Polskie wojska rakietowe przeżywają obecnie epokę szybkiej modernizacji. Na swoje wyposażenie otrzymały już 20 wyrzutni Homar-A (amerykańskie M142 HIMARS) oraz co najmniej 108 skompletowanych wyrzutni Homar-K (południowokoreańskie K239 Chunmoo na podwoziu Jelcza). To efekt dostarczenia do Polski już 156 modułów tych ostatnich wyrzutni, z których sukcesywnie integrowane są kolejne kompletne pojazdy.

Reklama
Reklama

Biorąc pod uwagę, że obecnie dywizjony rakietowe mają po 18 wyrzutni, oznacza to, że dotychczas skompletowano jeden taki dywizjon w oparciu o wyrzutnie Homar-A (pozostałe wozy przeznaczono do szkolenia) oraz co najmniej sześć z 16 planowanych dywizjonów Homarów-K.

Langusta wspiera Homara. To wyrzutnia polskiej produkcji

Mimo napływu nowego sprzętu Wojsko Polskie nadal użytkuje trzy starsze systemy. Najnowszy z nich to WR-40 Langusta, system polskiej produkcji. Prawdopodobnie w użytkowaniu pozostaje 75 takich wyrzutni, z których skompletowano trzy dywizjony ogniowe. Langusty, w przeciwieństwie do Homarów, używane są w strukturze 24 wyrzutni na dywizjon. Trzy egzemplarze wyrzutni wykorzystywane są do szkolenia specjalistów w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu.

WR-40 Langusta to produkt Huty Stalowa Wola (HSW). Czterdziestolufowa wyrzutnia kalibru 122 mm posadowiona jest na podwoziu samochodu Jelcz 6x6 (Jelcz P662D.35).

Wyrzutnia posiada zdolność do prowadzenia ognia artyleryjską amunicją rakietową: FENIKS FK na donośność ok. 32 km oraz FENIKS HE na donośność ok. 41 km. FENIKS FK to wariant pocisku z głowicą typu cargo, przenoszący subamunicję kumulacyjno-odłamkową lub miny przeciwpancerne. Z kolei FENIKS HE (M-21 FHE / M-21 FHD) to wariant z głowicą odłamkowo-burzącą o wysokiej sile rażenia. Obydwa pociski były produkowane w Polsce przez Mesko S.A. Zaprogramowanie wszystkich 40 pocisków ma trwać, według danych producenta, około 3 minut, zaś ich odpalenie – około 20 sekund.

Pojazd wyposażono w system kierowania ogniem z komputerem balistycznym, opracowany przez polską firmę WB Electronics.

Polska armia cały czas wykorzystuje poradzieckie wyrzutnie BM-21 Grad

Dwa pozostałe systemy nadal wykorzystywane przez polską armię to RM-70/85, których wojsko ma używać nadal około 29 (zakupiono ich prawdopodobnie 30 sztuk), oraz BM-21 Grad, których ma być około 27. Można ostrożnie założyć, że to odpowiednik kolejnych dwóch dywizjonów w strukturze identycznej jak w przypadku Langusty. Choć trzeba pamiętać, że oba systemy były użytkowane także w składach mieszanych w ramach konkretnych dywizjonów.

RM-70/85 to czechosłowacka 122-milimetrowa samobieżna wyrzutnia rakietowa, która stanowi zmodernizowaną w 1985 roku wersję oryginalnego systemu RM-70. Pojazd oparty jest na ciężarówce Tatra 815 (układ 8×8) i posiada system 40 luf oraz automatyczny magazynek z kolejnymi 40 pociskami do szybkiego przeładowania. Przeładowanie ma zajmować około 2 minut. Na uzbrojenie Wojska Polskiego pierwsze wyrzutnie tego typu trafiły w 1986 roku. Wyrzutnia korzysta z tej samej amunicji co Langusty. Ciekawym rozwiązaniem jest wyposażenie części wyrzutni (pierwotnie prawdopodobnie co trzeciej) w lemiesz spycharkowy BZT-815, służący do przygotowania stanowiska ogniowego.

Czytaj więcej

Armia w kryzysie, ale po modernizacji. Węgierskie siły zbrojne po 16 latach rządów Orbána

Wyrzutnia RM-70/85 przeznaczona jest do zwalczania celów powierzchniowych, takich jak siła żywa i środki ogniowe, baterie artylerii, stanowiska wyrzutni przeciwlotniczych. Służy także do minowania narzutowego.

Z kolei BM-21 Grad to radziecka polowa samobieżna wieloprowadnicowa wyrzutnia rakietowa skonstruowana w latach 60. ubiegłego wieku. Posiada 40 prowadnic rurowych (po 10 w 4 rzędach) zainstalowanych na zmodyfikowanym podwoziu samochodu Ural-375D (6x6).

Warto zaznaczyć, że starsze systemy, takie jak RM-70 i BM-21, są dziś wykorzystywane głównie do szkolenia rezerw, a część tych ostatnich (BM-21) została przekazana Ukrainie w latach 2022–2023.

Wojsko zamówiło serwis dla starszych wyrzutni

Mniej więcej w połowie lipca 12. Wojskowy Oddział Gospodarczy z Torunia (WOG-i to specjalistyczne jednostki logistyczne, które odpowiadają za pełne zabezpieczenie finansowe i materiałowe innych jednostek wojskowych na danym terenie) poinformował o zawarciu umowy na dokonanie napraw awaryjnych (jest to zatem umowa serwisowa) wymienionych systemów 122 mm, a zatem wyrzutni WR-40 Langusta, RM-70/85 i BM-21 Grad.

Czytaj więcej

„Pokażemy donacje dla Ukrainy od PiS”. Sikorski mówi o „geopolityce gówniarstwa”

Umowa zawarta została z Wojskowymi Zakładami Uzbrojenia S.A. (WZU) z Grudziądza (specjalistyczny zakład polskiego przemysłu obronnego, należący od 2014 roku do Polskiej Grupy Zbrojeniowej). Spółka koncentruje się przede wszystkim na remontach, modernizacjach i integracji techniki rakietowo-artyleryjskiej oraz elementów systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.

Z dostępnych informacji wynika, że WZU prowadził dotychczas m.in. prace przy zestawach 9K33 OSA, 2K12 KUB i S-200 WEGA, modernizacji armato-haubicy wz. 77 DANA, produkcji pojazdów do transportu rakiet oraz kabin dowodzenia IBCS dla systemu Patriot.

Dla samego WZU umowa na naprawy Langust, RM-70 i Gradów to już niemal ostatni rozdział pewnej epoki. Spółka intensywnie przestawia się bowiem z remontów sprzętu poradzieckiego na obsługę i produkcję uzbrojenia dla programów zachodnich. 30 maja, w ramach unijnego finansowania SAFE, WZU podpisało z Agencją Uzbrojenia umowy m.in. na produkcję kabin dowodzenia E-OPS i C-OPS z systemem kierowania walką IBCS dla Narwi oraz drugiej fazy Wisły. Jak podkreślał prezes spółki, główny filar dotychczasowej działalności zakładu, czyli remonty i modernizacje sprzętu poradzieckiego, będzie stopniowo wygaszany. Naprawa wysłużonych wyrzutni kalibru 122 mm może więc być jednym z ostatnich tego typu zleceń, zanim Grudziądz w pełni przestawi się na obsługę nowego uzbrojenia.