22 lipca 2026 r. izraelska marynarka wojenna przejęła w Kilonii szósty i ostatni okręt podwodny rodziny Dolphin. INS Drakon nie doczekał się zwyczajowej w takich sytuacjach publicznej ceremonii ani oficjalnego komunikatu (skrót INS oznacza Israeli Naval Ship, czyli odpowiednik polskiego ORP). Protokół przekazania podpisał przedstawiciel izraelskiego Ministerstwa Obrony z ambasady w Berlinie, a jedynym śladem niecodziennego wydarzenia był tego ranka kuter policji wodnej, patrolujący wody przed stocznią. Dzień później okręt po raz pierwszy wyszedł w morze pod izraelską banderą.
Ta wyjątkowa dyskrecja ma swoje uzasadnienie. Nowa jednostka różni się bowiem od poprzedników na tyle wyraźnie, że od dłuższego czasu stanowi przedmiot nieustających spekulacji morskich analityków.
Czytaj więcej
Prototyp „pancernika Trumpa” ma kosztować tyle, co niemal 17 polskich fregat Miecznik. Kongresowe Biuro Budżetowe wyceniło właśnie budowę 15 atomow...
Skąd się wzięła podwodna flota Izraela
Izraelska flota podwodna składa się obecnie z sześciu jednostek. Wszystkie należą do typu Dolphin i zamówione zostały w dwóch seriach po trzy okręty. Konstrukcja tych jednostek sięga korzeniami do starego niemieckiego hitu eksportowego, którym były jednostki typu 209. Tyle że okręty dla Izraela od początku zostały przeprojektowane pod izraelskie potrzeby, przez co stały się dużo większe od swoich pierwowzorów. Druga seria otrzymała też stający się powoli standardem na konwencjonalnych jednostkach podwodnych napęd niezależny od powietrza (AIP). Rozwiązanie tej klasy – choć innego typu, bo oparte na silniku Stirlinga, a nie na ogniwach paliwowych – otrzymają także budowane w Szwecji dla Polski okręty typu A26 (program Orka).
INS Drakon (Smok) formalnie należy do podserii Dolphin-II. W przeciwieństwie jednak do dwóch pierwszych okrętów tej serii, czyli INS Tanin (nazwa mitycznego hebrajskiego potwora morskiego) i INS Rahav (potwór morski z tradycji hebrajskiej), jest mocno zmodyfikowaną wersją tego projektu. Chociaż nikt dziś nie jest w stanie powiedzieć, jak głęboko zmodyfikowaną. Jedynym widocznym elementem tej modyfikacji jest bowiem dużo większy niż na poprzednich jednostkach kiosk okrętu.
Drakon zamówiony został przez Izrael w 2011 r., a jego budowa, która ruszyła rok później, była współfinansowana przez rząd Niemiec. Kadłub wytoczono z hali 1 sierpnia 2023 r. Chrzest odbył się 12 listopada 2024 r. Od rozpoczęcia budowy do przekazania okrętu minęło zatem czternaście lat. Wynikało to z faktu, że już po rozpoczęciu budowy tej jednostki została ona gruntownie przeprojektowana. Wzrosła m.in. długość okrętu, która dla poprzednich jednostek serii wynosiła 68,6 metra. Dla Drakona to – jak oceniają analitycy – około 73 metry. Oznacza to, że zwiększono objętość wewnętrzną i wprowadzono rozległe zmiany konstrukcyjne, w tym w obszarze kiosku.
Czytaj więcej
Turcja krok po kroku buduje flotę, która pozwoli jej dołączyć do elitarnego klubu globalnych potęg morskich. Po rozbudowie floty podwodnej oraz naw...
Co mieści zagadkowy kiosk izraelskiego okrętu INS Drakon
I to właśnie ten ostatni element stał się polem do spekulacji, co ma zresztą pewne uzasadnienie, jeśli porównamy tę konstrukcję z innymi, na których stosowane było lub jest podobne rozwiązanie. Co oczywiste, ani strona izraelska, ani niemiecka, nie wyjaśniły przeznaczenia nadzwyczajnie dużego kiosku na okręcie, tradycyjnie powstrzymując się od wszelkich komentarzy na ten temat.
Analitycy zgodnie wskazują, że przeprojektowanie wskazuje na integrację nowych systemów, których nie miały wcześniejsze jednostki. Co do tego dość oczywistego faktu wszyscy się zgadzają. Nie ma natomiast zgody co do tego, jakiego typu systemy wymagały tak radykalnych zmian w konstrukcji jednostki.
Najpopularniejsza hipoteza jest jednak intrygująca. Zakłada bowiem, że w kiosku zainstalowano pionowe wyrzutnie rakiet (VLS). Instalacja takiego uzbrojenia na okrętach podwodnych staje się bowiem coraz wyraźniejszym trendem. W przypadku Izraela takie rozwiązanie otwiera jednak pole do dalszych, dość daleko idących spekulacji. A potwierdzić je lub wykluczyć jest niezwykle trudno, z oczywistych powodów – konfiguracja okrętu pozostaje niejawna.
Polskie okręty A26
Od razu jednak trzeba zastrzec, że równie prawdopodobne są alternatywne wyjaśnienia. Powiększony kiosk można tłumaczyć, równie dobrze jak wyrzutniami VLS, nowym wyposażeniem rozpoznawczym i systemami walki elektronicznej, rozbudowanymi środkami łączności, przestrzenią dla operatorów sił specjalnych czy hangarem dla bezzałogowych pojazdów podwodnych lub kombinacją tych rozwiązań.
Dlaczego zatem większość analityków skupia się na systemach rakietowych, posuwając się nawet do spekulacji o wyposażeniu izraelskich jednostek w pociski balistyczne? Po pierwsze, taki jest obecnie trend w budownictwie okrętów podwodnych. Po drugie, podejrzewany o posiadanie broni jądrowej Izrael posądzany jest o poszukiwanie taniego rozwiązania pozwalającego mu rozmieścić taką broń na trudnych do zniszczenia okrętach podwodnych.
Jak rozumieć pojęcie jądrowej niejednoznaczności
Zacznijmy od wątku drugiego, bo z pewnością jest bardziej intrygujący. Przede wszystkim musimy od razu przypomnieć, że Izrael nie potwierdza ani nie zaprzecza posiadaniu broni jądrowej. To fundament jego polityki strategicznej niejednoznaczności, a równocześnie polityki odstraszania.
Czytaj więcej
Pentagon ogłosił zapotrzebowanie na bezzałogowe jednostki pływające zdolne do przenoszenia i wypuszczania dronów powietrznych, które mają zostać wd...
SIPRI (Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem) szacuje izraelski arsenał na około 90 głowic, zastrzegając, że wobec wyjątkowego braku publicznie dostępnych informacji szacunek ten obarczony jest znaczną niepewnością. Praktycznie nikt dziś nie wierzy, że Izrael takiej broni nie ma. Natomiast część analityków uważa szacunki SIPRI za wyraźnie zaniżone, biorąc pod uwagę sześćdziesięcioletnią produkcję plutonu w izraelskim reaktorze w Dimonie. Skrajne oceny oparte na potencjale produkcyjnym materiału rozszczepialnego mówią w związku z tym nawet o około 350 głowicach.
Co jeszcze bardziej interesujące, SIPRI jeszcze przed przyjęciem do służby Drakona pisał w kontekście izraelskiej floty podwodnej, że pięć jednostek typu Dolphin ma potencjał do przenoszenia łącznie maksymalnie 20 pocisków z głowicami jądrowymi. Zauważmy, że nic nie wskazuje, by jednostki te miały pionowe wyrzutnie rakiet. Ich uzbrojenie obejmuje sześć wyrzutni kalibru 533 mm i cztery kalibru 650 mm. I to właśnie te ostatnie łączone są z możliwością przenoszenia rakiet manewrujących z głowicami jądrowymi SLCM (Submarine-Launched Cruise Missile, czyli pocisk manewrujący odpalany z okrętu podwodnego).
Izrael od lat łączony jest zresztą z pociskami Popeye Turbo (wyjściowo pocisk powietrze-ziemia firmy Rafael z lat osiemdziesiątych) odpalanymi z wyrzutni torpedowych dużego kalibru. Ich zasięg miałby wynosić około 1500 km. Zastosowany na Drakonie (jeśli tak faktycznie jest) system VLS byłby naturalnym rozwinięciem tej zdolności.
Czytaj więcej
Chiny w ciągu kilku tygodni zwodowały trzy nowe okręty podwodne dwóch klas. Jednym z nich jest tajemnicza, „bezwieżowa” jednostka o długości 120 me...
Tyle że do dziś nie jest znany żaden potwierdzony przypadek odpalenia takiego pocisku z wyrzutni już używanych jednostek. A informacje o wspomnianej rakiecie opierają się wyłącznie na relacjach z drugiej ręki i spekulacjach analityków. Trzeba to bardzo wyraźnie powiedzieć, mimo że o niczym to definitywnie nie przesądza.
Z punktu widzenia Izraela sens takiego rozwiązania jest oczywisty. Okręt podwodny na patrolu jest wyjątkowo trudny do zniszczenia, a więc zapewnia zdolność uderzenia odwetowego nawet po zmasowanym ataku na infrastrukturę lądową. I nie dotyczy to dziś wyłącznie okrętów strategicznych, jakimi dysponują wielkie mocarstwa nuklearne, ale także okrętów konwencjonalnych, których czas przebywania pod wodą znacząco wydłużyło stosowanie napędu AIP.
W przypadku Izraela takie potencjalne, bo przecież niepotwierdzone, odstraszenie miałoby oczywiście głęboki sens, biorąc pod uwagę geopolityczne uwarunkowania. Kraj ten nie ukrywa zresztą, że przewiduje dla swoich okrętów podwodnych operacje daleko poza wschodnią częścią Morza Śródziemnego. Jednostki Dolphin były wielokrotnie obserwowane w Zatoce Akaba (ostatnio 19 lipca 2026 r.). Izraelska marynarka demonstruje w ten sposób, że w razie potrzeby może wykorzystać dostęp do Oceanu Indyjskiego, a więc operować w pobliżu Iranu.
Czytaj więcej
W Korei Północnej trwa budowa okrętów nowej klasy, które – jak wskazuje analiza zdjęć satelitarnych – będzie można uzbroić nawet w ponad 50 rakiet.
Planowany rozwój marynarki wojennej Izraela
Trzeba też podkreślić, że możliwości izraelskiej floty podwodnej, w tym także w zakresie operowania daleko od własnych baz, znacząco wzrosną w latach trzydziestych. Wtedy powinny się pojawić trzy jednostki nowego typu Dakar. Zastąpią one trzy pierwsze jednostki typu Dolphin. Izrael nie chce zwiększać swojej floty podwodnej, tylko ją unowocześnić. Ma ona nadal liczyć sześć okrętów. Kontrakt na te jednostki podpisano w 2022 r. Wiele wskazuje na to, że nowe rozwiązania z Drakona trafią po testach na te jednostki.
Niemiecki producent (TKMS) opisuje nową konstrukcję jako opracowaną specjalnie pod wymagania izraelskiej marynarki, z naciskiem na działania sił specjalnych i rozbudowane zdolności rażenia pociskami. Szacowana długość to około 74 metry, wyporność ponad 2000 ton, napęd diesel-elektryczny z AIP. I tu niespodzianka. Na wizualizacjach nowego projektu pojawia się „duży kiosk”. Znany analityk morski H.I. Sutton pisze wprost, że w oficjalnej grafice TKMS kiosk jest znacznie dłuższy niż w praktycznie jakimkolwiek innym projekcie okrętu podwodnego w proporcji do reszty kadłuba, a naturalną interpretacją jest przenoszenie w nim pocisków balistycznych. To może wyraźnie wskazywać na to, że Drakon to jednostka przejściowa na drodze do rakietowych Dakarów. Sutton odwołał się przy tym do przykładów podobnych rozwiązań na północnokoreańskim typie Sinpo-C oraz historycznych radzieckich okrętach typów Hotel i Golf.
I tu dochodzimy do wątku, który w polskiej debacie pojawia się rzadko. Wyposażanie okrętów konwencjonalnych w pionowe wyrzutnie przestaje być dziś ewenementem i staje się wyraźnym trendem. Rozwiązania, których zamówione przez Polskę Orki mimo pierwotnych planów niestety nie uwzględniły.
Czytaj więcej
USS Zumwalt ma stać się pierwszym amerykańskim okrętem hipersonicznym. Na rozbudowę potencjału produkcyjnego pocisków hipersonicznych, w które ma b...
Ten kierunek jest dziś wyraźnie widoczny m.in. na jednostkach Korei Południowej. Okręty typu KSS-III Batch I otrzymały sześć komór VLS dla konwencjonalnie uzbrojonych pocisków balistycznych Hyunmoo-4-4 o zasięgu około 500 km. Jednostki serii Batch II otrzymały już dziesięć komór, mieszczących zarówno SLBM, jak i pociski manewrujące Chonryong. Do 2027 r. ma też powstać system zdolny z jednostki podwodnej wyrzucić pocisk o masie co najmniej 10 ton. Podobną drogą podąża rosnąca grupa państw spoza klubu atomowego, choć wciąż jest to mniejszość. Większość nowych projektów konwencjonalnych, w tym niemiecki typ 212CD, francuski Scorpène czy szwedzki A26, obywa się bez wyrzutni pionowych.
Najciekawszy przykład pochodzi jednak z Korei Północnej. Eksperymentalny okręt 8.24 Yongung typu Sinpo otrzymał bowiem powiększoną nadbudówkę mieszczącą wyrzutnie pocisków balistycznych. W październiku 2021 r. odpalono z niego pocisk balistyczny oparty na konstrukcji KN-23, zidentyfikowany później jako Hwasong-11S. W marcu 2023 odpalono z kolei dwa pociski manewrujące. Po tych eksperymentach Pjongjang zmienił jednak koncepcję i zwodowany we wrześniu 2023 r. Hero Kim Kun Ok, jednostka przebudowana z radzieckiego okrętu typu Romeo, miała już dziesięć wyrzutni ukrytych pod charakterystycznym garbem za kioskiem.
Czytaj więcej
Niemieccy prokuratorzy potwierdzili we wtorek, że prowadzą dochodzenie ws. sprzedaży w 2017 roku trzech okrętów podwodnych Izraelowi, co jest związ...
Logika tego trendu jest czytelna. Wyrzutnia torpedowa narzuca sztywne ograniczenie średnicy i długości pocisku. Pionowe komory zdejmują to ograniczenie i pozwalają państwom bez floty atomowej uzyskać namiastkę zdolności uderzeniowej dalekiego zasięgu spod wody. Dla Izraela czy obu Korei to rozwiązanie tańsze i politycznie mniej ryzykowne niż budowa okrętów jądrowych. Chociaż w przypadku Izraela kwestia tego, jakie rakiety trafią na okręty podwodne, z głowicami jądrowymi, czy bez, długo jeszcze pozostanie zapewne otwarta i trudna do potwierdzenia.