MSPO w tym roku będzie rekordowe. Rekord liczby wystawców, stoisk czy powierzchni. Ale co z tych rekordów wynika? Czy mówienie o rekordach ma jakiś głębszy sens?

Ma sens. Te liczby pokazują jedno: kiedy startowaliśmy ponad trzydzieści lat temu, czuliśmy się jak Kopciuszek w porównaniu ze światowymi liderami, takimi jak targi w Paryżu czy Londynie. Dziś, po latach, jesteśmy już bardzo blisko nich. Skala naszej ekspozycji jest porównywalna. W pierwszej edycji MSPO uczestniczyło siedemdziesiąt kilka firm z pięciu krajów, skupionych w jednej hali. Dzisiaj w jedenastu halach prezentuje się ponad 1200 wystawców. Dla porównania londyńskie DSEI, które organizowane jest od końca lat 90., urosło z 700 do ponad 1600 wystawców. Jeszcze kilkanaście czy dwadzieścia lat temu różnica między Kielcami a Londynem była zatem ogromna, dziś jest znacznie mniejsza. To pokazuje drogę, jaką przeszło MSPO. No i na Wyspach podczas targów prezentowane jest znacznie mniej sprzętu niż w Kielcach, szczególnie ciężkiego.

Nie powinniśmy już mieć zatem kompleksów wobec największych światowych imprez. Nigdy nie przypuszczałem, że uda nam się tak bardzo zbliżyć do ich poziomu. Oczywiście pomaga w tym sytuacja międzynarodowa. Prywatnie wolałbym, żeby Europa ani Polska nie musiały wydawać tak ogromnych pieniędzy na zbrojenia. Ale są one niezbędną polisą ubezpieczeniową, której niewykupienie byłoby bardzo nierozsądne. Oby nigdy nie trzeba było z niej korzystać – podobnie jak z ubezpieczenia samochodu. Płacimy składkę, ale przecież nie życzymy sobie wypadku.

Co pana zdaniem będzie budziło największe zainteresowanie w tym roku w Kielcach?

Salon jest tak duży, że trudno dziś wskazać jeden zdecydowany leitmotiv. Na pewno bardzo ważne będą systemy dronowe i antydronowe, ze szczególnym uwzględnieniem tych drugich. Dla przykładu: Instytut Technologiczny Wojsk Lotniczych zaprezentuje system laserowego niszczenia dronów Syland. Wśród samych dronów odbędą się światowe premiery. Grupa WB zaprezentuje na przykład drugą wersję Gladiusa, już z napędem odrzutowym.

Także w prezentacjach ukraińskich elementy współczesnego pola walki będą odgrywały istotną rolę – zarówno na wystawie, jak i podczas konferencji towarzyszących. W jednej z nich weźmie udział między innymi prezes spółki produkującej pociski manewrujące Flamingo, których zasięg to około dwóch tysięcy kilometrów.

Sądzę, że największe zainteresowanie będzie budził sprzęt i rozwiązania, które sprawdzają się podczas wojny w Ukrainie. Przede wszystkim drony – nie tylko powietrzne, lecz także morskie i lądowe – oraz systemy antydronowe.

Wiele osób czeka także na przykład na prezentację przez Hutę Stalowa Wola modelu ciężkiego bojowego wozu piechoty. Dużo bardzo specjalistycznych, wręcz niszowych rozwiązań pokażą również firmy kanadyjskie – tych będzie aż 200 – czyli przedstawiciele Kraju Wiodącego tegorocznego MSPO. Liczymy też na prezentacje wielu innych krajów, firmy przyjadą bowiem aż z 43 państw, by prezentować nowoczesne technologie. Warto podkreślić, że zagranicznych wystawców jest w tym roku więcej niż polskich.

Jakie będą kluczowe wydarzenia w nurcie konferencyjnym?

Konferencji będzie aż 71. Bardzo ważne będą między innymi dwa wydarzenia polsko-kanadyjskie. Pierwsze to konferencja poświęcona współpracy, drugie ma charakter bardziej praktyczny – będą to bezpośrednie rozmowy pomiędzy konkretnymi firmami w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni. Odbędą się także między innymi dwie konferencje ukraińskie. Jestem przekonany, że Ukraina będzie wzbudzała bardzo duże zainteresowanie podczas tegorocznego MSPO.

Zawsze przy okazji tego typu imprez pojawia się ryzyko przerostu, przeładowania formy nad treścią, pogrążenia się w rytuale. Czy MSPO to grozi?

Żadne targi nie są rytuałem. Z bardzo prostej przyczyny: udział w nich sporo kosztuje. Nikt nie ponosiłby takich wydatków tylko po to, żeby zadośćuczynić tradycji. Spójrzmy na to z punktu widzenia polskich Sił Zbrojnych. Do Paryża czy Londynu wyjeżdża kilkudziesięcioosobowa delegacja z MON – są to przede wszystkim osoby towarzyszące ministrowi lub wiceministrowi obrony. Na MSPO będzie obecnych szacunkowo 7–8 tysięcy przedstawicieli polskiej kadry dowódczej. Będą tu mogli poznać zarówno ofertę polskiego przemysłu, jak i najważniejsze propozycje światowych producentów.

A z perspektywy wystawców? W Paryżu, na około 1900 firm, było zaledwie 12–13 polskich podmiotów, do tego z bardzo skromnymi ekspozycjami. W Kielcach uczestniczy ponad 550 polskich firm. Dla wielu z nich MSPO jest jedyną okazją, aby zaprezentować się nie tylko krajowym odbiorcom, lecz także gościom z całego świata. W ubiegłym roku przybyli z ponad 60 krajów, a w tym roku zapewne będzie ich jeszcze więcej.

Coraz wyraźniej widocznym wątkiem są firmy sektora dual-use, a także przedsiębiorstwa, które dopiero chcą wejść w ten obszar. Dla nich MSPO jest okazją do bezpośrednich kontaktów z potencjalnymi partnerami i odbiorcami.

Podczas MSPO premierę będzie miała nowa hala. Co w niej będzie się działo podczas tegorocznego salonu?

Będzie tam między innymi stoisko firm Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Zaprezentuje się również prawie 200 firm z Kanady, a także między innymi z Australii. W nowej hali znajdzie się również specjalna przestrzeń przeznaczona do negocjacji oraz spotkań z ministrami i wiceministrami obrony z kilkunastu krajów. Wszystko to bez problemu się zmieści, ponieważ hala ma aż 18,5 tysiąca metrów kwadratowych powierzchni.