Amerykańskie grupy lotniskowcowe od dekad zapewniają Waszyngtonowi panowanie na światowych oceanach. To jeden z podstawowych elementów projekcji amerykańskiej siły. I tę przewagę Amerykanie chcieliby nadal utrzymywać, ale problemy ich przemysłu stoczniowego mogą to znacząco utrudnić.

Reklama
Reklama
Grupa uderzeniowa lotniskowca USA

Grupa uderzeniowa lotniskowca USA

Foto: PAP

W latach 1975–2009 do służby weszło łącznie 10 atomowych lotniskowców typu Nimitz, średnio jeden co około trzy i pół roku. Jak na tak skomplikowane jednostki tempo wcielania ich do służby nie było przesadnie powolne. Dziś Marynarka Wojenna USA o takim tempie może tylko pomarzyć. Kolejne programy budowy nowych okrętów coraz bardziej się ślimaczą. Dotyczy to także programu budowy lotniskowców nowego typu.

Lotniskowce typu Ford coraz wolniej zastępują Nimitze

Po dekadach służby większość lotniskowców typu Nimitz zdążyła się poważnie zestarzeć. Dlatego od 2017 roku są one stopniowo zastępowane przez lotniskowce typu Gerald R. Ford. Dotychczas do służby trafiła jednak tylko jedna taka jednostka– prototypowy USS Gerald R. Ford (CVN-78) został zamówiony w 2008 roku. Do służby oddano go w 2017 roku. 

Drugi lotniskowiec serii, USS John F. Kennedy (CVN-79), miał trafić do służby szybciej. Pierwsze cięcie blach miało miejsce w 2011 roku. Położenie stępki w 2015 roku. Wodowanie i chrzest okrętu nastąpiły w 2019 roku, nawet przed zakładanym terminem. I na tym dobre wiadomości się skończyły. Termin przekazania jednostki, planowany pierwotnie na 2024 rok, przesuwano już kilkukrotnie. Ostatnio z lipca 2025 na marzec 2027 roku. Powodem są problemy z certyfikacją systemu hamowania samolotów i windami amunicyjnymi, czyli tymi nowinkami technicznymi, które uprzykrzały życie także prototypowemu Fordowi. Amerykański odpowiednik NIK, czyli GAO, ostrzega zresztą, że i marzec 2027 może okazać się terminem zbyt optymistycznym. Pierwsze próby napędu jądrowego okręt przeszedł dopiero jesienią 2025 roku. Licząc od pierwszego cięcia blach, budowa potrwa zatem około 16 lat.

Czym są amerykańskie zespoły lotniskowcowe

Amerykański zespół lotniskowcowy (Carrier Strike Group, CSG) to podstawowa formacja uderzeniowa US Navy. Mobilna, samowystarczalna „baza lotniczo-morska" zdolna do prowadzenia operacji bojowych, demonstracji siły, ochrony szlaków morskich i reagowania kryzysowego w dowolnym rejonie świata. Rdzeniem CSG jest lotniskowiec o napędzie jądrowym typu Nimitz lub Ford z zaokrętowanym skrzydłem lotniczym liczącym ok. 70 samolotów i śmigłowców.

Lotniskowiec osłaniany jest przez 2-4 (czasem więcej) niszczyciele typu Arleigh Burke oraz 1-2 atomowe okręty podwodne, uzupełniane według potrzeb o tankowiec lub logistyczny okręt zaopatrzeniowy. Historycznie w skład grupy wchodził także co najmniej jeden krążownik rakietowy typu Ticonderoga, jednak okręty te są obecnie wycofywane ze służby i coraz częściej CSG pływają bez nich. Skład każdej grupy jest elastycznie dobierany do misji. W 2003 r. US Navy formalnie zastąpiła dotychczasowe „Carrier Battle Groups" obecnym systemem Carrier Strike Groups. Dziś utrzymuje 11 takich zespołów jako główny instrument globalnej projekcji siły morskiej USA.

Opóźnienie Kennedy'ego ma przy tym bardzo wymierną cenę. Żegnający się właśnie ze służbą – po ponad pięćdziesięciu latach – prototypowy USS Nimitz (CVN-68) miał zostać zastąpiony właśnie przez tę jednostkę. Ponieważ następca nie jest gotowy, amerykańska flota po raz pierwszy od dekad skurczy się z 11 do 10 lotniskowców. I pozostanie w tym stanie przez około rok.

Czytaj więcej

Chiny zwodowały tajemniczy okręt podwodny. Na pokładzie mogą być setki rakiet

Trzeci lotniskowiec typu Gerald Ford, USS Enterprise (CVN-80), ma być dostarczony w marcu 2031 roku, z wynoszącym 36 miesięcy opóźnieniem. W tym przypadku pierwsze cięcie blach miało miejsce w 2017 roku, a położenie stępki w roku 2022. Jednostka ma zastąpić w służbie mocno już wyeksploatowany lotniskowiec USS Dwight D. Eisenhower (CVN-69), który w służbie pozostaje od 1977 roku. Co ciekawe, młodszy od Nimitza Eisenhower uchodzi przy tym za jednostkę w gorszym stanie technicznym niż jego starszy brat.

W ramach tego samego kontraktu co trzeci, zamówiony został także czwarty lotniskowiec typu Ford, czyli USS Doris Miller (CVN-81). Okręt ten nadal czeka na położenie stępki (planowane jest na ten rok). Podobnie jak przy wcześniejszych jednostkach tzw. pierwsze cięcie blach miało miejsce już ponad cztery lata temu. Planowany termin przekazania lotniskowca do służby przesunął się ostatnio o dwa lata, z lutego 2032 na luty 2034 roku. Budowa tej jednostki potrwa więc łącznie 15 lat.

Czas budowy pojedynczego lotniskowca wydłużył się zatem z 9 lat przy prototypowym Fordzie do 15-16 lat przy kolejnych jednostkach. A częstotliwość dostaw to dziś jeden lotniskowiec na 4-7 lat (2017, 2027, 2031, 2034). Powoduje to po stronie US Navy obawy o to, czy zgodnie z założeniami uda jej się utrzymać na stanie „standardowe” od dekad jedenaście operacyjnych lotniskowców.

Chiny gonią USA pod względem liczby lotniskowców

Do tego dochodzi obawa, że pod względem liczby posiadanych lotniskowców Chiny zaczną doganiać Amerykanów. Według prognoz amerykańskich Pekin ma posiadać do 2035 roku dziewięć lotniskowców. Oznaczałoby to, że w okresie, w którym Amerykanie budują jedną jednostkę, Pekin powiększyłby swoją flotę lotniskowców o co najmniej sześć okrętów tej klasy. 

Musimy jednak pamiętać, że „dziewięć lotniskowców do 2035 r.” to nie oficjalny chiński cel, tylko spekulacje, czy raczej obawy Pentagonu. Według najnowszego raportu o chińskiej armii, Pekin ma dążyć do wybudowania sześciu nowych lotniskowców do 2035 r. Sam Pekin publicznie nigdy takiej liczby nie zadeklarował. USA ocenę sytuacji opierają na obserwacji chińskich stoczni, tempa budowy i przebiegu dotychczasowych programów prowadzonych przez Pekin.

Obecnie na flotę chińskich lotniskowców składają się trzy jednostki, które pod żadnym względem nie dorównują okrętom amerykańskim. Są to kolejno lotniskowce Liaoning (CV 16), Szantung (Shandong) (CV 17) oraz Fujian (CV 18).

Liaoning to pierwszy lotniskowiec w historii chińskiej Marynarki Wojennej (PLAN), zbudowany pierwotnie jako radziecki Projekt 1143.5 (klasa Admirał Kuzniecow) pod nazwą Ryga, a później Wariag. Po rozpadzie ZSRR nieukończony kadłub przejęła Ukraina, która w 1998 roku sprzedała go chińskiej firmie z Makau, oficjalnie z przeznaczeniem na pływające kasyno. Chińczycy dość szybko przekształcili go jednak w swój pierwszy lotniskowiec. We wrześniu 2012 roku trafił do służby w chińskiej marynarce jako lotniskowiec typu 001. To na nim chińscy stoczniowcy zdobywali pierwsze doświadczenia w budowie jednostek tej klasy. W praktyce dla Chińczyków to bardziej okręt szkolny niż bojowy.

Z kolei Szantung (określony jako typ 002) to pierwszy zbudowany w Chinach od podstaw lotniskowiec. Został zaprojektowany na bazie doświadczeń z eksploatacji Liaoninga, ale z szeregiem zmian konstrukcyjnych. Jego budowa miała rozpocząć się w 2013 roku. Do służby trafił w 2019.

Trzecia jednostka i duma chińskiej floty Fujian (typ 003) to pierwszy lotniskowiec całkowicie nowego projektu, wyposażony w katapulty elektromagnetyczne. Został zwodowany w 2022 roku, a do służby wszedł w listopadzie 2025 roku.

Chińczycy uczyli się na tych jednostkach, jak takie okręty należy projektować i budować, a następnie z nich korzystać. Żaden z tych lotniskowców nie dorównuje jednak swoim amerykańskim kuzynom.

Atomowy chiński lotniskowiec jest już w budowie

To może się jednak zmienić. Chiny uruchomiły bowiem własny program budowy serii dużych lotniskowców z napędem nuklearnym. To chiński typ 004. Pierwsza z jednostek tego typu jest już w budowie. A niektórzy analitycy twierdzą nawet, w oparciu o zdjęcia satelitarne, że Chińczycy prowadzą obecnie równoczesną budowę dwóch takich lotniskowców. Ten ostatni fakt nie został jednak potwierdzony. W przypadku Chin weryfikacja takich faktów jest zawsze mocno utrudniona. Zazwyczaj o chińskiej flocie wiemy dokładnie to, czym sami Chińczycy się chwalą.

Chiny oficjalnie nie potwierdziły zresztą rozpoczęcia budowy tej jednostki, ani też żadnych jej parametrów. Analizy zachodnich ekspertów sugerują jednak, że typ 004 ma być pierwszym chińskim lotniskowcem o napędzie jądrowym, z wypornością rzędu 110–120 tys. ton, a więc potencjalnie większym nawet od amerykańskich jednostek klasy Ford. To jednak tylko szacunki oparte na wielkości powstającego kadłuba.

Czytaj więcej

Amerykanie sami nie są w stanie odblokować Cieśniny Ormuz

Postępy w budowie jednostki są śledzone w oparciu o zdjęcia satelitarne od wiosny 2024 roku. Wówczas zauważono w jednym z doków chińskiej stoczni w Dalian duże moduły kadłuba, które nie były widoczne na wcześniejszych zdjęciach, a ich rozmiary i kształt wskazywały na duży lotniskowiec. W ciągu niespełna roku z tych sekcji uformował się wyraźnie rozpoznawalny kadłub okrętu. Zauważono też znaczną rozbudowę infrastruktury samej stoczni. Przebudowano m.in. nabrzeża, a stocznia wzbogaciła się o nowe, znacznie potężniejsze dźwigi.

Na podstawie zaawansowania prac analitycy przewidują, że wodowanie jednostki nastąpi pod koniec bieżącej dekady. Wejście okrętu do służby przewidywane jest na początek lat trzydziestych. Opierając się na tych danych trudno dziś zakładać, by możliwe było ukończenie do 2035 roku aż sześciu takich okrętów. Choć u Chińczyków nic nie jest niemożliwe.

Biorąc pod uwagę tempo chińskiej produkcji stoczniowej, osiągnięcie takiego celu na początku lat czterdziestych wydaje się już całkiem realne. Natomiast do roku 2035 należy się, moim zdaniem, spodziewać od dwóch do trzech takich jednostek. 

Pentagon i waszyngtońska administracja Donalda Trumpa mają się czym martwić. W 2050 roku, do którego Amerykanie chcieliby odbudować potęgę swojej floty w ramach nowego programu jej rozbudowy (tzw. Złota Flota), może się okazać, że w obu państwach flota lotniskowców osiągnie ten sam poziom. A to całkowicie zmieni układ sił nie tylko w regionie Indo-Pacyfiku, ale także i w skali globalnej.