Iran w ogniu protestów

Fot./AFP

Od 15 listopada przetacza się przez Iran fala wielkich protestów. Niektórzy analitycy już uznali je za największe zamieszki od 1979 r.

Demonstracje są skutkiem pogarszającej się sytuacji gospodarczej w Iranie. Mowa m.in. strategii „maksymalnej presji” jaką na Iran wywiera administracja Trumpa.

Protesty zostały sprowokowane przez podwyżkę cen paliwa. Dotychczas Irańczycy mogli kupić do 250 litrów paliwa płacąc 10 tys. riali (1,17 zł) za 1 litr. 15 listopada rząd ogłosił jednak, że nowa cena będzie wynosić 15 tys. riali (1,76 zł) za litr w przypadku pierwszych 60 litrów kupionych w ciągu miesiąca, a każdy litr kupowany powyżej tego limitu sięgnie ona 30 tys. riali (3,51 zł). Ta cena wciąż niska w porównaniu z tymi, które trzeba płacić w Europie, ale jest ona wysoka w stosunku do płac realnych w Iranie. Podwyżka została więc uznana przez wielu Irańczyków za drastyczną.

Czytaj także: Liban – rewolucja przez Whatsapp

W odpowiedzi na nią doszło do demonstracji w ponad 50 irańskich miastach. Miały one gwałtowny przebieg. Irańskie władze przyznają, że zginęło 12 protestujących, Amnesty International szacuje jednak liczbę zabitych na ponad 100. Według władz irańskich demonstranci zabili też kilku policjantów i próbowali zabić jednego z deputowanych do parlamentu. Siły bezpieczeństwa donosiły, że w weekend aresztowały 100 przywódców zamieszek, ale nie podawały żadnych informacji o tym, kim byli ci przywódcy.

Władze oskarżają „siły zewnętrzne” o wywołanie zamieszek, ale analitycy dopatrują się w nich ruchu całkowicie oddolnego, pozbawionego przywódców i nie mającego związków z żadną z frakcji we władzach Iranu. Demonstranci mieszają hasła ekonomiczne z politycznymi. Skandują m.in., że „pieniądze z ropy przepadły, bo zostały wydane na Palestynę”. Słychać też hasła w stylu „Śmierć islamskiej republice!” i „Szachu Iranu, wróć do kraju!”. W jednym z miast podpalono pomnik ajatollaha Chomeiniego. Władze chwyciły się drastycznych środków, by powstrzymać rozprzestrzenianie się protestów: wprowadziły blokadę Internetu.

Kryzys gospodarczy w tle zamieszek

Obecną falę protestów trzeba widzieć w kontekście pogłębiającego się kryzysu gospodarczego w Iranie. Prezydent USA Donald Trump, przywracając w maju 2018 r. sankcje nałożone na handel irańską ropą, zadał wielki cios ekonomiczny Teheranowi. O ile w maju 2018 r. eksport irańskiej ropy wynosił 2,45 mln baryłek dziennie, to w październiku 2019 r. wynosił już tylko 0,26 mln baryłek dziennie. Iran traci przez to 50 mld dol. przychodów ze sprzedaży ropy rocznie.

Czytaj także: Tajemnica ataku na saudyjską rafinerię

Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewa się, że w okresie marzec 2019 – marzec 2020 PKB Iranu skurzy się o prawie 10 proc. Powrót sankcji przyczynił się do załamania nieoficjalnego kursu riala irańskiego w 2018 r. Wartość waluty spadła z 35 tys. riali za 1 dolara do 150 tys. riali za jednego dolara. (W tym roku odbił się on jednak do 135 tys. riali za 1 dolara.) Władze zabroniły importu 1400 towarów, by powstrzymać odpływ dewiz.

Władze znajdą rozwiązania

Jak na razie jest duże prawdopodobieństwo, że irańskie władze poradzą sobie z protestami. Kryzys może jednak sprawić, że fale gniewu społecznego będą powracać. Problemem dla reżimu mogą stać się również kwestie związane z sukcesją władzy. Obecny irański Najwyższy Przywódca ajatollah Ali Chamenei rządzi krajem od 1989 r., ma 80 lat, prawdopodobnie choruje na raka i nie wyznaczył wyraźnego następcy.

Czytaj także: Czemu Trump pozwolił na turecką inwazję?

Pojawiają się też obawy, że Iran może zdecydować się na ostrzejsze działania wymierzone w USA oraz Izrael, by w ten sposób próbować odwrócić uwagę swojej opinii publicznej od kryzysu gospodarczego.

Gen. Kenneth McKenzie, dowódca CENTCOM (amerykańskiego dowództwa na obszar m.in. Bliskiego Wschodu), stwierdził, że Iran prawdopodobnie dokona nowych ataków w regionie. USA ściągnęły więc dodatkowe siły do Arabii Saudyjskiej (14 tys. żołnierzy od wiosny), by go do tego zniechęcić. Wyrazem obaw związanych z zamiarami Iranu była też zapewne wizyta wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a w bazie lotniczej Al-Assad przy granicy iracko-syryjskiej. Pence odwiedził również Irbil, stolicę irackiego Kurdystanu, gdzie się spotkał z jego prezydentem Nachirvanem Barzanim.

Czytaj także: Amerykańskie wsparcie dla Erdogana

Wbrew powszechnej narracji o „porzuceniu Kurdów” przez USA, amerykańskie wojska nadal współpracują z organizacjami kurdyjskimi. Swoją obecność w Syrii zmniejszyły jedynie w małym stopniu. Izraelski serwis Debka podaje, że liczba amerykańskich żołnierzy na kurdyjskich terenach we wschodniej Syrii nawet zwiększyła się w listopadzie.

Tags:

Mogą Ci się również spodobać

Luftwaffe zamawia nowe pociski do Tornado

Departament Stanu Stanów Zjednoczonych wydał zgodę na sprzedaż pocisków Northrop Grumman AGM-88E AARGM do ...

Budowa „cyfrowej” fregaty rozpoczęta

W stoczni w bretońskim Lorient odbyła się uroczystość rozpoczęcia cięcia blach do budowy pierwszej ...

Bułgaria zakończyła proces ratyfikacji umowy na zakup F-16

Bułgarski odpowiednik polskiego Dziennika Urzędowego opublikował informacje dotyczące ratyfikacji przez rząd Bułgarii umów międzyrządowych ...