Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego chińska flota ma już 45 okrętów zdolnych do przenoszenia broni hipersonicznej, a USA zaledwie jeden.
  • Jaki problem konstrukcyjny uniemożliwia USA masowe uzbrojenie niszczycieli w pociski hipersoniczne.
  • Jaką przewagę technologiczną dają Chinom uniwersalne wyrzutnie pionowego startu (UVLS) typu HT-1.
  • Jakim arsenałem pocisków hipersonicznych dysponuje Pekin

Na chińskich okrętach spotkać obecnie można trzy różne typy wyrzutni pionowego startu (ang. Vertical Launching System, VLS) dla różnego rodzaju rakiet i rakietotorped. Najstarszy z nich to system H/AJK-03, czyli pierwsza generacja rewolwerowej (wzorowanej na systemach rosyjskich) wyrzutni dla rakiet z tzw. zimnym startem, przeznaczona wyłącznie dla pocisków przeciwlotniczych HQ-9.

Reklama
Reklama

Wyrzutnie tego typu, w konfiguracji ośmiu modułów po sześć komór (łącznie 48 komór), są zainstalowane na sześciu chińskich niszczycielach rakietowych typu 052C. Komory mają pochylenie (są to tak zwane komory skośne, ang. canted cells) i służą wyłącznie jednemu typowi pocisku. Czyni to z nich wyspecjalizowany, a nie uniwersalny system startowy, w odróżnieniu od amerykańskiego standardu Mk 41. Dopóki Chińczycy korzystali wyłącznie z tych systemów, Amerykanie faktycznie dysponowali przewagą technologiczną.

Nowszy wariant chińskich wyrzutni, czyli H/AKJ-16, to średni system pionowego startu o przekroju komór szacowanym na 650 na 650 milimetrów, wyposażony w tzw. gorący start. Jest porównywalny z amerykańskim typem Mk 41, instalowanym na wszystkich współczesnych nawodnych okrętach USA, począwszy od starych i wycofywanych ze służby krążowników typu Ticonderoga, po konie robocze amerykańskiej marynarki wojennej, którymi stały się niszczyciele typu Arleigh Burke. Wyrzutnie z rodziny Mk 41 trafią także na pokłady polskich fregat typu Miecznik (ORP Wicher, ORP Burza i ORP Huragan).

Wyrzutnie H/AKJ-16 zostały wprowadzone na pokład chińskich fregat typu 054A i obsługują głównie pociski przeciwlotnicze rodziny HQ-16 oraz rakietotorpedy Yu-8 (czyli torpedy lekkie przenoszone przez rakietę nośną CY-5). Są więc funkcjonalnym odpowiednikiem krótkich i średnich modułów wyrzutni Mk 41, instalowanych na fregatach państw zachodnich.

Czytaj więcej

USA przegrywają z Chinami morski wyścig zbrojeń

Chińskie wyrzutnie bardziej pojemne od tych, którymi dysponują USA

Najnowocześniejsze chińskie wyrzutnie typu HT-1 to już zupełnie inna klasa, niż to, co dotychczas instalowano na okrętach chińskich i amerykańskich. W chińskiej nomenklaturze wojskowej system ten oznaczany jest jako uniwersalny system pionowego startu (ang. Universal Vertical Launching System, czyli UVLS).

Według dostępnych publikacji chińskich i analiz zachodnich, komory tego systemu mają przekrój szacowany na 850 na 850 milimetrów oraz długość dochodzącą do 9 metrów. Przekłada się to na objętość pojedynczej komory rzędu 6,5 metra sześciennego.

Dla porównania, amerykańska wyrzutnia Mk 41 w wersji uderzeniowej (ang. strike-length) o wymiarach około 560 na 560 milimetrów i długości 7,7 metra oferuje objętość pojedynczej komory zaledwie 2,4 metra sześciennego. Oznacza to, że chińska komora ma blisko trzykrotnie większą objętość niż amerykańska. Nawet w porównaniu z nowszym systemem Mk 57, instalowanym na niszczycielach typu Zumwalt, którego komora ma wymiary około 710 na 710 milimetrów i długość 7,2 metra, chińskie rozwiązanie pozostaje wyraźnie „cięższe” i „bardziej pojemne”.

Czytaj więcej

Program Miecznik. Pierwsze informacje o uzbrojeniu polskich fregat

Trzeba jednak zastrzec, że dokładne wymiary HT-1 nie są oficjalnie ujawniane przez Pekin. Podawane wyżej wartości pochodzą z analiz źródeł otwartych i chińskich publikacji branżowych.

Architektura systemu HT-1 została przez Chińczyków zaprojektowana z myślą o pełnej uniwersalności. System dopuszcza zarówno zimny, jak i gorący start, w odróżnieniu od Mk 41, który obsługuje wyłącznie start gorący. Norma GJB 5860-2006 (chin. Guójiā Jūnyòng Biāozhǔn, czyli dosłownie „państwowa norma do zastosowań wojskowych”), którą spełnia ten typ wyrzutni, definiuje też trzy standardowe głębokości komór, czyli 3,3 metra (z możliwością pakietowania po cztery mniejsze pociski), 7 metrów oraz 9 metrów.

Ta uniwersalność oznacza, że na jednym okręcie można dziś rozmieścić pociski przeciwlotnicze rodziny HHQ-9, przeciwokrętowe YJ-18, przeciwokrętowo-balistyczne YJ-21 i YJ-20, manewrujące CJ-10 do uderzeń na cele lądowe oraz rakietotorpedy systemu Yu-8/CY-5, bez konieczności zmiany samej wyrzutni. Wystarczy wymiana kontenera startowego.

Pierwszą dużą platformą wykorzystującą system HT-1 stał się niszczyciel typu 052D, a następnie ciężki krążownik typu 055 z zainstalowanymi 112 komorami. Ostatnio także nowe chińskie fregaty typu 054B przechodzą na ten standard, co świadczy o systematycznym ujednolicaniu architektury wyrzutni w całej chińskiej flocie.

Jakimi pociskami hipersonicznymi dysponują Chiny?

Arsenał chińskich morskich pocisków hipersonicznych już dziś jest całkiem spory. Opiera się przede wszystkim na dwóch balistycznych pociskach przeciwokrętowych nowej generacji, czyli YJ-21 oraz YJ-20.

YJ-21 (鹰击-21, czyli Eagle Strike-21, dosł. uderzenie orła) to hipersoniczny balistyczny pocisk przeciwokrętowy przeznaczony głównie do zwalczania dużych okrętów z dużych odległości. Chińczycy nie ukrywają zresztą, że został on zaprojektowany głównie z myślą o niszczeniu lotniskowców. Konstrukcyjnie wywodzi się z wcześniejszego eksportowego pocisku balistycznego CM-401 oraz z lądowego DF-21D. 

Według dostępnych publikacji, pocisk ma długość około 8,3 do 9 metrów i średnicę około 850 milimetrów, co dokładnie odpowiada wymiarom komory systemu HT-1. Jego zasięg operacyjny jest szacowany na od 1 000 do 1 500 kilometrów. Prędkość przelotowa osiąga według chińskich publikacji oficjalnych około 6 Machów, a prędkość końcowa rzędu 10 Machów, czyli dziesięciokrotność prędkości dźwięku. Opierając się na źródłach chińskich warto zachować odrobinę zdrowego sceptycyzmu, nie ma jednak wątpliwości, że pocisk osiąga prędkości hipersoniczne, czyli większe od 5 Machów.

10 Machów

Taką prędkość, w fazie końcowej lotu, ma osiągać pocisk YJ-21

YJ-21 wykorzystuje kombinację nawigacji inercyjnej, wspieranej przez chiński system satelitarny BeiDou oraz aktywne naprowadzanie radarowe w fazie końcowej. Według chińskich zapewnień, jego dwustożkowa manewrująca głowica jest w stanie wykonywać manewry o przeciążeniach utrudniających przechwycenie przez amerykańskie systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej takie jak SM-2, SM-6, Aegis BMD oraz THAAD.

YJ-20 to kolejny, paradoksalnie nowszy (mimo niższego numeru) pocisk hipersoniczny, który został publicznie zaprezentowany na chińskiej paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa 3 września 2025 roku. Jego pierwszy publicznie udokumentowany start z pokładu krążownika typu 055 Wuxi (numer burtowy 104) chińskie media państwowe pokazały 28 grudnia 2025 roku.

YJ-20 jest pociskiem typu boost-glide, czyli rozpędzanym przez stopień rakietowy do prędkości hipersonicznych, a następnie szybującym w terminalnej fazie lotu z manewrowaniem na granicy atmosfery. To koncepcyjnie identyczne pociski jak te, które Amerykanie chcą umieścić na zmodernizowanych Zumwaltach (zbudowane według tej samej zasady działania).

Jego długość jest nieco mniejsza od 9 metrów, a średnica poniżej 850 milimetrów, co potwierdza, że również ten pocisk został zaprojektowany pod chińską wyrzutnię HT-1. Według dostępnych źródeł, prędkość przelotowa YJ-20 wynosi ponad 6 Machów, prędkość końcowa zaś dochodzi do 10 Machów, a zasięg szacowany jest na około 1 500 kilometrów.

Co istotne, na paradzie z 3 września 2025 roku, Chiny zaprezentowały także dwa kolejne pociski rodzin YJ-17 oraz YJ-19. YJ-17 wykorzystuje konfigurację boost-glide z płaską głowicą szybującą typu waverider (czyli głowicą szybującą wykorzystującą fale uderzeniowe własnego lotu jako siłę nośną). Natomiast YJ-19 to broń hipersoniczna z napędem powietrzno-strumieniowym typu scramjet (ang. supersonic combustion ramjet, czyli silnik strumieniowy ze spalaniem naddźwiękowym), co czyni go pociskiem z napędem ciągłym, a nie szybującym po wstępnym przyspieszeniu. Pociski te mogą i zapewne trafią w najbliższych latach na niszczyciele typu 055 oraz na zmodernizowane jednostki typu 052D.

Czym różni się start zimny od gorącego

Gorący start (hot launch)

W systemie gorącego startu pocisk uruchamia swój własny silnik rakietowy wewnątrz komory wyrzutni. To znaczy, że rakieta startuje na własnej mocy, wypalając paliwo bezpośrednio w pionowej studni wyrzutni i wylatując ku górze siłą własnego ciągu.

Konsekwencje techniczne tego rozwiązania:

• Komora wyrzutni musi być zaprojektowana jako odporna na działanie strumienia gazów wylotowych o temperaturze sięgającej 1500–2000 stopni Celsjusza;

• W każdej komorze musi być zintegrowany system odprowadzania gazów spalinowych (ang. plenum exhaust, czyli komora wyrównawcza odprowadzania spalin), zwykle w postaci centralnego kanału biegnącego między komorami;

• Konstrukcja jest cięższa i bardziej kosztowna, bo wymaga grubych ścian z materiałów ognioodpornych;

• Sama wyrzutnia zajmuje więcej miejsca na okręcie, bo musi pomieścić system odprowadzania gazów.

Zimny start (cold launch)

W systemie zimnego startu pocisk jest najpierw wyrzucany z komory przez sprężony gaz (zwykle azot pod wysokim ciśnieniem) na wysokość kilkunastu metrów nad pokładem. Dopiero po opuszczeniu wyrzutni, już w powietrzu, odpala się główny silnik rakietowy pocisku.

Konsekwencje techniczne:

• Komora wyrzutni może być lżejsza i prostsza konstrukcyjnie, bo nie musi wytrzymywać temperatury silnika rakietowego;

• Nie potrzeba systemu odprowadzania gazów, co oszczędza miejsce;

• Pocisk może być cięższy w stosunku do mocy startowej, bo nie traci paliwa na sam start pionowy;

• W razie awarii silnika głównego po wyrzuceniu, pocisk spada na pokład lub obok okrętu, co stanowi pewne ryzyko (jeden z głównych argumentów krytyków zimnego startu);

• Pozwala na gęstsze upakowanie komór na okręcie, bo nie trzeba między nimi prowadzić kanałów wydechowych.

Amerykanie daleko w tyle za Chińczykami jeśli chodzi o okręty wyposażone w broń hipersoniczną

Dla porównania, amerykański system Conventional Prompt Strike (CPS, czyli dosłownie „konwencjonalne uderzenie błyskawiczne”), instalowany obecnie na pierwszym z trzech niszczycieli typu Zumwalt, czyli USS Zumwalt (DDG-1000), znajduje się w zupełnie innej fazie wdrożenia.

Okręt wszedł do stoczni Huntington Ingalls Industries w Pascagouli w sierpniu 2023 roku a opuścił ją dopiero 18 stycznia 2026 roku. W ramach przebudowy zdemontowano oba systemy artyleryjskie głównego kalibru AGS (ang. Advanced Gun System, czyli zaawansowany system artyleryjski) kalibru 155 milimetrów. W miejsce przedniej wieży artyleryjskiej zainstalowano cztery wyrzutnie tubowe o średnicy 87 cali, czyli około 2,2 metra. W każdej z tych wyrzutni mieszczą się po trzy pociski CPS, uzbrojone we wspólny dla amerykańskiej armii i marynarki ładunek szybujący C-HGB (ang. Common Hypersonic Glide Body, czyli dosłownie „wspólny hipersoniczny pocisk szybujący”). Łącznie USS Zumwalt przenosi więc 12 pocisków hipersonicznych.

Czytaj więcej

USA mają pierwszy okręt zdolny do uderzeń hipersonicznych

Testy operacyjne CPS zaplanowane są jednak dopiero na rok 2027 lub 2028. Podpisany zaś 31 marca 2026 roku kontrakt produkcyjny dla Lockheed Martin Space na kwotę 1,36 miliarda dolarów przewiduje zakończenie prac nad całym systemem dopiero we wrześniu 2032 roku.

Z pozostałych dwóch okrętów klasy Zumwalt, USS Lyndon B. Johnson (DDG-1002) przechodzi obecnie identyczną modernizację w stoczni HII Ingalls. Z kolei USS Michael Monsoor (DDG-1001) czeka na swoją kolej. Pełne ukończenie integracji systemu CPS dla całej trójki zaplanowano na rok 2028. Nie można jednak wykluczyć zwyczajowych w takim przypadku opóźnień.

W praktyce oznacza to, że USA w połowie 2026 roku dysponują na morzu jednym okrętem nawodnym, na którym fizycznie zamontowano wyrzutnie pocisków hipersonicznych, ale nadal bez operacyjnej amunicji w tych wyrzutniach. Tymczasem chińska marynarka wojenna ma w służbie 10 krążowników typu 055 (z planowanych 16) oraz 35 niszczycieli typu 052D. Na ich wyrzutniach HT-1 można odpalać operacyjne już pociski hipersoniczne YJ-21 oraz – ale to już tylko prawdopodobnie – YJ-20. To właśnie ta różnica, niezauważalna jeszcze pięć lat temu, dziś najwyraźniej pokazuje skalę zmiany układu sił na morzu w rywalizacji pomiędzy obydwoma mocarstwami.

Dlaczego USA nie uzbrajają w broń hipersoniczną niszczycieli klasy Arleigh Burke?

W tym miejscu pojawia się pytanie, dlaczego Amerykanie nie rozmieszczą pocisków hipersonicznych CPS na licznej flocie niszczycieli klasy Arleigh Burke, których w służbie USA znajduje się obecnie kilkadziesiąt. Odpowiedź jest nadspodziewanie prosta.

Pocisk CPS wraz z dwustopniowym członem rakietowym ma średnicę około 87,6 centymetra (czyli 34,5 cala). Tymczasem maksymalna średnica kontenera startowego (tuby startowej, w której umieszczony jest pocisk) mieszczącego się w komorze wyrzutni Mk 41 to około 71 centymetrów (28 cali). Innymi słowy, amerykański pocisk hipersoniczny jest po prostu „za gruby”, aby zmieścić się w komorze najpopularniejszej zachodniej wyrzutni pionowego startu. I nie ma się temu co dziwić, skoro skonstruowano ją w latach 70. ubiegłego wieku z myślą o pociskach przeciwlotniczych SM-2 i manewrujących Tomahawk.

Czytaj więcej

Amerykanie sami nie są w stanie odblokować Cieśniny Ormuz

Sytuacji nie ratuje nawet znacznie nowsza i większa wyrzutnia Mk 57, instalowana obecnie wyłącznie na trzech niszczycielach klasy Zumwalt. To z tego powodu na okręcie USS Zumwalt zdemontowano cały system artyleryjski głównego kalibru i zainstalowano w jego miejsce zupełnie nowy zestaw czterech specjalnie zaprojektowanych wyrzutni o średnicy 2,2 metra. Tak dużych wyrzutni amerykańskie niszczyciele w swoich kadłubach nie są w stanie pomieścić.

Sygnalizowany ostatnio przez amerykańską marynarkę zamiar zaprojektowania w ramach programu pancerników typu Trump nowej, większej rodziny wyrzutni pionowego startu, przekraczających wymiarami standardowy Mk 41, jest konsekwencją tego ograniczenia.

36 amerykańskich pocisków kontra setki chińskich

Skutek jest taki, że amerykański arsenał pocisków hipersonicznych na okrętach nawodnych pozostanie w przewidywalnej przyszłości skoncentrowany wyłącznie na trzech jednostkach klasy Zumwalt. Po zakończeniu modernizacji wszystkich trzech okrętów będzie je można wyposażyć maksymalnie w 36 pocisków CPS. Chociaż warto zauważyć, że CPS i opisane chińskie pociski hipersoniczne zaprojektowano do nieco innych celów.

Marynarka wojenna USA pracuje nad rozszerzeniem zdolności hipersonicznych na pozostałe okręty floty. Firma Lockheed Martin prowadzi prace nad nowym systemem pionowego startu o nazwie roboczej Growth VLS (czyli „rozszerzony system pionowego startu”). Został on zaprojektowany jako pojedyncza większa komora, którą można byłoby zainstalować w miejsce ośmiokomorowego modułu Mk 41. Równolegle Lockheed Martin pracuje nad nowym pociskiem FLASH (ang. Flight Advancement of Structures for Hypersonics, czyli dosłownie „rozwój konstrukcji lotnych dla broni hipersonicznej”), dostosowanym wymiarami do istniejących wyrzutni.

Oba programy znajdują się jednak na wczesnym etapie rozwoju. Zaś ich wdrożenie na pokładach niszczycieli klasy Arleigh Burke wymagałoby kosztownej przebudowy każdej z jednostek, połączonej z usunięciem części istniejących komór wyrzutni Mk 41.

Grupa uderzeniowa lotniskowca USA

Grupa uderzeniowa lotniskowca USA

Foto: PAP

Tymczasem chińska marynarka wojenna już dziś dysponuje 10 ciężkimi krążownikami typu 055. Każdy z nich ma 112 komór systemu HT-1, zdolnych do odpalania zarówno pocisków hipersonicznych YJ-21 i YJ-20, jak i klasycznych pocisków przeciwlotniczych, przeciwokrętowych oraz manewrujących. Do tego dochodzi 35 niszczycieli typu 052D z 64 komorami tego samego standardu każdy.

W sumie daje to obecnie ponad 3360 komór startowych w aktywnej służbie chińskiej floty. W najbardziej optymistycznym scenariuszu, zakładającym pełne ukompletowanie 16 zaplanowanych krążowników typu 055, w ciągu kilku najbliższych lat chińska flota dysponowała będzie ponad 4 000 komór startowych potencjalnie zdolnych do odpalania pocisków hipersonicznych.

Oczywiście w praktyce nie wszystkie z tych komór będą zarezerwowane wyłącznie dla pocisków hipersonicznych. Większość pakietu bojowego każdego okrętu wypełniają zazwyczaj pociski przeciwlotnicze rodziny HHQ-9 oraz inne efektory niezbędne do obrony własnej i przeciwokrętowej. Realnie mówimy więc raczej o kilkudziesięciu do około 200 pociskach hipersonicznych w typowym pakiecie bojowym całej floty chińskiej.

Ale i tak jest to wielokrotnie więcej niż 36 wyspecjalizowanych komór na trzech okrętach klasy Zumwalt po stronie USA. Różnica ta przekłada się bezpośrednio na zdolność realizacji chińskiej strategii antydostępowej (ang. Anti-Access/Area Denial, A2/AD, czyli dosłownie „powstrzymywania dostępu i blokowania obszaru”). Jej celem jest niedopuszczenie amerykańskich grup uderzeniowych z lotniskowcami w pobliże Tajwanu oraz pierwszego łańcucha wysp na zachodnim Pacyfiku.

USA i Chiny. Dwie filozofie z różnych epok 

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że USA, które jeszcze niedawno zdominowały świat technologicznie pod względem konstrukcji okrętów rakietowych i systemów walki, oddają teraz pole konkurentowi, którego do niedawna lekceważyły jako „marnego” naśladowcę.

Dlaczego chińska marynarka wojenna nazywana jest PLAN

W źródłach zachodnich w odniesieniu do chińskiej marynarki wojennej występuje skrót PLAN, co w rozwinięciu brzmi People's Liberation Army Navy. W tłumaczeniu na polski to po prostu Marynarka Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Czasem stosowany jest także nieco tautologiczny skrót „PLAN Navy”, który dosłownie znaczy „Marynarka Marynarki Armii Ludowo-Wyzwoleńczej”. 

W oryginale nazwa ta to: 中国人民解放军海军, a w zapisie fonetycznym Zhōngguó Rénmín Jiěfàngjūn Hǎijūn, co w tłumaczeniu na polski brzmi: Marynarka Wojenna Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Po chińsku 解放军海军 (Jiěfàngjūn Hǎijūn) to „Marynarka Wojenna Armii Wyzwoleńczej” (bez członu „ludowa”), zaś 中国海军 (Zhōngguó Hǎijūn) to po prostu „Marynarka Wojenna Chin”. 

Nazwa „Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza” (中国人民解放军, Zhōngguó Rénmín Jiěfàngjūn) to nie odpowiednik nazwy chińskich sił lądowych, ale całych sił zbrojnych, a zatem chiński odpowiednik nazwy: Polskie Siły Zbrojne.

Chińskie wyrzutnie HT-1 od samego początku zostały zaprojektowane jako platforma pod broń hipersoniczną. I szybko stały się standardem na chińskich okrętach. Tymczasem amerykańska wyrzutnia Mk 41 powstała w epoce, w której budowa takich pocisków nawet nie była rozważana. Ta luka konstrukcyjna narasta od dekad wskutek braku decyzji o opracowaniu nowej, większej wyrzutni dla okrętów nawodnych.

Pierwszy amerykański okręt nowej generacji, który mógłby tę lukę zacząć nadrabiać, czyli atomowy pancernik klasy Trump (BBG-1), wejdzie do służby najwcześniej w 2036 roku. O ile nie dojdzie do opóźnień i o ile program nie zostanie zarzucony, jak wiele innych. Do tego czasu chińska flota najprawdopodobniej zdąży wprowadzić do służby kolejną generację krążowników, oznaczanych roboczo jako typ 055A, oraz kolejne pokolenie pocisków hipersonicznych rodzin YJ-17 i YJ-19.

Chińczycy projektowali wyrzutnie pod broń hipersoniczną. Amerykanie próbują dopasować broń hipersoniczną do wyrzutni z poprzedniej epoki. Dziś przekłada się to na realny i mierzalny brak parytetu w zdolnościach uderzeniowych obu flot. I to na akwenie, który będzie zapewne kluczowym teatrem rywalizacji mocarstw w nadchodzących dekadach. Trafnie podsumowała to niedawno, choć w znacznie szerszym kontekście, amerykańska badaczka „inteligentnego autorytaryzmu” Jennifer Lind: „Chiny są teraz wiodącym innowatorem. To dzieje się teraz. To już na nas spadło. To nie jest coś, o czym należy spekulować w przyszłości”. Wypada się zgodzić, że także w wyścigu zbrojeń morskich Chiny mają już Stany Zjednoczone w swoim wstecznym lusterku.