W opublikowanym 11 maja Planie Stoczniowym Marynarki Wojennej USA (U.S. Navy Shipbuilding Plan) Pentagon po raz pierwszy w historii wpisał bezzałogowe okręty nawodne (Medium Unmanned Surface Vessel, MUSV) obok klasycznych okrętów liniowych i pomocniczych. Inspiracją są ukraińskie doświadczenia z ostatnich trzech lat wojny z Rosją. Pierwsze, prototypowe jednostki amerykańskie tego typu, właśnie spłynęły na wodę.
Ukraińskie bezzałogowce nawodne Magura, z których każdy kosztuje od 250 do 300 tysięcy dolarów, w ciągu osiemnastu miesięcy od upublicznienia programu uderzyły w co najmniej osiemnaście rosyjskich okrętów wojennych. W pierwszym roku bojowego użycia zatopiły osiem z nich – tak przynajmniej twierdzą źródła ukraińskie.
Rosyjska flota, która w 2022 roku miała „niepodzielnie panować nad Morzem Czarnym”, została m.in. w wyniku aktywności ukraińskich dronów morskich zmuszona do ewakuacji z głównej bazy w Sewastopolu do Noworosyjska. Tania, modułowa masa bezzałogowych jednostek ukraińskich pokonała klasyczną flotę nawodną Rosjan. Pentagon obserwował to bardzo uważnie i wyciągnął konkretne wnioski.
Rosyjska Flota Czarnomorska
W roku budżetowym 2027 amerykańska Marynarka kupi trzy kolejne okręty MUSV za 171 milionów dolarów. Wcześniej, w ramach osobnej linii budżetowej ustawy pojednawczej z 2026 roku (Reconciliation Act), finansowanej poza standardowym planem stoczniowym, zamówiono już 36 takich jednostek. Do 2031 roku w ramach samego planu stoczniowego zakupionych zostanie łącznie 47 kolejnych za 3,11 miliarda dolarów. Program finansowany jest z linii Other Procurement Navy (pozostałe zakupy Marynarki), a nie ze standardowych funduszy stoczniowych. Zakłada się przy tym krótszy, niż typowy dla amerykańskiego przemysłu stoczniowego, cykl produkcyjny, niższe koszty oraz większą dopuszczalność strat operacyjnych.
Okręty-drony jako odpowiedź USA na chińską rozbudowę floty
Powód, dla którego Pentagon zaplanował masową produkcję bezzałogowców morskich, jest oczywisty. Chińska Marynarka Wojenna (People's Liberation Army Navy, PLAN) liczy obecnie ponad 370 nawodnych i podwodnych okrętów bojowych, podczas gdy amerykańska ma ich zaledwie 291. A przewaga ta będzie jeszcze rosła. Według prognoz Pentagonu chińska flota osiągnie stan 435 jednostek do 2030 roku. Tymczasem amerykańska, mimo podwojenia budżetu stoczniowego w ostatnich dwóch dekadach, ma dziś dokładnie tyle samo okrętów co w 2003 roku. Ustawowy wymóg 355 jednostek funkcjonuje obecnie tylko na papierze.
Stąd radykalna zmiana doktrynalna. Plan stoczniowy USA zakłada strategię high-low mix, czyli budowę floty stanowiącej mieszankę okrętów najwyższej klasy i tanich jednostek nadających się do masowej produkcji. W segmencie high-end Amerykanie inwestują w atomowe pancerniki klasy Trump, kolejne lotniskowce klasy Ford oraz niszczyciele Arleigh Burke. Natomiast w segmencie low-end pojawiają się średnie okręty-drony (MUSV), mniejsze fregaty klasy FF(X) oraz, docelowo, tysiące małych bezzałogowców.
Czytaj więcej
Chiny w ciągu kilku tygodni zwodowały trzy nowe okręty podwodne dwóch klas. Jednym z nich jest tajemnicza, „bezwieżowa” jednostka o długości 120 me...
Tym samym Pentagon przyznaje, że pojedynek drogich pocisków przechwytujących z tanimi dronami przeciwnika jest ekonomicznie przegrany i dlatego „logikę masy” trzeba zastosować również do składu floty.
Liczba okrętów-dronów klasy MUSV ma rosnąć szybko. W roku budżetowym 2027 Marynarka Wojenna USA będzie miała już 39 takich jednostek, w 2028 roku 49, w 2030 roku 71, a w 2032 roku 95. Po pierwszych cyklach wycofania ze służby flota ustabilizuje się docelowo na średnim poziomie 72 jednostek, co według obecnych prognoz nastąpi około 2056 roku.
Jak uzbrojone będą drony morskie USA?
Najciekawsza jest filozofia uzbrojenia okrętów MUSV. Pentagon nie wskazuje publicznie konkretnych systemów uzbrojenia, które znajdą się na ich pokładach. Mówi natomiast o „wymienialnych ładunkach kontenerowych” (containerized payloads).
Pomysł nie jest nowy. Wcześniej amerykańska Marynarka stosowała go już na okrętach przybrzeżnych klasy Littoral Combat Ship (LCS), wprowadzonych do służby od 2008 roku i zaprojektowanych wokół trzech wymiennych pakietów misyjnych: do zwalczania okrętów nawodnych, zwalczania okrętów podwodnych oraz przeciwminowego. Koncepcja ta wywodzi się z duńskich okrętów patrolowych typu Standard Flex 300 (klasa Flyvefisken), opracowanych przez Królewską Marynarkę Danii w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych i wprowadzonych do służby w 1989 roku.
Duńczycy, którzy nie mogli sobie pozwolić na wymianę dwudziestu dwóch starych okrętów na nowe w stosunku jeden do jednego, zaprojektowali jeden kadłub mogący przyjąć różne kontenery uzbrojenia, wykorzystując cztery standardowe sloty pokładowe. System StanFlex, jak nazwano to rozwiązanie, do dziś jest używany w duńskiej Marynarce na dziewięciu klasach okrętów.
W przypadku nowych amerykańskich okrętów-dronów są to moduły wielkości standardowego kontenera transportowego, które można zamontować na pokładzie w ciągu kilku godzin. Każdy z nich zapewnia inny zestaw zdolności: można w nich umieszczać wyrzutnie pocisków, sensory i uzbrojenie do zwalczania okrętów podwodnych (anti-submarine warfare, ASW), sensory do zwalczania okrętów nawodnych (anti-surface warfare, ASuW) albo system dowodzenia i kontroli (Command, Control, Communications, Computers, Intelligence, C4I). Marauder, jeden z siedmiu projektów wybranych przez Marynarkę do prób morskich, osiąga zasięg 5 400 mil morskich przy prędkości powyżej 25 węzłów i może przenosić do czterech standardowych kontenerów 40-stopowych.
Pomysł polega na tym, by te same kontenery pasowały zarówno do MUSV, jak i do nowych fregat FF(X), będących już w służbie LCS-ów oraz innych okrętów amerykańskiej floty.
Strategia rozproszonych operacji morskich ma obniżyć ryzyko strat
Zmiany w strukturze floty to także zmiana sposobu jej działania. Dowódca grupy uderzeniowej będzie mógł w przyszłości zestawiać siły zadaniowe „pod misję”, a nie „pod klasę okrętu”. To zasadnicza zmiana wobec tradycyjnego modelu, w którym każdy okręt miał z góry zdefiniowane uzbrojenie i sensory na cały okres służby.
W praktyce zakłada się, że przyszła fregata klasy FF(X) mogłaby dowodzić grupą kilku średnich dronów (MUSV) wyposażonych w różne moduły. Jeden z modułem rakietowym wydłużałby zasięg uderzenia, drugi z modułem ASW dawałby „uszy” poza linią okrętów załogowych, trzeci z modułem C4I służyłby jako przekaźnik między okrętami załogowymi, samolotami patrolowymi i bazami lądowymi.
Czytaj więcej
W pierwszej połowie 2026 roku amerykańska marynarka wojenna ma na morzu jeden okręt z wyrzutniami pocisków hipersonicznych, w dodatku bez operacyjn...
Dla przeciwnika oznaczałoby to zwielokrotnienie celów, które musiałby klasyfikować, śledzić i zwalczać. W ten sposób amerykańska flota mogłaby łatwiej przeciążyć jego systemy obserwacji (sensory) oraz zwiększyć zużycie cennej amunicji rakietowej przeznaczonej do zwalczania stosunkowo tanich i łatwo zastępowalnych jednostek autonomicznych.
Wpisuje się to w filozofię „Rozproszonych Operacji Morskich” (Distributed Maritime Operations, DMO), w której wartość bojowa wynika nie z koncentracji ognia na jednym kadłubie, lecz z rozproszenia uzbrojenia i sensorów na dziesiątki platform, a tym samym rozproszenia ryzyka utraty zdolności bojowych. Według takiej koncepcji, swoją flotę zdają się rozbudowywać także Chiny.
Zalety dronów morskich: tanie, modułowe, łatwo zastępowalne w razie zatopienia
Jednostki typu MUSV to być może najbardziej interesujący element całego programu, którego celem jest renesans Marynarki Wojennej USA. Amerykańska Marynarka historycznie budowała okręty projektowane na trzydzieści do pięćdziesięciu lat służby, z drogimi cyklami modernizacyjnymi w połowie okresu eksploatacji.
MUSV mają służyć krócej, być produkowane szybciej, w mniejszych (a zatem i mniej obciążonych produkcją zbrojeniową) stoczniach i przez firmy niebędące tradycyjnymi dostawcami Pentagonu. Tym samym Amerykanie chcą zbudować zupełnie nowe zdolności przemysłowe i uniknąć pułapki, jaką stanowi dziś dla nich niewydolny przemysł stoczniowy, niezdolny do budowania nowych jednostek w tempie, jakiego oczekuje Pentagon.
Dobrze wpisuje się to w sens nowych jednostek: stratę pojedynczego MUSV w walce można zaakceptować bez większego uszczerbku dla zdolności bojowej grupy uderzeniowej, a straconą jednostkę szybko zastąpić kolejną z nowej produkcji.
W praktyce oznacza to, że jeśli MUSV zostanie utracony podczas patrolu na Morzu Południowochińskim, w Cieśninie Tajwańskiej albo przy podejściach do Guam, jego strata nie wywoła politycznego trzęsienia ziemi porównywalnego z utratą niszczyciela Arleigh Burke z trzystuosobową załogą. Nikt nie zginie, koszt zastąpienia jest niski, czas produkcji krótki, a logika konfrontacji z chińską flotą zmienia się z modelu „bronię okrętów” za wszelką cenę, na model „mam okręty, które mogę spisać na straty”.
Pierwszy duży dron morski USA zbudowany w niecały rok. Ale są znaki zapytania
W ramach amerykańskiego planu powstała Portfolio Acquisition Executive for Robotics and Autonomous Systems (PAE RAS), pierwsza z siedmiu nowych jednostek akwizycyjnych US Navy, utworzona w grudniu 2025 roku. Pierwsze efekty tej filozofii są już widoczne. Pod koniec maja 2026 roku firma Saronic Technologies zwodowała wspomniany już Marauder MR-001, pierwszy średni bezzałogowy okręt nawodny zbudowany w ramach nowego podejścia zakupowego. Od fazy projektowej do wodowania minął zaledwie niecały rok.
Czytaj więcej
Mamy środki, by się bronić, ale nie mamy jeszcze pełnych ram prawnych pozwalających właściwie stawiać czoła zagrożeniom dronowym – mówi „Rzeczpospo...
Zgodnie z założeniami, firmy nie będą już musiały przechodzić, jak miało to miejsce dotychczas, wieloletnich faz prototypowania finansowanego z budżetu Pentagonu. Zamiast tego będą mogły prezentować gotowe konstrukcje w „konkursowym torze przeszkód”, w którym zwycięzcy od razu dostają kontrakty produkcyjne.
W maju 2026 roku Marynarka ogłosiła siedem firm dopuszczonych do prób morskich, w tym Saronic Technologies, L3, Leidos i HII. Próby mają się zakończyć do października 2026 roku, a kontrakty produkcyjne mają trafić do zwycięzców jeszcze w tym samym roku budżetowym.
Sama idea wygląda niezwykle intrygująco. Mimo entuzjazmu Pentagonu wątpliwości jednak pozostają. Po pierwsze: okręty-drony typu MUSV wciąż znajdują się w fazie prototypów, a przeskok do 47 jednostek w ciągu zaledwie pięciu lat to ogromne wyzwanie produkcyjne i operacyjne. Po drugie: są one faktycznie bezzałogowe, ale autonomiczne tylko w teorii, ponieważ w rzeczywistości wymagają stałej kontroli przez operatorów na okrętach załogowych albo w bazach naziemnych. W środowisku intensywnej walki radioelektronicznej i cyberataków łącza dowodzenia pozostają piętą achillesową całego programu. Co więcej, już w samym planie stoczniowym zwrócono uwagę, że jeżeli amerykańska Marynarka nie dostarczy odpowiednich „zdolności bojowych” (rozumianych jako moduły do wyposażenia nowych jednostek) najpóźniej do 2028 roku, powstaje realne ryzyko, że program stworzy „duży inwentarz okrętów czekających na uzbrojenie, oprogramowanie i doktrynę”.
Co amerykańskie drony morskie oznaczają dla Polski i NATO
Dla Polski i europejskich sojuszników w NATO konsekwencje programu MUSV wydają się być dwojakie. Po pierwsze: masowa produkcja MUSV uwalnia amerykańskie niszczyciele Arleigh Burke i przyszłe fregaty FF(X) od prostych rutynowych zadań, takich jak patrole, eskorta konwojów, zwalczanie przemytu czy obserwacja stref ekonomicznych. W praktyce może to oznaczać większą dostępność jednostek wysokiej klasy dla operacji NATO na Atlantyku i Morzu Śródziemnym, i – tradycyjnie w nieco mniejszym zakresie – na Bałtyku. Jest to o tyle ważne, że amerykańskie niszczyciele pełnią w tym regionie rolę mobilnych systemów antybalistycznych.
Nie wolno jednak zapominać, że amerykańska strategia koncentruje uwagę Marynarki na Indo-Pacyfiku. Rejon atlantycki, a w szczególności akweny wokół Europy, wyraźnie schodzą na dalszy plan. Może się zatem okazać, że większa dostępność amerykańskich jednostek załogowych niewiele da Europie.
Po drugie: filozofia masowych, tanich i modułowych platform morskich może wpłynąć na polskie programy zbrojeniowe. Polska realizuje obecnie programy Miecznik (fregaty wielozadaniowe) i Orka (okręty podwodne), oba wzorowane na klasycznym modelu drogich, długo służących jednostek. Doświadczenia amerykańskie z MUSV, ukraińskie z Magurą oraz analogiczne projekty bezzałogowców realizowane przez Wielką Brytanię, Australię i Japonię powinny skłonić Ministerstwo Obrony Narodowej do uzupełnienia polskiej floty o tańsze, bezzałogowe jednostki przeznaczone do patrolowania Bałtyku, ochrony podejść do polskich portów oraz strzeżenia infrastruktury krytycznej, także tej podmorskiej.
Czytaj więcej
Negocjacje ze Szwedami w sprawie programu „Orka” są na ostatniej prostej. Wojsko już skończyło, ale wciąż nie jest uzgodniona współpraca przemysłow...
W amerykańskim kontekście okręty-drony MUSV to paradoksalnie jedyny element nowej strategii, który ma realną szansę zatrzymać Chiny na Pacyfiku. Trudno bowiem zmusić chińskich admirałów do zmiany kalkulacji ryzyka jednym lotniskowcem za 13 miliardów dolarów czy „współczesnym pancernikiem” za niemal 18 miliardów. Można to natomiast zrobić rojem setek bezzałogowców, które są wszędzie naraz i których utrata nie boli tak bardzo, jak utrata jednostek głównych klas.
O źródłach:
Podstawą tekstu jest oficjalny Plan Stoczniowy Marynarki Wojennej USA (U.S. Navy Shipbuilding Plan) opublikowany 11 maja, w szczególności Załącznik 6 poświęcony systemom robotycznym i autonomicznym. Liczby budżetowe i ilościowe pochodzą bezpośrednio z dokumentu Pentagonu. Dane o ukraińskich operacjach bezzałogowcami pochodzą z oficjalnych komunikatów Defence Intelligence of Ukraine (HUR) oraz analizy U.S. Naval Institute Proceedings (wrzesień 2025). Porównania flot USA i Chin oparto na danych Pentagonu, Centre for Strategic and International Studies oraz International Institute for Strategic Studies.