Rząd w ostatnich dniach w ekspresowym tempie wydawał środki pożyczone w ramach unijnego SAFE, podpisując liczne umowy na zakup nowych lub refinansowanie zakupu niektórych wcześniej zamówionych systemów uzbrojenia. Wśród nowych kontraktów, po pięciu latach przerwy, doczekaliśmy się zamówienia na samobieżny moździerz automatyczny Rak. Pojazd, który dobrze sprawdza się na Ukrainie.
Umowa podpisana została 30 maja w siedzibie Huty Stalowa Wola (HSW). Na jej podstawie konsorcjum HSW i Rosomak S.A. dostarczy osiem modułów ogniowych moździerzy samobieżnych Rak (jeden moduł to osiem pojazdów) wraz z pakietem pojazdów towarzyszących. Wartość umowy wynosi ok. 3,8 mld zł netto, a dostawy zostaną zrealizowane do 2030 roku.
W ramach konsorcjum HSW odpowiada za systemy wieżowe Raka oraz integrację całości. Podwozia oparte na transporterach Rosomak dostarcza Rosomak SA z Siemianowic Śląskich. Obydwie firmy wchodzą w skład PGZ. Rak (a właściwie jego system wieżowy) to produkt polski. Stworzony przez polskich inżynierów i produkowany w polskich zakładach.
Nowy system wieżowy Raka ma niemal dwukrotnie zwiększyć jego szybkostrzelność
Atutem Raka jest jego automatyczna wieża. Dotychczasowy system wieżowy, produkowany seryjnie od 2016 roku jest konstrukcją sprawdzoną i dojrzałą, ale Huta Stalowa Wola od kilku lat pracuje nad jego następcą. Nowy moździerzowy system wieżowy kalibru 120 mm, oznaczony jako MSSW-120 lub wewnętrznie w HSW jako M69, to efekt tych prac i jedna z ważniejszych premier MSPO w Kielcach w 2024, gdzie zademonstrowano nową wieżę, osadzoną na podwoziu bojowego wozu piechoty Borsuk.
Kluczową zmianą jest nowy automat ładowania. Z dotychczasową wieżą Rak osiąga szybkostrzelność 6 do 8 pocisków na minutę. Nowy układ dosyłania, zaprojektowany i sfinansowany w całości przez HSW, ma zwiększyć te osiągi do około 10 do 12 strzałów na minutę, czyli niemal dwukrotnie. Jednocześnie zoptymalizowano liczbę napędów w procesie dosyłania, co ma korzystnie wpłynąć na niezawodność w warunkach bojowych.
Zmieniono też geometrię wieży, poprawiono ergonomię pracy załogi i podniesiono poziom ochrony balistycznej. Nowa konstrukcja pozwala przewozić do 60 nabojów, z czego 20 mieści się w magazynie wieżowym i jest gotowych do natychmiastowego użycia.
Czytaj więcej
W sobotę zostaną podpisane umowy na zakup bojowych wozów piechoty, armatohaubic, amunicji 155 mm i transporterów opancerzonych. Ich wartość to kilk...
Istotną zaletą MSSW-120 jest uniwersalność. Nowa wieża może być montowana na podwoziach kołowych i gąsienicowych różnych producentów, co otwiera drogę zarówno do wersji na Rosomaku, jak i na Borsuku, a także do oferty eksportowej.
Fakt podpisania nowego kontraktu dla Wojska Polskiego nie przesądza jeszcze, która wersja wieży trafi na zamówione pojazdy (przy podpisaniu umowy takich szczegółów nie ujawniono), kierunek rozwoju programu jest jednak czytelny. Jest zatem więcej niż prawdopodobne, że kolejne Raki otrzymają nowy system wieżowy.
Jakie jest miejsce Raków w strukturze polskiej armii
W Wojsku Polskim wsparcie ogniowe w jednostkach liniowych funkcjonuje na trzech poziomach. Na najwyższym szczeblu, czyli na poziomie dywizji, są to brygady lub pułki artylerii. Docelowym modelem jest w tym przypadku model brygadowy, na który stopniowo będą przechodziły pułki (po jednej brygadzie na dywizję). Jednostki te dysponują zróżnicowanym wyposażeniem: samobieżnymi armatohaubicami, wyrzutniami rakiet oraz amunicją krążącą średniego zasięgu.
Czytaj więcej
Marynarka Wojenna doczeka się nowych okrętów hydrograficznych. Umowa o wartości 1,5 mld zł, finansowana z unijnego programu SAFE, trafiła do gdańsk...
Szczebel niżej, czyli na szczeblu brygady działają samodzielne dywizjony artylerii, wyposażone w samobieżne haubice (dywizjon taki ma ich zwykle 24). Na kolejnym szczeblu, czyli szczeblu batalionu piechoty zmotoryzowanej i zmechanizowanej, rolę tę pełni kompanijny moduł ogniowy (KMO) Rak, organicznie wbudowany w strukturę tego pododdziału.
Oznacza to, że dowódca batalionu dysponuje własnym wsparciem ogniowym. Takie KMO powinny znaleźć się w każdym batalionie zmotoryzowanym i zmechanizowanym (nie ma ich natomiast w batalionach czołgów). Docelowa liczba batalionów, które będą potrzebować wsparcia ogniowego na poziomie batalionu, po sformowaniu wszystkich sześciu planowanych dywizji, może wynieść nawet 53. Tymczasem liczba już odebranych KMO Rak, po przekazaniu części moździerzy Ukrainie, wynosi prawdopodobnie 14. Nowe zamówienie to kolejne osiem KMO, a zatem w sumie będziemy mieć 22 KMO, wyposażonych w Raki w wariancie kołowym.
Raki to towarzystwo dla Borsuków i Rosomaków
Każdy taki KMO składa się z ośmiu moździerzy M120K na podwoziu kołowym Rosomak, czterech artyleryjskich wozów dowodzenia (AWD), trzech wozów amunicyjnych (AWA) oraz wozu remontu uzbrojenia (AWRU), czyli w sumie 16 pojazdów. To zintegrowany, samowystarczalny zestaw zaprojektowany z myślą o batalionach kołowych. Pierwsze dostawy ruszyły w 2017 roku do 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej i od tamtej pory kolejne jednostki systematycznie przechodziły na nowy system: 12. Brygada Zmechanizowana, 15. Brygada Zmechanizowana oraz 21. Brygada Strzelców Podhalańskich.
Tyle moździerzy M120K Polska prawdopodobnie przekazała Ukraińcom po wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą
Docelowo każda brygada zmotoryzowana ma dysponować trzema KMO, po jednym dla każdego batalionu piechoty. W wersji obecnie używanej M120K, w batalionach zmotoryzowanych wyposażonych w Kołowe Transportery Opancerzone (KTO). I w nowej wersji M120G (gąsienicowej), w batalionach zmotoryzowanych wyposażonych w Bojowe Wozy Piechoty (BWP), czyli docelowo w polskie Borsuki.
W praktyce oznacza to, że wsparcie ogniowe moździerzy jest rozproszone i bliskie żołnierzom pierwszej linii, a nie zgrupowane w oddzielnym dywizjonie. To świadoma decyzja doktrynalna: Rak ma być szybki, mobilny i zawsze pod ręką dowódcy batalionu. W przyszłości wojska zmechanizowane na podwoziach gąsienicowych mają otrzymać wersję Raka osadzoną na bojowym wozie piechoty Borsuk.
Pierwsze zamówienie kompanijnych modułów ogniowych po długiej przerwie
Nowy kontrakt na Raki to wydarzenie, które wymaga szerszego kontekstu. Program zakupu kompanijnych modułów ogniowych dla Wojska Polskiego zamykał się dotychczas na trzech umowach zawartych w latach 2016, 2019 i 2020.
Pierwsza, podpisana w kwietniu 2016 roku obejmowała osiem KMO, czyli 64 moździerze M120K i 32 wozy dowodzenia AWD. Kolejna, z października 2019 roku dołożyła dwa kolejne KMO oraz dodatkowe egzemplarze dla Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu. Ostatnia umowa, z maja 2020 roku, zamknęła na kilka lat program pięcioma kolejnymi modułami. 28 listopada 2024 roku Huta Stalowa Wola (producent Raków) dostarczyła 15 i ostatni KMO do 12. Brygady Zmechanizowanej, oficjalnie kończąc realizację wszystkich trzech umów.
Po wybuchu agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku Polska prawdopodobnie przekazała Ukrainie osiem moździerzy M120K, czyli równowartość jednego pełnego kompanijnego modułu ogniowego. Przekazanie miało formę pomocy wojskowej, a nie kontraktu eksportowego. W efekcie w strukturach Wojska Polskiego aktywnych pozostaje 14 KMO ze 112 Rakami, które rozdzielono między cztery brygady zmechanizowane: 12., 15., 17. Wielkopolską i 21. Brygadę Strzelców Podhalańskich.
Od czasu złożenia ostatniego opisanego zamówienia na Raki minęło niemal pięć lat. W tym czasie resort obrony inwestował głównie w amunicję. W grudniu 2024 roku podpisano umowę na kilkadziesiąt tysięcy sztuk amunicji kalibru 120 mm z dostawą w lata 2026 i 2027, a na początku 2026 roku dołożono do niej aneks, który prawdopodobnie zwiększył to zamówienie. Jego szczegółów jednak nie ujawniono.
Raki sprawdziły się już na Ukrainie
Przekazanie pewnej liczby Raków Ukraińcom sprawiło, że dziś jest to pojazd sprawdzony na polu walki. Jak wynika z dostępnych relacji, na ukraińskim froncie polskie moździerze samobieżne M120 Rak szybko zyskały reputację jednej z najskuteczniejszych broni wsparcia ogniowego. Ukraińscy żołnierze i dowódcy bardzo je chwalą. I chyba nie jest to tylko kurtuazja. Ich zdaniem, w zestawieniach z innymi systemami tej klasy, Rak regularnie plasuje się w czołówce. Decydują o tym trzy cechy, które na współczesnym polu walki mają fundamentalne znaczenie: mobilność, automatyzacja i precyzja.
Samobieżny moździerz automatyczny 120 mm „M120 Rak”
Zaprojektowany i produkowany przez Hutę Stalowa Wola. Moździerz osadzony w zamkniętej wieży z automatem ładowania, montowany na dwóch nośnikach.
M120K (kołowy) na podwoziu KTO Rosomak 8x8. Wersja przeznaczona dla batalionów zmotoryzowanych. Produkowana seryjnie od 2016 roku, w służbie od 2017.
M120G (gąsienicowy) na podwoziu BWP Borsuk (prawdopodobnie). Wersja dla wojsk zmechanizowanych, w fazie rozwoju i badań.
Parametry (obu wersji):
- kaliber 120 mm;
– zasięg do 12 km;
- szybkostrzelność 6–8 strz./min (nowa wieża: do 12 strz./min);
- zapas amunicji 46 szt.;
- czas gotowości do strzału 30 s;
- czas opuszczenia stanowiska po strzale 15 s;
- obsługa 3 osoby.
System kierowania ogniem TOPAZ umożliwia automatyczne otrzymywanie danych balistycznych i współrzędnych celu. Moździerz może prowadzić ogień w zakresie od minus 3 do plus 80 stopni, w tym bezpośredni.
Największe wrażenie na ukraińskich załogach robi taktyka „strzelaj i uciekaj”. Rak potrzebuje zaledwie około 30 sekund, by przejść z pozycji marszowej do bojowej. Po oddaniu serii strzałów pojazd może odjechać, zanim rosyjskie systemy kontrbateryjne lub drony zdążą ustalić jego położenie. Równocześnie automat ładujący pozwala w tym krótkim, zaledwie minutowym oknie czasowym, wystrzelić od sześciu do ośmiu pocisków, gwałtownie zasypując ogniem wrogie pozycje.
Ukraińcy podkreślają też, że zasięg Raka sięgający od 10 do 12 kilometrów w połączeniu z precyzyjną amunicją sprawia, że cele można razić daleko poza linią bezpośredniego kontaktu. Ukraińcy szczególnie cenią przy tym polski, zintegrowany system kierowania ogniem TOPAZ, który pozwala odbierać współrzędne z dronów rozpoznawczych bezpośrednio w pojeździe, skracając czas reakcji do minimum. To właśnie ta kombinacja szybkości i automatyzacji sprawia, że Rak okazał się wyjątkowo efektywny w realnych warunkach bojowych i w dość nietypowych, jak na to do czego był projektowany, warunkach „wojny dronowej”.
Jak wynika z dostępnych informacji, po pierwszych miesiącach eksploatacji ukraińskie załogi wypracowały własne taktyki maskowania i manewrowania, które jeszcze bardziej zwiększyły przeżywalność systemu na polu walki. Rak stał się dla Rosjan koszmarem – trudnym do zlokalizowania, szybkim i śmiertelnie precyzyjnym.
Jedynym istotnym ograniczeniem, które zgłaszają ukraińscy użytkownicy tego systemu, jest logistyka amunicyjna. Amunicja kalibru 120 mm ze względu na swoją specyfikę dostarczana jest w dużej mierze bezpośrednio z Polski, co wymaga sprawnie działającego łańcucha zaopatrzenia i ciągłego uzupełniania zapasów.