PGZ. Fot./Roman Bosiacki

Polska Grupa Zbrojeniowa ostro upomina się o udział w wartym dziesiątki miliardów złotych programie Narew. Programie budowie tarczy powietrznej krótkiego zasięgu która w przyszłości powinna zapewnić osłonę przeciwlotniczą ośrodkom dowodzenia, militarnym bazom i zgrupowaniom wojsk RP.

W wojsku wciąż trwa dyskusja, czy zgodnie z wcześniejszymi obietnicami powierzyć budowę tarczy  krajowej zbrojeniówce, czy kupić gotowe rozwiązania z importu.

Temperatura sporu rośnie. Gra idzie o to kto zarobi na jednej z ostatnich wielkich inwestycji modernizacyjnych armii. Dla PGZ, skupiającej kluczowe firmy obronne w kraju, zamówienie może być impulsem do technologicznego skoku i przepustką do międzynarodowej ekstraklasy twórców i  potencjalnych eksporterów zintegrowanych przeciwlotniczych systemów rakietowych.

Czytaj także: Analiza Radaru: „Narew” równie ważna jak „Wisła”

Prezesi najważniejszych spółek z zawiązanego już dawno konsorcjum szykowanego w PGZ z myślą o udziale w programie Narew nie ukrywają, że zależy im przede wszystkim na realizacji najbardziej lukratywnej część zamówienia. Mowa o dostawie zaawansowanego technologicznie systemu  dowodzenia i łączności Command & Control (C2). Mózgu i serca rakietowego systemu, który daje dostęp do technologii np. importowanych rakiet i pozwala na integrację wszystkich ważnych komponentów sprzętu.

Wielka gra o technologie i miliardy

Walka o kontrakty związane z Narwią będzie zacięta. Gra idzie o wielkie pieniądze. Koszt samej budowy powietrznej tarczy może przekroczyć sumę 30 mld zł, a drugie tyle trzeba będzie dołożyć na utrzymanie oręża przez 30 lat w pełnej sprawności. W tej kwocie mamy także koszty związane z modernizacją i dostosowaniem sprzętu do zmieniających się zagrożeń. Skala inwestycji i wydatków związanych z „Narwią” robi wrażenie. Plan Modernizacji Technicznej przewiduje zamówienie pełnego wyposażenia 19 baterii rakiet przeciwlotniczych. To oznacza kontrakt na ok. 114 wyrzutni, 90 stacji radiolokacyjnych różnego typu, 680 specjalistycznych pojazdów i co najmniej 1500 sztuk pocisków rakietowych precyzyjnego rażenia. 

Czytaj także: Rakietowa Narew wzmocni tarczę powietrzną RP

Ostatnie sygnały z płynące z wojskowych sztabów i Inspektoratu Uzbrojenia, a także odwlekanie decyzji przez MON, bardzo zaniepokoiły prezesów zbrojeniówki. Uznano, że jeden z największych inwestycyjnych projektów modernizacji armii i być może ostatnia szansa na impuls rozwojowy, zaczyna wymykać się z rąk.

PGZ: potrafimy integrować systemy

– Odnoszę czasem wrażenie, że wielu wojskowych decydentów wolałoby aby krajowy przemysł realizując wielkie programy modernizacyjne skupił się wyłącznie na prostych przedsięwzięciach, a te wymagające skomplikowanych technologii zostawił zagranicznym dostawcom. Tymczasem PGZ już teraz ma know-how nie gorsze od rozwiązań oferowanych Polsce przez światowe koncerny – mówi wprost prezes PGZ Andrzej Kensbok.

Szef grupy kapitałowej ma wyraźne przesłanie dla rządowych decydentów.

– Polscy inżynierowie i programiści od dawna integrują w kraju skuteczne systemy dowodzenia, kryptografii, łączności i nie chcą się już ograniczać tylko do budowy kontenerów i serwisowania nie swojego sprzętu.

Czytaj także: Patrioty bez osłony nie przetrwają. Ochroni je rakietowa Narew?

Prezesi rodzimych firm zainteresowanych Programem Narew wspierają Kensboka.

– Spółki grupy, jak stołeczny PIT-Radwar, od lat rozwijały systemy dowodzenia i zarządzania walką w przestrzeni powietrznej. Mowa o takich systemach jak Dunaj, czy SAMOC. Najnowsze ich wersje wspierają lotnictwo i dowódców artylerii na pierwszej linii – przypomina szef firmy Krzysztof Kluza.

Ma skorzystać bezpieczeństwo i gospodarka

Specjaliści z PGZ zapewniają, że w nowym projekcie tworzenia przeciwlotniczej tarczy krótkiego zasięgu zamierzają wykorzystać całe dekady doświadczeń i offset pozyskany od zagranicznych poddostawców do zbudowania nowych kompetencji. Np. rozwijania precyzyjnych broni, rakietowych głowic naprowadzających czy zintegrowanych systemów zarządzania walką.

Prezesi i menedżerowie z PGZ przekonują, że wdrażanie własnych opracowań może być kołem zamachowym dla zbrojeniowych innowacji, które zwykle potem zasilają technologiami pozostały przemysł i w rezultacie pracują”dla całej krajowej gospodarki. Broń zamawiana w krajowych fabrykach jest tańsza. Choćby dlatego, że do narodowego budżetu trafiają podatki, opłaty ZUS, wszelkie inne daniny i należności pracownicze.

Czytaj także: PGZ ostro walczy aby popłynąć „Narwią”

Warto pamiętać, że tylko produkcja własnej broni w kraju zapewnia oczywiste gwarancje pełnej  suwerenność jej używania w stanie zagrożenia i okolicznościach poważnego kryzysu. Importowi, zwłaszcza złożonych systemów obronnych, zwykle towarzyszą zawarte w umowach ograniczenia. Warto zatem, jak mówią szefowie PGZ, zabiegać o utrzymanie niezależności i autonomii przemysłowej w branży istotnej dla bezpieczeństwa narodowego.

Tags:

Mogą Ci się również spodobać

Pilica. Fot./materiały prasowe

Od Topaza do Pilicy. Polska cyfrowa broń na pierwszej linii

Cyfrowe systemy uzbrojenia torują sobie drogę do polskiej armii. Wciąż są to jednak punktowe ...

Nowa fabryka rakiet wyrośnie pod Warszawą

Polska Grupa Zbrojeniowa w ekspresowym tempie zbuduje w podwarszawskm lesie fabrykę nowoczesnych pocisków rakietowych. Umowa ...

Umowa na mały patrolowiec dla MOSG

Morski Oddział Straży Granicznej podpisał umowę ze stocznią Techno Marine dotyczącą budowy jednostki patrolowej ...