Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaka transakcja staje się fundamentem polsko-szwedzkiej kooperacji obronnej?
- Dlaczego Szwecji tak bardzo zależy na sprzedaży okrętów podwodnych Polsce?
- Jakie kryteria zdecydowały o wyborze oferty szwedzkiej?
- Na czym poza umowa na okręty opiera się strategiczne partnerstwo polsko-szwedzkie?
- Jakie korzyści Polska chce osiągnąć z tej współpracy?
- Jakie zmiany w polskiej polityce zagranicznej wpływają na zacieśnienie więzi ze Szwecją?
Wartość tego kontraktu to kilkanaście miliardów złotych, i to bliżej dwudziestu niż dziesięciu. W listopadzie Rada Ministrów zdecydowała, że Wojsko Polskie zakupi trzy okręty, które wyprodukuje szwedzki Saab. W grudniu ogłoszono porozumienie międzyrządowe, które stworzyło ramy do zawarcia umowy. Teraz trwają szczegółowe jej negocjacje. Z polskiej strony prowadzi je Agencja Uzbrojenia. Planowo rozmowy powinny się zakończyć w czerwcu, a podpisanie kontraktu powinno nastąpić niewiele później.
Czytaj więcej
W poniedziałek w Łodzi zostanie podpisana umowa wykonawcza na zakup technologii do obsługi śmigłowców AH-64E Apache. To duża szansa dla WZL-1, ale...
O polski kontrakt walczyli oferenci z sześciu krajów: Francji, Hiszpanii, Korei Południowej, Niemiec, Włoch i właśnie Szwecji. – Do całościowej analizy i oceny do wskazania kraju pierwszego wyboru przyjęliśmy dwa obszary. Pierwszy to wynik analizy ze wstępnych konsultacji rynkowych (WKR), który był również sparametryzowany: poszczególne parametry taktyczne i techniczne okrętów zostały zważone i zmierzone. To było ponad 20 parametrów krytycznych dla Sił Zbrojnych – wyjaśniał na łamach „Rzeczpospolitej” gen. Michał Marciniak, zastępca szefa Agencji Uzbrojenia. – W drugim kroku w oparciu o polecenia Rady Ministrów zespół zadaniowy dokonał analizy i parametryzacji 10 kolejnych kryteriów. To były głównie kryteria pod kątem gospodarczym czy przemysłowo-gospodarczym. (…) Co istotne, to była rozmowa na poziomie rządowym, a nie na poziomie przemysłowym – wyjaśniał oficer, który był sekretarzem zespołu zadaniowego do wypracowania rekomendacji dotyczącej pozyskania okrętów podwodnych.
Odbudowa po przejęciu od Niemców
Warto pamiętać, że jeśli negocjacje kontraktu ze Szwedami się nie powiodą, to Polska wróci do innych oferentów. Ten scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny, chociażby z tego powodu, że Szwedom na tej transakcji bardzo zależy.
By zrozumieć dlaczego, trzeba się cofnąć w czasie o ponad ćwierć wieku. W 1999 r. stocznia Kockums została sprzedana niemieckiej firmie HDW, która później została przejęta przez TKMS (niemiecki holding ThyssenKrupp Marine Systems – red.). W opinii Szwedów, ta firma blokowała jednak rozwój zakładu, czemu w sumie trudno się dziwić. TKMS ma swój okręt typu 212, a popyt na nowe okręty podwodne jest niewielki. By nie tracić zdolności przemysłowych w 2014 r., Saab w porozumieniu z rządem szwedzkim odkupił stocznię Kockums.
Wkrótce potem ogłoszono, że rząd Szwecji kupi dwa okręty podwodne nowej klasy A26. W pierwotnym planie dostawy były planowane na 2023 r. To się jednak jeszcze nie wydarzyło, opóźnienie jest olbrzymie, a po drodze co jakiś czas pojawiały się doniesienia o kolejnych problemach tego programu.
– Wodowanie pierwszego egzemplarza planujemy w 2028 r. – wyjaśniał Per-Ola Hedin, główny inżynier programu A26, podczas wizyty w stoczni, na którą Saab zaprosił dziennikarzy z Polski. Później będzie seria testów, m.in. „położenie” okrętu na tydzień na dnie przy jednoczesnym wyłączeniu wielu systemów. Optymistycznie można zakładać, że okręt wejdzie do służby w szwedzkiej marynarce wojennej na początku kolejnej dekady.
Skąd tak duże opóźnienie? – Musieliśmy odbudować zdolności do projektowania i budowania okrętów. Gdy odkupiliśmy zakład od Niemców, pracowało w tym obszarze 200 inżynierów. Teraz jest ich 800 – wyjaśnia Szwed.
Czytaj więcej
Będziemy bronili każdej piędzi alianckiego terytorium. Właśnie dlatego nasze myśliwce Gripeny były w Polsce - mówi szwedzki minister obrony Szwecji...
O tym, czy faktycznie uda się dotrzymać nowego harmonogramu, przekonamy się we wspomnianym 2028 r. Wiele elementów okrętu jest już gotowych, a wkrótce rozpocznie się ich składanie w całość.
Warto podkreślić, że dla Szwedów z Saaba jesteśmy pierwszym klientem eksportowym od ponad 20 lat. To dla nich sprawdzian i niejako powrót na międzynarodowy rynek okrętów podwodnych. Bez tego zamówienia zaprojektowanie zupełnie nowego okrętu byłoby bardzo nieopłacalne. Budując pięć jednostek tej klasy, łatwiej uzasadnić racjonalność projektu i podtrzymanie zdolności budowy okrętów podwodnych w Szwecji. Dla polskich negocjatorów to szansa, by z tego kontraktu wycisnąć jak najwięcej.
Współpraca oparta na trzech filarach
Zdając sobie z tego sprawę, Szwedzi rozpoczęli ofensywę medialną, którą prowadzi zarówno strona rządowa, jak i przemysł. Jednym z jej elementów była wizyta pary królewskiej w Warszawie.
– Partnerstwo z Polską to partnerstwo strategiczne, które opiera się na kilku filarach – opowiadał polskim dziennikarzom Peter Sandwall, sekretarz stanu w szwedzkim ministerstwie obrony. Pierwszym ma być współpraca przemysłowa, ze specjalnym uwzględnieniem kwestii morskich. Drugim współpraca militarna, np. na Gotlandii ćwiczyli polscy spadochroniarze, w Malborku stacjonowały szwedzkie Gripeny. Naturalna wydaje się przyszła kooperacja w użytkowaniu okrętów podwodnych. Wreszcie trzeci poziom to wola polityczna, by partnerstwo polsko-szwedzkie rozwijać, wspólna ocena zagrożenia, jakie stanowi Rosja, i tego, że trzeba wspierać Ukrainę.
W podobnym tonie wypowiada się wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, który podkreśla, że bezpieczeństwo na Bałtyku jest z naszego punktu widzenia kluczowe.
Z naszego punktu widzenia istotne jest, by partnerstwo nie było jednostronne. By tak jak my, de facto wspieramy przemysł szwedzki, na tych zakupach korzystali także nasi przedsiębiorcy. Trwają wstępne rozmowy, choć jeszcze nie negocjacje, dotyczące zakupu przez rząd szwedzki okrętu Ratownik, który mógłby powstać w PGZ Stoczni Wojennej. Wcześniej Skandynawowie zakontraktowali zestawy przeciwlotnicze Piorun w Mesko za miliard złotych, co jest jednym z największych kontraktów eksportowych naszej zbrojeniówki ostatnich lat. Wiadomo także, że Saab prowadzi intensywne rozmowy o współpracy zarówno z Polską Grupą Zbrojeniową, jak i największym prywatnym podmiotem zbrojeniowym w Polsce – Grupą WB.
Jakie będą efekty polsko-szwedzkiego zbliżenia? Na razie widzimy je głównie w deklaracjach, bo jeśli spojrzeć np. na naszą wymianę gospodarczą z Czechami, które mają podobną liczbę mieszkańców, co Szwecja, to widzimy, że jest ona nieporównywalnie większa. Wedle danych Głównego Urzędu Statystycznego, Czesi są drugim co do wielkości odbiorcą polskiego eksportu, a Szwedzi nie mieszczą się nawet w pierwszej dziesiątce.
Warto jednak przypomnieć, że w ostatnich latach Grupa Wyszehradzka rozpadła się politycznie, polskiemu rządowi nie po drodze z prorosyjskim Wiktorem Orbanem, a nasze zainteresowanie przenosi się właśnie na północ, w rejon Morza Bałtyckiego. Podstawy do polsko-szwedzkiego zbliżenia są więc solidne. Otwarte pozostaje pytanie, czy z kontraktu małżeńskiego zadowolone będą obie strony.