Jak poinformował portal „Polska Zbrojna”, zakończyły się badania nowego nadruku maskującego. Ma on zastąpić wysłużoną Panterę oraz jej modyfikację (Pantera-M). Na razie jednak armia nie chwali się wyglądem projektu, a ostateczna decyzja o zmianie nie zapadła.

Za opracowanie wzoru odpowiadają żołnierze oraz pracownicy Wojskowego Ośrodka Badawczo-Wdrożeniowego Służby Mundurowej. Testy na terenie poligonu OSPWL Nowa Dęba prowadzono o różnych porach roku. W badaniach uczesniczyli żołnierze jednostek podległych Dowództwu Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych, w tym strzelcy wyborowi, snajperzy i operatorzy Wojsk Specjalnych.

Pantera jest wykorzystywana w Wojsku Polskim od 1993 r. Niewiele jest armii, które mogą pochwalić się tak długim okresem używania jednego kamuflażu. Patrząc na zmiany z ostatnich kilku dekad, można wyróżnić kilka mód. Lata 80. i 90. upłynęły pod znakiem narodowych wzorów maskujących. To wtedy powstał amerykański M81 Woodland, niemiecki Flecktarn, szwedzki M90 czy polski wz. 93 Pantera. Później nastała moda na wzory cyfrowe. Wprowadzili je Amerykanie, Kanadyjczycy, Chińczycy, Rosjanie i Ukraińcy. Ostatnie lata zdominowały z kolei kamuflaże z rodziny Multicam oraz ich bliskie pochodne.

Wzorów z lat 90. używają nadal zaledwie trzy kraje NATO – Szwecja (od przełomu lat 80. i 90.), Polska (od 1993 r.) oraz Czechy (od 1995 r.). Co warto zaznaczyć – chodzi tu o główne kamuflaże dla wojsk lądowych. W wielu karajach nadal są różne formacje, które mogą używać starszych wzorów maskujących. Nie ma jednak zbyt wielu państw, gdzie główny kamuflaż w siłach zbrojnych lub wojskach lądowych pochodzi z XX wieku.

W przypadku Czechów decyzja o zmianie kamuflażu już zapadła, choć żołnierze na dostawy mają poczekać aż do 2029 r. Ostatnio swój kamuflaż zmienili m.in. Niemcy (którzy wprowadzają Multitarn, zastępujący Flecktarn z 1990 r.) oraz Francuzi (zmieniający kamuflaż CCE z 1994 r. na BME). Modernizacja to proces, więc zapewne niemieckich żołnierzy we Flecktarnie będziemy mogli zobaczyć jeszcze przez 2–3 lata.

Tym samym Pantera oraz szwedzki M90 powoli stają się ostatnimi kamuflażami–maruderami w NATO.

Krótka historia wz. 93 Pantera

W 1989 r. Wojsko Polskie wprowadziło na wyposażenie wz. 89 Puma (dwubarwny nadruk ciemnozielonych plamek na jaśniejszym, zielonym tle). Kamuflaż miał zastąpić używany od ponad 20 lat wz. 68 Moro. Nowy wzór okazał się porażką i konieczne było szybkie znalezienie następcy. Padło na wz. 93 Pantera.

Przez fanów militariów wzór ten jest nazywany często „presidential woodland”. Pierwszy człon zawdzięcza Lechowi Wałęsie, który jako prezydent bardzo chętnie nosił mundur w tym kamuflażu. Miało to miejsce jeszcze przed szerokim wprowadzeniem go na wyposażenie Wojska Polskiego. Początkowo nowe mundury trafiły do świeżo utworzonej JW GROM. Drugi człon nawiązuje do legendarnego amerykańskiego M81 Woodland, do którego wz. 93 ma być bardzo podobny. Prawda jest jednak taka, że inspiracją był raczej polski, eksperymentalny wzór sprzed ponad 20 lat (czyli przed wprowadzeniem M81 Woodland), którego używać mieli żołnierze z elitarnego 1. Batalionu Szturmowego z Dziwnowa.

Wraz z erą misji na Bliskim Wschodzie opracowano tzw. Pustynną Panterę. Jedyną różnicą było zastosowanie innych, częściej występujących na pustyni kolorów. W 2024 r., czyli po ponad 30 latach od wprowadzenia, armia otrzymała zmodernizowany wzór Pantera-M. Nowa wersja różni się zastosowaniem tzw. większego raportu, czyli znacznie rzadszej powtarzalności wzoru plam na materiale. Zwykła Pantera miała dość zwarty i często powtarzający się schemat, co powodowało, że oglądany z pewnej odległości mundur „zlewał się” w jedną plamę i stawał się widoczny.

Czy wz. 93 jest złym kamuflażem? Tego powiedzieć nie można, nie oznacza to jednak, że nie ma wad. Przede wszystkim to dosyć ciemny wzór, co sprawia, że żołnierze na łące lub w terenie zurbanizowanym wyglądają z daleka jak „czarne ludziki”. Tymczasem głównym celem maskowania jest rozmycie sylwetki przypominającej kształtem człowieka. Pantera składa się z tła w kolorze khaki (imitującego trawę), na które naniesione są plamy w kolorach: ciemna zieleń (drzewa, krzewy), ciemny brąz (kora, ściółka, ziemia, suche liście) oraz czerń. Problem w tym, że czarny w naturze właściwie nie występuje, a tak zakamuflowani żołnierze odróżniają się na tle otoczenia właśnie tym kolorem.

Jeszcze niedawno problem był poważniejszy, ponieważ do mundurów wydawane były czarne buty. To właśnie po nich najłatwiej można było wykryć zamaskowanego w lesie lub na polu strzelca. Obecnie żołnierze otrzymują brązowe obuwie. Pantera nie nadaje się do terenu zurbanizowanego oraz do działań w czasie śnieżnej zimy. W Wojsku Polskim brakuje zimowych narzutek maskujących. Przeglądając zdjęcia z zimowych ćwiczeń można czasem zobaczyć żołnierzy, którzy zakładają kupione za prywatne pieniądze białe kombinezony malarskie.

Wadą Pantery jest także brak mikrowzoru, przez co kamuflaż jest nieskuteczny na mniejszej odległości. Współczesne wzory rozwiązują ten problem, stosując łagodne gradienty lub skomplikowaną geometrię przestrzenną, która oszukuje oko również z bliska.

Dekada prób

Choć polska armia należy dziś do najdłużej użytkujących jeden kamuflaż, nie oznacza to, że nie podjęto żadnych prób zmiany. Dekadę temu testowano mundur MAPA. Ten, w przeciwieństwie do innych testowanych przez armię kamuflaży, nie był owocem prac Wojskowego Ośrodka Badawczo-Wdrożeniowego Służby Mundurowej. W mediach branżowych można przeczytać komentarze sugerujące, że to właśnie ten fakt miał być głównym problemem. Testy, w których – według MON – MAPA wypadła znacznie gorzej od konkurencji, miały zostać zaplanowane tak, aby nie dawać szans prywatnemu projektowi. Wyniki nie zostały odtajnione, więc nie mamy obecnie możliwości weryfikacji tej tezy.

Autorem wzoru MAPA jest dr Maciej Dojlitko z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Kamuflaż na jednej płaszczyźnie tworzy wieloplanowość. Dzięki temu trudno dostrzec człowieka z bliska. Z kolei zastosowanie różnej gęstości detalu i przypisanie mu innych barw sprawia, że wzór dobrze maskuje na większe odległości. Innowacyjny projekt został odrzucony przez armię, a obecnie jest z sukcesem sprzedawany na rynku cywilnym.

W 2016 r. po raz pierwszy zaprezentowano prototypowy kamuflaż Lampart. Został on zaprojektowany w ramach projektu Zaawansowanego Indywidualnego Systemu Walki (ZISW) Tytan. W następnych latach słuch po nim jednak zaginął i dopiero w latach 2023–2024 żołnierze z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich wzięli udział w testach (nie tylko kamuflażu, ale także nowych hełmów, kamizelek oraz innego kroju mundurów). Co warte docenienia, w ramach programu opracowano jeden kamuflaż w aż pięciu wariantach: wiosna–lato, jesień–zima bezśnieżna, zima (śnieżna), pustynny oraz do terenu zurbanizowanego.

Wyniki testów okazały się niezadowalające. Kilka miesięcy po ich zakończeniu Sztab Generalny Wojska Polskiego zakomunikował, że trwają testy pięciu różnych kamuflaży. Sprawdzano: Panterę-M, Lamparta, Multicam oraz dwa wzory opracowane na potrzeby Wojsk Specjalnych (z rodziny Multicam) – WS 31 oraz WS 63. Z kolei w grudniu 2025 r. minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował o trwających pracach nad kamuflażem o nazwie Ryś. Polityk wyraził chęć wprowadzenia go do armii tak szybko, jak to będzie możliwe. Serwis Defence24 informował wtedy, że Ryś zostanie zaprezentowany wiosną 2026 r.

Lato powoli dobiega końca, a jak Rysia nie było, tak nie ma. Dodatkowo armia w maju 2026 r. zamówiła kilkadziesiąt tysięcy kamizelek i, jak dowiedziała się redakcja „Rzeczpospolitej”, zamówiono je w kamuflażu wz. 93 Pantera. Czy zatem od wyboru nowego kamuflażu dzieli nas już niewiele? Przeszłość sugeruje ostrożność, choć wydaje się, że jesteśmy bliżej wyłonienia następcy Pantery niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy kamuflaż nadal jest ważny?

Kolejna próba wyboru nowego wzoru maskującego dla Polski to dobra okazja, aby zadać sobie pytanie, na czym polega dziś maskowanie i jaka jest jego rola. Wojna w Ukrainie pokazała dwa trendy. Pierwszy z nich, wynikający z wszechobecności kamuflaży Multicam i ich pochodnych po obu stronach frontu, objawił się noszeniem przez żołnierzy widocznych z daleka opasek identyfikacyjnych. Mają one na celu zniwelowanie strat własnych (tzw. friendly fire), wynikających z pomylenia sojuszników z przeciwnikiem. Warto przy tym zaznaczyć, że na Ukrainie problemem jest dodatkowo mnogość różnych kamuflaży, więc powszechność Multicamu to nie jedyna przyczyna stosowania systemów szybiej identyfikacji.

Czy w tej sytuacji Polska powinna postawić na kamuflaż z rodziny Multicam? Choć to bez wątpienia niezwykle skuteczny i uniwersalny wzór, jego wszechobecność na świecie (ostatnio popularny jest nawet w Rosji) rodzi nowe problemy. A może warto pójść drogą Norwegów, Szwedów i Finów, którzy zostali przy narodowych, mocno wyróżniających się wzorach, minimalizując ryzyko pomyłek na polu walki?

Warto pamiętać, że tym, co najistotniejsze, jest jakość materiałów i ich zdolność do kamuflowania w różnych porach roku. W śnieżną zimę żołnierze muszą mieć na wyposażeniu białe narzuty maskujące. Kierunek testowany w ramach projektu Tytan, który przewidywał nie tylko system na kilka pór roku, ale także maskowanie do walki w terenie zurbanizowanym, wydaje się niezwykle ciekawy i zasadny. Warto jednak zastanowić się, na ile będzie to niepotrzebne i nadmierne obciążenie logistyki i jak duża różnorodność jest uzasadniona.

Już dzisiaj armia ma mundury letnie i zimowe (które różnią się grubością), więc proponowane pięć wariantów oznacza jedynie zwiększenie liczby mundurów o jeden (do walki w mieście). Pustynny wzór przeznaczony będzie jedynie na zagraniczne misje, a śnieżna wersja zimy może być wykonana w formie narzuty na mundur jesienno-zimowy.

W dobie masowej dronizacji pola walki i rozwoju optoelektroniki coraz ważniejsze staje się także to, jak widoczni są żołnierze w kamerach termo- i noktowizyjnych. Czasem o wykryciu mogą zadecydować pojedyncze nici lub z pozoru nieistotne elementy wyposażenia. Przykład? Kupowane na popularnych platformach sprzedażowych naszywki ze stopniem wojskowym świecą w noktowizji na biało, mimo że są uszyte z czarnych nici. W przypadku elementów dostarczanych przez armię tego problemu nie ma – materiały przechodzą odpowiednie testy reemisji w podczerwieni (IR). To oznacza, że zdradzić może nas nieodpowiedni plecak, kamizelka czy buty.

To właśnie z tego powodu samodzielne zakupy żołnierzy mogą stwarzać poważne ryzyko. Armia powinna dostarczać sprzęt najwyższej jakości, aby mundurowi nie musieli uzupełniać wyposażenia na własną rękę. Jeśli jednak i tak chcą kupować coś za własne pieniądze, warto, aby był to sprzęt certyfikowany i bezpieczny. Miała to umożliwić tzw. zielona lista. Pomysł był bardzo prosty – producenci sprzętu zapłacą za testy swojego wyposażenia. Jeśli je zdadzą, ekwipunek stanie się „legalny” w armii i będzie mógł być używany przez żołnierzy na poligonach. Niestety, choć rozwiązanie zapowiedziano rok temu, nadal nie zostało ono wdrożone.