Analiza Radaru: Jakie konflikty przyniesie 2020 rok?

Fot./Bloomberg

2019 rok upłynął pod znakiem geopolitycznych przetasowań na Bliskim Wschodzie, amerykańsko-chińskiej wojny gospodarczej oraz przetaczającej się przez świat fali rewolucyjnej.

Następne 12 miesięcy może przynieść sporo kontynuacji, ale też rozpalenie nowych ognisk sporów.

Zaostrzenie polityki wobec Korei Północnej

Wielu ekspertów od wojskowości i polityki globalnej z niecierpliwością czekało jaki „prezent świąteczny” dostarczy administracji Trumpa północnokoreański przywódca Kim Dżong Un. Spodziewano się wystrzelenia rakiety dalekiego zasięgu, być może mogącej razić terytorium USA. Korea Północna jakoś się jednak nie pochwaliła takim testem w święta. Być może napotkała na problemy techniczne, być może przesunęła go ze względów politycznych.

Tym razem Amerykanie dali bowiem do zrozumienia, że są gotowi na konfrontację. Wysłali nad Koreę Północną swoje samoloty zwiadowcze oraz ujawnili film pokazujący komandosów ćwiczących misję porwania przywódców KRLD. Równolegle wycofali się także z naciskania na Koreę Południową, by płaciła kilkakrotnie więcej za amerykańską protekcję.

Fot./Bloomberg

2020 rok może więc przynieść zastosowanie polityki maksymalnej presji wobec Korei Północnej. Ostrzejsze sankcje, przeszukiwanie okrętów zmierzających do tego kraju, częstsze pokazy siły… Administracji Trumpa zależałoby oczywiście, by Kim powrócił do stołu rokowań i poszedł na jakieś ustępstwa w kwestii swojego programu rakietowego i nuklearnego. Stanowisko Kima zależy jednak w dużej mierze od tego, co mu każe zrobić Pekin. Dotychczas Chiny wykorzystywały Koreę Północną jako swój straszak i element przetargów relacjach z Amerykanami.

Amerykańsko-Chińska wojna handlowa

Na froncie amerykańsko-chińskiej wojny handlowej mamy rozejm. Być może w styczniu dojdzie do podpisania porozumienia handlowego „pierwszej fazy”. To nie oznacza jednak zakończenia konfliktu supermocarstw. Nawet jeśli nie powrócą do podwyżek ceł, to będą walczyć ze sobą na polu technologicznym. Można się więc spodziewać, że USA nie zrezygnują z wykluczania chińskich koncernów Huawei i ZTE z budowy sieci 5G w innych krajach. Nadal kontynuowana będzie walka pomiędzy Chinami, a USA, o strefy wpływów i wzajemne „podkupywanie” sojuszników.

W ciekawej pozycji w tym konflikcie znalazł się np. Izrael. Zacieśnia relacje gospodarcze z Chinami w tym we wrażliwych sektorach technologicznych. Jednocześnie wciąż przedstawiając się jako „najlepszy sojusznik USA”.

Sytuacja w Hongkongu wciąż pozostanie dużym problemem dla Chin. Sięgnięcie po rozwiązanie siłowe i stłumienie protestów przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą sprowokowałoby jednak USA do ogłoszenia silnych sankcji.

Kwestia Turcji

W jak zwykle trudnym położeniu znajduje się Turcja, co jednak nie zraża jej do ambitnych przedsięwzięć geopolitycznych. Tureckie władze deklarowały w końcówce 2019 r., że wyślą pomoc wojskową dla uznawanych przez ONZ władz Libii. Władze te walczą przeciwko konkurencyjnemu rządowi Libii gen. Chalify Haftara, który ma m.in. wsparcie od Rosji, Egiptu i ZEA.

Czytaj także: Amerykańskie wsparcie dla Erdogana

Turcja jak na razie wysyła do Libii syryjskich dżihadystów poprzez Tunezję (Erdogan w ten sprytny sposób ich się pozbywa). Popiera ona rząd w Trypolisie m.in. dlatego, że niedawno podzieliła się z tym rządem wyłącznymi strefami ekonomicznymi na Morzu Śródziemnym (co uderzyło w interesy Cypru i Grecji).

Fot./AFP

Zaangażowanie w konflikt libijski stawia Turcję na kursie kolizyjnym z Rosją, z którą jednocześnie Turcja realizuje projekty energetyczne i od której kupiła system obrony przeciwlotniczej S-400. Spór z USA związany z zakupem S-400 może doprowadzić do zamknięcia dla Amerykanów bazy lotniczej Incirlik i przeniesienia znajdującej się tam taktycznej broni jądrowej np. do baz w Rumunii. Co byłoby korzystne dla naszego regionu, jako dodatkowy czynnik odstraszający Rosję.

Oraz Syrii

Punktami zapalnymi na Bliskim Wschodzie pozostają także Syria, Jemen i Liban. Reżim Assada powinien nadal przejmować kontrolę nad resztkami terytoriów kontrolowanych przez rebeliantów. Problemem dla niego będzie jednak zajęcie terenów roponośnych okupowanych przez Amerykanów. Syryjczycy niewiele tutaj mogą zrobić otwartą konfrontacją, ale mogą sięgnąć po wojnę terrorystyczną przeciwko żołnierzom USA. Amerykanie chętnie odpowiedzą na ataki demonstracyjnymi atakami wykonywanymi za pomocą dronów, pocisków cruise i konwencjonalnego lotnictwa.

Czytaj także: Jak zmarnowano okazję na pokój w Afganistanie

Sytuację Syryjczykom komplikuje to, że na terytorium ich kraju przybyły w końcówce 2019 r. także oddziały saudyjskie, a Izraelczycy wciąż bezkarnie latają nad Syrią i bombardują irańskie bazy. Wszystko przy bierności rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Jak na razie wygląda też na to, że rosyjskie wojska pozostaną w Syrii, choć korzyści jakie ma Rosja z uczestnictwie w tej wojnie (poza przetestowaniem nowego sprzętu i wyszkoleniem żołnierzy) są dosyć niejasne. Zapewne administracja Putina angażując się tam liczyła na to, że pomoże to w porozumieniu z władzami USA po wyborach z 2016 r. Administracja Trumpa w małym jednak stopniu była, jak dotąd, zainteresowana porozumieniem z Rosją – bo Rosja niewiele może jej zaoferować – a nawet znacząca zaostrzyła sankcję nałożone na ten kraj.

Rosyjska obecność wojskowa w Syrii ma jednak niezaprzeczalną korzyść dla państw naszego regionu. Sprawia ona, że Rosja ma mniejszą możliwość zaostrzania konfliktu na Ukrainie.

Kryzys w Libanie

Niebezpiecznie może się rozwinąć kryzys w Libanie, ale prawdopodobieństwo wybuchu tam nowej wojny domowej jest ograniczone. Wszystko z powodu dużej dysproporcji pomiędzy stronami sporu. Szyicki Hezbollah dysponuje siłami większymi od wielu europejskich armii a inne grupy konfesyjne (maronici, druzowie, sunnici) nie dysponują już swoimi milicjami.

Czytaj także: Liban – rewolucja przez Whatsapp

W przypadku eskalacji konfliktu musiałby bardzo szybko się uzbroić. Wsparciem dla Libańczyków może być to, że przeciwko irańskim wpływom buntuje się też Irak, a sam Iran znów może doświadczyć kolejnych fal protestów społecznych. Sytuacja ekonomiczna w Iranie nie powinna ulec znaczącej poprawie. Przykłady Wenezueli, Zimbabwe czy Kuby wskazują jednak, że reżimy mogą długo trwać mimo katastrofy gospodarczej.

Protesty w Libanie. Fot./AFP

Nie zapominajmy również, że 2020 r. to rok kampanii wyborczej w USA. Czyli okres, w którym prezydent Trump mocno będzie potrzebował sukcesów w polityce zagranicznej. Być może uda mu się zbudować przed wyborami odcinek muru na granicy z Meksykiem. Być może jednak sięgnie też po mocniejsze uderzenie w meksykańskie kartele narkotykowe. Takie działania mogłyby w łatwy sposób zwiększyć jego popularność w gorącym okresie kampanii.

Tags:

Mogą Ci się również spodobać

Nowy system RVS dla samolotów KC-46A

Boeing podpisał kontrakt w sprawie opracowania i wdrożenia nowego zdalnego systemu wizualizacji dla samolotów ...

Żandarmi na zakupach

Oddział Zabezpieczenia Żandarmerii Wojskowej poinformował o rozstrzygnięciu trzech przetargów dotyczących zakupu pojazdów specjalnego przeznaczenia ...

Włosi nie rezygnują z F-35

Rząd Republiki Włoskiej podjął decyzję o pozostaniu w programie dalszego rozwoju samolotów Lockheed Martin ...