Dziś w Kielcach rusza XXXIV Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego. Po raz pierwszy od lat przedstawiciele Marynarki Wojennej mogą pojawić się na targach spokojni o przyszłość polskiej floty wojennej. Tylu zamówionych i znajdujących się w budowie jednostek, jak ma to miejsce obecnie, marynarze nie mieli od dekad. Mówienie zatem o renesansie polskiej floty wcale nie jest pozbawione podstaw.
Najważniejsze wydarzenie lata miało miejsce w Gdyni. 9 sierpnia kadłub przyszłego ORP Wicher, pierwszej z trzech fregat programu Miecznik i największej jednostki bojowej w dotychczasowej historii polskiej floty, wyprowadzono z hali integracji kadłuba PGZ Stoczni Wojennej. 12 sierpnia jednostkę ochrzczono, a 13 sierpnia zwodowano na wodach Zatoki Gdańskiej.
To moment symboliczny, chociaż na wejście jednostki w skład floty przyjdzie nam jeszcze kilka lat poczekać. Wicher wrócił do stoczni na wyposażanie i integrację systemów. Próby na uwięzi zaplanowano na przełom września i października 2028 roku, a morskie na wiosnę 2029. Cały czas trwa też budowa dwóch kolejnych jednostek, fregat ORP Burza i Huragan. Terminy przekazania okrętów do służby w Marynarce Wojennej przewidziano odpowiednio na 2029, 2030 i 2031 rok.
Orka po 13 latach
Nieco wcześniej, bo 29 czerwca na pokładzie fregaty ORP Gen. Tadeusz Kościuszko w Gdyni podpisano umowę na dostawę trzech szwedzkich okrętów podwodnych typu A26. Ukończenie pierwszej jednostki planowane jest na 2031 rok i przekazanie flocie rok później. Dostawa wszystkich trzech zamówionych jednostek powinna być zrealizowana do końca 2038 roku. Dodatkowo, Polska wydzierżawiła używany szwedzki okręt, który posłuży do szkolenia marynarzy w okresie przed dostawą nowej jednostki.
Warto pamiętać, jak długa była droga do pozyskania tych jednostek. Postępowanie w sprawie trzech okrętów rozpoczęto w czerwcu 2013 roku. W okresie od rozpoczęcia starań o nowe jednostki do ich zakończenia polska flota podwodna skurczyła się do jednego okrętu. Jest nim zwodowany w 1984 roku ORP Orzeł, okręt w ostatnich latach częściej remontowany i naprawiany niż pływający.
20 zamówionych jednostek
28 maja w Gdańsku podpisano z kolei umowę na budowę dwóch okrętów hydrograficznych projektu 876. Jednostki będą miały około 60 m długości i 13 m szerokości, zasięg 5000 mil morskich i prędkość maksymalną 13 węzłów. Zastąpią ORP Heweliusz i ORP Arctowski, służące od początku lat 80. i zbudowane, co znamienne, w tej samej gdańskiej Stoczni Północnej, której tradycje kontynuuje dziś budująca nowe okręty Remontowa Shipbuilding. To już 19. i 20. jednostka zamówiona w ramach modernizacji floty.
Program wymiany okrętów zaczął się skromnie. Od zamówienia sześciu holowników. Później morska modernizacja nabrała tempa. Pojawiło się zamówienie na dwie serie po trzy okręty bardzo nowoczesnych niszczycieli min typu Kormoran II, z których trzy są już w służbie. Zamówiono też wspomniane trzy fregaty programu Miecznik oraz dwa okręty rozpoznania elektronicznego z programu Delfin, czyli ORP Jerzy Różycki i ORP Henryk Zygalski. Trwa już też budowa jednostki z programu Ratownik.
To nie koniec rozbudowy
Plany rozbudowy nie kończą się jednak wyłącznie na tych jednostkach, na które złożono już zamówienia. W maju pojawiły się pierwsze informacje o planach pozyskania kolejnych jednostek do 2039 roku. W tym przypadku chodzi m.in. o cztery korwety programu Ostrosz, które mają zastąpić małe okręty rakietowe typu Orkan i dozorowiec ORP Kaszub. Tym samym zrezygnowano z programu Murena, którego efektem miała być budowa nowych okrętów rakietowych. Powód jest zdroworozsądkowy: małe okręty rakietowe są za małe na Bałtyk i przy gorszej pogodzie tracą możliwość działania, a wojna w Ukrainie pokazała, że na tak niewielkich kadłubach nie da się zmieścić sensownej obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej.
Polska ma z korwetami złe doświadczenia. Efektem pierwszego programu ich budowy jest pojedynczy ORP Kaszub z 1987 roku, drugiego zaś budowany osiemnaście lat ORP Ślązak. Dlatego kluczowe będzie utrzymanie rozsądnych wymagań i kosztów. Korweta rozbudowana bez umiaru przestanie dawać flocie to, czego brakuje jej najbardziej, czyli okrętów pozwalających na stałe patrolowanie Bałtyku i nadzorowanie polskiej infrastruktury krytycznej.
Planowana jest też budowa pięciu okrętów transportowo-minowych programu Karetta, które mają zastąpić jednostki typu Lublin z lat 1989–1991, oraz okrętów logistycznych, czyli dwóch zbiornikowców Supply i okrętu wsparcia Bałtyk. Bez nich po kilku dniach działań na morzu okręty muszą wracać do portu. Zdolności zaopatrywania na morzu zapewnia dziś jeden ORP Bałtyk z 1991 roku.