wymóg, by oferowane pojazdy (co najmniej 3), posiadały informację, że zostały sprzedane i służą w innych armiach.

– Ten wymóg eliminuje z gry wszystkich rodzimych producentów. W tym także AMZ Kutno. Mówimy o formie, która w ostatnich latach specjalnie pod Pegaza konstruowało pojazd Tur V – nie kryje irytacji Jarosław Stachowski, prezes AMZ.

Ostra i selektywna rywalizacja w Programie Pegaz

Fachowe pismo Wojsko i Technika ujawniło, że Inspektorat Uzbrojenia przewiduje finalnie rywalizację czterech oferentów. W procesie wyboru zostanie zastosowana procedura negocjacyjna. Przedstawiciel Inspektoratu Uzbrojenia powiedział „Radarowi”, że zanim wyłoniona zostanie grupa producentów zaproszonych do rozstrzygającego starcia MON starannie zweryfikuje wszystkie oferty.

Polski pojazd opancerzony Tur V. Fot./AMZ Kutno.

–  Jeśli wymagania IU nie zostaną zmienione, AMZ Kutno zrezygnuje z udziału w przetargu – mówi Stachowski.

Czytaj także: Saperzy z żandarmerii dostaną nowy sprzęt

Eksperci „WiT” oceniają, że potencjalnych dostawców może być mimo wszystko wielu. W minionych latach zainteresowanie udziałem w Programie Pegaz wyrażali – oprócz AMZ Kutno czy spółki H.Cegielski Poznań – m.in. międzynarodowy koncern obronny Thales. Firma kusiła armię swoim australijskim wozem zwiadowczym Hawkei. General Dynamics European Land Systems oferowała pojazd Eagle. Turecki Otokar proponował wóz Cobra II. Rheinmetall Defence/Kraus Maffei Wegmann wóz AMPV. Zza oceanu amerykanie oferowali samochód Oshkosh (JLTV). Zainteresowanie postępowaniem wyraził także czeski Zetor z nową wojskową konstrukcją o nazwie Gerlach.

Bojowe rydwany dla komandosów

Gra z pewnością warta jest zachodu. Zwycięzca konkursu dostarczy MON, na początku, 15 bojowych pojazdów z opcją na 90 kolejnych.

Trzeba jednak pamiętać, że w kolejce po nowe opancerzone samochody o dużej dzielności terenowej , dobrze osłaniające  załogę i  wyposażone w środki obserwacji i łączności z epoki cyfrowej, są m.in. Wojska Lądowe. Szacuje się, że armia będzie potrzebowała  nawet ok. 300 wozów do przemieszczania się bojowych grup zwiadowczych.

Czytaj także: Żandarmi na zakupach

Wymagania techniczne dla pojazdów kupowanych w ramach Programu Pegaz określone zostały już na początku dekady. Armia oczekuje niezawodnych samochodów, które doskonale radzą sobie  w  warunkach polowych. Bojowe wozy, lekkie tylko z nazwy, muszą też zapewnić żołnierzom rozpoznania odpowiedni standard bezpieczeństwa oraz wsparcie ogniowe. Zapewni to konstrukcja wyposażona w osłony balistyczne ograniczające np. skutki wybuchu miny-pułapki.

Przyszły „Pegaz”, ma dysponować nowoczesnymi środkami obserwacji, a także najwyższej jakości urządzeniami kodowanej łączności.

Hawkei na australijskich bezdrożach

W zbliżającym się  konkursie na zwiadowcze pojazdy z wymaganiami polskiego MON konfrontowane będą maszyny różnych producentów. Przedstawiciel Radaru – w zeszłym roku – siedział na stanowisku strzelca broni pokładowej Hawkeia. Mowa o konstrukcji sprawdzonej podczas serii bezpardonowych testów w australijskim interiorze przez wojsko i inżynierów miejscowego oddziału Thalesa. Producent zachwala, że auto ma oczywiście same zalety. Do tego jest podatne na modyfikacje. W efekcie można je łatwo dostosować do oczekiwań polskich żołnierzy. W przyszłości może być także produkowane nad Wisłą.

Czytaj także: AMRAAM-y dla australijskich NASAMS-ów

Oto nasze wrażenia: W samochodzie pancernym australijskiego Thalesa operatora broni pokładowej  jak i resztę załogi w akcji chroni unikalna, stalowa kapsuła.

Hawkei. Fot./Thales

Bezpieczeństwo w najnowocześniejszym obecnie na świecie, lekkim, opancerzonym wozie dla komandosów to priorytet. Świadczą o tym konstrukcyjne detale. Mowa np. o fotelach ograniczających impet fali uderzeniowej wywołanej wybuchem miny – pułapki. Strzelec zdalnie sterowanego wielkokalibrowego karabinu maszynowego, na ekranie monitora, ma w ułamku sekundy pełny przegląd sytuacji. Wspiera go optoelektronika, która wypatrzy wroga oddalonego o 5 kilometrów:  kamery telewizyjne, termalne i dalmierz laserowy.

Frontowa wygoda

W kabinie pojazdu wrażenie robi komfort i jest sporo miejsca dla pięcioosobowej załogi. Warkot trzystukonnego motoru Steyra nie zagłusza rozmów, a kuloodporne szyby w odpowiednio wykrojonych oknach zapewniają przyzwoitą widoczność.

Dostawcą układu napędowego – kompletnego power-packa –  jest austriacki Steyr. Jego potężny turbo diesel na prawie 200 litrowym pełnym baku paliwa zapewnia zasięg ok. 600 km.

Hawkei. Fot./Thales

Mimo sporej masy – 7-10 ton w zależności od wyposażenia – Hawkei bez wysiłku pokonuje wertepy, a podwozie tłumi drgania na tyle skutecznie, że bez problemów można operować joystickiem i w każdej chwili dać ognia z wukaemu. Zainstalowany na dachu, potężny „zdalnie sterowany moduł ogniowy” produkcji  ZM Tarnów  jest w stanie posłać w kierunku wroga 823 pociski kal. 12,7 mm  w ciągu minuty.

Czytaj także: Coraz bliżej polskiego BWP

Producent zapewnia, że pododdziały zwiadowcze mogą przerzucać Hawkeia, który imię dostał od śmiercionośnie jadowitego australijskiego węża, podwieszonego pod ciężkim śmigłowcem albo na pokładach wojskowych herkulesów C130.

Po pierwsze – bezpieczeństwo

Dane dotyczące odporności balistycznej osłon pozostają niejawne. Wiadomo jedynie, że izraelska firma Plasan, której Thales zlecił konstrukcję modułowego, wymiennego pancerza, skrupulatnie wykorzystała doświadczenia z kampanii afgańskiej australijskich samochodów pancernych poprzedniej generacji, czyli Bushmasterów.

Spód samonośnej stalowej kapsuły chroniącej załogę hawkeia wyprofilowano w kształcie litery V. Powstały w ten sposób pancerny deflektor ma za zadanie rozpraszać falę uderzeniową wybuchu miny.

Pozostały warstwowy pancerz skutecznie chroni przed odłamkami i pociskami broni małokalibrowej. Do perfekcji wykorzystano przy tym m.in.  zalety nowoczesnych kompozytów – podkreślają inżynierowe Thales Australia. Koncern nie ukrywa, że jest gotowy zmierzyć się w Warszawie konkurentami, którzy także mają apetyt na Pegaza.

A polskie firmy?

– Wobec obecnej polityki MON czujemy się bezradni. Zwyczajnie nie dano nam szans – narzeka prezes Stachowski.

 

Tags:

Mogą Ci się również spodobać

Spór o „tanie” rakiety zastopował patrioty

Największy w historii program zbrojeniowy polskiej armii znalazł się na zakręcie, bo Polska nie ...

Dziewiczy lot nowego Chinooka

Boeing poinformował o oblataniu prototypu ciężkiego śmigłowca transportowego CH-47F Chinook Block II. Wersja ta ...