Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego decyzja o przekazaniu rakiet Ukrainie nie zależy wyłącznie od polskiego rządu.
  • Jakimi zasobami pocisków PAC-3 realnie dysponuje obecnie Wojsko Polskie.
  • Jak globalne konflikty wpływają na terminy dostaw kluczowego uzbrojenia dla Polski.

Obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa to obecnie jedne z kluczowych zdolności na polu walki, o czym codziennie możemy się przekonać obserwując konflikt rosyjsko-ukraińsko. Niszczenie infrastruktury krytycznej – m.in. elektrociepłowni czy magazynów – jest dziś na porządku dziennym. To właśnie dlatego prezydent Wołodymyr Zełenski apeluje o kolejne dostawy pocisków do systemów OPL.

Pamiętając o tym, że ten sam prezydent, który teraz zwraca się do Polski o pociski PAC-3, nadał jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imię „Bohaterów UPA”, formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo na Wołyniu, warto przeanalizować, co faktycznie mamy i co moglibyśmy przekazać naszym sąsiadom ze wschodu.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Ukraińskie mrzonki o produkcji pocisków do Patriotów

Polska ma mniej niż 200 pocisków PAC-3

Wojsko Polskie dysponuje obecnie dwoma bateriami systemu Patriot, które są w pełnej gotowości bojowej, a które zamówiliśmy w 2018 r. To w sumie 16 wyrzutni. Przy okazji tego zakupu zakontraktowaliśmy też ok. 200 pocisków PAC-3 MSE, jednak nie wszystkie zostały dostarczone, a co najmniej kilka już przekazaliśmy Ukrainie. Zrobiliśmy to w ramach „zrzutki” wśród sojuszników. Amerykanie poprzez NATO naciskali, by ci sojusznicy, którzy mają tego typu pociski, przekazali ich nieco będącym w kryzysie Ukraińcom. Polska została zapewniona, że w razie kryzysu z naruszeniem jej granicy szybko otrzyma wsparcie sojusznicze.

Jak wygląda dziś nasza sytuacja? Na podstawie umowy z 2023 r. w latach 2027-29 powinniśmy otrzymać 6 kolejnych baterii systemu Patriot, czyli kolejnych 48 wyrzutni. Przy tej okazji zamówiliśmy ok. 600 nowoczesnych pocisków PAC-3, ale trudno przewidzieć, kiedy je otrzymamy. Wydaje się, że wciąż czekamy na ostatnie sztuki z 200 pocisków zamówionych w ramach pierwszej umowy z 2018 r.

System Patriot

System Patriot

Foto: Infografika PAP

Wiadomo, że z powodu olbrzymiego zużycia tych pocisków podczas ataku USA i Izraela na Iran, Stany Zjednoczone opóźnią dostawy tego sprzętu dla sojuszników. Mimo że właśnie podpisano olbrzymie kontrakty na zwiększenie mocy produkcyjnych tych pocisków z obecnych ok. 600 do 2 tys. sztuk rocznie, to osiągnięcie tego celu zajmie koncernowi Lockheed Martin kilka lat. Realia są takie, że dostawy pocisków PAC-3 dla Polski w najbliższych latach, jeśli w ogóle będą, to w bardzo niewielkiej liczbie.

Mając to na uwadze w czerwcu za ok. miliard dolarów zamówiliśmy pociski PAC-2 GEM-T, których dostawy mają się rozpocząć najpewniej jeszcze w tym roku i potrwają do końca 2031 r.

Czytaj więcej

Amerykanie chcą produkować 16 razy więcej Tomahawków. Gigantyczny kontrakt podpisany

Sprawa Patriotów. Decyzja rządu Polski pochodną działań Sojuszu

Co więc moglibyśmy przekazać Ukrainie? Jeśli chodzi o pociski PAC-3, politycy koalicji rządowej, m.in. ustami ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, mówią, że jeszcze żadne decyzje nie zapadły. Jednocześnie wicepremier wyjaśniał, że wnioski od sojuszników i z Kwatery Głównej NATO w tej sprawie płyną do wielu państw członkowskich i bardzo silne akcentuje je strona amerykańska.

Czytaj więcej

Dogrywka SAFE. Polska powalczy o dodatkowe unijne pożyczki na uzbrojenie

Znając realia, jest to wprost przyznanie, że takie przekazanie mogą nas wymusić Amerykanie, jeśli wojskowi w NATO uznają, że sytuacja Ukrainy faktycznie będzie tego wymagać. W pewnym sensie takie działanie jest standardem – Sojusz zakłada, że raz się pomaga sojusznikom, innym razem sojusznicy pomagają nam. Oczywiście Ukraina nie jest członkiem NATO, ale w tym wypadku działalibyśmy na prośbę Amerykanów. Nasza sympatia, bądź jej brak, do kraju, gdzie ten sprzęt ma być przekazany, jest stosunkowo mało istotna. Decyzja polskiego rządu będzie uzależniona od szerszej międzynarodowej układanki. To, że nie mamy ochoty przekazywać tych pocisków, jest oczywiste. To jak faktycznie będzie, już nie.

Ale też warto powiedzieć sobie wprost: nie jesteśmy w stanie przekazać więcej niż kilka, maksymalnie kilkanaście takich pocisków. Nasz wielowarstwowy system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej jest dopiero w budowie, oprócz systemu Patriot (program Wisła), będą go tworzyć także Narew, Pilica i SAN, ale obecnie nie mamy czym wspierać broniącej się przed Rosją Ukrainy.

Czytaj więcej

Nowa broń Rosji coraz większym wyzwaniem dla Ukrainy. Drony upodabniają się do pocisków

Niejako na marginesie można zauważyć, że jeszcze kilka lat temu to Polska była inicjatorem inicjatyw przekazywania sprzętu – m.in. czołgów czy samolotów. To my w pierwszych tygodniach wojny, mimo zwątpienia Amerykanów, podtrzymywaliśmy zbrojeniową kroplówką Ukraińców przy życiu. W wyniku działań prezydenta Zełenskiego sytuacja dziś jest zupełnie odmienna. Dziś w Polsce mamy licytację polityczną dotyczącą tego, kto mniej pomaga naszym sąsiadom. Nie zmienia to tego, że powinniśmy jednak pamiętać, iż każdy dzień, kiedy Ukraina zużywa potencjał militarny Rosji, jest dla nas korzystny. Natomiast nasi sąsiedzi z Kijowa, Lwowa czy Charkowa nie powinni zapominać, który ukraiński polityk przyczynił się najbardziej do tak drastycznego pogorszenia naszych relacji.