Na początku 2022 r. w polskiej armii używano czterech typów artylerii lufowej: armatohaubic samobieżnych Krab, czechosłowackich kołowych wz. 1977 Dana, poradzieckich haubic 2S1 Goździk oraz polskich moździerzy samobieżnych M120 Rak. Największą chlubą były oczywiście Kraby, powstające w należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej Hucie Stalowa Wola.
Ich wdrożenie było konieczne nie tylko po to, by zapewnić krajowe zdolności produkcyjne, ale też by dostosować artylerię do wymogów NATO. Krab używa standardowej w Sojuszu amunicji kal. 155 mm, podczas gdy Goździk i Dana są przystosowane do wschodnich standardów – odpowiednio 122 i 152 mm. Mnogość kalibrów utrudnia logistykę i interoperacyjność, dlatego zachodnie armie ograniczyły ich liczbę i dziś 155 mm jest w NATO podstawą.
Kraba cechuje większa masa (ok. 48 ton wobec 16 i 29 ton Goździka i Dany) oraz wyraźnie większy zasięg (40 km wobec odpowiednio 22 i 25,5 km). Jest też najcelniejszy – dzięki specjalnej amunicji może razić punktowo na dystansie kilkudziesięciu kilometrów. Jego skuteczność to w dużej mierze zasługa opracowanego przez Grupę WB Zautomatyzowanego Zestawu Kierowania Ogniem TOPAZ. System pozwala „spiąć” w jedną sieć armatohaubice i np. drony rozpoznawcze oraz błyskawicznie nanieść poprawki balistyczne, dzięki czemu cel może zostać porażony w kilkanaście sekund od wykrycia. Ukraińskie doświadczenia pokazują, jak cenna to zdolność.
Krab nie powstał jednak w Polsce od zera, a jego droga była wyboista. Zastosowano w nim spolonizowane południowokoreańskie podwozie armatohaubicy K9, niezawodny niemiecki silnik MTU MT 881 Ka-500 oraz produkowaną na licencji BAE Systems brytyjską wieżę AS90 Braveheart – w polskiej wersji z dłuższą lufą (52 zamiast 39 kalibrów). Pierwszy prototyp powstał w 2001 r., ale na zamówienie pierwszych 24 sztuk trzeba było czekać do maja 2008 r. Dopiero w 2015 r. z sukcesem zintegrowano wieżę z koreańskim podwoziem, a rok później podpisano kontrakt na kolejne 96 armatohaubic; wtedy też pierwsze wozy zaczęły trafiać do jednostek. W 2022 r. aneksem dokupiono 2 sztuki dla centrum szkoleniowego.
Łącznie do 2022 r. zamówiono 122 sztuki, z czego dostarczono 80. Prawdopodobnie 54 trafiły na Ukrainę, gdzie zebrały bardzo dobre opinie ze względu na niską awaryjność i łatwość naprawy. Skutkiem był brak nowoczesnego sprzętu w czołowych polskich pułkach artylerii. W latach 2022–2026 podpisano trzy umowy wykonawcze na 240 Krabów (48 w 2022 r., 96 w 2024 r. oraz 96, w tym 50 w opcji, w 2026 r.). Łączna liczba zamówionych wozów – po odjęciu przekazanych Ukrainie – wzrosła tym samym do 308. Z oficjalnych raportów ONZ wiemy, że w 2023 i 2024 r. dostarczaliśmy Ukrainie po 18 Krabów rocznie.
Huta Stalowa Wola będzie potrzebowała na realizację podpisanych umów przynajmniej kilku lat, a ogłoszony termin dostaw ostatniej partii – do końca 2030 r. – wydaje się zbyt optymistyczny nawet przy uwzględnieniu wyłącznie gwarantowanej części zamówienia. Oznaczałby bowiem dostarczanie ponad 40 sztuk rocznie.
Zakupy K9 w Korei Południowej
Pozostawione bez Krabów wojsko pilnie potrzebowało nowych armatohaubic. Podpisano więc dwie umowy na koreańskie K9: w sierpniu 2022 r. na 212 sztuk K9A1, a w grudniu 2023 r. na kolejnych 152 działa – 6 w wersji K9A1 i 146 spolonizowanych K9PL. Wszystkie 218 K9A1 dostarczono w latach 2022–2025; pierwszy dywizjon (24 sztuki) trafił do artylerzystów w Węgorzewie (16. Dywizja Zmechanizowana) już pod koniec 2022 r. Dostawy K9PL przewidziano na lata 2026–2027. Docelowo Polska ma mieć 308 Krabów i 364 K9. Pozwoli to sformować aż 15 dywizjonów K9 i 12–13 dywizjonów Krabów. Artyleria lufowa występuje w brygadach artylerii (powstałych z rozwinięcia dywizyjnych pułków artylerii), w których skład wchodzą po dwa dywizjony artylerii samobieżnej, oraz w dywizjonach przy brygadach ogólnowojskowych. Zakupiony sprzęt pozwala więc z nawiązką wyposażyć pięć dywizji – cztery rozwinięte i piątą w trakcie formowania – i przenieść cały starszy sprzęt do rezerw na czas „W”.
Inaczej wygląda kwestia M120 Rak – moździerza samobieżnego na platformie KTO Rosomak, przeznaczonego do bezpośredniego wsparcia piechoty. Produkuje go Huta Stalowa Wola (podwozie powstaje w Rosomak S.A. w Siemianowicach Śląskich), a jego zasięg nie przekracza 12 km. To więc sprzęt o innej specyfice niż Kraby i K9.
Przed wojną podpisano trzy umowy na 122 moździerze, w tym dwa szkolne. Dostawy z dwóch pierwszych (82 sztuki) zrealizowano w latach 2017–2021, kolejnych 40 sztuk przekazano w latach 2022–2024. Niewielką liczbę – prawdopodobnie 8 – oddano Ukrainie. W maju 2026 r. zamówiono kolejnych 8 kompanijnych modułów ogniowych (KMO), czyli 64 moździerze, z dostawą do 2030 r.
Zakładając, że oddaliśmy Ukrainie jeden KMO, za kilka lat powinniśmy mieć 22 moduły, a więc tyle samo batalionów piechoty – zmechanizowanych i zmotoryzowanych – da się w nie wyposażyć. To pokrywa większość potrzeb, ale nie wszystkie: same pierwsze cztery dywizje mają łącznie 26 batalionów piechoty, a piąta dopiero się formuje. Kolejnych zamówień należy się więc spodziewać, tym bardziej że docelowo Raki mają powstawać także na podwoziu gąsienicowym, tym samym co bojowy wóz piechoty Borsuk. Amunicja moździerzowa kal. 120 mm powstaje w kraju, w zakładach Dezamet z Nowej Dęby.
Dalekie ręce Wojska Polskiego
W chwili wybuchu wojny Polska miała trzy typy artylerii rakietowej, wszystkie kal. 122 mm: BM-21 Grad, RM-70 i WR-40 Langusta. Grad to radziecka konstrukcja z lat 60. XX wieku, RM-70 – jej czechosłowacka modernizacja z lat 70., a Langusta – polska, z XXI wieku (pierwsze egzemplarze przekazano w 2007 r., wyposażono je w ZZKO TOPAZ). Dzięki pociskom M-21 „Feniks” wszystkie mogą razić cele oddalone o 40 km.
W 2022 r. w służbie było 75 Langust, 20 RM-70 i 93 BM-21. Ukrainie przekazano prawdopodobnie wyłącznie te ostatnie; dokładna liczba nie jest znana, ale ze zdjęć publikowanych przez jednostki wynika, że część nadal pozostaje w kraju.
W 2023 r. polska artyleria rakietowa weszła w nową epokę: dostarczono 18 z 20 wyrzutni M142 HIMARS (Homar-A) zamówionych w lutym 2019 r. oraz 17 K239 Chunmoo (Homar-K). W latach 2022–2024 zamówiliśmy łącznie 290 Homarów-K, a na koniec 2025 r. w służbie było 20 Homarów-A i 108 Homarów-K. Choć były szef MON Mariusz Błaszczak wielokrotnie mówił o pozyskaniu ponad 500 wyrzutni Homar-A, poza umową ramową z 2023 r. nie zawarto dotąd żadnej umowy wykonawczej.
Homar-K składa się z produkowanych w Korei modułów wyrzutni oraz zintegrowanych z nimi polskich komponentów – m.in. podwozia Jelcza, ZZKO TOPAZ i systemów łączności Grupy WB. Dostawy 290 sztuk przewidziano na lata 2023–2028; do końca tego roku Koreańczycy mają przekazać łącznie 198 modułów, ostatnie 92 trafią do nas w latach 2027–2028. Kluczowa jednak nie jest platforma, lecz amunicja. W przypadku Homara-A jesteśmy zdani na zakupy w USA. Podstawowy pocisk GMLRS ma zasięg 80 km, a jego zmodernizowana wersja GMLRS ER – do 150 km; przy 90-kilogramowej głowicy naprowadza się inercyjnie oraz z użyciem GPS. Możliwe jest też użycie pocisków balistycznych MGM-140 ATACMS o ponad 200-kilogramowej głowicy i zasięgu 300 km albo nowej generacji PrSM – z mniejszą, 90-kilogramową głowicą, ale zasięgiem 500 km. W przyszłości mają powstać PrSM ER o zasięgu do 1000 km. Homar-A zabiera sześć pocisków GMLRS/GMLRS-ER, dwa PrSM albo jeden ATACMS.
Dla Homara-K podstawowym pociskiem jest CGR-080, odpowiednik GMLRS pod względem osiągów i wielkości. Koreańskim odpowiednikiem ATACMS jest CTM-290 o zasięgu 290 km. Trwają też testy rozwojowe pocisku CTM-MR o zasięgu 160 km, mającego uzupełnić obie te konstrukcje – pierwsze dostawy do wybranych państw zaplanowano na drugą połowę 2028 r. Homar-K, z uwagi na większe rozmiary, zabiera dwukrotnie więcej rakiet: do 12 CGR-080, 4 CTM-MR albo 2 CTM-290.
W Polsce ruszyła budowa koreańsko-polskiej fabryki rakiet dla Homara-K. Na razie mowa wyłącznie o CGR-080, przy częściowym imporcie części z Korei, ale nie można wykluczyć, że w przyszłości powstaną tam także inne typy. Planowane jest również zintegrowanie Homara-K z pociskami kal. 122 mm, co pozwoli wykorzystywać w nim polskie M-21 Feniks.
Docelowo artyleria rakietowa ma znaleźć się zarówno na szczeblu dywizji (dwa dywizjony w brygadach artylerii), jak i korpusu (w brygadach rakiet). Obecnie zakontraktowano i dostarczono łącznie 17 dywizjonów – 1 Homar-A i 16 Homar-K – co pozwala sformować dwie brygady rakiet na poziomie korpusów oraz 10 dywizjonów w pięciu brygadach artylerii.
Nie można wykluczyć dalszych zakupów Langust – pierwsze wyrzutnie tego typu otrzymała 21. Brygada Strzelców Podhalańskich, co sugeruje, że sprzęt ten ma trafić także do brygad ogólnowojskowych. Przystosowanie Homara-K do rażenia rakietami kal. 122 mm (M-21 Feniks), 239 mm (CGR-080) i 600 mm (CTM-290) pozwala zaś używać go zarówno na szczeblu taktycznym, jak i operacyjnym.
Polska jest dziś na zaawansowanym etapie budowania jednej z najliczniejszych i najsilniejszych artylerii w Europie. Dostawy wyrzutni i systemów lufowych to jednak tylko jeden element układanki – znacznie ważniejsze jest zaplecze produkcyjne amunicji. Rozbudowa mocy wytwórczych pocisków 155 mm w Polskiej Grupie Zbrojeniowej oraz rakiet dla Homara-K w polsko-koreańskiej spółce Hanwha WB Advanced System realnie wpływa na możliwości naszej artylerii. Kluczowe będzie dalsze zwiększanie krajowych zdolności produkcyjnych.