Polska przez dekady składała amunicję 155 mm z kupowanych na Zachodzie komponentów. Do wybuchu wojny w Ukrainie produkcją nikt się specjalnie nie przejmował: niewielkie ilości potrzebne do szkolenia szybciej i taniej było kupić, niż budować pod nie przemysł. W efekcie magazyny świeciły pustkami. Wojskowi oceniali, że w razie konfliktu zapasów starczyłoby na 5–7 dni.

– Jest to możliwe w wielu obszarach i typach amunicji. Pięć dni, może tydzień, może dwa. Potem, jak pomoc sojuszników nadejdzie w porę, być może zdarzy się jakiś cud – przyznał w marcu 2025 r. w „Gościu Wydarzeń” w Polsat News gen. Dariusz Łukowski, ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Robiło to wrażenie tym większe, że Rosjanie wystrzeliwali w Ukrainie ok. 30 tys. pocisków artyleryjskich dziennie, a Ukraińcy do 17 tys. Wojna ujawniła brutalną prawdę: kraj, który składa pociski z importowanych części, nie może być realnie bezpieczny. Dopiero w ostatnich latach zaczęto nadrabiać dekady zaniedbań.

– W grudniu 2023 r., tuż po objęciu przeze mnie funkcji premiera, produkcja pocisków 155 mm w Polsce wynosiła około 5 tys. rocznie. W tym roku osiągniemy blisko 30 tysięcy. Zamiarem realistycznym jest to, że w perspektywie dwóch lat osiągniemy pułap blisko 200 tys. rocznie – mówił premier Donald Tusk przed rokiem podczas wizyty w zakładach Nitro-Chem.

Fabryki widmo, tajne uchwały, stracone miliardy

W 2011 r. spółka Bumar Amunicja (obecnie Mesko) zapowiedziała budowę fabryki prochu wspólnie ze szwajcarską Nitrochemie z grupy Rheinmetall. Inwestycja nie ruszyła, a skutki tej decyzji wojsko odczuwa do dziś.

W 2018 r. ówczesny premier ogłosił w Pionkach budowę nowoczesnej linii do produkcji nitrocelulozy, podstawowego komponentu prochu, bez którego nie można mówić o suwerenności. Sam proch również kupowaliśmy za granicą, m.in. w Niemczech, Francji i Czechach. Koszty szacowano na 400 mln zł, a produkcja miała ruszyć w 2020 r. Nie ruszyła. Termin przesunięto na 2024 r. – z tym samym skutkiem. Nitrocelulozy nadal nie produkujemy, mimo że w Puławach od lat powstaje jeden z jej najważniejszych składników, czyli stężony kwas azotowy. Według specjalistów jest tak dobry, że kupuje go niemiecki Rheinmetall do produkcji własnej nitrocelulozy.

W marcu 2023 r., już po wybuchu wojny w Ukrainie, rząd ustanowił program Narodowa Rezerwa Amunicyjna: zakup miliona pocisków 155 mm i zwiększenie mocy produkcyjnych krajowej zbrojeniówki do 200 tys. sztuk rocznie. Program opatrzono klauzulą „tajne” i schowano do szuflady – w 2023 r. nie wydano z niego ani złotówki. W grudniu 2023 r., tuż przed dymisją, premier Mateusz Morawiecki podpisał tajną uchwałę nakazującą zakup pocisków 155 mm od spółki Amunicja Polska za 12–14 mld zł. Faktyczne władztwo nad tą spółką miał jej najmniejszy udziałowiec – prywatna spółka PP Holding, która nie dysponowała żadnymi zdolnościami produkcyjnymi.

Trzy fabryki za 2,4 mld zł i krajowy łańcuch produkcji

– Suwerenność w produkcji amunicji jest dla polskiego rządu absolutnym priorytetem, to jest sprawa strategii państwa na wiele lat – mówił w czerwcu 2025 r. w siedzibie PGZ wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Podkreślał, że bez własnej amunicji nie da się budować realnego bezpieczeństwa, i zapowiedział budowę trzech fabryk oraz nowych linii technologicznych, w których będą powstawać elementy amunicji wielkokalibrowej.

Wcześniej, 22 grudnia 2023 r., Agencja Uzbrojenia zawarła z konsorcjum PGZ-Amunicja (PGZ jako lider oraz Dezamet, Mesko, Nitro-Chem, Gamrat i Belma) umowę o wartości blisko 11 mld zł na dostawę do 2029 r. blisko 300 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej 155 mm.

W lipcu 2025 r. MON ogłosiło przekazanie PGZ 2,4 mld zł z Funduszu Inwestycji Kapitałowych na trzy nowe fabryki, które mają stworzyć w Polsce pełny, krajowy łańcuch produkcji amunicji 155 mm: fabrykę korpusów pocisków w Kraśniku, fabrykę prochu i ładunków modułowych w Pionkach oraz fabrykę nitrocelulozy – również w Pionkach, ale jako odrębny projekt infrastrukturalny.

Największym beneficjentem tych środków są Zakłady Metalowe Dezamet, które otrzymały ponad 1,3 mld zł na rozbudowę potencjału produkcji w obecnej technologii. Mesko dostało 887 mln zł na zwiększenie zdolności wytwarzania korpusów pocisków, Nitro-Chem – 113 mln zł na nowe linie do ich elaboracji, a Zakład Produkcji Specjalnej Gamrat – 66 mln zł na instalację do produkcji gazogeneratorów, które zwiększają donośność pocisków nawet o 20 proc. Obie spółki, Dezamet i Mesko, mają produkować także inne rodzaje amunicji, m.in. czołgową 120 mm. Od 2028 r. PGZ ma wytwarzać 180–200 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej rocznie.

– Poprzez model trzech fabryk stawiamy na zdywersyfikowaną, rozproszoną, bezpieczną, a przede wszystkim autonomiczną produkcję dla polskiej armii – zapewnia Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Pozycję polskiego przemysłu zmieniła diametralnie także umowa z brytyjskim koncernem BAE Systems, którego PGZ wybrała na głównego partnera w programie amunicyjnym. Kontrakt zawarty 12 września 2025 r. w Zakładach Metalowych Dezamet w Nowej Dębie obejmuje m.in. licencje wraz z transferem technologii na produkcję nowoczesnych pocisków odłamkowo-burzących (m.in. typów R032 i R042). Polska uzyskała też prawo sprzedaży wyprodukowanej amunicji państwom trzecim – po zaspokojeniu własnych potrzeb. W lutym 2026 r. obie firmy rozszerzyły kooperację poza samą amunicję, a w lipcu 2026 r. w Kraśniku zawarto kolejne porozumienia wykonawcze, co przełożyło się na wzrost tempa produkcji.

Amunicji będzie więcej, ale czy wystarczająco?

Jak wygląda dziś realizacja rządowego programu? Dezamet modernizuje i stawia nowe budynki oraz hale dedykowane precyzyjnej obróbce metali i elaboracji pocisków wielkokalibrowych, czyli napełnianiu ich materiałami wybuchowymi.

Mesko zawarło w pierwszej połowie sierpnia umowę o wartości ponad 100 mln euro z czeskim holdingiem Czechoslovak Group na dostawę komponentów do amunicji 155 mm oraz podzespołów pirotechnicznych do zapalników. Czesi mają też wesprzeć uruchomienie linii produkcyjnej i wytworzenie pierwszej próbnej partii prochu. W listopadzie 2025 r. spółka rozpoczęła w Kraśniku budowę hali do produkcji korpusów – „stalowej skóry” pocisków 155 mm. Inwestycja warta jest prawie miliard złotych. Zakład wytwarzał wcześniej kilkanaście tysięcy korpusów rocznie, obecnie ok. 25 tys.; docelowo ma ich powstawać od 150 do nawet 200 tys.

W Pionkach Mesko uruchomiło własną produkcję prochu oraz modularnych ładunków miotających do amunicji 155 mm. Jedno i drugie z sukcesem przeszło badania laboratoryjne w Wojskowym Instytucie Technicznym Uzbrojenia oraz próby ogniowe z armatohaubic Krab, więc może ruszyć produkcja seryjna. Spółka rozbudowała również linie amunicji małokalibrowej. Program opóźnił się wprawdzie o trzy lata, ale po wdrożeniu nowych maszyn do elaboracji i kontroli jakości zakłady produkują prawie milion sztuk – nie rocznie, lecz miesięcznie. Pod koniec sierpnia Mesko poinformowało o uruchomieniu kolejnej linii, która ma pozwolić na produkcję miliona sztuk dziennie. Nitro-Chem, jeden z czołowych światowych producentów materiałów wybuchowych, dostarczający m.in. do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Turcji, Niemiec, Ukrainy, Wielkiej Brytanii i Francji, podpisał umowę ze słowacką firmą Konštrukta na nowoczesną linię technologiczną do elaboracji amunicji wielkokalibrowej, w tym 155 mm. Słowacy dostarczyli wcześniej bydgoskiej spółce dwie linie do elaboracji metodą ślimakowania. Nitro-Chem chce też w ciągu 3–4 lat podwoić moce wytwórcze trotylu – w marcu 2026 r. podpisał umowę z Prozapem z Grupy Azoty na zaprojektowanie i wykonanie kolejnej linii TNT. Planuje również uruchomienie własnej produkcji amunicji wielkokalibrowej.

Z kolei Gamrat realizuje w Jaśle inwestycję wartą ponad 66 mln zł: buduje instalację do produkcji gazogeneratorów dla amunicji artyleryjskiej 155 mm i rozwija zaplecze badawcze.

Prywatne spółki w łańcuchu amunicyjnych dostaw

Do produkcji amunicji, zwłaszcza 155 mm, włączyły się też firmy prywatne. 17 sierpnia 2026 r. Niewiadów Polska Grupa Militarna poinformowała o zakończeniu pierwszego etapu odbioru technicznego linii technologicznych do elaboracji amunicji wielkokalibrowej dla swojej spółki Elaboracja Niewiadów. Po ich transporcie, montażu, integracji i uruchomieniu – odbiór końcowy zaplanowano do września 2026 r. – ruszy elaboracja amunicji artyleryjskiej 155 mm, czołgowej 120 mm i moździerzowej 120 mm.

Własną fabrykę amunicji 155 mm buduje również Grupa WB. Wstępne testy prototypów pocisków – zarówno klasycznych, jak i z opracowywanym w Polsce gazogeneratorem – wypadły pomyślnie, a pełna certyfikacja ma zakończyć się we wrześniu 2026 r. Plan zakłada wytworzenie pierwszej partii testowo-seryjnej 5–10 tys. sztuk jeszcze w tym roku i osiągnięcie docelowej produkcji 50–100 tys. sztuk rocznie w 2027 r.

Równolegle Grupa WB prowadzi zaawansowane prace przy budowie wielkiej, polsko-koreańskiej fabryki pocisków rakietowych CGR-080 do wyrzutni Homar-K w Gorzowie Wielkopolskim. Inwestycją wartą ok. 2 mld zł zarządza spółka celowa Hanwha WB Advanced System, joint venture Grupy WB i Hanwha Aerospace. To efekt umowy na ok. 14 mld zł, podpisanej pod koniec grudnia 2025 r. przez Agencję Uzbrojenia, na dostawę w latach 2030–2033 ponad 10 tys. pocisków produkowanych w kraju. W lipcu 2026 r. ruszyły prace przygotowawcze i ziemne.

Po raz pierwszy od dziesięcioleci Polska buduje też własne systemy rakietowe, w tym dalekiego zasięgu. Przełomem była umowa zawarta w lipcu 2026 r. w Bydgoszczy przez PGZ i Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 z amerykańską firmą Anduril Industries. Dotyczy uruchomienia w Polsce montażu i produkcji autonomicznych, niskokosztowych (200–220 tys. dolarów za sztukę) pocisków manewrujących Barracuda-500M o zasięgu ponad 900 km, które dadzą wojskom lądowym poważną siłę odstraszania. Mówi się również o produkcji kierowanych pocisków rodziny GMLRS o zasięgu do 70–80 km, stanowiących podstawowe, precyzyjne uzbrojenie wyrzutni HIMARS; propozycję współprodukcji przedstawił Mesku ich producent, koncern Lockheed Martin, choć pełny transfer technologii wymaga zgody władz USA.

Na amunicyjną suwerenność przyjdzie nam jeszcze poczekać i łatwo nie będzie. Odejście od modelu „składanej amunicji z importu” do pełnej kontroli nad kluczowymi komponentami – własnym prochem, własnymi korpusami i krajowymi łańcuchami dostaw – to zadanie na lata. Po raz pierwszy od końca XX wieku mamy jednak konkretne decyzje, za którymi idą realne działania.

Włodzimierz Kaleta
Autor jest dziennikarzem wnp.pl