Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego państwa wschodniej flanki NATO osiągnęły limit tempa wzrostu budżetów obronnych.
- Które kraje na wschodniej flance wydają najmniej na obronność.
- Na czym polega zwrot w niemieckiej polityce obronnej.
- O wieloletnich wyzwaniach w budowie zdolności militarnych, których nie rozwiążą same pieniądze.
Choć o sile armii nie świadczą tylko wydatki, to jest to podstawa do budowy zdolności obronnych państwa. Duże budżety nie przekładają się automatycznie na silną armię, można pieniądze wydawać mało efektywnie, ale bez zabezpieczenia środków finansowych, nie da się jej zbudować. Dlatego Sojusz Północnoatlantycki przyjmuje kolejne zobowiązania, by te wydatki zwiększać. Na szczycie NATO w Walii w 2014 r., krótko po nielegalnej aneksji Krymu przez Rosję, kraje członkowskie zobowiązały się, że do 2024 r. będą wydawać 2 proc. PKB na obronność. Jednak przez lata Europa była głucha na apele kolejnych administracji amerykańskich dotyczące skończenia z „jazdą na gapę” w obronności. Zauważalne przyspieszenie zwiększania tych wydatków nastąpiło jednak dopiero wraz z rozpoczęciem drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa. W 2025 r. europejscy członkowie Sojuszu i Kanada wydawali na obronność 20 proc. więcej niż rok wcześniej.
Także w 2025 r. na szczycie NATO w Hadze, członkowie Sojuszu Północnoatlantyckiego zobowiązali się, że do 2035 r. będą wydawać na obronność 5 proc. PKB. Z tego 3,5 proc. ma iść na „twardą obronność”, a 1,5 proc. może być przeznaczane na zwiększenie ochrony infrastruktury krytycznej, ochrony ludności cywilnej czy zwiększanie zdolności przemysłu obronnego.
Bałtowie wyprzedzają Polskę
W ostatnich latach ten wzrost wydatków znacznie lepiej niż na południowym zachodzie było widać na wschodniej flance NATO, której część krajów bezpośrednio graniczy z Federacją Rosyjską. Patrząc przez pryzmat PKB, do 2025 r. to Polska była niekwestionowanym liderem pod względem tych wydatków na obronność – wówczas przeznaczyliśmy na ten cel ok. 4,3 proc. naszego PKB. Oprócz nas, w ub. roku 4 proc. przekroczyła tylko Litwa.
Czytaj więcej
Budżet państwa oraz pożyczki zaciągane w ramach Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych to dwa główne filary naszego zbrojenia. Choć corocznych planów olbr...
Jednak w tym roku tracimy pałeczkę lidera. Według szacunków Sojuszu Północnoatlantyckiego w 2026 r. wyprzedzi nas nie tylko Litwa, ale także Łotwa i Estonia. Co istotne, w 2027 r. ten proces będzie się pogłębiał. O ile w przyszłym roku wszystkie trzy kraje bałtyckie przeznaczą na obronność co najmniej 5 proc. PKB, to według planów rządu nasz budżet na obronność ma wynieść 198 mld zł. Nominalnie będzie to prawie 2 mld zł mniej, niż plany na 2026 r., a nawet gorzej wygląda to pod kątem PKB. Biorąc pod uwagę, że nasza gospodarka w tym roku urośnie o ok. 4 proc., to w przyszłym roku patrząc przez pryzmat PKB, wydamy znacznie mniej niż planowane na 2026 r. 4,5 proc. PKB. Na pytanie „Rz” dlaczego budżet na obronność w 2027 r. będzie mniejszy, wicepremier minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz odpowiedział, że tak naprawdę będzie większy, ponieważ zakupy wydatkowane z pożyczek z unijnego instrumentu SAFE będą zwolnione z VAT.
Wschodnia flanka dochodzi do ściany
Obserwując pojawiające się w ostatnich tygodniach deklaracje o planach budżetów obronnych na 2027 r., widać, że większość państw naszego regionu powoli dochodzi do swojego limitu i nie jest już w stanie szybko zwiększać wydatków na obronność. Litwa i Estonia utrzymają poziom minimum 5 proc. PKB, ale patrząc przez taki pryzmat, będzie to nieco mniej niż w 2026 r. Finlandia nominalnie zwiększy swój budżet o ok. 600 mln euro, co będzie stanowić mniej niż 10 proc. i dobije do 7 mld euro rocznie. To jest ok. 2,6 proc. PKB, ale najpewniej według metodologii Sojuszu do tego zostaną doliczone jeszcze inne wydatki, tak że ten wzrost będzie. Warto jednak podkreślić, że w tym kraju od 2025 r. do 2026 r. nastąpił niewielki spadek.
Tradycyjnie obronnymi maruderami w naszym regionie są pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej. Po powrocie do władzy premiera Andreja Babiša pod koniec 2025 r., ten polityk zapowiedział wręcz zmniejszenie wydatków na obronność w 2026 r. Według jego deklaracji ma to być w tym roku 1,7 proc. PKB. W 2027 r. Czechy mają dobić do 2 proc. PKB, ale nie ma planów dalszego zwiększania tych wydatków w najbliższym czasie. Podobnie niechętne zwiększaniu wydatków są Słowacja i Węgry.
Jeśli chodzi o inne kraje tzw. wschodniej flanki, czyli Szwecję i Rumunię, to nie podały one jeszcze swoich budżetów obronnych na 2027 r. Można prognozować, że w najbliższych latach poziom wydatków państw naszego regionu będzie się utrzymywał na zbliżonym poziomie, albo powoli rósł. Jednak czas szybkich wzrostów już za nami, co wynika albo z osiągnięcia już wysokiego poziomu, jak w państwach bałtyckich i Polsce, albo z niechęci do zwiększania tych wydatków, co widać szczególnie u naszych południowych sąsiadów. Można również zakładać coraz bardziej „kreatywne” podejście do zliczania tych wydatków.
Czytaj więcej:
PGZ i Grupa WB powinny w ciągu 5 lat co najmniej podwoić swoje przychody. To w dużej mierze efekt zamówień finansowanych z pożyczek z unijnego Inst...
Pro
Niemcy dopiero się rozpędzają
Na tym tle w naszym regionie wyróżniają się Niemcy, którzy choć raczej nie są traktowani jako państwo „wschodniej flanki”, to jednak w razie „W” mają być bezpośrednim zapleczem dla krajów frontowych. 9 września minister obrony Boris Pistorius przedstawił w Bundestagu plan budżetu na obronność na 2027 r., który zakłada duży wzrost wydatków. W sumie licząc specjalny fundusz Sondervermögen będzie to prawie 140 mld euro, czyli najwięcej od zakończenia zimnej wojny. To pozwoli przekroczyć znacznie 3 proc. PKB, a nominalnie jest to trzy razy więcej niż w tym czasie wyda Polska. By móc wydawać więcej na obronność i jednocześnie więcej pożyczać na ten cel, Niemcy w 2025 r. nawet zmieniły swoją ustawę zasadniczą. Jak prognozuje Ośrodek Studiów Wschodnich, w swoim najnowszym raporcie o Bundeswehrze, w Niemczech stabilne finansowanie wydatków obronnych jest zapewnione do 2029 r., czyli kolejnych wyborów parlamentarnych za Odrą.
Analizując te wydatki, trzeba mieć z tyłu głowy, że pieniądze nie walczą i są tylko środkiem do uzyskania zdolności obronnych. Tworzenie silnej armii jest procesem długotrwałym – dostawy sprzętu wojskowego zajmują często 5 czy nawet 8 lat, a do tego trzeba doliczyć wyszkolenie odpowiedniej liczby żołnierzy, co też może być liczone w latach. Państwa NATO nadrabiają obecnie wieloletnie zaniedbania z czasów tzw. „dywidendy pokoju” i wydaje się, że szybkiego obniżenia tych wydatków nie można się spodziewać. Wysokie wydatki na obronność to będzie stała pozycja budżetowa przez co najmniej kilka, a raczej kilkanaście najbliższych lat.