Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie inicjatywy są podejmowane w Polsce w kontekście międzynarodowych programów rozwoju systemów lotniczych najnowszej generacji?
  • Jakie stanowiska prezentują kluczowe polskie resorty dotyczące potencjalnego zaangażowania w tego typu przedsięwzięcia?
  • Jakie korzyści przemysłowe oraz technologiczne Polska wiąże z ewentualnym zaangażowaniem w międzynarodowe projekty obronne?
  • W jaki sposób polski przemysł obronny obecnie współpracuje z zagranicznymi partnerami w zakresie transferu technologii i produkcji?

Międzynarodowe projekty budowy samolotów, czy wręcz całych systemów uzbrojenia związanych z tymi statkami powietrznymi, m.in. współdziałających z nimi bezzałogowców, to wieloletnie programy, w które często zaangażowani są partnerzy z kilku krajów. Te kraje zgodnie z umową wykładają środki na rozwój samolotu, w który zaangażowany jest ich przemysł, ale także zobowiązują się, że potem złożą zamówienia na zakup finalnego produktu.

Przykładem takiego działania są np. samoloty F-35. Choć oczywiście pierwsze skrzypce jako partner wiodący grają Amerykanie i Lockheed Martin, to w jego produkcję są silnie zaangażowani także Brytyjczycy (BAE Systems) oraz kilka innych krajów europejskich i Kanada. My te statki po prostu kupujemy, a nasz przemysł w żaden sposób nie jest zaangażowany w ich produkcję.

MAP: My sondujemy

F-35 to samolot 5. generacji, który obecnie cieszy się bardzo dużą popularnością i wciąż jest stosunkowo nowy, ale już teraz ruszają prace nad jego następcami. I tak w USA Boeing niedawno rozpoczął prace nad samolotem F-47. Francja i Niemcy tworzą projekt FCAS, który może się wkrótce rozpaść w obszarze budowy wspólnego samolotu, ale już systemy „wokół” samolotu jak najbardziej mogą być rozwijane.

Czytaj więcej

F-35 jeszcze nie dotarły do Polski. Ale już musimy szukać ich następcy

Z kolei Japonia, Wielka Brytania i Włochy pracują nad samolotem 6. generacji w ramach projektu GCAP. Nie jest on mocno zaawansowany. Kilka tygodni temu wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota w rozmowie z TVP Info stwierdził, że rozmawia w tym obszarze z przedstawicielami tych trzech krajów.

Poprosiliśmy Ministerstwo Aktywów Państwowych o wyjaśnienie. – Prowadzone obecnie rozmowy z partnerami z Japonii, Włoch oraz Wielkiej Brytanii w zakresie potencjalnego przystąpienia Polski do programu GCAP są inicjatywą MAP oraz nadzorowanej przez resort Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Rozmowy są na bardzo wczesnym etapie oraz wpisują się w szerszy kontekst zacieśniania współpracy przez PGZ S.A. z przemysłami państw sojuszniczych i partnerskich – wyjaśniają „Rzeczpospolitej” urzędnicy resortu aktywów państwowych. – Sondujemy jako Polska możliwość i warunki wejścia do programu GCAP, który postrzegamy jako platformę do: zbudowania silnych sojuszy wokół platform lotniczych, a także stopniowego nabywania nowych, zaawansowanych kompetencji i technologii związanych z produkcją lotniczą oraz systemami towarzyszącymi. Tym niemniej biorąc pod uwagę ww. wczesny etap rozmów, nie można w tej chwili określić zakresu oraz charakteru udziału polskich podmiotów obronnych w przedmiotowym programie.

MON: My nic nie wiemy

Warto jednak pamiętać, że oprócz wkładu technologicznego, podstawą udziału w takim programie jest to, że finalny produkt kupią Siły Zbrojne danego kraju. Dlatego pytania zadaliśmy także resortowi obrony. – Informujemy, że MON obecnie nie prowadzi rozmów z Japonią o przyłączeniu do projektu budowy samolotu 6. generacji – odpowiedzieli nam urzędnicy resortu. Wiadomo także, że o udziale w takim programie nawet nikt nie myślał, co może wynikać m.in. z tego, że właśnie jesteśmy w procesie wdrażania do Wojska Polskiego samolotów 5. generacji, czyli F-35, których pierwsze egzemplarze trafią do nas w najbliższych miesiącach.

Jeśli polski udział w tym projekcie ma wyjść poza fazę pijarowych zagrań, to wydaje się, że jednak wspólna polityka MAP i MON w tym obszarze jest niezbędna i powinna być dobrze skoordynowana. Bo z punktu widzenia tego drugiego, ten program na razie nie istnieje.

Do tej pory Polska nie ma większych doświadczeń we wspólnych projektach rozwoju uzbrojenia z państwami Europy Zachodniej. W czasach, gdy ministrem obrony był Antoni Macierewicz, prowadziliśmy luźne rozmowy dotyczące naszego przystąpienia do włoskiego projektu rozwoju śmigłowca uderzeniowego AW-249. Nasz początkowy wkład miał wynosić mniej niż 100 mln euro, ale wówczas się na taki ruch nie zdecydowaliśmy. Wydaje się, że niewykorzystaną szansą był także brak przystąpienia do programu F-35 kilkanaście lat temu, gdy samolot był rozwijany.

Czytaj więcej

Polsko-szwedzkie małżeństwo z rozsądku

Oczywiście warto pamiętać o tym, że niektóre tego typu programy nie kończą się sukcesem, a np. konsorcjum się rozpada. Jednak nie zmienia to tego, że przemysł i tak na tym korzysta i rozwija technologie, które mogą być wykorzystane przy okazji innych projektów.

Jak do tej pory współpracuje nasz przemysł z zachodnimi firmami? Państwo kupuje technologię w ramach offsetu (tak jest np. przy zakupie 96 śmigłowców AH-64 E Apache) albo w ramach zakupu licencji. Tutaj najnowszym przykładem jest próba uruchomienia produkcji amunicji 155 na większą skalę, którą podejmuje Polska Grupa Zbrojeniowa wspólnie z BAE Systems.

To kroki w dobrą stronę, ale bardziej przyszłościowe jest to, co dzieje się w obszarze produkcji pocisków rakietowych. W tym wypadku MON wymogło transfer technologii na etapie zakupu uzbrojenia. Dlatego za kilka lat spółki PGZ powinny w Polsce produkować rakiety przeciwlotnicze CAMM-ER, a joint venture Hanwha Aerospace i Grupy WB pociski rakietowe CGR-080. Co kluczowe, polski przemysł pozyska technologię i będzie mógł ją dalej rozwijać. A to wzmocni nasze bezpieczeństwo.